Witam serdecznie wszystkich człowieków, bądźcie weseli na wieki wieków!!!!!!!!!!!!!!!! :D Nawiązując do poprzedniego rozdzialika tegoż szalonego opowiadanka, moja szanowna zawartość mózgoczaszki pierwotnie umyślała sobie, iż skończy się ono na dwudziestu częściach. Jednakże ma osóbka 55 godzin na dobę coś tworzy, nieokiełznane wersety i myśli mnoży, więc w związku z powyższym oświadczeniem, powstała część kolejna i w dalszym ciągu nie jestem w stanie stwierdzić, czy jest ona ostatnia czy też nie :D Załóżmy iż będzie to historia z bliżej nieokreślonym końcem, a póki co zostawiam najdroższych Państwa pała w pałę z owym wytworkiem i uroczyście pozdrawiam :D (>‿◠)✌
************************************************************************************
Dziesięć lat później
-Mamusiuuuu!!! -Nagle podbiegła do mnie mała pomarańczowowłosa istota, której twarz pokryta była wodospadem łez. -Mamuusiuu!!! Bo ten chłopak mi dokucza i zabiera piłkę!!!
-Oj no już, przestań się mazać i powiedz mu że jak dalej tak będzie robić, to tatuś go złapie i zamknie do więzienia! -Poradziłam mu z przymrużeniem oka, a następnie obdarowując brzdąca promiennym uśmiechem, poklepałam go po łepetynce.
-Odsuń się z Sayuri, w ogóle nie masz podejścia do dzieci... -Wymamrotał cierpiętniczo Aomine po czym uklęknął na przeciwko sześciolatka i subtelnie wytarł mu łzy dłonią. -Który to? - Spytał łagodnym tonem.
-T-ten z niebieskimi włosami... -Mały pisnął cichutko wskazując nieśmiało na swego oprawce, a w jego słodkim głosiku można było wyczuć nutkę przerażenia. Daiki złapał chłopczyka za rękę i bez chwili zawahania, podszedł wraz z nim do problemowego bachora.
-Hej mały, wiesz że nie powinno brać się czyiś rzeczy bez pytania? -Granatowowłosy zadał pytanie które jednocześnie było delikatnym upomnieniem. Człowieczek tylko rzucił mu złowrogie spojrzenie z ukosa i posłusznie lecz niechętnie oddał nie swoją własność.
-Przepraszam za niego, jak widać, czasem bywa niegrzeczny... -Wtem przed Aomine stanął wysoki mężczyzna, o takim samym zabarwieniu czupryny jak owe kłopotliwe dziecko. Ciemnoskóry momentalnie odwrócił głowę w jego stronę i począł dokładnie wpatrywać się w jego oblicze.
-T-tetsu...?! -Po chwili zastanowienia wykrzyknął Ao, z dosadnym niedowierzaniem lustrując osobę znajdującą się w jego polu widzenia.
-Aomine-kun...?
-Kopę lat, Tetsu! -Daiki przybliżył się do swego starego przyjaciela i z całej siły uścisnął mu dłoń. -Ale żeś urósł! W ogóle cię nie poznałem!
-Eh, a ty za to nic się nie zmieniłeś, Aomine-kun... -Sapnął ironicznie Kuroko, a następnie skierował wzrok na małe stworzenie, które kurczliwie trzymało się nogi Aomine. -A ten maluszek to kto? -Spytał zaintrygowany, uważnie przyglądając się chłopcu.
-To mój syn. -Wypalił przepełniony wielką dumą, na co twarz Tetsuyi przybrała wyraz zdziwienia połączonego z domieszką sceptycyzmu. -Ciebie mógłbym spytać o to samo, ale chyba się domyślam...
-Tak... z zewnątrz jesteśmy podobni jak dwie krople wody, ale jeśli chodzi o charakter, jest moim całkowitym przeciwieństwem... -Błękitnowłosy uśmiechnął się pogodnie i pogładził swojego potomka po głowie. -A wracając do ciebie, to myliłem się... Co jak co, ale nigdy bym nie przypuszczał, że ten Aomine-kun którego kiedyś znałem, założy rodzinę...
-Haha, ja to nic, Tetsu! Ta kwestia zdecydowanie bardziej pasuje do Sayuri, jego matki...-Odpowiedział Daiki, podśmiechując się pod nosem.
-Słyszę, że mnie obgadujecie. -Po chwili dłuższej obserwacji tej zaciekłej pogawędki Aomine z nieznanym mi wówczas facetem, zdecydowałam się podejść i wtargnąć w dyskusje w nieco mało kulturalny sposób.
-No i to jest właśnie moja Sayu... -Przedstawił mnie Granatowowłosy, oblepiając mą personę pogardliwym spojrzeniem.
-Jestem Tetsuya, przyjaciel Aomine-kuna z gimnazjum. -Przywitał się przyjaźnie Kuroko, wyciągając do mnie dłoń.
-Noo, witam Pana serdecznie, Panie Tetsu! -Krzyknęłam radośnie, mocno i z rozmachem ściskając rękę Niebieskowłosego. -Daiki dużo mi o tobie opowiadał.
-Mnie również bardzo miło poznać osobę, która tak pozytywnie wpłynęła na Aomine...
-Polemizowałbym, kto na kogo wpłynął...-Zamruczał na boku Ao.
-I jak Aomine-kun funkcjonuje jako ojciec? Bo jakoś nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić...
-Lepiej niż może ci się wydawać! -Odpowiedziałam przekonywująco. -Nawet nie wiesz, z jakim przejęciem się nim zajmuje, a co więcej, jak Akihiko był jeszcze niemowlakiem, to Dai-chan śpiewał mu kołysanki! Haha!
-Heh, naprawdę nie wierzę, że stoi przede mną człowiek, który za czasów szkoły, ciągle wagarował, notorycznie opuszczał treningi i nie miał za grosz obowiązkowości. -Rzekł Tetsuya, spoglądając na Ciemnoskórego ze zdumieniem.
-Nie do pomyślenia, prawda?-Oświadczyłam entuzjastycznie.
-Mów za siebie, Sayuri. -Burknął Daiki.
-Ale czekaj, powiem ci więcej, Tetsuś! -Orzekłam z szyderczym uśmiechem, po czym przysunęłam się bliżej do Kuroko. -Jak ty byś wiedział, jakie on cyrki na porodówce uskuteczniał, haha! A po porodzie ryczał gorzej od małego! -Wypaliłam mu półgłosem na ucho.
-Możesz sobie darować takie szczegóły?! -Oburzył się mój Granatowowłosy idiota. -Wcale tak nie było... -Mruknął, drapiąc się nerwowo w tył głowy, a jego facjatka przeszła przez całą gamę odcieni barwy purpurowej.
I takim oto sposobem od tego momentu, między mną a mym z lekka wstydliwym, jak z resztą widać na załączonym obrazku współmałżonkiem, rozpoczęła się prężna debata o faktyczne wydarzenia, jakie to tamtego czasu miały miejsce. Nasza wspomnieniowa konwersacja w jakże przemiłym maglu towarzyskim, z każdą minutą brnęła w coraz to bardziej odległe wspominki, a my pochłonięci tą aktywną wymianą zdań, kompletnie zapomnieliśmy o naszych latoroślach. W pewnej chwili zwróciłam swoje oczy na Akihiko i ku mej uldze, oprócz tego że między nim a synem Kuroko trwała spojrzeniowa trzecia wojna światowa, na całe szczęście siedzieli spokojnie.
-Wspaniale nam się rozmawia, ale niestety my z Daikim będziemy pomału się zbierać. -Zaznaczyłam, widząc jak mały zaczyna śmiertelnie schodzić z nudów.
-Nie szkodzi, ja też muszę już wracać... Świetnie było Cię znowu spotkać, Aomine-kun, a Ciebie poznać, Sayuri-san.
-To dla mnie sam zaszczyt! Spotkajmy się jeszcze kiedyś! - Finalnie po szybkich pożegnalnych uprzejmościach, wszyscy rozstaliśmy się w pokoju i zadowoleniu. Daiki złapał mnie i Aki-chana za ręce po czym w dość dziwnym i raczej nie podobnym do naszej trójki milczeniu, udaliśmy się w drogę do domu.
-Tatooo, mogę o coś zapytać? -Nagle odezwał się Pomarańczowowłosy.
-No oczywiście, synek! Pytaj o co tylko chcesz! -Odpowiedział ochoczo Aomine.
-Jak poznałeś mamusie? -Zadał pytanie chłopczyk, z wielką ciekawością wytrzeszczając na nas swe piękne granatowe oczęta. My spojrzeliśmy po sobie nawzajem i jak gdyby nigdy nic, wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
-Haha, to było dawno, jak byliśmy jeszcze w szkole... -Przyznał Ciemnoskóry, a na jego przystojnej gębuśce zawitał błogi uśmiech. -Oj, ile ja się musiałem za twoją mamusią nalatać, żeby mnie polubiła...
-Czemu mamusia cię nie lubiła?
-Heh, uwierz mi, to długa historia, może kiedyś ci ją opowiemy w całości... -Rzekł Daiki, biorąc Akihiko na barana.
***
Jaką wartością dla człowieka jest posiadanie własnej rodziny? Patrząc na to pytanie z perspektywy przeszłości, definitywnie mogę przyznać iż nie udzieliłabym na nie odpowiedzi, a nawet w przypadku kiedy zabrałabym głos w tej kwestii, to moje tłumaczenie zapewne byłoby pozbawione głębszego sensu. Przez długie lata uporczywie zmagałam się z tym zagadnieniem, próbując gorliwie pojąć ten ważny aspekt życia. Obecnie wszystko stało się dla mnie zrozumiałe. Aczkolwiek do rozwiązania nie doszłam sama. Od pamiętnego dnia, w którym nasze drogi zeszły się ze sobą, aż do teraz, to Daiki prowadził mnie po zawiłej ścieżce, jaka to kierowała ku rozwianiu owej wątpliwości. Gdyby ktoś dekadę temu, przedstawił mi moją egzystencję z teraźniejszości, najprawdopodobniej wyśmiałabym go i potraktowała paroma solidnymi wyzwiskami, na temat jego stanu psychicznego. W sumie przez ten czas niewiele się zmieniło. Sayuri dalej jest starą, roześmianą i twardo stąpającą po ziemi Sayuri, a Aomine wciąż jest aroganckim, zboczonym i przystojnym do szaleństwa mężczyzną, który czasem lubi ponarzekać na ogrom obowiązków. Lecz w naszym wspólnym życiu pojawił się ktoś jeszcze, kto wprowadził w nim najwięcej zmian. Codziennie z uśmiechem na ustach, obydwoje stawiamy czoła nowym wyzwaniom i zmagamy się z trudami jakie przysparza nam rola bycia odpowiedzialnym rodzicem. Z łezką szczęścia w oku, obserwuję jak idealnym ojcem jest Daiki, a ja sama staram się być idealną matką.
Dziękuje Ci Daiki. Dziękuje, że pomogłeś mi dostrzec tą arcyważną wartość, na jaką bez Ciebie nawet nie rzuciłabym okiem. Jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu, którą zawsze będę szaleńczo i bezgranicznie kochać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aomine Daiki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aomine Daiki. Pokaż wszystkie posty
piątek, 29 stycznia 2016
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Chapter 20.
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Twoja koszulka przesiąkła od moich łez
Kiedy nie jestem taka twarda jak powinnam być
I widzisz najcichszą część mnie
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Tak, nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Nienawidzę kiedy cię zawodzę
Kiedy twój uśmiech się odwraca
I wiem, że powinnam być tą która mówi "kochanie możesz na mnie liczyć"
[...] Jestem tu, żeby ocalić świat, ale kto ocali super-dziewczynę?
Co jeśli jestem słaba i potrzebuję cię wieczorem?
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Nienawidzę, że cię teraz potrzebuję
Żebyś trzymał moje włosy, wysłuchał mnie
Jeśli obudzę się na podłodze w łazience
Będziesz mnie nadal chciał nad ranem?
Oh kochanie, potrzebuję cię teraz!
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę...*
Minęło parę długich dni i bezsennych nocy, które to spędziłam w dzikiej samotności, bez Aomine u mego boku. Najnormalniej w świecie, po zdarzeniu jakie to o mało co doszczętnie nie wyżarło mych komórek nerwowych, a moja złość praktycznie przekroczyła swoje maksymalne stężenie, nie miałam nawet krzty ochoty żeby zobaczyć się z Daikim. Zaplanowane uprzednio huczne świętowanie na cześć otrzymania przez mojego Granatowowłosego kretyna uprawnień do kierowania czterokołowym pojazdem, również się nie odbyło.
~Kocham Cię; Cholernie za Tobą tęsknię; Błagam, spotkajmy się w końcu, bo nie mogę już bez Ciebie wytrzymać...~ Każdego dnia, systematycznie na moją skrzynkę odbiorczą przychodził cały ogrom esemesów o podobnej treści, przez które momentami miałam niepowstrzymaną chęć całą siłą rzucić się Ao na szyję i wycałować go za wszystkie czasy. Pomimo tego, że pomału zaczynałam schodzić śmiertelnie z tęsknoty i braku jego obecności, pod żadnym pozorem nie mogłam ochłonąć i wrócić do swej duchowej równowagi po powyżej wspomnianej "wpadce". Lecz to nie koniec udręk. Dowiedziawszy się od Kise, iż od niedawna Aomine zafascynowany posiadaniem władzy za kierownicą, wykorzystuje swoją bestialską szybkość nie tylko na boisku, ale i na drogach, w mej świadomości narodziły się pewne dokuczliwe obawy o jego bezpieczeństwo, które namnażały się z każdą dobą.
***
Koszykówka, od najmłodszych lat życia była moją najlepszą przyjaciółką, do której to mogłam o każdej porze dnia i nocy zwrócić się z prośbą o bez szkodliwe rozładowanie negatywnych emocji, bądź spędzenie wolnego czasu w miłym towarzystwie. Siedziałam wraz z Taigą pod koszem, opierając łepetynę o metalowego słupa i gapiąc się bezcelowo w zachmurzone wówczas niebo. Aczkolwiek, nie tylko błękit nieba okrył się dziś płaszczem ciemnych obłoków. Moja jak zawsze i wszędzie roześmiana gębuśka, od samego rana wyrażała klarowne skwaszenie, co przeniknęło również na mego kumpla, któremu mój obecny stan w zupełności się nie podobał.
-To przez tego dupka, nie? -Spytał spontanicznie Kagami, co by w końcu przerwać głuchą ciszę, panującą od dłuższego czasu.
-Taaa... przez tego dupka. -Sapnęłam ozięble. -Ale on nie jest dupkiem... -Dodałam, wlepiając wzrok w swoje buty.
-Sorry, dla mnie jest. Nie obraź się, ale dobrze wiesz, że od początku nie byłem za tym całym waszym związkiem... -Przyznał sztywno chłopak, odwracając głowę.
-Bo co? Bo jesteś zazdrosny że gra w kosza lepiej od ciebie?! Nie zgrywaj pieprzonego dzieciaka, bo bachorów nienawidzę.
-W dupie to mam, czy jest lepszy czy gorszy... A w ogóle to jesteśmy praktycznie na tym samym poziomie. Chodzi mi o to, że od kiedy z nim jesteś, ciągle masz jakieś kłopoty. I to mnie wkurwia.
-Bez ryzyka nie ma zabawy. -Odburknęłam, posyłając Taidze mrożące krew w żyłach spojrzenie, po czym zgarnęłam piłkę z ziemi i podniosłam się.
-Ta, szczególnie takiej zabawy jak ostatnio...
-Zamknij się do cholery! Jak możesz wypowiadać się na temat związków, jak nigdy z nikim nie byłeś... nikogo nie tak kurewsko nie kochałeś, jak ja kocham Daikiego... -Wyznałam, wykonując rzut do kosza. Piłka przez parę sekund chwiejnie pokrążyła po obręczy, aż finalnie wpadła, następnie uderzając mocno o beton. Moje serce biło w rytm jej odbić, a te osobliwe przeczucia w duszy były coraz silniejsze.
-No dobra, masz rację, sorry... -Przeprosił Czterobrwiowy, zdając sobie sprawę z tego iż to co powiedziałam, było najprawdziwszą prawdą.
-Taiga, na dzisiaj wystarczy, wracam do domu. -Oznajmiłam beznamiętnie.
-Okej, ale na pewno wszystko w porządku, Sayuri?
-Nie wiem. Na razie. -Obróciłam się na pięcie i odeszłam w swoją stronę, nie zwracając uwagi na próbującego zatrzymać mnie Kagamiego. Sama nie wiedziałam, w czym tak właściwie miał pomóc mi powrót do zacisza domowego. Po drodze, moją głowę zalewał potężny wodospad przeróżnych wizji oraz myśli, natomiast wcale nie były one optymistyczne. Co chwile przystopowywałam, by wziąć głęboki wdech i uspokoić się nieco, ale to nie przynosiło żadnych korzyści. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, iż nie miałam kompletnego pojęcia, skąd nagle w moim mózgu wzięły się tak impulsywne i przygnębiające refleksje.
***
-Sayuri, co z tobą? Zawsze jesteś w dobrym humorze, a dzisiaj cię nie poznaję. Nie pamiętam żeby kiedykolwiek uśmiech zniknął z twojej twarzy, a teraz? -Odkąd tylko przekroczyłam próg mieszkania, moja rodzicielka zasypywała mnie dziesiątkami pytań, które zamiast mi pomagać, dodatkowo mnie pogrążały. Ale owszem, miała rację. Sama nie pamiętam, jak to jest odczuwać smutek i zobojętnienie.
-Daj mi spokój, nie widzisz że jestem zajęta?-Odchrząknęłam opryskliwym tonem, nie odrywając wzroku od laptopa, którym nieskutecznie próbowałam odciąć się od produkowania myśli.
-Dobrze, jak chcesz. Nie będę wtrącać się w nie swoje sprawy, ale jestem pewna że to ma związek z Daikim. -Kiedy tylko wypowiedziała jego imię, miałam wrażenie że na ułamek sekundy stanęło mi serce, a nerwy pochłaniały mój umysł w coraz to większym stopniu. Pragnęłam jej siarczyście zaprzeczyć lecz nie zdążyłam, gdyż wyszła z mojego pokoju i zamknęła drzwi. Zaraz po tym, wzięłam komórkę do ręki i w oka mgnieniu wykręciłam numer do Aomine. Dzwonię raz, drugi, trzeci... nie wiem ile razy jeszcze. Nie odbierał. W bieżącej chwili, zaczęłam niepokoić się jeszcze bardziej, choć w nie znałam prawdziwego powodu mojego zmartwienia. Poszłam do kuchni, zrobiłam sobie potrójną kawę a potem jeszcze moment powpatrywałam się nonsensownie w monitor.
"Uwaga, wiadomość z ostatniej chwili. Przy ulicy głównej w centrum miasta miał miejsce poważny wypadek samochodowy, w którym uczestniczyło trzech młodych mężczyzn. Z tego co na razie wiadomo, dwie osoby zostały ranne a jedna w bardzo ciężkim stanie trafiła do szpitala."
W pewnej chwili obił mi się o uszy komunikat docierający z idącego w tle telewizora. Mimowolnie obróciłam głowę, po to by rzucić okiem na zdjęcia z reportażu. To co zobaczyłam na ekranie, przyprawiło mnie o niewyobrażalne przerażenie, rwące dreszcze i palpitację serca. ~Nie... przecież to samochód Daikiego!~ Zdając sobie sprawę z tego makabrycznego faktu, zerwałam się i z prędkością błyskawicy wybiegłam z domu. Jechałam do szpitala z nadzieją, że to jednak jest jakiś skurwysyński zbieg okoliczności. Jednakże "nadzieja" to najbardziej znienawidzone prze mnie słowo. Kiedy zmierzałam do budynku, z trudem powstrzymywałam się od płaczu i wpadałam na ludzi.
-Przepraszam, czy może leży tu Daiki Aomine?!!!-Wpadłam z hukiem do placówki i spanikowana zwróciłam się do recepcjonistki. Ta otaksowała mnie surowym wzrokiem a następnie zaczęła wystukiwać coś na klawiaturze komputera. Pomimo iż minęły zaledwie dwie sekundy, dla mnie dłużyło się to w nieskończoność.
-Tak... jest w sali 206, przykro.... -Usłyszawszy tylko początek jej druzgocącej wypowiedzi, ruszyłam w kierunku pomieszczenia gdzie znajdował się Granatowowłosy. Nagle wszystkie wspomnienia stanęły mi przed oczyma. Widziałam jego przearcypiękny uśmiech, czułam jego bliskość, słyszałam jego głos, kiedy wypowiadał szczere "Kocham Cię, Sayuri". Wszystko prysnęło w momencie naciśnięcia prze zemnie klamki od drzwi. Wówczas zobaczyłam go nieprzytomnego, po podłączanego do wszelkiej maści aparatury medycznej, całego poobijanego i owiniętego w bandaże.
-D-d-daiki...? -Pisnęłam cicho pod nosem i podeszłam do łóżka na którym leżał. -Daiki, słyszysz mnie?!!!-Wydarłam się, lekko nim szturchając. -No odezwij się do cholery...!!!-Mimo moich starań dalej nie reagował. -Daiki proszę... p-proszę... -Syknęłam przenikliwym tonem, a moja twarz zalała się łzami. Nigdy w życiu nie byłam w takim stanie, nigdy nie czułam większej beznadziejności i bezradności jak w tamtej chwili. -J-ja wiem, wiem że ostatnio wybuchłam i napierdoliłam masę przykrych bzdur! Wiem, że niezliczoną ilość razy bardzo Cię zraniłam, wiem że mam taki skurwysyński charakter, który czasem jest nie do zniesienia, no!!!-Krzyczałam, mocno ściskając dłoń Aomine. -Już nie pamiętasz, co mi kiedyś obiecałeś idioto?!!! Miałeś mnie nigdy nie zostawiać, czyż nie?!!! I-i co teraz... I tak po prostu nagle znikniesz?!!! Nie rób sobie ze mnie jaj i wstawaj, kurwa!!! Nie znam silniejszej osoby od Ciebie D-daiki...-Przerwałam, gdyż zwyczajnie zabrakło mi tchu. -Daiki, kocham Cię!!! Kocham Cię najbardziej na tym całym, zakurwiałym świecie, rozumiesz...?!!! Ech, I-i... i nawet zgodzę się na to, by kiedyś mieć z tobą dziecko!!! -Z zagryzionymi zębami i ściśniętym gardłem wypowiedziałam to zdanie. Wtedy odniosłam wrażenie, że jego ciało lekko drgnęło. -Chcę, aby jakaś cząstka Ciebie była zawsze przy mnie... Ż-żywa, wesoła, tak przystojna jak tatuś i tak wygadana jak mamusia... -Powiedziałam roztrzęsionym głosem przez łzy. -Kocham Cię...!!! -Wykrzyczałam i położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Po momencie poczułam, jak jego serce zaczęło uderzać z porażającą prędkością, a oddech przyśpieszać.
-S-sayuri...-Wtem usłyszałam cichy szept Aomine. -P-podnieś się, bo nie mogę złapać oddechu... -W wielkim szoku uniosłam się w górę i zarówno z ulgą jak i niedowierzaniem popatrzyłam na chłopaka. Ten z przymrużonymi oczyma odwzajemnił spojrzenie, a jego kąciki ust delikatnie podniosły się.
-DEBILU MÓWIŁAM CI ŻEBYŚ UWAŻAŁ JAK BĘDZIESZ JEŹDZIŁ TYM PIERDOLONYM AUTEM, TYLE RAZY CI TO POWTARZAŁAM, A TY DALEJ SWOJE! NIENAWIDZĘ CIĘ ZA TO! NIENAWIDZĘ, JAK NIE SŁUCHASZ TEGO, CO MAM CI DO POWIEDZENIA!!! SKORO BYŁEŚ PRZYTOMNY TO CZEMU SIĘ NIE ODZYWAŁEŚ?!!! A JA PRODUKOWAŁAM SIĘ JAK GŁUPIA...
-Uspokój się Sayuri... przepraszam... to nie był wypadek z mojej winy...
-A JAK BYŚ UMARŁ TO WAŻNE BY BYŁO Z CZYJEJ WINY BYŁ, KURWA?!!!
-Ale jestem... tu, przy tobie. Żywy i przytomny. Więc już się uspokój... -Rzekł, po czym zauważyłam że próbował wstać.
-Nie Daiki, nie ruszaj się w takim stanie... -Odwiodłam go od tego pomysłu, widząc jak wiele sprawia mu to trudności.
-J-ja słyszałem... słyszałem wszystko co mówiłaś... od początku do końca... I... c-cholera... -Nie dokończył, a po chwili z jego oczu zaczęły wypływać łzy. -T-to wszystko co mi powiedziałaś, a w szczególności to ostatnie zdanie... J-ja nie wiem c-co mam powiedzieć... -Mówił drżącym głosem przez płacz, co w rezultacie wywołało u mnie identyczny efekt. -Jestem taki szczęśliwy... Kocham Cię Sayuri!!!
-J-ja Ciebie też i NIE WYOBRAŻAM SOBIE ŻYCIA BEZ CIEBIE!!!-Wyznałam i układając głowę z powrotem na Aomine, wtuliłam się w niego najmocniej jak potrafiłam. Potem nie mówiliśmy już nic. Na całej sali słychać było tylko głośne szlochy. Przyznaje z pokorą... straszliwe z nas beksy.
Koniec.
Twoja koszulka przesiąkła od moich łez
Kiedy nie jestem taka twarda jak powinnam być
I widzisz najcichszą część mnie
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Tak, nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Nienawidzę kiedy cię zawodzę
Kiedy twój uśmiech się odwraca
I wiem, że powinnam być tą która mówi "kochanie możesz na mnie liczyć"
[...] Jestem tu, żeby ocalić świat, ale kto ocali super-dziewczynę?
Co jeśli jestem słaba i potrzebuję cię wieczorem?
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Nienawidzę, że cię teraz potrzebuję
Żebyś trzymał moje włosy, wysłuchał mnie
Jeśli obudzę się na podłodze w łazience
Będziesz mnie nadal chciał nad ranem?
Oh kochanie, potrzebuję cię teraz!
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę...*
Minęło parę długich dni i bezsennych nocy, które to spędziłam w dzikiej samotności, bez Aomine u mego boku. Najnormalniej w świecie, po zdarzeniu jakie to o mało co doszczętnie nie wyżarło mych komórek nerwowych, a moja złość praktycznie przekroczyła swoje maksymalne stężenie, nie miałam nawet krzty ochoty żeby zobaczyć się z Daikim. Zaplanowane uprzednio huczne świętowanie na cześć otrzymania przez mojego Granatowowłosego kretyna uprawnień do kierowania czterokołowym pojazdem, również się nie odbyło.
~Kocham Cię; Cholernie za Tobą tęsknię; Błagam, spotkajmy się w końcu, bo nie mogę już bez Ciebie wytrzymać...~ Każdego dnia, systematycznie na moją skrzynkę odbiorczą przychodził cały ogrom esemesów o podobnej treści, przez które momentami miałam niepowstrzymaną chęć całą siłą rzucić się Ao na szyję i wycałować go za wszystkie czasy. Pomimo tego, że pomału zaczynałam schodzić śmiertelnie z tęsknoty i braku jego obecności, pod żadnym pozorem nie mogłam ochłonąć i wrócić do swej duchowej równowagi po powyżej wspomnianej "wpadce". Lecz to nie koniec udręk. Dowiedziawszy się od Kise, iż od niedawna Aomine zafascynowany posiadaniem władzy za kierownicą, wykorzystuje swoją bestialską szybkość nie tylko na boisku, ale i na drogach, w mej świadomości narodziły się pewne dokuczliwe obawy o jego bezpieczeństwo, które namnażały się z każdą dobą.
***
Koszykówka, od najmłodszych lat życia była moją najlepszą przyjaciółką, do której to mogłam o każdej porze dnia i nocy zwrócić się z prośbą o bez szkodliwe rozładowanie negatywnych emocji, bądź spędzenie wolnego czasu w miłym towarzystwie. Siedziałam wraz z Taigą pod koszem, opierając łepetynę o metalowego słupa i gapiąc się bezcelowo w zachmurzone wówczas niebo. Aczkolwiek, nie tylko błękit nieba okrył się dziś płaszczem ciemnych obłoków. Moja jak zawsze i wszędzie roześmiana gębuśka, od samego rana wyrażała klarowne skwaszenie, co przeniknęło również na mego kumpla, któremu mój obecny stan w zupełności się nie podobał.
-To przez tego dupka, nie? -Spytał spontanicznie Kagami, co by w końcu przerwać głuchą ciszę, panującą od dłuższego czasu.
-Taaa... przez tego dupka. -Sapnęłam ozięble. -Ale on nie jest dupkiem... -Dodałam, wlepiając wzrok w swoje buty.
-Sorry, dla mnie jest. Nie obraź się, ale dobrze wiesz, że od początku nie byłem za tym całym waszym związkiem... -Przyznał sztywno chłopak, odwracając głowę.
-Bo co? Bo jesteś zazdrosny że gra w kosza lepiej od ciebie?! Nie zgrywaj pieprzonego dzieciaka, bo bachorów nienawidzę.
-W dupie to mam, czy jest lepszy czy gorszy... A w ogóle to jesteśmy praktycznie na tym samym poziomie. Chodzi mi o to, że od kiedy z nim jesteś, ciągle masz jakieś kłopoty. I to mnie wkurwia.
-Bez ryzyka nie ma zabawy. -Odburknęłam, posyłając Taidze mrożące krew w żyłach spojrzenie, po czym zgarnęłam piłkę z ziemi i podniosłam się.
-Ta, szczególnie takiej zabawy jak ostatnio...
-Zamknij się do cholery! Jak możesz wypowiadać się na temat związków, jak nigdy z nikim nie byłeś... nikogo nie tak kurewsko nie kochałeś, jak ja kocham Daikiego... -Wyznałam, wykonując rzut do kosza. Piłka przez parę sekund chwiejnie pokrążyła po obręczy, aż finalnie wpadła, następnie uderzając mocno o beton. Moje serce biło w rytm jej odbić, a te osobliwe przeczucia w duszy były coraz silniejsze.
-No dobra, masz rację, sorry... -Przeprosił Czterobrwiowy, zdając sobie sprawę z tego iż to co powiedziałam, było najprawdziwszą prawdą.
-Taiga, na dzisiaj wystarczy, wracam do domu. -Oznajmiłam beznamiętnie.
-Okej, ale na pewno wszystko w porządku, Sayuri?
-Nie wiem. Na razie. -Obróciłam się na pięcie i odeszłam w swoją stronę, nie zwracając uwagi na próbującego zatrzymać mnie Kagamiego. Sama nie wiedziałam, w czym tak właściwie miał pomóc mi powrót do zacisza domowego. Po drodze, moją głowę zalewał potężny wodospad przeróżnych wizji oraz myśli, natomiast wcale nie były one optymistyczne. Co chwile przystopowywałam, by wziąć głęboki wdech i uspokoić się nieco, ale to nie przynosiło żadnych korzyści. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, iż nie miałam kompletnego pojęcia, skąd nagle w moim mózgu wzięły się tak impulsywne i przygnębiające refleksje.
***
-Sayuri, co z tobą? Zawsze jesteś w dobrym humorze, a dzisiaj cię nie poznaję. Nie pamiętam żeby kiedykolwiek uśmiech zniknął z twojej twarzy, a teraz? -Odkąd tylko przekroczyłam próg mieszkania, moja rodzicielka zasypywała mnie dziesiątkami pytań, które zamiast mi pomagać, dodatkowo mnie pogrążały. Ale owszem, miała rację. Sama nie pamiętam, jak to jest odczuwać smutek i zobojętnienie.
-Daj mi spokój, nie widzisz że jestem zajęta?-Odchrząknęłam opryskliwym tonem, nie odrywając wzroku od laptopa, którym nieskutecznie próbowałam odciąć się od produkowania myśli.
-Dobrze, jak chcesz. Nie będę wtrącać się w nie swoje sprawy, ale jestem pewna że to ma związek z Daikim. -Kiedy tylko wypowiedziała jego imię, miałam wrażenie że na ułamek sekundy stanęło mi serce, a nerwy pochłaniały mój umysł w coraz to większym stopniu. Pragnęłam jej siarczyście zaprzeczyć lecz nie zdążyłam, gdyż wyszła z mojego pokoju i zamknęła drzwi. Zaraz po tym, wzięłam komórkę do ręki i w oka mgnieniu wykręciłam numer do Aomine. Dzwonię raz, drugi, trzeci... nie wiem ile razy jeszcze. Nie odbierał. W bieżącej chwili, zaczęłam niepokoić się jeszcze bardziej, choć w nie znałam prawdziwego powodu mojego zmartwienia. Poszłam do kuchni, zrobiłam sobie potrójną kawę a potem jeszcze moment powpatrywałam się nonsensownie w monitor.
"Uwaga, wiadomość z ostatniej chwili. Przy ulicy głównej w centrum miasta miał miejsce poważny wypadek samochodowy, w którym uczestniczyło trzech młodych mężczyzn. Z tego co na razie wiadomo, dwie osoby zostały ranne a jedna w bardzo ciężkim stanie trafiła do szpitala."
W pewnej chwili obił mi się o uszy komunikat docierający z idącego w tle telewizora. Mimowolnie obróciłam głowę, po to by rzucić okiem na zdjęcia z reportażu. To co zobaczyłam na ekranie, przyprawiło mnie o niewyobrażalne przerażenie, rwące dreszcze i palpitację serca. ~Nie... przecież to samochód Daikiego!~ Zdając sobie sprawę z tego makabrycznego faktu, zerwałam się i z prędkością błyskawicy wybiegłam z domu. Jechałam do szpitala z nadzieją, że to jednak jest jakiś skurwysyński zbieg okoliczności. Jednakże "nadzieja" to najbardziej znienawidzone prze mnie słowo. Kiedy zmierzałam do budynku, z trudem powstrzymywałam się od płaczu i wpadałam na ludzi.
-Przepraszam, czy może leży tu Daiki Aomine?!!!-Wpadłam z hukiem do placówki i spanikowana zwróciłam się do recepcjonistki. Ta otaksowała mnie surowym wzrokiem a następnie zaczęła wystukiwać coś na klawiaturze komputera. Pomimo iż minęły zaledwie dwie sekundy, dla mnie dłużyło się to w nieskończoność.
-Tak... jest w sali 206, przykro.... -Usłyszawszy tylko początek jej druzgocącej wypowiedzi, ruszyłam w kierunku pomieszczenia gdzie znajdował się Granatowowłosy. Nagle wszystkie wspomnienia stanęły mi przed oczyma. Widziałam jego przearcypiękny uśmiech, czułam jego bliskość, słyszałam jego głos, kiedy wypowiadał szczere "Kocham Cię, Sayuri". Wszystko prysnęło w momencie naciśnięcia prze zemnie klamki od drzwi. Wówczas zobaczyłam go nieprzytomnego, po podłączanego do wszelkiej maści aparatury medycznej, całego poobijanego i owiniętego w bandaże.
-D-d-daiki...? -Pisnęłam cicho pod nosem i podeszłam do łóżka na którym leżał. -Daiki, słyszysz mnie?!!!-Wydarłam się, lekko nim szturchając. -No odezwij się do cholery...!!!-Mimo moich starań dalej nie reagował. -Daiki proszę... p-proszę... -Syknęłam przenikliwym tonem, a moja twarz zalała się łzami. Nigdy w życiu nie byłam w takim stanie, nigdy nie czułam większej beznadziejności i bezradności jak w tamtej chwili. -J-ja wiem, wiem że ostatnio wybuchłam i napierdoliłam masę przykrych bzdur! Wiem, że niezliczoną ilość razy bardzo Cię zraniłam, wiem że mam taki skurwysyński charakter, który czasem jest nie do zniesienia, no!!!-Krzyczałam, mocno ściskając dłoń Aomine. -Już nie pamiętasz, co mi kiedyś obiecałeś idioto?!!! Miałeś mnie nigdy nie zostawiać, czyż nie?!!! I-i co teraz... I tak po prostu nagle znikniesz?!!! Nie rób sobie ze mnie jaj i wstawaj, kurwa!!! Nie znam silniejszej osoby od Ciebie D-daiki...-Przerwałam, gdyż zwyczajnie zabrakło mi tchu. -Daiki, kocham Cię!!! Kocham Cię najbardziej na tym całym, zakurwiałym świecie, rozumiesz...?!!! Ech, I-i... i nawet zgodzę się na to, by kiedyś mieć z tobą dziecko!!! -Z zagryzionymi zębami i ściśniętym gardłem wypowiedziałam to zdanie. Wtedy odniosłam wrażenie, że jego ciało lekko drgnęło. -Chcę, aby jakaś cząstka Ciebie była zawsze przy mnie... Ż-żywa, wesoła, tak przystojna jak tatuś i tak wygadana jak mamusia... -Powiedziałam roztrzęsionym głosem przez łzy. -Kocham Cię...!!! -Wykrzyczałam i położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Po momencie poczułam, jak jego serce zaczęło uderzać z porażającą prędkością, a oddech przyśpieszać.
-S-sayuri...-Wtem usłyszałam cichy szept Aomine. -P-podnieś się, bo nie mogę złapać oddechu... -W wielkim szoku uniosłam się w górę i zarówno z ulgą jak i niedowierzaniem popatrzyłam na chłopaka. Ten z przymrużonymi oczyma odwzajemnił spojrzenie, a jego kąciki ust delikatnie podniosły się.
-DEBILU MÓWIŁAM CI ŻEBYŚ UWAŻAŁ JAK BĘDZIESZ JEŹDZIŁ TYM PIERDOLONYM AUTEM, TYLE RAZY CI TO POWTARZAŁAM, A TY DALEJ SWOJE! NIENAWIDZĘ CIĘ ZA TO! NIENAWIDZĘ, JAK NIE SŁUCHASZ TEGO, CO MAM CI DO POWIEDZENIA!!! SKORO BYŁEŚ PRZYTOMNY TO CZEMU SIĘ NIE ODZYWAŁEŚ?!!! A JA PRODUKOWAŁAM SIĘ JAK GŁUPIA...
-Uspokój się Sayuri... przepraszam... to nie był wypadek z mojej winy...
-A JAK BYŚ UMARŁ TO WAŻNE BY BYŁO Z CZYJEJ WINY BYŁ, KURWA?!!!
-Ale jestem... tu, przy tobie. Żywy i przytomny. Więc już się uspokój... -Rzekł, po czym zauważyłam że próbował wstać.
-Nie Daiki, nie ruszaj się w takim stanie... -Odwiodłam go od tego pomysłu, widząc jak wiele sprawia mu to trudności.
-J-ja słyszałem... słyszałem wszystko co mówiłaś... od początku do końca... I... c-cholera... -Nie dokończył, a po chwili z jego oczu zaczęły wypływać łzy. -T-to wszystko co mi powiedziałaś, a w szczególności to ostatnie zdanie... J-ja nie wiem c-co mam powiedzieć... -Mówił drżącym głosem przez płacz, co w rezultacie wywołało u mnie identyczny efekt. -Jestem taki szczęśliwy... Kocham Cię Sayuri!!!
-J-ja Ciebie też i NIE WYOBRAŻAM SOBIE ŻYCIA BEZ CIEBIE!!!-Wyznałam i układając głowę z powrotem na Aomine, wtuliłam się w niego najmocniej jak potrafiłam. Potem nie mówiliśmy już nic. Na całej sali słychać było tylko głośne szlochy. Przyznaje z pokorą... straszliwe z nas beksy.
Koniec.
*Słowa z piosenki Halestorm - I hate when you see me cry
niedziela, 10 stycznia 2016
Chapter 19 cz. 2
Że niby ja, Sayuri Kotobashi, nie posiadająca się ze szczerej nienawiści do małych, człowieczych istot pełzających po tej ziemi, mam mieć dziecko? Niezły żartowniś z tego pieprzonego losu. Przecież tylu ludzi na świecie, z trudem stara się o potomka, a MI przyszło to z taką łatwością? Lecz tak naprawdę, to nie ma co się zbytnio dziwić, gdyż tak jak już kiedyś wspominałam, moją specjalnością, a zarazem hobby jest pakowanie się w poważne kłopoty. Siedziałam w autobusie, nerwowo przebierając nogami a w przez głowę przewijało mi się tryliardy siarczystych przekleństw, oraz najróżniejszej treści myśli. Moje neurony mózgowe prowadziły arcyaktywną i dogłębną analizę faktów, stricte dotyczących zagadnienia, kiedy i w jaki sposób, mogło dojść do tego koszmarnego zdarzenia. W chwili, kiedy sięgnęłam pamięcią do tegorocznych wakacji, uświadomiłam sobie jeszcze jedną, straszliwą rzecz na którą to wręcz przeszły mnie dreszcze. Wtedy bezzwłocznie wyciągnęłam telefon i porywiście wykręciłam numer do Kise.
-Halo? Sayuricchi? I jak się czujesz?
-Czy my się wtedy zabezpieczaliśmy?!!! -Wyjechałam prosto z mostu.
-Eee...? Nie do końca rozumiem, o co ci chodzi... -Odpowiedział Blondyn po chwili długiego milczenia.
-To zrozum, do cholery! Wtedy na wakacjach, jak ja, Ty i Aomine...
-Co tak nagle sobie o tym przypomniałaś, Sayucchi? Nie wiem jak Aominecchi, ale ja zawsze się zabezpieczam...
-Jesteś pewien?!!!
-T-tak, ale co się stało?
-Domyśl się! -Rzuciłam, po czym zakończyłam rozmowę. Przynajmniej obiekcja, co do ojca rzekomego dziecka, została rozwiana.
Nareszcie dojeżdżałam do przystanku, na którym to miałam opuścić pojazd. Wstałam z siedzenia i kompletnie ignorując wszystkie złośliwe spojrzenia zgorszonych pasażerów będących świadkiem tejże rozmowy telefonicznej, ustawiłam się przy drzwiach. Wysiadłam i z prędkością szybszą niż światło, pogalopowałam do domu Daikiego.
-Ooo, siemasz kochanie... -Otworzył mi drzwi a następnie zniżył na wysokość mojej twarzy, ażeby pocałować mnie na przywitanie.
-PRZESUŃ SIĘ KRETYNIE!!! -Ja jednak, nie pozwoliłam mu na ten czyn i niczym pies z zaawansowaną wścieklizną wparowałam do środka, gwałtownie popychając Aomine.
-A tobie co...? -Spytał, całkowicie zszokowany moim zachowaniem.
-MI NIC, ALE TY BĘDZIESZ TATUSIEM, OGARNIASZ?!!!! -Wypaliłam bez ogródek.
-Ż-że co?! -Pisnął, a oczy zrobiły mu się tak duże, jak opony od jego nowo zakupionego samochodu. -To znaczy że ty jesteś w...?!!!
-NAWET NIE KOŃCZ! Nie chcę o tym słyszeć, kurwa!!!!
-A-ale jak to się mogło stać... -Poszedł do salonu, usiadł na sofie po czym złapał się za głowę.
-CO, MAM CI WYTŁUMACZYĆ JAK SIĘ BACHORY ROBI?!!! Przecież jak widać, to ty jesteś kurewskim ekspertem w tej dziedzinie!!!!
-Przecież zawsze się zabezpieczamy...
-TO CO, MOŻE KONDOM PĘK?!! Ech... Co z tego że będziemy dochodzić jak to się stało, jak TO się stało i się kurwa nie odstanie!!! I wiedz, że już NIGDY nie pójdę z tobą do łóżka, NIGDY!!!! -Nie mogłam przestać wydzierać gęby na mojego faceta, a on będąc pogrążony w ogromnym osłupieniu, sięgnął na stolik po paczkę papierosów i odpalił jednego.
-Uspokójmy się, Sayuri. -Mruknął, starając się powrócić do trzeźwego myślenia. Ja bezceremonialnie wyrwałam mu fajki i zupełnie lekceważąc mój obecny stan cielesny, sama zapaliłam.
-Co ty wyprawiasz do cholery?! -Granatowowłosy wstał i z miejsca wyszarpał mi szluga z ręki. -Nie wiesz, że to szkodzi dziecku?
-Tak?! To czemu sam palisz przy ciężarnej?! I co ci tak nagle zaczęło zależeć?!!
-No dobra, masz racje... -Przytaknął, gasząc swojego. - Posłuchaj, Sayu. Damy radę. Oboje jesteśmy dorośli, ja mam bogatych rodziców, a studia i wychowanie dzieciaka też się da jakoś pogodzić... -Zapewnił, patrząc mi prosto w oczy.
-OCZYWIŚCIE, ŻE DAMY RADĘ! Zastanów się, do kogo mówisz debilu! Ale to, że jesteśmy dorośli, wcale nie oznacza że to już pora na bachora, noo!!! A poza tym, dobrze wiesz że skurwysyńsko nienawidzę dzieci i za żadną cholerę nie wyobrażam sobie niańczyć swojego!!!
-Sayuri, uspokój się... -Daiki podszedł do mnie i od tyłu otulił swoimi silnymi ramionami, kładąc mi ręce na brzuchu. Ja próbowałam się wyrywać, lecz moje trudy poszły na marne, gdyż z każdą sekundą pogłębiał uścisk.
-Uspokój się... -Powtórzył, subtelnie muskając mnie ustami po policzku. -Wiem że to stało się tak nagle i pojebało nam całe plany życiowe ale.... z drugiej strony pomyśl, jaki zajebisty dzieciak wyjdzie z połączenia jego zajebistych rodziców... Wiesz, szczere to chciałbym mieć syna... uczyłbym go, nie, uczylibyśmy go razem grać w kosza od małego, a w przyszłości wyrósł by na takiego drugiego zajebistego tatusia, który poznałby taką drugą zajebistą mamusie i mielibyśmy zajebiste wnuki... -Mówił nieprzerwanie Aomine, a ja zgodnie z jego poniekąd sensownymi słowami, widziałam wszystkie te scenariusze oczami wyobraźni. -Kocham cię, a ten dzieciak jeszcze bardziej nas do siebie zbliży...-Orzekł ujmująco. Stałam nieporuszenie w objęciach Daikiego i po wysłuchaniu tego, co właśnie powiedział, przez moment poczułam ukojenie w sercu. Szczerze powiedziawszy, byłam z lekka zaskoczona jego dorosłą postawą, gdyż myślałam że na tą nowinę zareaguje zupełnie w inny sposób. Rozmarzyłam się, myśląc jak mogłaby wyglądać nasza wspólna przyszłość. Jednakże nie potrzeba było dużo czasu, abym z powrotem zeszła z obłoków na ziemię i wróciła do swej prawdziwej osobowości.
-Przestań pieprzyć!!!! -Warknęłam i zamaszyście odtrąciłam chłopaka od siebie. -Jeśli myślisz, że nakręcisz mnie tymi pięknymi słówkami, to się kurwa grubo mylisz!
-Sayu... ja rozumiem, że jest ci w chuj ciężko przyjąć to do wiadomości ale musimy się z tym jakoś pogodzić...
-Z niczym nie będę się godzić, do póki nie potwierdzę tego u wiarygodnych źródeł!! -Burknęłam, kierując się w stronę drzwi wyjściowych i bez słowa opuściłam mieszkanie Aomine. Adekwatnie do tego, co oświadczyłam wcześniej, postanowiłam że najodpowiedniej będzie udać się teraz do lekarza, bowiem gdzieś głęboko we mnie tliła się malutka refleksja iż ten nieszczęsny test ciążowy, mógł jednak nie mieć racji.
***
~Kurrrwa mać!!!! No ja pierdole!! Chyba zaraz mnie tu chuj nagły strzeli!!~ Od dobrych trzydziestu pięciu minut taka i podobne wiązanki przekleństw chodziły mi po głowie. Kolejka w przychodni posuwała się w tempie chodu trzystokilwego żółwia, a me rozwścieczenie rosło odwrotnie proporcjonalnie w stosunku do szybkości postępu przesuwania owego łańcucha ludzi, czekających przed gabinetem. W ostatecznym razie, kiedy byłam już na granicy szewskiej pasji, przyszła kolej na mnie. ~Boże i Wszyscy Święci, błagam by to była nieprawda...~ Odprawiłam szybkie duchowe modły, westchnęłam głęboko i weszłam do siedziby doktora. Tłok ludzi walczących o konsultację lekarską był koszmarem, ale oczekiwanie na informacje potwierdzającą to, czy jestem w ciąży czy też nie, to już istne piekło! Na całe szczęście, szybkość wizyty wynagrodziła mi cały mój czas spędzony w kolejce. Aczkolwiek warto było czekać, ponieważ chwalebny komunikat lekarza, w pełni potwierdził moje przypuszczenia. Jeszcze nigdy w życiu nie odetchnęłam z tak niesamowitą ulgą.
***
Od: Sayuri
Do: Aomine
Treść: Masz jebane szczęście. To był fałszywy alarm.
-Halo? Sayuricchi? I jak się czujesz?
-Czy my się wtedy zabezpieczaliśmy?!!! -Wyjechałam prosto z mostu.
-Eee...? Nie do końca rozumiem, o co ci chodzi... -Odpowiedział Blondyn po chwili długiego milczenia.
-To zrozum, do cholery! Wtedy na wakacjach, jak ja, Ty i Aomine...
-Co tak nagle sobie o tym przypomniałaś, Sayucchi? Nie wiem jak Aominecchi, ale ja zawsze się zabezpieczam...
-Jesteś pewien?!!!
-T-tak, ale co się stało?
-Domyśl się! -Rzuciłam, po czym zakończyłam rozmowę. Przynajmniej obiekcja, co do ojca rzekomego dziecka, została rozwiana.
Nareszcie dojeżdżałam do przystanku, na którym to miałam opuścić pojazd. Wstałam z siedzenia i kompletnie ignorując wszystkie złośliwe spojrzenia zgorszonych pasażerów będących świadkiem tejże rozmowy telefonicznej, ustawiłam się przy drzwiach. Wysiadłam i z prędkością szybszą niż światło, pogalopowałam do domu Daikiego.
-Ooo, siemasz kochanie... -Otworzył mi drzwi a następnie zniżył na wysokość mojej twarzy, ażeby pocałować mnie na przywitanie.
-PRZESUŃ SIĘ KRETYNIE!!! -Ja jednak, nie pozwoliłam mu na ten czyn i niczym pies z zaawansowaną wścieklizną wparowałam do środka, gwałtownie popychając Aomine.
-A tobie co...? -Spytał, całkowicie zszokowany moim zachowaniem.
-MI NIC, ALE TY BĘDZIESZ TATUSIEM, OGARNIASZ?!!!! -Wypaliłam bez ogródek.
-Ż-że co?! -Pisnął, a oczy zrobiły mu się tak duże, jak opony od jego nowo zakupionego samochodu. -To znaczy że ty jesteś w...?!!!
-NAWET NIE KOŃCZ! Nie chcę o tym słyszeć, kurwa!!!!
-A-ale jak to się mogło stać... -Poszedł do salonu, usiadł na sofie po czym złapał się za głowę.
-CO, MAM CI WYTŁUMACZYĆ JAK SIĘ BACHORY ROBI?!!! Przecież jak widać, to ty jesteś kurewskim ekspertem w tej dziedzinie!!!!
-Przecież zawsze się zabezpieczamy...
-TO CO, MOŻE KONDOM PĘK?!! Ech... Co z tego że będziemy dochodzić jak to się stało, jak TO się stało i się kurwa nie odstanie!!! I wiedz, że już NIGDY nie pójdę z tobą do łóżka, NIGDY!!!! -Nie mogłam przestać wydzierać gęby na mojego faceta, a on będąc pogrążony w ogromnym osłupieniu, sięgnął na stolik po paczkę papierosów i odpalił jednego.
-Uspokójmy się, Sayuri. -Mruknął, starając się powrócić do trzeźwego myślenia. Ja bezceremonialnie wyrwałam mu fajki i zupełnie lekceważąc mój obecny stan cielesny, sama zapaliłam.
-Co ty wyprawiasz do cholery?! -Granatowowłosy wstał i z miejsca wyszarpał mi szluga z ręki. -Nie wiesz, że to szkodzi dziecku?
-Tak?! To czemu sam palisz przy ciężarnej?! I co ci tak nagle zaczęło zależeć?!!
-No dobra, masz racje... -Przytaknął, gasząc swojego. - Posłuchaj, Sayu. Damy radę. Oboje jesteśmy dorośli, ja mam bogatych rodziców, a studia i wychowanie dzieciaka też się da jakoś pogodzić... -Zapewnił, patrząc mi prosto w oczy.
-OCZYWIŚCIE, ŻE DAMY RADĘ! Zastanów się, do kogo mówisz debilu! Ale to, że jesteśmy dorośli, wcale nie oznacza że to już pora na bachora, noo!!! A poza tym, dobrze wiesz że skurwysyńsko nienawidzę dzieci i za żadną cholerę nie wyobrażam sobie niańczyć swojego!!!
-Sayuri, uspokój się... -Daiki podszedł do mnie i od tyłu otulił swoimi silnymi ramionami, kładąc mi ręce na brzuchu. Ja próbowałam się wyrywać, lecz moje trudy poszły na marne, gdyż z każdą sekundą pogłębiał uścisk.
-Uspokój się... -Powtórzył, subtelnie muskając mnie ustami po policzku. -Wiem że to stało się tak nagle i pojebało nam całe plany życiowe ale.... z drugiej strony pomyśl, jaki zajebisty dzieciak wyjdzie z połączenia jego zajebistych rodziców... Wiesz, szczere to chciałbym mieć syna... uczyłbym go, nie, uczylibyśmy go razem grać w kosza od małego, a w przyszłości wyrósł by na takiego drugiego zajebistego tatusia, który poznałby taką drugą zajebistą mamusie i mielibyśmy zajebiste wnuki... -Mówił nieprzerwanie Aomine, a ja zgodnie z jego poniekąd sensownymi słowami, widziałam wszystkie te scenariusze oczami wyobraźni. -Kocham cię, a ten dzieciak jeszcze bardziej nas do siebie zbliży...-Orzekł ujmująco. Stałam nieporuszenie w objęciach Daikiego i po wysłuchaniu tego, co właśnie powiedział, przez moment poczułam ukojenie w sercu. Szczerze powiedziawszy, byłam z lekka zaskoczona jego dorosłą postawą, gdyż myślałam że na tą nowinę zareaguje zupełnie w inny sposób. Rozmarzyłam się, myśląc jak mogłaby wyglądać nasza wspólna przyszłość. Jednakże nie potrzeba było dużo czasu, abym z powrotem zeszła z obłoków na ziemię i wróciła do swej prawdziwej osobowości.
-Przestań pieprzyć!!!! -Warknęłam i zamaszyście odtrąciłam chłopaka od siebie. -Jeśli myślisz, że nakręcisz mnie tymi pięknymi słówkami, to się kurwa grubo mylisz!
-Sayu... ja rozumiem, że jest ci w chuj ciężko przyjąć to do wiadomości ale musimy się z tym jakoś pogodzić...
-Z niczym nie będę się godzić, do póki nie potwierdzę tego u wiarygodnych źródeł!! -Burknęłam, kierując się w stronę drzwi wyjściowych i bez słowa opuściłam mieszkanie Aomine. Adekwatnie do tego, co oświadczyłam wcześniej, postanowiłam że najodpowiedniej będzie udać się teraz do lekarza, bowiem gdzieś głęboko we mnie tliła się malutka refleksja iż ten nieszczęsny test ciążowy, mógł jednak nie mieć racji.
***
~Kurrrwa mać!!!! No ja pierdole!! Chyba zaraz mnie tu chuj nagły strzeli!!~ Od dobrych trzydziestu pięciu minut taka i podobne wiązanki przekleństw chodziły mi po głowie. Kolejka w przychodni posuwała się w tempie chodu trzystokilwego żółwia, a me rozwścieczenie rosło odwrotnie proporcjonalnie w stosunku do szybkości postępu przesuwania owego łańcucha ludzi, czekających przed gabinetem. W ostatecznym razie, kiedy byłam już na granicy szewskiej pasji, przyszła kolej na mnie. ~Boże i Wszyscy Święci, błagam by to była nieprawda...~ Odprawiłam szybkie duchowe modły, westchnęłam głęboko i weszłam do siedziby doktora. Tłok ludzi walczących o konsultację lekarską był koszmarem, ale oczekiwanie na informacje potwierdzającą to, czy jestem w ciąży czy też nie, to już istne piekło! Na całe szczęście, szybkość wizyty wynagrodziła mi cały mój czas spędzony w kolejce. Aczkolwiek warto było czekać, ponieważ chwalebny komunikat lekarza, w pełni potwierdził moje przypuszczenia. Jeszcze nigdy w życiu nie odetchnęłam z tak niesamowitą ulgą.
***
Od: Sayuri
Do: Aomine
Treść: Masz jebane szczęście. To był fałszywy alarm.
niedziela, 3 stycznia 2016
Chapter 19 cz. 1
Późne letnie popołudnie. Dzień nie był już tak gorący jak przeszło dwa tygodnie temu, kiedy to oddawałam się błogim, słonecznym kąpielą w malowniczej nadmorskiej miejscowości. Jednakże wakacje nadal trwały pełną parą, a słońce również nie szczędziło sobie promieni słonecznych, precyzyjnie ocieplających klimat. Ja, Taiga oraz Kise, praktycznie od samego poranka, z rozmachem przemierzaliśmy wystawy sklepowe w galerii handlowej, co jakiś czas robiąc przystanki na opróżnienie naszych portfeli. Co też robiliśmy w tak nie brzydki dzionek w otchłani sklepowej dżungli? Otóż, ku szybkiemu wyjaśnieniu, parę dni temu mój Granatowowłosy idiota, pomyślnie i bezproblemowo zdał egzamin na prawo jazdy, co rzecz oczywista, było powodem do arcymega świętowania. Co więcej, uczynił to za pierwszym podejściem, w wyniku czego postanowiłam wyprawić mu dziki melanż, ażeby należycie uczcić jego nie lada wyczyn. I tak właśnie w związku z zaistniałą sytuacją, zwerbowałam mych najdroższych kumpli co by pomogli mi w dźwiganiu wszystkich niezbędnych rzeczy, potrzebnych do zorganizowania tejże imprezy.
-Ughhh... Prawie cała moja wypłata poszła się jebać przez te buty!!! - Lamentowałam, porywiście wymachując reklamówką z moją nową parą Jordanów, a nieposkromiona rozpacz rozrywała moje serce na widok nikłej wówczas zawartości portfela.
-Sayucchi, trochę nie rozumiem twojego toku myślenia. Przecież nikt nie kazał ci ich kupować... -Burknął Blondyn, patrząc na mnie posępnym wzrokiem.
-Ujarzmij się Kise, czy ty siebie słyszysz?! Kurewsko mi się podobają! A poza tym, nigdy nie przegram z tym kretynem w ilości butów!!! -Odrzekłam, z dumnym uśmiechem na ustach.
-O tak, Sayu. Moja krew. Od razu widać, kto cię wychował. -Przyznał Kagami puszczając do mnie oczko.
-Żółwik, "bracie"! -Zawołałam ochoczo i po chwili nasze pięści żwawo zderzyły się ze sobą. W tym samym czasie Ryota zniknął nam z pola widzenia, przystając przy gablotce nie taniej drogerii kosmetycznej, a jego oczy mieniły się niczym sześćdziesięcio sześcio karatowe diamenty.
-Sayuricchi! Kagamicchi! Podejdźcie tu na moment! -Wydarł gębę Blond-model, a my z ciekawości, jakiż to byt przyciągnął jego uwagę, udaliśmy się w jego stronę.
-Widzicie te perfumy? -Wskazał dłonią na półkę z owym kosmetykiem. -To jedne z najzajebistrzych, jakie kiedykolwiek wąchałem. -Oświadczył z zachwytem.
-Chwilunia Kisiu, przecież Daiki takich używa! -Wypaliłam, natychmiastowo przypominając sobie zapach tego "legendarnego" pachnidła, które przecież było jedną z pierwszych rzeczy, jakie pokochałam u Aomine.
-Ciężko by było tego nie wyczuć, droga Sayucchi. -Rzekł, posyłając do mnie promienisty uśmiech. -I właśnie wpadłem na pomysł żeby kupić mu je na prezent.
-Niech cię nagły szlag trafi, za ten świetny pomysł, Ryocia! Teraz to mi już nawet pół złamanego gorsza nie zostanie w kieszeni! -Wymamrotałam, wzdychając głęboko.
-Spokojnie, wspomożemy cię, prawda Kagamicchi? -Złotooki zwrócił się do Taigi, kładąc mu rękę na ramieniu.
-Mnie w to nie mieszaj. -Sapnął beznamiętnie Czterobrwiowy, ruszając w stronę wejścia do sklepu, do którego uparcie ciągnął Blondyn.
-Chłopaki, czekajcie. -Nagle, ni stąd ni zowąd, poczułam jak zaczyna mi się kręcić w głowie, a moje ciało ogarnęła niewyjaśniona słabość.
-Co jest Sayu? -Spytał Kagami, momentalnie odwracając się z Kise w moją stronę.
-We łbie mi się zakręciło, idę sobie usiąść. -Oświadczyłam i łapiąc się za łepetynkę, niestabilnym krokiem podeszłam do ławki.
-Sayuricchi, wybacz że to powiem, ale naprawdę marnie wyglądasz... -Przyznał Ryota po dokładnym zlustrowaniu mej osoby i usiadł obok mnie.
-Serio jakoś zbladłaś. Może lepiej będzie jak odprowadzę cię do domu, bo jeszcze mi tu zejdziesz zaraz. -Zaproponował Kagami, a ja tylko kiwnęłam głową na ową propozycję. Nie cackając się ani minuty dłużej, zostawiliśmy Blondyna samemu sobie, po czym obydwoje stwierdziliśmy iż najlepszym możliwym wyjściem będzie w natychmiatwoym tempie podążyć do mieszkania Taigi, bowiem mieszkał on dosłownie parę minut od miejsca, w którym to aktualnie się znajdowaliśmy. I tak oto ledwo powłócząc nogami, w ostateczności udało mi się dotrzeć do chałupy mojego przyjaciela i z impetem legnąć na jego łóżko.
-Ale dalej nie ogarniam, co cię tak nagle wzięło... znowu chlałaś do rana?-Zapytał Czterobrwiowy, kładąc mi zimny okład na czerepie.
-Masz mnie za jakąś pierdoloną alkoholiczkę?! Jest mi w chuj niedobrze i nie wiem z jakiego powodu, a ty mi tu snujesz takie teorie?! -Warknęłam na chłopaka, będąc pogrążona w głębokiej irytacji spowodowanej moim obecnie nie najlepszym samopoczuciem.
-Dobra, sorry, już nic nie mówię. -Rzucił z pokorą. -Chociaż jeszcze jedna rzecz przyszła mi do głowy...
-No niby co znowu?
-Cholera, aż strach CIEBIE o to pytać...
-Gadaj, najwyżej cię zabije.
-Ta, najwyżej, dobry żart... -Mruknął pod nosem i przełknął ślinę. -Czy ty przypadkiem nie zaciążyłaś...? -Wydukał, a ja jak leżałam plackiem bez ruchu, tak na jego pytanie w trymiga wystrzeliłam do pionu.
-TO JEST DOPIERO KURWA, DOBRY ŻART!!!!! W ŁEB SIĘ PUKNIJ, ALBO LEPIEJ W PAŁĘ, BO PIEPRZYSZ JAKIEŚ CHOLERNIE ABSURDALNE BZDURY!!! -Wydarłam się wniebogłosy, a nawet wyżej, na co Kagamiemu zabrakło odwagi by pisnąć słówkiem, gdyż zdawał sobie sprawę że w ten sposób tylko pogorszy swoją sytuację. Jednakowoż po chwili milczenia i dogłębnych przemyśleniach, zaczęłam z bólem serca i duszy uzmysławiać sobie iż niestety Taiga może mieć racje.
-Leć mi po test ciążowy. -Wyszemrałam, a złość połączona z szaleńczą niepewnością kipiała ze mnie strumieniami.
-A jednak...
-NATYCHMIAST!!!!-Rozkazałam, ani trochę nie przejmując się tym, jaką traumą może być dla mego kumpla kupienie tegoż specyfiku. On chwilę pomarudził coś do siebie, lecz wiedząc że i tak za żadne skarby nie odpuszczę, momentalnie pognał do apteki. Minęło dziesięć minut, a może mniej jak wrócił z powrotem. Teraz nie zostało mi już nic innego, jak tylko rozwiać moje arcyniepokojące wątpliwości.
Paręnaście minut później
-Ej, no i jak tam...? -Spytał nieśmiało Taiga, z niecierpliwością czekając na werdykt. Ja w odpowiedzi, z kolosalnym trzaskiem otworzyłam drzwi od łazienki, po czym wyszłam ze zwieszoną głową.
-KURWA!!!!!!!-Uderzyłam pięścią o ścianę. -Leć mi po jeszcze jeden, bo kurwa NIE WIERZĘ!!!!!!!!!!
-No to ładnie.
-NO TO ŁADNIE?!!!! CHYBA SOBIE JAJA ROBISZ?!!! Kupiłeś jakieś zepsute ustrojstwo, które nie działa w należyty sposób, więc albo idź go reklamuj albo zapieprzaj po jeszcze jeden!!!! -Bezpodstawnie darłam gębę na Kagamiego, gdyż za nic we wszechświecie nie mogłam pogodzić się z wynikiem testu.
-Ogarnij się Sayuri!!! To tylko pokazało prawdę, a ja nie mam z tym nic wspólnego!
-Prawdę, to sobie możesz w chuja wsadzić! Nara!!! -Odpyskowałam chamsko a następnie skierowałam do wyjścia. W tym momencie rozdzierająca mnie od środka gigantyczna wściekłość oraz niepowstrzymane emocje szargające mną we wszystkie strony, przejęły całkowitą kontrolę nad moim do tej pory przyćmionym stanem fizycznym. Jedyne czego teraz pragnęłam, to porządnie, ostro i bez litości rozmówić się z Aomine.
-Ughhh... Prawie cała moja wypłata poszła się jebać przez te buty!!! - Lamentowałam, porywiście wymachując reklamówką z moją nową parą Jordanów, a nieposkromiona rozpacz rozrywała moje serce na widok nikłej wówczas zawartości portfela.
-Sayucchi, trochę nie rozumiem twojego toku myślenia. Przecież nikt nie kazał ci ich kupować... -Burknął Blondyn, patrząc na mnie posępnym wzrokiem.
-Ujarzmij się Kise, czy ty siebie słyszysz?! Kurewsko mi się podobają! A poza tym, nigdy nie przegram z tym kretynem w ilości butów!!! -Odrzekłam, z dumnym uśmiechem na ustach.
-O tak, Sayu. Moja krew. Od razu widać, kto cię wychował. -Przyznał Kagami puszczając do mnie oczko.
-Żółwik, "bracie"! -Zawołałam ochoczo i po chwili nasze pięści żwawo zderzyły się ze sobą. W tym samym czasie Ryota zniknął nam z pola widzenia, przystając przy gablotce nie taniej drogerii kosmetycznej, a jego oczy mieniły się niczym sześćdziesięcio sześcio karatowe diamenty.
-Sayuricchi! Kagamicchi! Podejdźcie tu na moment! -Wydarł gębę Blond-model, a my z ciekawości, jakiż to byt przyciągnął jego uwagę, udaliśmy się w jego stronę.
-Widzicie te perfumy? -Wskazał dłonią na półkę z owym kosmetykiem. -To jedne z najzajebistrzych, jakie kiedykolwiek wąchałem. -Oświadczył z zachwytem.
-Chwilunia Kisiu, przecież Daiki takich używa! -Wypaliłam, natychmiastowo przypominając sobie zapach tego "legendarnego" pachnidła, które przecież było jedną z pierwszych rzeczy, jakie pokochałam u Aomine.
-Ciężko by było tego nie wyczuć, droga Sayucchi. -Rzekł, posyłając do mnie promienisty uśmiech. -I właśnie wpadłem na pomysł żeby kupić mu je na prezent.
-Niech cię nagły szlag trafi, za ten świetny pomysł, Ryocia! Teraz to mi już nawet pół złamanego gorsza nie zostanie w kieszeni! -Wymamrotałam, wzdychając głęboko.
-Spokojnie, wspomożemy cię, prawda Kagamicchi? -Złotooki zwrócił się do Taigi, kładąc mu rękę na ramieniu.
-Mnie w to nie mieszaj. -Sapnął beznamiętnie Czterobrwiowy, ruszając w stronę wejścia do sklepu, do którego uparcie ciągnął Blondyn.
-Chłopaki, czekajcie. -Nagle, ni stąd ni zowąd, poczułam jak zaczyna mi się kręcić w głowie, a moje ciało ogarnęła niewyjaśniona słabość.
-Co jest Sayu? -Spytał Kagami, momentalnie odwracając się z Kise w moją stronę.
-We łbie mi się zakręciło, idę sobie usiąść. -Oświadczyłam i łapiąc się za łepetynkę, niestabilnym krokiem podeszłam do ławki.
-Sayuricchi, wybacz że to powiem, ale naprawdę marnie wyglądasz... -Przyznał Ryota po dokładnym zlustrowaniu mej osoby i usiadł obok mnie.
-Serio jakoś zbladłaś. Może lepiej będzie jak odprowadzę cię do domu, bo jeszcze mi tu zejdziesz zaraz. -Zaproponował Kagami, a ja tylko kiwnęłam głową na ową propozycję. Nie cackając się ani minuty dłużej, zostawiliśmy Blondyna samemu sobie, po czym obydwoje stwierdziliśmy iż najlepszym możliwym wyjściem będzie w natychmiatwoym tempie podążyć do mieszkania Taigi, bowiem mieszkał on dosłownie parę minut od miejsca, w którym to aktualnie się znajdowaliśmy. I tak oto ledwo powłócząc nogami, w ostateczności udało mi się dotrzeć do chałupy mojego przyjaciela i z impetem legnąć na jego łóżko.
-Ale dalej nie ogarniam, co cię tak nagle wzięło... znowu chlałaś do rana?-Zapytał Czterobrwiowy, kładąc mi zimny okład na czerepie.
-Masz mnie za jakąś pierdoloną alkoholiczkę?! Jest mi w chuj niedobrze i nie wiem z jakiego powodu, a ty mi tu snujesz takie teorie?! -Warknęłam na chłopaka, będąc pogrążona w głębokiej irytacji spowodowanej moim obecnie nie najlepszym samopoczuciem.
-Dobra, sorry, już nic nie mówię. -Rzucił z pokorą. -Chociaż jeszcze jedna rzecz przyszła mi do głowy...
-No niby co znowu?
-Cholera, aż strach CIEBIE o to pytać...
-Gadaj, najwyżej cię zabije.
-Ta, najwyżej, dobry żart... -Mruknął pod nosem i przełknął ślinę. -Czy ty przypadkiem nie zaciążyłaś...? -Wydukał, a ja jak leżałam plackiem bez ruchu, tak na jego pytanie w trymiga wystrzeliłam do pionu.
-TO JEST DOPIERO KURWA, DOBRY ŻART!!!!! W ŁEB SIĘ PUKNIJ, ALBO LEPIEJ W PAŁĘ, BO PIEPRZYSZ JAKIEŚ CHOLERNIE ABSURDALNE BZDURY!!! -Wydarłam się wniebogłosy, a nawet wyżej, na co Kagamiemu zabrakło odwagi by pisnąć słówkiem, gdyż zdawał sobie sprawę że w ten sposób tylko pogorszy swoją sytuację. Jednakowoż po chwili milczenia i dogłębnych przemyśleniach, zaczęłam z bólem serca i duszy uzmysławiać sobie iż niestety Taiga może mieć racje.
-Leć mi po test ciążowy. -Wyszemrałam, a złość połączona z szaleńczą niepewnością kipiała ze mnie strumieniami.
-A jednak...
-NATYCHMIAST!!!!-Rozkazałam, ani trochę nie przejmując się tym, jaką traumą może być dla mego kumpla kupienie tegoż specyfiku. On chwilę pomarudził coś do siebie, lecz wiedząc że i tak za żadne skarby nie odpuszczę, momentalnie pognał do apteki. Minęło dziesięć minut, a może mniej jak wrócił z powrotem. Teraz nie zostało mi już nic innego, jak tylko rozwiać moje arcyniepokojące wątpliwości.
Paręnaście minut później
-Ej, no i jak tam...? -Spytał nieśmiało Taiga, z niecierpliwością czekając na werdykt. Ja w odpowiedzi, z kolosalnym trzaskiem otworzyłam drzwi od łazienki, po czym wyszłam ze zwieszoną głową.
-KURWA!!!!!!!-Uderzyłam pięścią o ścianę. -Leć mi po jeszcze jeden, bo kurwa NIE WIERZĘ!!!!!!!!!!
-No to ładnie.
-NO TO ŁADNIE?!!!! CHYBA SOBIE JAJA ROBISZ?!!! Kupiłeś jakieś zepsute ustrojstwo, które nie działa w należyty sposób, więc albo idź go reklamuj albo zapieprzaj po jeszcze jeden!!!! -Bezpodstawnie darłam gębę na Kagamiego, gdyż za nic we wszechświecie nie mogłam pogodzić się z wynikiem testu.
-Ogarnij się Sayuri!!! To tylko pokazało prawdę, a ja nie mam z tym nic wspólnego!
-Prawdę, to sobie możesz w chuja wsadzić! Nara!!! -Odpyskowałam chamsko a następnie skierowałam do wyjścia. W tym momencie rozdzierająca mnie od środka gigantyczna wściekłość oraz niepowstrzymane emocje szargające mną we wszystkie strony, przejęły całkowitą kontrolę nad moim do tej pory przyćmionym stanem fizycznym. Jedyne czego teraz pragnęłam, to porządnie, ostro i bez litości rozmówić się z Aomine.
niedziela, 27 grudnia 2015
Czy to też niezidentyfikowana siła, czy też los złośliwy że znów nie piszę na temat właściwy!!!!!!!! :D
Arcyuroczyście przywituje Najwielmożniejszych Państwa w tą że gorrrrąąącccąąąą poświętną noc!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D Z informacji którą to nieco krzykliwie zamieściłam parę wersów wyżej, wynika nic innego jak niepobłażliwy fakt iż ma zdziczona i narwana mózgowniczka znowuż spreparowała mi jakiegoś kurewskiego pomysła, który to znikomo ma się do wątka szaleńczej historii jaką zamieszczam na tutejszej stronce!!!! :O Nie mam pałowego pojęcia, czy to święta wywarły na mej szanowniutkiej personie takowe oddziaływanie, czy to też me wielebne, zeszłotygodniowe życzenia urodzinowe wpłynęły na mojego cennego czerepa, lecz nie mam NI KRZTY weny na właściwą treść, co oczywiście jest skandalem przez skurwysyńsko wielkie SSS!!!!!!!!!!! :O :D Uprzejmie proszę wybaczyć mi za tą że niewybaczalną niedogodność oraz uzbroić się w duże nakłady cierpliwości gdyż nie jestem w stanie przewidzieć kiedy jakieś nieujarzmione natchnienie spłynie na mą popędliwą osobę!!!!! :D Dodam jeszcze iż główna historia nieubłaganie zmierza ku końcowi i tym bardziej serce mnie boli że tak jak STANĘŁA w miejscu, tak STOI i za żadną pałe dalej ruszyć się nie chce :D Zostawiam więc czcigodnych Państwa oko w oko z owym wytworem i przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia!!! :D
****************************************************************************************
Śnieg, przepięknie przybrane, mieniące się na kolorowo ulice oraz rozbawione dzieci rzucające się śnieżkami - to jedne z wielu rzeczy jakie dane mi było widzieć przez okno, w które cały czas zerkałam, czekając na Aomine, wysłanego przeze mnie na małe, przedświąteczne zakupy. Aby podział obowiązków był sprawiedliwy, a przyznam bez ogródek - u nas o to ciężko, zadeklarowałam iż w tym czasie zajmę się ubiorem choinki. Kiedy już byłam o krok do nadziania na czubek złotej gwiazdy, podkreślającej urok całego świątecznego drzewka, usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbytnio nie miałam innego wyjścia jak tylko pójść, otworzyć je i wpuścić mojego idiotę do domu.
-O matko jedyna! Coś ty do cholery nakupił? -Zdziwiłam się na widok Daikiego, który w rękach trzymał chyba z piętnaście reklamówek.
-Wszystko, co spisałaś mi na kartce. -Burknął i wszedł do środka, a ja wzięłam od niego parę toreb, co by go nieco odciążyć. Zanieśliśmy pakunki do kuchni a ja będąc ciekawa, czy zrealizował każdy punkt mojej zakupowej listy, wzięłam się za ich rozpakowywanie.
-Hmmm.... Kondomy, kondomy, kondomy, kondomy.... O! Majonez! -Wykrzyknęłam triumfalnie znajdując pierwszy produkt z "wykazu", a Aominecchi stojący w kącie zaczął zrywać ze mnie boki. -O nie, chyba sobie jaja robisz? Nutella?! Mówiłam ci że nie jem słodyczy!
-To zaczniesz i pocałuj mnie w pałę, hahaha!
-Taa, nie ma sprawy, już wole pocałować cię w chuja niż spróbować tego mega kalorycznego ustrojstwa. -Wybełkotałam i wcisnęłam mu do ręki opakowanie z łakociem. Aomine podśmiechując się pod nosem, otworzył słoik, zgarnął palcem trochę czekoladowego smarowidła i napchał go sobie do gęby.
-Mmmm... zajebiście pyszne, może jednak przekonam cię byś spróbowała? -Spytał po czym bezczelnie wepchał mi swój język do ust.
-Taaa może i pyszne ale na pewno nie smakuje lepiej od ciebie... -Rzekłam i w tym momencie nad głową zapaliła mi się granatowa lampka, zwiastując zapoczątkowanie w niej pewnej lubieżnej fantazji, którą natychmiast miałam ochotę zrealizować.
-W sumie to mnie przekonałeś. Zrobię dla ciebie wyjątek i zjem cały słój.
-Hah widzisz, każdy ulegnie mojemu niebiańskiemu darowi przekonywania. -Odpowiedział, a ja w tym czasie podeszłam do dużego stołu znajdującego się w jadalni i jednym porządnym machem wszystko z niego zrzuciłam, zostawiając jedynie obrus.
-Kładź się! -Rozkazałam i kiedy zobaczyłam że Daiki zbytnio nie kwapi się do działania, agresywnie wyszarpałam go za ubranie a następnie całą siłą zepchnęłam na blat.
-Co ty odjebiasz Sayuri?
-Będę konsumować nutellę...- Odrzekłam, wzięłam nóż z kuchni po czym wróciłam z powrotem do Aomine, wlazłam na stół i usiadłam mu na brzuchu.
-Ja rozumiem że jestem najlepszą i najwykwintniejszą czekoladką we wszechświecie, ale nie chyba nie zamierzasz ciąć mnie na kawałki...? -Zapytał, lekko zdezorientowany moim zachowaniem.
-Uwierz mi, gdyby nie fakt że za żadną cholerę nie wyobrażam sobie życia bez ciebie to już dawno bym cię zeżarła... -Pochyliłam się nad nim i zaczęłam chytrze ściągać z niego bluzę, ale koszulkę którą miał pod spodem rozerwałam na drobne strzępy bo nie miałam najmniejszej cierpliwości się z nią pierdolić. Chwile potem, sama w podobny sposób zrzuciłam z siebie wszystkie części garderoby które w owym czasie okrywały moje ciało. Otworzyłam słoik z czekoladą i nabierając jej niewielką ilość nożem, posmarowałam nią usta Aomine.
-To tak na przystawkę... -Mruknęłam po czym łapczywie go pocałowałam.
-I jak, smakuje ci?
-Ahhh, przezajebiście smakuje! -Krzyknęłam, oblizując się ponętnie. -Aż nabrałam ochoty na więcej!- Zgodnie z tym stwierdzeniem, znów nałożyłam na sztuciec tej megasłodkiej substancji, lecz tym razem znacznie większą ilość niż poprzednio i począwszy od szyi przez obojczyki, poczęłam rozprowadzać ją po torsie Daikiego.
-Smacznego... -Sapnął do mnie Granatowowłosy układając ręce za głową.
-Nie ma do czego, bo nic nie jest smaczniejsze od ciebie! -Ryknęłam po czym niepowściągliwie dossałam się do jego skóry. Po niedługiej chwili ślady po czekoladowym kremie zmieniały się na czerwone mazie od szminki na moich ustach.
-Ała! Co ty kurwa robisz? -Wydarł się Ao kiedy porywiście ugryzłam go w ramię.
-Wybacz kochanie, ale do jedzenia chyba używa się zębów? -Syknęłam po czym wróciłam do muskania językiem jego klejącej się od mojej śliny skóry.
-Taa... ale to niesprawiedliwe że tylko ty sobie jesz, ja też jestem głodny!- Wydarł gębę Daiki, po chamsku wyszarpał mi nutellę z ręki i chwytając mnie za przedramienia przyciągnął do siebie. Zamoczył swój palec w kremie a następnie starannie wypaćkał nim moje piersi.
-No no! Nawet szef pięciogwiazdkowej restauracji nie pogardził by takim daniem! -Wypalił Aoś i z prędkością błyskawicy zaczął zlizywać wszystko z mojego biustu.
-Ohhh, D-daiki!!! -Wyjęczałam w chwili w której pociągnął mnie za sutki zębami.
-No popatrz jaki zajebisty ze mnie kucharz, że klienci aż jęczą przy jedzeniu!
-Co ty wiesz o gotowaniu, idioto! Poczekaj, a zaprezentuje ci takie danie że na kolanach będziesz błagał o więcej! -Oznajmiłam zarozumiale, odepchnęłam go od siebie i ocierając się o niego kroczem, przesunęłam swój tyłek na koniec stołu. Nie wiem czy minęła sekunda czy może mniej, jak pozbawiłam go spodni i bokserek. Zniżyłam głowę na wysokość jego nabrzmiałego z podniecenia członka, wzięłam go do ręki i bez ceregieli władowałam do słoika z nutellą. Po dokładnym "wymoczeniu" jego penisa w smarowidle, nie pozostało mi już nic innego jak tylko zakosztować tejże arcymajestatycznej potrawy. W związku z tym, na początku pochłonęłam całą masę która pokrywała przyrodzenie Aomine a następnie niepohamowanie wsunęłam go sobie do buzi.
"Ahhhh, S-sayu..., mmmm..." O tak. Nie ma nic lepszego i bardziej podniecającego niż spazmy Daikiego zwiastujące nadchodzące spełnienie. Uwielbiam dawać mu takie pieszczoty. Wtedy całkowicie przejmuję nad nim kontrolę, a on leży zastygły w bezruchu i drze się o więcej. Mając przed sobą taki widok i odczuwając tak silne bodźce smakowo-słuchowe, stwierdziłam iż dłużej nie wytrzymam z moją nieopanowaną żądzą dosiąścia Aomine. Wobec tego podniosłam się do góry, usiadłam na nim okrakiem i wskoczyłam na niego niczym dziki jeździec na swego rumaka.
-N-nie chciałaś poczekać na deser? -Zapytał Granatowowłosy i podpierając się na łokciach, zaczął uważnie obserwować moje podskakujące w górę i w dół cycki.
-Ah, nie, wole poczuć w sobie nadzienie z twojej czekoladki! -Odrzekłam i coraz to z większym zapałem poruszałam biodrami i wiłam się na Daikim. Ciężar naszych ciał oraz "dość gwałtowne" ruchy sprawiały że stół kołysał się na wschód, zachód i południe, lecz my puściliśmy to mimo oczu i jechaliśmy dalej, jeszcze bardziej podkręcając tempo.
-Szybciej, jeszcze szybciej! -Wywrzeszczałam, czując zbliżający się orgazm.
-J-j a pieprze, szybciej już nie dam rady w takiej pozycji!
-Chuj mnie to obchodzi! Jak teraz przestaniesz, to cię zabije!- Zagroziłam z ironią w głosie po czym położyłam swoją głowę na klatce piersiowej Aomine, a palce wplotłam w jego dłonie. Po nie długiej chwili Daiki doszedł, wypełniając spermą całe moje wnętrze, a ja sama, również będąca już w punkcie kulminacyjnym, zaczęłam skakać po nim jeszcze impulsywniej, co by przyśpieszyć i umocnić doznania. W pewnym momencie, jak z bata strzelił, obydwoje wylądowaliśmy z donośnym łomotem na podłodze, a stół roztrzaskał się pod nami na drobne kawałeczki.
-AŁA! Mój szanowny tyłeczek!!! -Wykrzyknął z lamentem Granatowowłosy, a ja nie mogłam nawet pisnąć słówkiem, gdyż uniemożliwiał mi to mój rozdzierający do rozpuku śmiech.
-Hahahaha!!! Ciesz się, że przynajmniej skończyliśmy, hahaha!
-Taaa... faktycznie jest się z czego cieszyć, jak nie będziemy mieli na czym urządzić sobie wigilii...- Wymamrotał Aoś, rozczulająco masując sobie tylną część ciała.
-No jak to nie będziemy mieli na czym? Ty będziesz moim stołem. -Odpowiedziałam z szyderczością w głosie i cmoknęłam mojego głuptaska w policzek.
To bez dwóch zdań będą najlepsze święta w całym naszym zwariowanym życiu.
****************************************************************************************
Śnieg, przepięknie przybrane, mieniące się na kolorowo ulice oraz rozbawione dzieci rzucające się śnieżkami - to jedne z wielu rzeczy jakie dane mi było widzieć przez okno, w które cały czas zerkałam, czekając na Aomine, wysłanego przeze mnie na małe, przedświąteczne zakupy. Aby podział obowiązków był sprawiedliwy, a przyznam bez ogródek - u nas o to ciężko, zadeklarowałam iż w tym czasie zajmę się ubiorem choinki. Kiedy już byłam o krok do nadziania na czubek złotej gwiazdy, podkreślającej urok całego świątecznego drzewka, usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbytnio nie miałam innego wyjścia jak tylko pójść, otworzyć je i wpuścić mojego idiotę do domu.
-O matko jedyna! Coś ty do cholery nakupił? -Zdziwiłam się na widok Daikiego, który w rękach trzymał chyba z piętnaście reklamówek.
-Wszystko, co spisałaś mi na kartce. -Burknął i wszedł do środka, a ja wzięłam od niego parę toreb, co by go nieco odciążyć. Zanieśliśmy pakunki do kuchni a ja będąc ciekawa, czy zrealizował każdy punkt mojej zakupowej listy, wzięłam się za ich rozpakowywanie.
-Hmmm.... Kondomy, kondomy, kondomy, kondomy.... O! Majonez! -Wykrzyknęłam triumfalnie znajdując pierwszy produkt z "wykazu", a Aominecchi stojący w kącie zaczął zrywać ze mnie boki. -O nie, chyba sobie jaja robisz? Nutella?! Mówiłam ci że nie jem słodyczy!
-To zaczniesz i pocałuj mnie w pałę, hahaha!
-Taa, nie ma sprawy, już wole pocałować cię w chuja niż spróbować tego mega kalorycznego ustrojstwa. -Wybełkotałam i wcisnęłam mu do ręki opakowanie z łakociem. Aomine podśmiechując się pod nosem, otworzył słoik, zgarnął palcem trochę czekoladowego smarowidła i napchał go sobie do gęby.
-Mmmm... zajebiście pyszne, może jednak przekonam cię byś spróbowała? -Spytał po czym bezczelnie wepchał mi swój język do ust.
-Taaa może i pyszne ale na pewno nie smakuje lepiej od ciebie... -Rzekłam i w tym momencie nad głową zapaliła mi się granatowa lampka, zwiastując zapoczątkowanie w niej pewnej lubieżnej fantazji, którą natychmiast miałam ochotę zrealizować.
-W sumie to mnie przekonałeś. Zrobię dla ciebie wyjątek i zjem cały słój.
-Hah widzisz, każdy ulegnie mojemu niebiańskiemu darowi przekonywania. -Odpowiedział, a ja w tym czasie podeszłam do dużego stołu znajdującego się w jadalni i jednym porządnym machem wszystko z niego zrzuciłam, zostawiając jedynie obrus.
-Kładź się! -Rozkazałam i kiedy zobaczyłam że Daiki zbytnio nie kwapi się do działania, agresywnie wyszarpałam go za ubranie a następnie całą siłą zepchnęłam na blat.
-Co ty odjebiasz Sayuri?
-Będę konsumować nutellę...- Odrzekłam, wzięłam nóż z kuchni po czym wróciłam z powrotem do Aomine, wlazłam na stół i usiadłam mu na brzuchu.
-Ja rozumiem że jestem najlepszą i najwykwintniejszą czekoladką we wszechświecie, ale nie chyba nie zamierzasz ciąć mnie na kawałki...? -Zapytał, lekko zdezorientowany moim zachowaniem.
-Uwierz mi, gdyby nie fakt że za żadną cholerę nie wyobrażam sobie życia bez ciebie to już dawno bym cię zeżarła... -Pochyliłam się nad nim i zaczęłam chytrze ściągać z niego bluzę, ale koszulkę którą miał pod spodem rozerwałam na drobne strzępy bo nie miałam najmniejszej cierpliwości się z nią pierdolić. Chwile potem, sama w podobny sposób zrzuciłam z siebie wszystkie części garderoby które w owym czasie okrywały moje ciało. Otworzyłam słoik z czekoladą i nabierając jej niewielką ilość nożem, posmarowałam nią usta Aomine.
-To tak na przystawkę... -Mruknęłam po czym łapczywie go pocałowałam.
-I jak, smakuje ci?
-Ahhh, przezajebiście smakuje! -Krzyknęłam, oblizując się ponętnie. -Aż nabrałam ochoty na więcej!- Zgodnie z tym stwierdzeniem, znów nałożyłam na sztuciec tej megasłodkiej substancji, lecz tym razem znacznie większą ilość niż poprzednio i począwszy od szyi przez obojczyki, poczęłam rozprowadzać ją po torsie Daikiego.
-Smacznego... -Sapnął do mnie Granatowowłosy układając ręce za głową.
-Nie ma do czego, bo nic nie jest smaczniejsze od ciebie! -Ryknęłam po czym niepowściągliwie dossałam się do jego skóry. Po niedługiej chwili ślady po czekoladowym kremie zmieniały się na czerwone mazie od szminki na moich ustach.
-Ała! Co ty kurwa robisz? -Wydarł się Ao kiedy porywiście ugryzłam go w ramię.
-Wybacz kochanie, ale do jedzenia chyba używa się zębów? -Syknęłam po czym wróciłam do muskania językiem jego klejącej się od mojej śliny skóry.
-Taa... ale to niesprawiedliwe że tylko ty sobie jesz, ja też jestem głodny!- Wydarł gębę Daiki, po chamsku wyszarpał mi nutellę z ręki i chwytając mnie za przedramienia przyciągnął do siebie. Zamoczył swój palec w kremie a następnie starannie wypaćkał nim moje piersi.
-No no! Nawet szef pięciogwiazdkowej restauracji nie pogardził by takim daniem! -Wypalił Aoś i z prędkością błyskawicy zaczął zlizywać wszystko z mojego biustu.
-Ohhh, D-daiki!!! -Wyjęczałam w chwili w której pociągnął mnie za sutki zębami.
-No popatrz jaki zajebisty ze mnie kucharz, że klienci aż jęczą przy jedzeniu!
-Co ty wiesz o gotowaniu, idioto! Poczekaj, a zaprezentuje ci takie danie że na kolanach będziesz błagał o więcej! -Oznajmiłam zarozumiale, odepchnęłam go od siebie i ocierając się o niego kroczem, przesunęłam swój tyłek na koniec stołu. Nie wiem czy minęła sekunda czy może mniej, jak pozbawiłam go spodni i bokserek. Zniżyłam głowę na wysokość jego nabrzmiałego z podniecenia członka, wzięłam go do ręki i bez ceregieli władowałam do słoika z nutellą. Po dokładnym "wymoczeniu" jego penisa w smarowidle, nie pozostało mi już nic innego jak tylko zakosztować tejże arcymajestatycznej potrawy. W związku z tym, na początku pochłonęłam całą masę która pokrywała przyrodzenie Aomine a następnie niepohamowanie wsunęłam go sobie do buzi.
"Ahhhh, S-sayu..., mmmm..." O tak. Nie ma nic lepszego i bardziej podniecającego niż spazmy Daikiego zwiastujące nadchodzące spełnienie. Uwielbiam dawać mu takie pieszczoty. Wtedy całkowicie przejmuję nad nim kontrolę, a on leży zastygły w bezruchu i drze się o więcej. Mając przed sobą taki widok i odczuwając tak silne bodźce smakowo-słuchowe, stwierdziłam iż dłużej nie wytrzymam z moją nieopanowaną żądzą dosiąścia Aomine. Wobec tego podniosłam się do góry, usiadłam na nim okrakiem i wskoczyłam na niego niczym dziki jeździec na swego rumaka.
-N-nie chciałaś poczekać na deser? -Zapytał Granatowowłosy i podpierając się na łokciach, zaczął uważnie obserwować moje podskakujące w górę i w dół cycki.
-Ah, nie, wole poczuć w sobie nadzienie z twojej czekoladki! -Odrzekłam i coraz to z większym zapałem poruszałam biodrami i wiłam się na Daikim. Ciężar naszych ciał oraz "dość gwałtowne" ruchy sprawiały że stół kołysał się na wschód, zachód i południe, lecz my puściliśmy to mimo oczu i jechaliśmy dalej, jeszcze bardziej podkręcając tempo.
-Szybciej, jeszcze szybciej! -Wywrzeszczałam, czując zbliżający się orgazm.
-J-j a pieprze, szybciej już nie dam rady w takiej pozycji!
-Chuj mnie to obchodzi! Jak teraz przestaniesz, to cię zabije!- Zagroziłam z ironią w głosie po czym położyłam swoją głowę na klatce piersiowej Aomine, a palce wplotłam w jego dłonie. Po nie długiej chwili Daiki doszedł, wypełniając spermą całe moje wnętrze, a ja sama, również będąca już w punkcie kulminacyjnym, zaczęłam skakać po nim jeszcze impulsywniej, co by przyśpieszyć i umocnić doznania. W pewnym momencie, jak z bata strzelił, obydwoje wylądowaliśmy z donośnym łomotem na podłodze, a stół roztrzaskał się pod nami na drobne kawałeczki.
-AŁA! Mój szanowny tyłeczek!!! -Wykrzyknął z lamentem Granatowowłosy, a ja nie mogłam nawet pisnąć słówkiem, gdyż uniemożliwiał mi to mój rozdzierający do rozpuku śmiech.
-Hahahaha!!! Ciesz się, że przynajmniej skończyliśmy, hahaha!
-Taaa... faktycznie jest się z czego cieszyć, jak nie będziemy mieli na czym urządzić sobie wigilii...- Wymamrotał Aoś, rozczulająco masując sobie tylną część ciała.
-No jak to nie będziemy mieli na czym? Ty będziesz moim stołem. -Odpowiedziałam z szyderczością w głosie i cmoknęłam mojego głuptaska w policzek.
To bez dwóch zdań będą najlepsze święta w całym naszym zwariowanym życiu.
niedziela, 20 grudnia 2015
♛★ Dodaje wpisa nie z błahej przyczyny, gdyż dziś Sayuri-chan obchodzi swe urodziny!!! ★♛ :D
Witam wszystkich arcyserdecznie!!!!!!!! :D Tak, właśnie dziś dnia, dawno dawno temu w odległej galaktyce, czcigodna i nieokiełznana jak stado dzikich kun Sayuri, zaszczyciła cały wszechświat swymi dzikimi narodzinami :D :P Nie sądzę iż ta wyniosła data jest zwykłym przypadkiem gdyż urodziny szanownego Akashiego Seijuro, kapitana Tęczowej Generacji, przypadają na ten sam dzień i wszystko jest jasne jak włosy Kise na... GŁOWIE :D W związku z tąże uroczystością chwalebną :D napisałam sobie malutkiego prezenta, którym zapragnęłam podzielić się również z wielebnym Państwem, więc już kończę to przemówienie i jeśli tylko macie ochotę to zapraszam do czytania, a ja póki co, wracam do kurewskiego świętowania!!!!!!!! :D
Ps. Sto absolutnych latek i wszystkiego nożyczkowego, najdroższy Panie Seijuro!!! :D ✄
***************************************************************************************
Był ciepły letni wieczór. Na trawie cykady odgrywały swe pieśni godowe, przyjemny wiatr pieścił podrygujące w jego rytm liście na drzewach, a ja wraz z Aomine siedzieliśmy na samotnej polance, okryci płaszczem rozgwieżdżonego nieba.
-Piękne... -Mruknął Daiki, który od dłuższej chwili podziwiał uroki bezchmurnej nocy.
-Pff... nie ma się czym zachwycać, to w końcu tylko jakieś zwykłe, białe punkciki na niebie... -Rzuciłam, całkowicie bagatelizując zachwyt Granatowowłosego.
-Weź przestań, zaraz wyjdzie na to, że jestem większym romantykiem od Ciebie, a chyba powinno być na odwrót...
-No i o to chodzi, czasami naprawdę wolę jak jesteś romantyczny i nie uskuteczniasz tych swoich nieujarzmionych zboczeństw.
-Odezwała się ta najmniej zboczona, która całymi dniami gada o stojących pałach. -Syknął do siebie.
-Hahaha, nie mam zamiaru się teraz z Tobą kłócić, który z nas jest większym zbokiem, więc pozwolę sobie zmienić temat. Słyszałeś o "legendzie", która mówi że każdy człowiek ma swoją gwiazdę?
-Phi, oczywiście że tak. -Odparł beznamiętnie. -Cały czas szukam naszych.
-To szukaj, ale ja nie wierzę w takie bajeczki. -Burknęłam, przewracając oczami.
-O, ta chyba jest Twoja! -Aomine spojrzał w niebo i wskazał dłonią na jaśniejący blaskiem obiekt.
-Ta? Niby czemu akurat ona?
-Bo pierwsza rzuciła mi się w oczy i jest taka wyjątkowo oryginalna na tle wszystkich...
-Poważnie? Dla mnie to one wszystkie są takie same.
-Daj spokój, zobacz tylko jaką roześmianą ma mordę, z pewnością należy do Ciebie.
-Hahaha, Jak gwiazda może mieć roześmianą mordę? Hahaha! -Wybuchnęłam śmiechem w skutek jego kreatywnej odpowiedzi i szybko zaraziłam nim też Daikiego.
-No może mieć, na przykład jedna siedzi obok mnie. -Dodał po chwili Ao, objął mnie ramieniem i obdarował czułym pocałunkiem.
-Tylko uważaj, żebyś przypadkiem nie przedawkował mojego gwiezdnego pyłu, kochanie... -Ostrzegłam i siadając na Granatowowłosym, przyssałam się do jego ust. Z każdą chwilą zatapialiśmy się coraz głębiej w morzu płomienistych pocałunków, a moja dłoń instynktownie poczęła wodzić po jego umięśnionym torsie.
-Uh, Daiki przestań... -Syknęłam w momencie, w którym włożył mi ręce pod bluzę z zamiarem jej ściągnięcia.
-Przecież nikogo tu nie ma, spokojnie możemy to zrobić...
-Nie o to chodzi. Ja... ja chcę po prostu, żeby mój pierwszy raz odbył się w bardziej dogodnych warunkach, a nie na jakieś zapchlonej, ciemnej polance... -Przyznałam, na co chłopak spojrzał na mnie z wielkim zaskoczeniem.
-Rozumiem, to tak sprawa wygląda... I chcesz żebym to ja Cię...? -Nie dokończył, bowiem przerwałam mu w połowie pytania.
-A czy wyglądam jak bym nie chciała, kretynie?
-W takim razie chodźmy do mnie.
***
Stałam w bezczynności i uważnie przyglądałam się, jak Aomine z wyczuciem zsuwa ze mnie ubrania, rzucając je niedbale na podłogę, tuż obok swoich. Nie odczuwałam żadnego wstydu i zażenowania, gdyż nie mogłam doczekać się chwili, w której zaprezentuję mu siebie w całej okazałości.
-Masz piękne ciało...- Obwieścił Daiki, pieszcząc mój dekolt drobnymi pocałunkami. Ja nic nie odpowiadając, założyłam mu ręce na kark i ciągnąc go za sobą, ległam na łóżku.
-Postaram się być... -Zaczął, szepcząc mi do ucha.
-Delikatny? -Skończyłam za niego. -Nawet o tym nie myśl, nie jestem z porcelany. -Zapewniłam, cmokając go w czoło.
-Heh, tego można było się spodziewać, po kobiecie moich marzeń... -Rzekł, łagodnie masując mój biust i z taką samą delikatnością jego usta gładziły mi szyję.
Moje ciało było dla niego jak mapa, na której krocząc malutkimi krokami, odkrywał każde miejsce i zatrzymywał się na moment, co by dokładnie zwiedzić każdy jego zakamarek. Powoli, ale śmiało kroczył po tej ścieżce, a ja nie stawiałam oporów, z dumą patrząc na jego poczynania. Zakończywszy poznawanie smaku moich piersi, schodził coraz niżej, muskając językiem brzuch, a ręką subtelnie głaszcząc moje uda. Oddech przyśpieszał mi z każdym dotknięciem jego dłoni , a buzująca ekscytacja na myśl tego, co miało niebawem nastąpić, narastała z każdą sekundą. Przymknęłam powieki, próbując stłumić tą ogromną gorączkę pulsującego podniecenia.
-D-daiki...! -Jęknęłam i podniosłam lekko głowę, kiedy poczułam palce Aomine na mojej kobiecości.
-Sayuri... spytam jeszcze raz... na pewno chcesz, abym to ja był Twoim pierwszym? -Spytał nagle, wsuwając we mnie powoli najpierw jeden, a potem dwa palce.
-A-ahhh... Daiki, ch-cholera, p-przestań pieprzyć... tak kurewsko Cię kocham że nie mam co do tego żadnych wątpliwości...! -Wrzasnęłam, dając mu do zrozumienia że jestem już bardziej niż gotowa na przejście do rzeczy.
-Też Cię kocham i zrobię wszystko żeby było Ci przy mnie dobrze, jak nigdy dotąd... -Odpowiedział głosem przepełnionym szczerą radością, po czym położył się na mnie, umiejscowił swoją dłoń na moim policzku i obdarzył finezyjnym pocałunkiem. Ja objęłam go nogami w pasie, sygnalizując że może przystąpić właściwego do działania. Granatowowłosy mocno złapał mnie za rękę i pomału zaczął we mnie wchodzić. Wzięłam głęboki oddech i uśmiechnęłam się pod nosem, zaciskając zęby. Po momencie wkroczyłam do świata zniewalających uniesień i szału pragnień, a moim przewodnikiem był Daiki.
Nie spinałam ani trochę, wręcz przeciwnie, byłam tak rozanielona że od razu pozwoliłam Aomine iść na całość. Moje ciało samoistnie zaczęło drżeć, a biodra poruszały się w górę i w dół. Wplotłam dłonie w jego włosy, a swój język zmysłowo wsunęłam mu do ust. Połączeni w nierozerwalnym, miłosnym uścisku, poprzez wyżyny euforycznych uniesień i rozbrajającej przyjemności, brnęliśmy na same szczyty błogości i ukontentowania. W tej chwili moje uczucia do Aomine podsyciły się jeszcze bardziej gdyż rozpoczął on wspaniały rozdział w moim życiu, pokazując mi jego nowy aspekt, który nigdy wcześniej nie był mi znany. Wewnętrznie czułam, że już nie wiele dzieli nas od wejścia na najwyższy stopień zadowolenia, a nasze coraz to głośniejsze, wzajemne jęki dodatkowo umocniły moje przekonanie. W pewnym momencie obydwoje zesztywnieliśmy obezwładnieni wszechogarniającą rozkoszą, a nasze żyły wypełniło błogie spełnienie.
***
-Sayuri, wszystko w porządku...? -Zapytał nieśmiało Granatowowłosy, widząc że od dłuższej chwili leże nieruchoma i nie potrafię wykrztusić z siebie słowa.
-P-pytasz, czy jest w porządku? Jest tak dobrze, że kurwa nie wiem, co powiedzieć... -Ostatecznie otrząsnęłam się i odpowiedziałam niemrawo.
-Ty nie wiesz co powiedzieć? To naprawdę poważna sprawa, a nawet śmiem podejrzewać, że mamy jakieś święto. -Oznajmił Daiki, wtulając się we mnie od tyłu.
-Oczywiście że jest święto, idioto! -Oświadczyłam, momentalnie odwracając się do niego przodem. -To jest najlepszy dzień w moim życiu!!! -Wykrzyknęłam i całą siłą przytuliłam Aomine, wkładając w to całe przearcyogromne szczęście, jakie mnie wówczas ogarniało. On odwzajemnił uścisk, lecz po momencie oderwał się ode mnie i otaksował rozpromienionym wzrokiem. Spojrzałam mu w oczy i w tej prześlicznej szafirowej głębi, dostrzegłam wyraźnie tlące się iskierki radości.
-Wiesz... myliłem się. Nie jesteś moją gwiazdą. -Powiedział z dziwną powagą w głosie. - Jesteś moim słońcem, które jedyne jest w centrum i oświetla miliony gwiazd znajdujących się na niebie. -Zadeklarował z pewnością swoich słów, a ja znowu zaniemówiłam.
-Haha, Ty to jednak czasem potrafisz powiedzieć coś głębokiego... -Zaśmiałam się, jednak mimo wszystko piękna wypowiedź Daikiego chwyciła za moje nieposkromione serce, które w całości mu oddałam.
Ps. Sto absolutnych latek i wszystkiego nożyczkowego, najdroższy Panie Seijuro!!! :D ✄
***************************************************************************************
Był ciepły letni wieczór. Na trawie cykady odgrywały swe pieśni godowe, przyjemny wiatr pieścił podrygujące w jego rytm liście na drzewach, a ja wraz z Aomine siedzieliśmy na samotnej polance, okryci płaszczem rozgwieżdżonego nieba.
-Piękne... -Mruknął Daiki, który od dłuższej chwili podziwiał uroki bezchmurnej nocy.
-Pff... nie ma się czym zachwycać, to w końcu tylko jakieś zwykłe, białe punkciki na niebie... -Rzuciłam, całkowicie bagatelizując zachwyt Granatowowłosego.
-Weź przestań, zaraz wyjdzie na to, że jestem większym romantykiem od Ciebie, a chyba powinno być na odwrót...
-No i o to chodzi, czasami naprawdę wolę jak jesteś romantyczny i nie uskuteczniasz tych swoich nieujarzmionych zboczeństw.
-Odezwała się ta najmniej zboczona, która całymi dniami gada o stojących pałach. -Syknął do siebie.
-Hahaha, nie mam zamiaru się teraz z Tobą kłócić, który z nas jest większym zbokiem, więc pozwolę sobie zmienić temat. Słyszałeś o "legendzie", która mówi że każdy człowiek ma swoją gwiazdę?
-Phi, oczywiście że tak. -Odparł beznamiętnie. -Cały czas szukam naszych.
-To szukaj, ale ja nie wierzę w takie bajeczki. -Burknęłam, przewracając oczami.
-O, ta chyba jest Twoja! -Aomine spojrzał w niebo i wskazał dłonią na jaśniejący blaskiem obiekt.
-Ta? Niby czemu akurat ona?
-Bo pierwsza rzuciła mi się w oczy i jest taka wyjątkowo oryginalna na tle wszystkich...
-Poważnie? Dla mnie to one wszystkie są takie same.
-Daj spokój, zobacz tylko jaką roześmianą ma mordę, z pewnością należy do Ciebie.
-Hahaha, Jak gwiazda może mieć roześmianą mordę? Hahaha! -Wybuchnęłam śmiechem w skutek jego kreatywnej odpowiedzi i szybko zaraziłam nim też Daikiego.
-No może mieć, na przykład jedna siedzi obok mnie. -Dodał po chwili Ao, objął mnie ramieniem i obdarował czułym pocałunkiem.
-Tylko uważaj, żebyś przypadkiem nie przedawkował mojego gwiezdnego pyłu, kochanie... -Ostrzegłam i siadając na Granatowowłosym, przyssałam się do jego ust. Z każdą chwilą zatapialiśmy się coraz głębiej w morzu płomienistych pocałunków, a moja dłoń instynktownie poczęła wodzić po jego umięśnionym torsie.
-Uh, Daiki przestań... -Syknęłam w momencie, w którym włożył mi ręce pod bluzę z zamiarem jej ściągnięcia.
-Przecież nikogo tu nie ma, spokojnie możemy to zrobić...
-Nie o to chodzi. Ja... ja chcę po prostu, żeby mój pierwszy raz odbył się w bardziej dogodnych warunkach, a nie na jakieś zapchlonej, ciemnej polance... -Przyznałam, na co chłopak spojrzał na mnie z wielkim zaskoczeniem.
-Rozumiem, to tak sprawa wygląda... I chcesz żebym to ja Cię...? -Nie dokończył, bowiem przerwałam mu w połowie pytania.
-A czy wyglądam jak bym nie chciała, kretynie?
-W takim razie chodźmy do mnie.
***
Stałam w bezczynności i uważnie przyglądałam się, jak Aomine z wyczuciem zsuwa ze mnie ubrania, rzucając je niedbale na podłogę, tuż obok swoich. Nie odczuwałam żadnego wstydu i zażenowania, gdyż nie mogłam doczekać się chwili, w której zaprezentuję mu siebie w całej okazałości.
-Masz piękne ciało...- Obwieścił Daiki, pieszcząc mój dekolt drobnymi pocałunkami. Ja nic nie odpowiadając, założyłam mu ręce na kark i ciągnąc go za sobą, ległam na łóżku.
-Postaram się być... -Zaczął, szepcząc mi do ucha.
-Delikatny? -Skończyłam za niego. -Nawet o tym nie myśl, nie jestem z porcelany. -Zapewniłam, cmokając go w czoło.
-Heh, tego można było się spodziewać, po kobiecie moich marzeń... -Rzekł, łagodnie masując mój biust i z taką samą delikatnością jego usta gładziły mi szyję.
Moje ciało było dla niego jak mapa, na której krocząc malutkimi krokami, odkrywał każde miejsce i zatrzymywał się na moment, co by dokładnie zwiedzić każdy jego zakamarek. Powoli, ale śmiało kroczył po tej ścieżce, a ja nie stawiałam oporów, z dumą patrząc na jego poczynania. Zakończywszy poznawanie smaku moich piersi, schodził coraz niżej, muskając językiem brzuch, a ręką subtelnie głaszcząc moje uda. Oddech przyśpieszał mi z każdym dotknięciem jego dłoni , a buzująca ekscytacja na myśl tego, co miało niebawem nastąpić, narastała z każdą sekundą. Przymknęłam powieki, próbując stłumić tą ogromną gorączkę pulsującego podniecenia.
-D-daiki...! -Jęknęłam i podniosłam lekko głowę, kiedy poczułam palce Aomine na mojej kobiecości.
-Sayuri... spytam jeszcze raz... na pewno chcesz, abym to ja był Twoim pierwszym? -Spytał nagle, wsuwając we mnie powoli najpierw jeden, a potem dwa palce.
-A-ahhh... Daiki, ch-cholera, p-przestań pieprzyć... tak kurewsko Cię kocham że nie mam co do tego żadnych wątpliwości...! -Wrzasnęłam, dając mu do zrozumienia że jestem już bardziej niż gotowa na przejście do rzeczy.
-Też Cię kocham i zrobię wszystko żeby było Ci przy mnie dobrze, jak nigdy dotąd... -Odpowiedział głosem przepełnionym szczerą radością, po czym położył się na mnie, umiejscowił swoją dłoń na moim policzku i obdarzył finezyjnym pocałunkiem. Ja objęłam go nogami w pasie, sygnalizując że może przystąpić właściwego do działania. Granatowowłosy mocno złapał mnie za rękę i pomału zaczął we mnie wchodzić. Wzięłam głęboki oddech i uśmiechnęłam się pod nosem, zaciskając zęby. Po momencie wkroczyłam do świata zniewalających uniesień i szału pragnień, a moim przewodnikiem był Daiki.
Nie spinałam ani trochę, wręcz przeciwnie, byłam tak rozanielona że od razu pozwoliłam Aomine iść na całość. Moje ciało samoistnie zaczęło drżeć, a biodra poruszały się w górę i w dół. Wplotłam dłonie w jego włosy, a swój język zmysłowo wsunęłam mu do ust. Połączeni w nierozerwalnym, miłosnym uścisku, poprzez wyżyny euforycznych uniesień i rozbrajającej przyjemności, brnęliśmy na same szczyty błogości i ukontentowania. W tej chwili moje uczucia do Aomine podsyciły się jeszcze bardziej gdyż rozpoczął on wspaniały rozdział w moim życiu, pokazując mi jego nowy aspekt, który nigdy wcześniej nie był mi znany. Wewnętrznie czułam, że już nie wiele dzieli nas od wejścia na najwyższy stopień zadowolenia, a nasze coraz to głośniejsze, wzajemne jęki dodatkowo umocniły moje przekonanie. W pewnym momencie obydwoje zesztywnieliśmy obezwładnieni wszechogarniającą rozkoszą, a nasze żyły wypełniło błogie spełnienie.
***
-Sayuri, wszystko w porządku...? -Zapytał nieśmiało Granatowowłosy, widząc że od dłuższej chwili leże nieruchoma i nie potrafię wykrztusić z siebie słowa.
-P-pytasz, czy jest w porządku? Jest tak dobrze, że kurwa nie wiem, co powiedzieć... -Ostatecznie otrząsnęłam się i odpowiedziałam niemrawo.
-Ty nie wiesz co powiedzieć? To naprawdę poważna sprawa, a nawet śmiem podejrzewać, że mamy jakieś święto. -Oznajmił Daiki, wtulając się we mnie od tyłu.
-Oczywiście że jest święto, idioto! -Oświadczyłam, momentalnie odwracając się do niego przodem. -To jest najlepszy dzień w moim życiu!!! -Wykrzyknęłam i całą siłą przytuliłam Aomine, wkładając w to całe przearcyogromne szczęście, jakie mnie wówczas ogarniało. On odwzajemnił uścisk, lecz po momencie oderwał się ode mnie i otaksował rozpromienionym wzrokiem. Spojrzałam mu w oczy i w tej prześlicznej szafirowej głębi, dostrzegłam wyraźnie tlące się iskierki radości.
-Wiesz... myliłem się. Nie jesteś moją gwiazdą. -Powiedział z dziwną powagą w głosie. - Jesteś moim słońcem, które jedyne jest w centrum i oświetla miliony gwiazd znajdujących się na niebie. -Zadeklarował z pewnością swoich słów, a ja znowu zaniemówiłam.
-Haha, Ty to jednak czasem potrafisz powiedzieć coś głębokiego... -Zaśmiałam się, jednak mimo wszystko piękna wypowiedź Daikiego chwyciła za moje nieposkromione serce, które w całości mu oddałam.
sobota, 12 grudnia 2015
Chapter 18
Dobry wieczór (a raczej noc :D ), witam uroczyście w nocy po północy i wystrzelam rozdziała szybko jak z procy!!! :D A tenże nieposkromiony pośpiech spowodowało nic innego, jak fakt iż dokładnie za pięć godzin mam wstawać na równe nóżki :D Uściślając pałę, Sayuri-chan rano wyjeżdża daleko w nieznane, ażeby zakręcić przearcymega zajebistego biznesa, który zwie się potocznie skurwysyńsko huczna impreza :D Nie mam granatowego pojęcia, kiedy wrócę i czy w ogóle wrócę, bo przyznam bez bicia iż u arcynieokiełznanej Sayuri różnie z tym bywa :D i z tej nie znikomej przyczyny, postanowiłam podzielić się kolejnym rozdzialikiem z wielebnym Państwem, nim opuszczę me skromne progi :D Ku podsumowanku, życzę miłego czytania oraz tak zajebiście udanego weekenda, jaki zapowiada się u mojej czcigodniutkiej persony :D Gudbajooo Hawajoo!!!! :D (≧∇≦)/
***********************************************************************************
"Wszystko co dobre, się szybko kończy" Jest to tak prawdziwa i szczera do bólu prawda życiowa iż chciało by się usiąść i z owego bólu wyć. Jednakże pomimo tego nie wesołego faktu, którym było to że wakacje zmierzały prosto do końca, nasza wariacka załoga nie miała najmniejszego zamiaru ulegać jakimkolwiek smutkom i rześko szalała do ostatniego dnia wyjazdu. Aczkolwiek, w noc przed opuszczeniem tejże cudnej okolicy, w jakiej wybawiliśmy się za wszystkie czasy, miało miejsce pewne zdarzenie, które nie wyleci nam szybko z pamięci.
***
Alkohol w połączeniu z grą w butelkę to bez wątpienia dwa najwięksi wrogowie wakacyjnego zdrowego rozsądku. Od ekscesu z Kise, przysięgłam sobie że nigdy więcej nie spiję się do stanu, kiedy moje poczucie rzeczywistości będzie tylko wspomnieniem. Ale przecież porzekadło "łatwiej powiedzieć niż zrobić" nie istnieje bez powodu.
-Prędzej chuj przyjdzie i postrzeli mnie w łeb niż ty przeliżesz się z Kise, hahaha!!! -Niemalże tarzałam się ze śmiechu, kiedy polecenie "pocałuj z języczkiem osobę siedzącą obok ciebie" padło na Aomine. A że akurat usiedli z Ryotą koło siebie, nie miał możliwości zaliczenia tego zadania na nikim innym.
-Wszystko wszystkim, ale w życiu nie dotknę ust Aominecchiego! Są takie szorstkie i spierzchnięte! -Przyznał Blondyn z obrzydzeniem patrząc na Daikiego.
-Hah, tak, a Twoje są za to pokryte toną jakiś kurewskich mazideł...-Sapnął Aho kręcąc głową.
-Jakoś szminka u Sayuricchi ci nie przeszkadza!
-Zamknij się debilu, ona jest laską w przeciwieństwie do ciebie...
-Wiecie co? Ja mam dość tego cyrku. Nara. -Nagle oświadczył Taiga po czym wstał i opuścił pokój.
-Czekaj Kagami, idę z tobą... -Za Czerwonowłosym wyszła Yuuki i w taki oto szybki sposób zostałam sam na sam z moją osobistą, czekoladową pigułką gwałtu i gorrrącym modelem z pierwszych stron gazet.
-Nooo dobra moi cudowni chłopcy, zostaliśmy sami, chyba wy nie wymiękniecie jak tamte cieniasy? -Rzekłam, rzucając im kokieteryjne spojrzenie.
-Nigdy w życiu Sayucchi!
-Hahaha, Kise ale to ty głównie stawiasz opory! -Wyśmiał go Granatowowłosy wypijając kieliszek wódki.
-Cicho bądź Daikicchi, zaraz dam ci lekcję perfekcyjnego lizania! -Odpyskował Blond-model. -Sayuucchii, kochanie, polejże jeszcze po kieliszku! -Poprosił, na co ja z szerokim uśmiechem spełniłam jego życzenie. Zaczynało robić się coraz ciekawiej.
-Ojj Kiseee, jesteś taką ciotą że musisz dodawać sobie odwagi wódą? Hahaha! -Ahomine w dalszym ciągu nie przestawał robić durnia z Kise.
-Pragnę uroczyście ci przypomnieć iż to twoje zadanie, kretynie! -Zwróciłam uwagę Daikiemu.
-Doskonale o tym pamiętam Sayu, więc teraz patrz i podziwiaj. -Aomine przeleciał Blondyna wyniosłym wzrokiem a następnie usiadł bliżej niego i bez najmniejszych zahamowań wpił się w jego usta. Siedziałam na przeciwko nich z żuchwą rozdziabioną na dwa metry i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Z jednej strony zazdrość o Daikiego rozsadzała mnie od wewnątrz lecz z drugiej, widok dwóch liżących się, megaprzystojnych facetów sprawiał, że nie mogłam oderwać od nich oczu. Po chwili Kise ujął facjatkę Ao w dłonie i zaczął jeszcze bardziej pogłębiać pocałunek. Długo toczyli ze sobą walkę o przodownictwo aż ostatecznie oderwali się od siebie.
-O żesz ja pierdole... DAWAJCIE DALEJ! TO BYŁO BOSKIE!-Wypiszczałam tak głośno że pewnie Taiguś i Yuu-chan będący gdzieś na mieście mnie usłyszeli.
-Ja już wykonałem swoje zadanie i nie mam zamiaru się dalej pedalić. -Zaprzeczył Ciemnoskóry.
-No błaagam, zrób to dla mnie! -Prosiłam z wywieszonym jęzorem, niemalże klęcząc na kolanach.
-Dobra, w sumie masz rację. Ja też cię zdradzę z Kise. -Aomine wstał z kanapy , pociągnął sobie alkoholu z gwinta po czym usadowił się obok Ryouty i ponownie zatopił w jego ustach. Po krótkim czasie ich dotychczasowe, niewinne pocałunki zmieniły się w pikantną szarpaninę, w której oboje nawzajem zrzucali z siebie ubrania.
-Ah, Aominecchi, nie uważasz że to lekko zaczęło wymykać się nam spod kontroli? -Zapytał onieśmielony Kise, w chwili kiedy Aomine składał pocałunki na jego szyi.
-WSZYSTKO JEST W JAK NAJLEPSZEJ KONTROLI, KURWA! Nie pierdolcie tylko kontynuujcie! - Wydarłam gębę, szalejąc z dzikiej ekscytacji.
-Ty nie pierdol, tylko sama do nas dołącz. -Rzekł Granatowowłosy, spoglądając na mnie z ukosa. Miał racje. Nagromadzone podniecenie paliło mi wnętrzności i prędzej czy później sama bym się do nich dosiadła. Podeszłam więc do chłopaków robiąc mały striptiz po drodze i usadowiłam dupę między nimi. Bez większego namysłu, moje ręce powędrowały do spodni każdego z nich i poczęły pieścić ich przyrodzenia.
-A-ahh... kto by pomyślał że kiedyś wyląduje z tą Blond-ciotą w trójkącie... -Mruknął Daiki całując mnie po obojczyku.
-Coś ci nie pasi? To wypierdalaj. Poza tym sam zacząłeś...
-Mmmm... Sayucchi... nie zwracaj uwagi na tego idiotę... ja tam nie narzekam. -Wybełkotał Ryota zmysłowo podgryzając moje ucho.
Kiedy poczułam że ich penisy są twarde jak kamienie, stwierdziłam iż pora nieco urozmaicić nasze zabawy. Wypięłam się więc do Aomine a członek Kise szybko wylądował w mojej gębie. Daiki rzecz jasna, w mgnieniu oka skorzystał z doskonałego dostępu do mego tyłka i bez zbędnych ceregieli wsunął we mnie swoją męskość. I tym sposobem między chłopakami rozpoczęła się bestialska rywalizacja o moje ciało. Raz był we mnie Ryota, zaraz potem porwał mnie Ao i tak w kółko, aż w końcu po długiej, ostrej orgii, padliśmy na łóżko w błogostanie i spełnieniu. Nie pamiętam co było dalej, bo nie da się ukryć iż procenty też wykonały swoją misję. Za to następnego dnia cała nasza trójca obudziła się z skurwysyńskim bólem głowy, który rozsadzał nasze szanowne czerepy na kawałki.
Ps. Chcielibyście zobaczyć miny Kise i Ahomine kiedy rano zdali sobie sprawę z tego że spali ze sobą w jednym łóżku. I to tuż obok siebie.
***
Walizki spakowane, ciała błyszczące opalenizną i kac gigant (zarówno moralny jak i ten w podstawowym znaczeniu) u co poniektórych.
Finalnie nadeszła ta smutna chwila powrotu do rzeczywistości. Może to i nie pora na podsumowania i morały wynikające z minionego już wyjazdu, jednakże każdy z nas, podczas pobytu tutaj, nabył całego szeregu nowych, arcyprzydatnych umiejętności życiowych. Ja osobiście, perfekcyjnie wyszkoliłam techniki skutecznego przepłaszania wszystkich, natrętnych cipek, które próbowały bezczelnie zarywać do Aomine, kiedy nie patrzyłam. Daiki z kolei, nauczył się iż spoglądanie na panienki w bikini kończy się pięścią Sayuri na jego gębie, a Kise bezbłędnie opanował sztukę spławiania wścibskich fanek. Ponadto, nie dało się też nie zauważyć wewnętrznej rewolucji u Yuuki i Kagamiego, albowiem przez te wakacje ta dwójka znacznie zbliżyła się do siebie. Nie sądzę jednak by coś z tego wyszło, ponieważ Taiguś w dalszym ciągu nie pozbył się swoich uprzedzeń w stosunku do płci pięknej. Pomimo tego, że czasem naprawdę ciężko było znaleźć naszej grupce wspólny język i nawet bywały momenty iż mieliśmy ochotę wracać do domu, każda godzina spędzona razem, zapełni układankę naszych wspaniałych, wakacyjnych wspomnień, do których z przyjemnością będziemy wracać.
"Wszystko co dobre, się szybko kończy" Jest to tak prawdziwa i szczera do bólu prawda życiowa iż chciało by się usiąść i z owego bólu wyć. Jednakże pomimo tego nie wesołego faktu, którym było to że wakacje zmierzały prosto do końca, nasza wariacka załoga nie miała najmniejszego zamiaru ulegać jakimkolwiek smutkom i rześko szalała do ostatniego dnia wyjazdu. Aczkolwiek, w noc przed opuszczeniem tejże cudnej okolicy, w jakiej wybawiliśmy się za wszystkie czasy, miało miejsce pewne zdarzenie, które nie wyleci nam szybko z pamięci.
***
Alkohol w połączeniu z grą w butelkę to bez wątpienia dwa najwięksi wrogowie wakacyjnego zdrowego rozsądku. Od ekscesu z Kise, przysięgłam sobie że nigdy więcej nie spiję się do stanu, kiedy moje poczucie rzeczywistości będzie tylko wspomnieniem. Ale przecież porzekadło "łatwiej powiedzieć niż zrobić" nie istnieje bez powodu.
-Prędzej chuj przyjdzie i postrzeli mnie w łeb niż ty przeliżesz się z Kise, hahaha!!! -Niemalże tarzałam się ze śmiechu, kiedy polecenie "pocałuj z języczkiem osobę siedzącą obok ciebie" padło na Aomine. A że akurat usiedli z Ryotą koło siebie, nie miał możliwości zaliczenia tego zadania na nikim innym.
-Wszystko wszystkim, ale w życiu nie dotknę ust Aominecchiego! Są takie szorstkie i spierzchnięte! -Przyznał Blondyn z obrzydzeniem patrząc na Daikiego.
-Hah, tak, a Twoje są za to pokryte toną jakiś kurewskich mazideł...-Sapnął Aho kręcąc głową.
-Jakoś szminka u Sayuricchi ci nie przeszkadza!
-Zamknij się debilu, ona jest laską w przeciwieństwie do ciebie...
-Wiecie co? Ja mam dość tego cyrku. Nara. -Nagle oświadczył Taiga po czym wstał i opuścił pokój.
-Czekaj Kagami, idę z tobą... -Za Czerwonowłosym wyszła Yuuki i w taki oto szybki sposób zostałam sam na sam z moją osobistą, czekoladową pigułką gwałtu i gorrrącym modelem z pierwszych stron gazet.
-Nooo dobra moi cudowni chłopcy, zostaliśmy sami, chyba wy nie wymiękniecie jak tamte cieniasy? -Rzekłam, rzucając im kokieteryjne spojrzenie.
-Nigdy w życiu Sayucchi!
-Hahaha, Kise ale to ty głównie stawiasz opory! -Wyśmiał go Granatowowłosy wypijając kieliszek wódki.
-Cicho bądź Daikicchi, zaraz dam ci lekcję perfekcyjnego lizania! -Odpyskował Blond-model. -Sayuucchii, kochanie, polejże jeszcze po kieliszku! -Poprosił, na co ja z szerokim uśmiechem spełniłam jego życzenie. Zaczynało robić się coraz ciekawiej.
-Ojj Kiseee, jesteś taką ciotą że musisz dodawać sobie odwagi wódą? Hahaha! -Ahomine w dalszym ciągu nie przestawał robić durnia z Kise.
-Pragnę uroczyście ci przypomnieć iż to twoje zadanie, kretynie! -Zwróciłam uwagę Daikiemu.
-Doskonale o tym pamiętam Sayu, więc teraz patrz i podziwiaj. -Aomine przeleciał Blondyna wyniosłym wzrokiem a następnie usiadł bliżej niego i bez najmniejszych zahamowań wpił się w jego usta. Siedziałam na przeciwko nich z żuchwą rozdziabioną na dwa metry i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Z jednej strony zazdrość o Daikiego rozsadzała mnie od wewnątrz lecz z drugiej, widok dwóch liżących się, megaprzystojnych facetów sprawiał, że nie mogłam oderwać od nich oczu. Po chwili Kise ujął facjatkę Ao w dłonie i zaczął jeszcze bardziej pogłębiać pocałunek. Długo toczyli ze sobą walkę o przodownictwo aż ostatecznie oderwali się od siebie.
-O żesz ja pierdole... DAWAJCIE DALEJ! TO BYŁO BOSKIE!-Wypiszczałam tak głośno że pewnie Taiguś i Yuu-chan będący gdzieś na mieście mnie usłyszeli.
-Ja już wykonałem swoje zadanie i nie mam zamiaru się dalej pedalić. -Zaprzeczył Ciemnoskóry.
-No błaagam, zrób to dla mnie! -Prosiłam z wywieszonym jęzorem, niemalże klęcząc na kolanach.
-Dobra, w sumie masz rację. Ja też cię zdradzę z Kise. -Aomine wstał z kanapy , pociągnął sobie alkoholu z gwinta po czym usadowił się obok Ryouty i ponownie zatopił w jego ustach. Po krótkim czasie ich dotychczasowe, niewinne pocałunki zmieniły się w pikantną szarpaninę, w której oboje nawzajem zrzucali z siebie ubrania.
-Ah, Aominecchi, nie uważasz że to lekko zaczęło wymykać się nam spod kontroli? -Zapytał onieśmielony Kise, w chwili kiedy Aomine składał pocałunki na jego szyi.
-WSZYSTKO JEST W JAK NAJLEPSZEJ KONTROLI, KURWA! Nie pierdolcie tylko kontynuujcie! - Wydarłam gębę, szalejąc z dzikiej ekscytacji.
-Ty nie pierdol, tylko sama do nas dołącz. -Rzekł Granatowowłosy, spoglądając na mnie z ukosa. Miał racje. Nagromadzone podniecenie paliło mi wnętrzności i prędzej czy później sama bym się do nich dosiadła. Podeszłam więc do chłopaków robiąc mały striptiz po drodze i usadowiłam dupę między nimi. Bez większego namysłu, moje ręce powędrowały do spodni każdego z nich i poczęły pieścić ich przyrodzenia.
-A-ahh... kto by pomyślał że kiedyś wyląduje z tą Blond-ciotą w trójkącie... -Mruknął Daiki całując mnie po obojczyku.
-Coś ci nie pasi? To wypierdalaj. Poza tym sam zacząłeś...
-Mmmm... Sayucchi... nie zwracaj uwagi na tego idiotę... ja tam nie narzekam. -Wybełkotał Ryota zmysłowo podgryzając moje ucho.
Kiedy poczułam że ich penisy są twarde jak kamienie, stwierdziłam iż pora nieco urozmaicić nasze zabawy. Wypięłam się więc do Aomine a członek Kise szybko wylądował w mojej gębie. Daiki rzecz jasna, w mgnieniu oka skorzystał z doskonałego dostępu do mego tyłka i bez zbędnych ceregieli wsunął we mnie swoją męskość. I tym sposobem między chłopakami rozpoczęła się bestialska rywalizacja o moje ciało. Raz był we mnie Ryota, zaraz potem porwał mnie Ao i tak w kółko, aż w końcu po długiej, ostrej orgii, padliśmy na łóżko w błogostanie i spełnieniu. Nie pamiętam co było dalej, bo nie da się ukryć iż procenty też wykonały swoją misję. Za to następnego dnia cała nasza trójca obudziła się z skurwysyńskim bólem głowy, który rozsadzał nasze szanowne czerepy na kawałki.
Ps. Chcielibyście zobaczyć miny Kise i Ahomine kiedy rano zdali sobie sprawę z tego że spali ze sobą w jednym łóżku. I to tuż obok siebie.
***
Walizki spakowane, ciała błyszczące opalenizną i kac gigant (zarówno moralny jak i ten w podstawowym znaczeniu) u co poniektórych.
Finalnie nadeszła ta smutna chwila powrotu do rzeczywistości. Może to i nie pora na podsumowania i morały wynikające z minionego już wyjazdu, jednakże każdy z nas, podczas pobytu tutaj, nabył całego szeregu nowych, arcyprzydatnych umiejętności życiowych. Ja osobiście, perfekcyjnie wyszkoliłam techniki skutecznego przepłaszania wszystkich, natrętnych cipek, które próbowały bezczelnie zarywać do Aomine, kiedy nie patrzyłam. Daiki z kolei, nauczył się iż spoglądanie na panienki w bikini kończy się pięścią Sayuri na jego gębie, a Kise bezbłędnie opanował sztukę spławiania wścibskich fanek. Ponadto, nie dało się też nie zauważyć wewnętrznej rewolucji u Yuuki i Kagamiego, albowiem przez te wakacje ta dwójka znacznie zbliżyła się do siebie. Nie sądzę jednak by coś z tego wyszło, ponieważ Taiguś w dalszym ciągu nie pozbył się swoich uprzedzeń w stosunku do płci pięknej. Pomimo tego, że czasem naprawdę ciężko było znaleźć naszej grupce wspólny język i nawet bywały momenty iż mieliśmy ochotę wracać do domu, każda godzina spędzona razem, zapełni układankę naszych wspaniałych, wakacyjnych wspomnień, do których z przyjemnością będziemy wracać.
piątek, 4 grudnia 2015
Nagła interwencja pana sierżanta Aomine :D
Hola Amigo, Amigo hola, niech nas ogarnie dzika swawola!!!!!!!! :D Tak więc nawiązując do początku, owa dzikość ogarnęła Sayuri-chan i jej kurwikowata wena podążyła dziś dnia w nie tę stronę co trzeba, i znów wytworzyła seksówki, kompletnie nie mające związku z treścią historii, którą ma szanowna osóbka prezentuje na tejże witrynie :D Wobec tego wydarzenia nie błahego, kolejnego rozdziała treści właściwej zamieścić planuję na tydzień przyszły, a tymczasem jeżeli tylko moi najdrożsi Państwo mają ochotę, to zaszczytnie zapraszam do zapoznania się z tekstem poniżej umiejscowionym :D Dziękuje bardzo za atencję i pozdrawiam :D
******************************************************************************************
-Halo, czy rozmawiam z sierżantem Aomine?
-Tak, melduję się. Co tym razem się dzieje? Znowu ktoś ukradł pani klucze do domu, chuj panią zastrzelił , czy może napadło na panią nagłe podniecenie seksualne?
-Całe szczęście że to pan, panie sierżancie. Tym razem potrzebuje pana na gwałt.
-Na gwałt bardzo chętnie, ale zależy w jakim sensie bo takie interwencje jednak nie należą do moich ulubionych.
-W tym podstawowym znaczeniu proszę pana.
-W takim razie jestem u pani za minutkę.
Jak powiedział, tak zrobił. Nawet nie chcę myśleć ile istnień by uratował gdyby nie moje ciągłe wezwania. Dziwie się że jeszcze nie wsadził mnie do pierdla za fałszywe alarmy. Ale powiedzmy szczerze, nikt nie oprze się takiej kryminalistce jak ja, a już w szczególności on.
W pewnej chwili donośny dźwięk pukania, a raczej walenia w drzwi oderwał mnie od moich zajęć. Zerwałam się na równe nogi i pognałam w ich kierunku.
-Witam, czy to pani wzywała do gwałtu?. -Przywitał się Aomine, ściągnął czapkę z głowy i zaczął nią kręcić się wokół palca.
-Rzecz jasna, panie sierżancie.-Wciągnęłam go do środka za koszulę po czym powitałam gorącym pocałunkiem.
-To kogo gwałcimy?-Zapytał Daiki, wkładając mi ręce pod bluzkę.
-Co to za pytanie? Chyba oczywiste że siebie nawzajem.-Odparłam i zaczęłam rozpinać jego koszulę.
-O nie nie nie, za wykroczenie musisz ponieść odpowiednią karę. -Oświadczył po czym wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Rzucił mną na łóżko niczym kamieniem o ziemię a następnie przygniótł całym swoim 85-cio kilowym cielskiem.
-Bolało.-Sapnęłam naburmuszona i zaplotłam dłonie wokół szyi Aomine.
-Do kryminalistów Twojej rangi potrzeba radykalnych metod.-Rzekł, po czym nie cackając się ani trochę ściągnął ze mnie koszulkę i począł miętosić moje piersi.
-Ał, ał! Trochę za mocno.
-To ma być gwałt czy nie, hmm?
-No gwałt.-Odpowiedziałam w pokorze, ulegając całkowicie Granatowowłosemu. Jednak kiedy on zabawiał się na dobre z moim biustem i językiem, ja też nie pozostawałam dłużna zabawiając się z wewnętrzną zawartością jego spodni. W pewnym momencie Daiki oderwał się od mojego ciała, zrzucił z siebie dolne części garderoby i stanął przede mną na baczność. W sumie to oboje stanęli. Wyciągnął z kieszeni od spodni kajdanki i właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę że mam przejebane. Ao pochylił się nade mną i unosząc moje ręce do góry, zakuł mnie na trzy spusty. Uśmiechnął się szyderczo i uklęknął na ziemi układając swoją głowę na moim brzuchu.
-Czy te kajdanki na pewno są konieczne?
-Jak najbardziej konieczne, czasem bywasz nieobliczalna, więc chyba nie chcesz mnie zmusić bym użył gazu łzawiącego?-Spytał i ściągnął ze mnie jeansy.
-Taa, jasne, zastrzel mnie od razu...
-A żebyś wiedziała że sobie postrzelam.-Odpowiedział, wywołując uśmiech na mojej twarzy, a następnie począł muskać ustami mój brzuch. Po chwili jego ręka powędrowała w miejsce, gdzie dotyk sprawia największą przyjemność.
Nienawidzę być zdominowana. Nienawidzę kiedy ktoś przejmuje nade mną kontrolę. Nienawidzę być bezbronna i zależna. Jestem regułą, a regułę zawsze potwierdza wyjątek. Tym wyjątkiem był właśnie Aomine. Kocham kiedy przejmuje dominację nad moim ciałem, kiedy robi ze mną co chce, kiedy jestem zależna i podporządkowana tylko jemu.
-A-aomine...-Jęknęłam kiedy poczułam że zaraz dojdę.
-Coś mówiłaś mała?- Spytał po dłuższej chwili.
-Teraz już nic.-Odburknęłam.
Ale kocham również przejmować kontrolę nad nim. I w sumie to wkurwiało mnie trochę że nie jestem w stanie nic zrobić, że nie mogę teraz rzucić się na niego z pazurami i pożreć w całości.
-Zdejmuj mi te kajdany w tej chwili!-Rozkazałam, kiedy już miał zamiar we mnie wejść.
-Chyba ci się coś pojebało w główce, to ja tu wydaje wszelkie polecenia i rozkazy.-Oświadczył, podniósł się na wysokość mojej twarzy i zamknął mi usta pocałunkiem.
-Chcę Cię dotknąć...-Wyszeptałam.
-Przecież cały czas dotykasz.
-Aomine, dobrze wiesz że nie o to chodzi.
-Radzę ci siedzieć cicho bo zastosuję ostrzejszy wymiar kary.-Ostrzegł Ciemnoskóry po czym gwałtownie obrócił mnie na plecy i postawił na kolana, a sam uklęknął za mną.
-Wcale się ciebie nie boję.
-Nie? Przecież cały czas widzę jak drżysz.-Odpowiedział Daiki i zasłonił mi usta dłonią.
~To z podniecenia, debilu.~ Zdołałam jedynie pomyśleć gdyż nie miałam możliwości powiedzenia tego na głos. Wziął mnie od tyłu tak zachłannie, że gdybym tylko miała wolne ręce i gdyby tylko nie zatykał mi gęby swoją pieprzonym przeszczepem zwanym dłonią, to wylądował by z hukiem na podłodze w towarzystwie głośnej awantury. Lecz po pewnym czasie przyzwyczaiłam się do tych nieco ostrych doznań i jak gdyby nigdy nic odleciałam. Jednak wkurzało mnie niemiłosiernie to że nie mogę widzieć jego oblicza. Na całym świecie nie ma chyba lepszego widoku, jak wyraz twarzy Aomine kiedy dochodzi. Niestety z wielkim bólem serca tym razem musiałam obejść się smakiem.
***
-Zamknę cię za to w pierdlu. -Mruknęłam naburmuszona, leżąc z założonymi rękami tuż obok Granatowowłosego.
-Przecież jestem policjantem.
-To pozbawię cię służby i zamknę.
-Hahaha! -Zaśmiał się donośnie po czym poklepał mnie po głowie. -Mylisz się, to ja powinienem cię wsadzić do paki i wymierzyć karę dożywocia.
-Taa... niby ciekawe za co...
-Jesteś cholerną złodziejką.
-Jak to? Przecież nigdy w życiu nic nie ukradłam!
-Nie? Przecież z premedytacją ukradłaś moje serce.
******************************************************************************************
-Halo, czy rozmawiam z sierżantem Aomine?
-Tak, melduję się. Co tym razem się dzieje? Znowu ktoś ukradł pani klucze do domu, chuj panią zastrzelił , czy może napadło na panią nagłe podniecenie seksualne?
-Całe szczęście że to pan, panie sierżancie. Tym razem potrzebuje pana na gwałt.
-Na gwałt bardzo chętnie, ale zależy w jakim sensie bo takie interwencje jednak nie należą do moich ulubionych.
-W tym podstawowym znaczeniu proszę pana.
-W takim razie jestem u pani za minutkę.
Jak powiedział, tak zrobił. Nawet nie chcę myśleć ile istnień by uratował gdyby nie moje ciągłe wezwania. Dziwie się że jeszcze nie wsadził mnie do pierdla za fałszywe alarmy. Ale powiedzmy szczerze, nikt nie oprze się takiej kryminalistce jak ja, a już w szczególności on.
W pewnej chwili donośny dźwięk pukania, a raczej walenia w drzwi oderwał mnie od moich zajęć. Zerwałam się na równe nogi i pognałam w ich kierunku.
-Witam, czy to pani wzywała do gwałtu?. -Przywitał się Aomine, ściągnął czapkę z głowy i zaczął nią kręcić się wokół palca.
-Rzecz jasna, panie sierżancie.-Wciągnęłam go do środka za koszulę po czym powitałam gorącym pocałunkiem.
-To kogo gwałcimy?-Zapytał Daiki, wkładając mi ręce pod bluzkę.
-Co to za pytanie? Chyba oczywiste że siebie nawzajem.-Odparłam i zaczęłam rozpinać jego koszulę.
-O nie nie nie, za wykroczenie musisz ponieść odpowiednią karę. -Oświadczył po czym wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Rzucił mną na łóżko niczym kamieniem o ziemię a następnie przygniótł całym swoim 85-cio kilowym cielskiem.
-Bolało.-Sapnęłam naburmuszona i zaplotłam dłonie wokół szyi Aomine.
-Do kryminalistów Twojej rangi potrzeba radykalnych metod.-Rzekł, po czym nie cackając się ani trochę ściągnął ze mnie koszulkę i począł miętosić moje piersi.
-Ał, ał! Trochę za mocno.
-To ma być gwałt czy nie, hmm?
-No gwałt.-Odpowiedziałam w pokorze, ulegając całkowicie Granatowowłosemu. Jednak kiedy on zabawiał się na dobre z moim biustem i językiem, ja też nie pozostawałam dłużna zabawiając się z wewnętrzną zawartością jego spodni. W pewnym momencie Daiki oderwał się od mojego ciała, zrzucił z siebie dolne części garderoby i stanął przede mną na baczność. W sumie to oboje stanęli. Wyciągnął z kieszeni od spodni kajdanki i właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę że mam przejebane. Ao pochylił się nade mną i unosząc moje ręce do góry, zakuł mnie na trzy spusty. Uśmiechnął się szyderczo i uklęknął na ziemi układając swoją głowę na moim brzuchu.
-Czy te kajdanki na pewno są konieczne?
-Jak najbardziej konieczne, czasem bywasz nieobliczalna, więc chyba nie chcesz mnie zmusić bym użył gazu łzawiącego?-Spytał i ściągnął ze mnie jeansy.
-Taa, jasne, zastrzel mnie od razu...
-A żebyś wiedziała że sobie postrzelam.-Odpowiedział, wywołując uśmiech na mojej twarzy, a następnie począł muskać ustami mój brzuch. Po chwili jego ręka powędrowała w miejsce, gdzie dotyk sprawia największą przyjemność.
Nienawidzę być zdominowana. Nienawidzę kiedy ktoś przejmuje nade mną kontrolę. Nienawidzę być bezbronna i zależna. Jestem regułą, a regułę zawsze potwierdza wyjątek. Tym wyjątkiem był właśnie Aomine. Kocham kiedy przejmuje dominację nad moim ciałem, kiedy robi ze mną co chce, kiedy jestem zależna i podporządkowana tylko jemu.
-A-aomine...-Jęknęłam kiedy poczułam że zaraz dojdę.
-Coś mówiłaś mała?- Spytał po dłuższej chwili.
-Teraz już nic.-Odburknęłam.
Ale kocham również przejmować kontrolę nad nim. I w sumie to wkurwiało mnie trochę że nie jestem w stanie nic zrobić, że nie mogę teraz rzucić się na niego z pazurami i pożreć w całości.
-Zdejmuj mi te kajdany w tej chwili!-Rozkazałam, kiedy już miał zamiar we mnie wejść.
-Chyba ci się coś pojebało w główce, to ja tu wydaje wszelkie polecenia i rozkazy.-Oświadczył, podniósł się na wysokość mojej twarzy i zamknął mi usta pocałunkiem.
-Chcę Cię dotknąć...-Wyszeptałam.
-Przecież cały czas dotykasz.
-Aomine, dobrze wiesz że nie o to chodzi.
-Radzę ci siedzieć cicho bo zastosuję ostrzejszy wymiar kary.-Ostrzegł Ciemnoskóry po czym gwałtownie obrócił mnie na plecy i postawił na kolana, a sam uklęknął za mną.
-Wcale się ciebie nie boję.
-Nie? Przecież cały czas widzę jak drżysz.-Odpowiedział Daiki i zasłonił mi usta dłonią.
~To z podniecenia, debilu.~ Zdołałam jedynie pomyśleć gdyż nie miałam możliwości powiedzenia tego na głos. Wziął mnie od tyłu tak zachłannie, że gdybym tylko miała wolne ręce i gdyby tylko nie zatykał mi gęby swoją pieprzonym przeszczepem zwanym dłonią, to wylądował by z hukiem na podłodze w towarzystwie głośnej awantury. Lecz po pewnym czasie przyzwyczaiłam się do tych nieco ostrych doznań i jak gdyby nigdy nic odleciałam. Jednak wkurzało mnie niemiłosiernie to że nie mogę widzieć jego oblicza. Na całym świecie nie ma chyba lepszego widoku, jak wyraz twarzy Aomine kiedy dochodzi. Niestety z wielkim bólem serca tym razem musiałam obejść się smakiem.
***
-Zamknę cię za to w pierdlu. -Mruknęłam naburmuszona, leżąc z założonymi rękami tuż obok Granatowowłosego.
-Przecież jestem policjantem.
-To pozbawię cię służby i zamknę.
-Hahaha! -Zaśmiał się donośnie po czym poklepał mnie po głowie. -Mylisz się, to ja powinienem cię wsadzić do paki i wymierzyć karę dożywocia.
-Taa... niby ciekawe za co...
-Jesteś cholerną złodziejką.
-Jak to? Przecież nigdy w życiu nic nie ukradłam!
-Nie? Przecież z premedytacją ukradłaś moje serce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







