-Ughhh... Prawie cała moja wypłata poszła się jebać przez te buty!!! - Lamentowałam, porywiście wymachując reklamówką z moją nową parą Jordanów, a nieposkromiona rozpacz rozrywała moje serce na widok nikłej wówczas zawartości portfela.
-Sayucchi, trochę nie rozumiem twojego toku myślenia. Przecież nikt nie kazał ci ich kupować... -Burknął Blondyn, patrząc na mnie posępnym wzrokiem.
-Ujarzmij się Kise, czy ty siebie słyszysz?! Kurewsko mi się podobają! A poza tym, nigdy nie przegram z tym kretynem w ilości butów!!! -Odrzekłam, z dumnym uśmiechem na ustach.
-O tak, Sayu. Moja krew. Od razu widać, kto cię wychował. -Przyznał Kagami puszczając do mnie oczko.
-Żółwik, "bracie"! -Zawołałam ochoczo i po chwili nasze pięści żwawo zderzyły się ze sobą. W tym samym czasie Ryota zniknął nam z pola widzenia, przystając przy gablotce nie taniej drogerii kosmetycznej, a jego oczy mieniły się niczym sześćdziesięcio sześcio karatowe diamenty.
-Sayuricchi! Kagamicchi! Podejdźcie tu na moment! -Wydarł gębę Blond-model, a my z ciekawości, jakiż to byt przyciągnął jego uwagę, udaliśmy się w jego stronę.
-Widzicie te perfumy? -Wskazał dłonią na półkę z owym kosmetykiem. -To jedne z najzajebistrzych, jakie kiedykolwiek wąchałem. -Oświadczył z zachwytem.
-Chwilunia Kisiu, przecież Daiki takich używa! -Wypaliłam, natychmiastowo przypominając sobie zapach tego "legendarnego" pachnidła, które przecież było jedną z pierwszych rzeczy, jakie pokochałam u Aomine.
-Ciężko by było tego nie wyczuć, droga Sayucchi. -Rzekł, posyłając do mnie promienisty uśmiech. -I właśnie wpadłem na pomysł żeby kupić mu je na prezent.
-Niech cię nagły szlag trafi, za ten świetny pomysł, Ryocia! Teraz to mi już nawet pół złamanego gorsza nie zostanie w kieszeni! -Wymamrotałam, wzdychając głęboko.
-Spokojnie, wspomożemy cię, prawda Kagamicchi? -Złotooki zwrócił się do Taigi, kładąc mu rękę na ramieniu.
-Mnie w to nie mieszaj. -Sapnął beznamiętnie Czterobrwiowy, ruszając w stronę wejścia do sklepu, do którego uparcie ciągnął Blondyn.
-Chłopaki, czekajcie. -Nagle, ni stąd ni zowąd, poczułam jak zaczyna mi się kręcić w głowie, a moje ciało ogarnęła niewyjaśniona słabość.
-Co jest Sayu? -Spytał Kagami, momentalnie odwracając się z Kise w moją stronę.
-We łbie mi się zakręciło, idę sobie usiąść. -Oświadczyłam i łapiąc się za łepetynkę, niestabilnym krokiem podeszłam do ławki.
-Sayuricchi, wybacz że to powiem, ale naprawdę marnie wyglądasz... -Przyznał Ryota po dokładnym zlustrowaniu mej osoby i usiadł obok mnie.
-Serio jakoś zbladłaś. Może lepiej będzie jak odprowadzę cię do domu, bo jeszcze mi tu zejdziesz zaraz. -Zaproponował Kagami, a ja tylko kiwnęłam głową na ową propozycję. Nie cackając się ani minuty dłużej, zostawiliśmy Blondyna samemu sobie, po czym obydwoje stwierdziliśmy iż najlepszym możliwym wyjściem będzie w natychmiatwoym tempie podążyć do mieszkania Taigi, bowiem mieszkał on dosłownie parę minut od miejsca, w którym to aktualnie się znajdowaliśmy. I tak oto ledwo powłócząc nogami, w ostateczności udało mi się dotrzeć do chałupy mojego przyjaciela i z impetem legnąć na jego łóżko.
-Ale dalej nie ogarniam, co cię tak nagle wzięło... znowu chlałaś do rana?-Zapytał Czterobrwiowy, kładąc mi zimny okład na czerepie.
-Masz mnie za jakąś pierdoloną alkoholiczkę?! Jest mi w chuj niedobrze i nie wiem z jakiego powodu, a ty mi tu snujesz takie teorie?! -Warknęłam na chłopaka, będąc pogrążona w głębokiej irytacji spowodowanej moim obecnie nie najlepszym samopoczuciem.
-Dobra, sorry, już nic nie mówię. -Rzucił z pokorą. -Chociaż jeszcze jedna rzecz przyszła mi do głowy...
-No niby co znowu?
-Cholera, aż strach CIEBIE o to pytać...
-Gadaj, najwyżej cię zabije.
-Ta, najwyżej, dobry żart... -Mruknął pod nosem i przełknął ślinę. -Czy ty przypadkiem nie zaciążyłaś...? -Wydukał, a ja jak leżałam plackiem bez ruchu, tak na jego pytanie w trymiga wystrzeliłam do pionu.
-TO JEST DOPIERO KURWA, DOBRY ŻART!!!!! W ŁEB SIĘ PUKNIJ, ALBO LEPIEJ W PAŁĘ, BO PIEPRZYSZ JAKIEŚ CHOLERNIE ABSURDALNE BZDURY!!! -Wydarłam się wniebogłosy, a nawet wyżej, na co Kagamiemu zabrakło odwagi by pisnąć słówkiem, gdyż zdawał sobie sprawę że w ten sposób tylko pogorszy swoją sytuację. Jednakowoż po chwili milczenia i dogłębnych przemyśleniach, zaczęłam z bólem serca i duszy uzmysławiać sobie iż niestety Taiga może mieć racje.
-Leć mi po test ciążowy. -Wyszemrałam, a złość połączona z szaleńczą niepewnością kipiała ze mnie strumieniami.
-A jednak...
-NATYCHMIAST!!!!-Rozkazałam, ani trochę nie przejmując się tym, jaką traumą może być dla mego kumpla kupienie tegoż specyfiku. On chwilę pomarudził coś do siebie, lecz wiedząc że i tak za żadne skarby nie odpuszczę, momentalnie pognał do apteki. Minęło dziesięć minut, a może mniej jak wrócił z powrotem. Teraz nie zostało mi już nic innego, jak tylko rozwiać moje arcyniepokojące wątpliwości.
Paręnaście minut później
-Ej, no i jak tam...? -Spytał nieśmiało Taiga, z niecierpliwością czekając na werdykt. Ja w odpowiedzi, z kolosalnym trzaskiem otworzyłam drzwi od łazienki, po czym wyszłam ze zwieszoną głową.
-KURWA!!!!!!!-Uderzyłam pięścią o ścianę. -Leć mi po jeszcze jeden, bo kurwa NIE WIERZĘ!!!!!!!!!!
-No to ładnie.
-NO TO ŁADNIE?!!!! CHYBA SOBIE JAJA ROBISZ?!!! Kupiłeś jakieś zepsute ustrojstwo, które nie działa w należyty sposób, więc albo idź go reklamuj albo zapieprzaj po jeszcze jeden!!!! -Bezpodstawnie darłam gębę na Kagamiego, gdyż za nic we wszechświecie nie mogłam pogodzić się z wynikiem testu.
-Ogarnij się Sayuri!!! To tylko pokazało prawdę, a ja nie mam z tym nic wspólnego!
-Prawdę, to sobie możesz w chuja wsadzić! Nara!!! -Odpyskowałam chamsko a następnie skierowałam do wyjścia. W tym momencie rozdzierająca mnie od środka gigantyczna wściekłość oraz niepowstrzymane emocje szargające mną we wszystkie strony, przejęły całkowitą kontrolę nad moim do tej pory przyćmionym stanem fizycznym. Jedyne czego teraz pragnęłam, to porządnie, ostro i bez litości rozmówić się z Aomine.
