Twoja koszulka przesiąkła od moich łez
Kiedy nie jestem taka twarda jak powinnam być
I widzisz najcichszą część mnie
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Tak, nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Nienawidzę kiedy cię zawodzę
Kiedy twój uśmiech się odwraca
I wiem, że powinnam być tą która mówi "kochanie możesz na mnie liczyć"
[...] Jestem tu, żeby ocalić świat, ale kto ocali super-dziewczynę?
Co jeśli jestem słaba i potrzebuję cię wieczorem?
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Nienawidzę, że cię teraz potrzebuję
Żebyś trzymał moje włosy, wysłuchał mnie
Jeśli obudzę się na podłodze w łazience
Będziesz mnie nadal chciał nad ranem?
Oh kochanie, potrzebuję cię teraz!
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę...*
Minęło parę długich dni i bezsennych nocy, które to spędziłam w dzikiej samotności, bez Aomine u mego boku. Najnormalniej w świecie, po zdarzeniu jakie to o mało co doszczętnie nie wyżarło mych komórek nerwowych, a moja złość praktycznie przekroczyła swoje maksymalne stężenie, nie miałam nawet krzty ochoty żeby zobaczyć się z Daikim. Zaplanowane uprzednio huczne świętowanie na cześć otrzymania przez mojego Granatowowłosego kretyna uprawnień do kierowania czterokołowym pojazdem, również się nie odbyło.
~Kocham Cię; Cholernie za Tobą tęsknię; Błagam, spotkajmy się w końcu, bo nie mogę już bez Ciebie wytrzymać...~ Każdego dnia, systematycznie na moją skrzynkę odbiorczą przychodził cały ogrom esemesów o podobnej treści, przez które momentami miałam niepowstrzymaną chęć całą siłą rzucić się Ao na szyję i wycałować go za wszystkie czasy. Pomimo tego, że pomału zaczynałam schodzić śmiertelnie z tęsknoty i braku jego obecności, pod żadnym pozorem nie mogłam ochłonąć i wrócić do swej duchowej równowagi po powyżej wspomnianej "wpadce". Lecz to nie koniec udręk. Dowiedziawszy się od Kise, iż od niedawna Aomine zafascynowany posiadaniem władzy za kierownicą, wykorzystuje swoją bestialską szybkość nie tylko na boisku, ale i na drogach, w mej świadomości narodziły się pewne dokuczliwe obawy o jego bezpieczeństwo, które namnażały się z każdą dobą.
***
Koszykówka, od najmłodszych lat życia była moją najlepszą przyjaciółką, do której to mogłam o każdej porze dnia i nocy zwrócić się z prośbą o bez szkodliwe rozładowanie negatywnych emocji, bądź spędzenie wolnego czasu w miłym towarzystwie. Siedziałam wraz z Taigą pod koszem, opierając łepetynę o metalowego słupa i gapiąc się bezcelowo w zachmurzone wówczas niebo. Aczkolwiek, nie tylko błękit nieba okrył się dziś płaszczem ciemnych obłoków. Moja jak zawsze i wszędzie roześmiana gębuśka, od samego rana wyrażała klarowne skwaszenie, co przeniknęło również na mego kumpla, któremu mój obecny stan w zupełności się nie podobał.
-To przez tego dupka, nie? -Spytał spontanicznie Kagami, co by w końcu przerwać głuchą ciszę, panującą od dłuższego czasu.
-Taaa... przez tego dupka. -Sapnęłam ozięble. -Ale on nie jest dupkiem... -Dodałam, wlepiając wzrok w swoje buty.
-Sorry, dla mnie jest. Nie obraź się, ale dobrze wiesz, że od początku nie byłem za tym całym waszym związkiem... -Przyznał sztywno chłopak, odwracając głowę.
-Bo co? Bo jesteś zazdrosny że gra w kosza lepiej od ciebie?! Nie zgrywaj pieprzonego dzieciaka, bo bachorów nienawidzę.
-W dupie to mam, czy jest lepszy czy gorszy... A w ogóle to jesteśmy praktycznie na tym samym poziomie. Chodzi mi o to, że od kiedy z nim jesteś, ciągle masz jakieś kłopoty. I to mnie wkurwia.
-Bez ryzyka nie ma zabawy. -Odburknęłam, posyłając Taidze mrożące krew w żyłach spojrzenie, po czym zgarnęłam piłkę z ziemi i podniosłam się.
-Ta, szczególnie takiej zabawy jak ostatnio...
-Zamknij się do cholery! Jak możesz wypowiadać się na temat związków, jak nigdy z nikim nie byłeś... nikogo nie tak kurewsko nie kochałeś, jak ja kocham Daikiego... -Wyznałam, wykonując rzut do kosza. Piłka przez parę sekund chwiejnie pokrążyła po obręczy, aż finalnie wpadła, następnie uderzając mocno o beton. Moje serce biło w rytm jej odbić, a te osobliwe przeczucia w duszy były coraz silniejsze.
-No dobra, masz rację, sorry... -Przeprosił Czterobrwiowy, zdając sobie sprawę z tego iż to co powiedziałam, było najprawdziwszą prawdą.
-Taiga, na dzisiaj wystarczy, wracam do domu. -Oznajmiłam beznamiętnie.
-Okej, ale na pewno wszystko w porządku, Sayuri?
-Nie wiem. Na razie. -Obróciłam się na pięcie i odeszłam w swoją stronę, nie zwracając uwagi na próbującego zatrzymać mnie Kagamiego. Sama nie wiedziałam, w czym tak właściwie miał pomóc mi powrót do zacisza domowego. Po drodze, moją głowę zalewał potężny wodospad przeróżnych wizji oraz myśli, natomiast wcale nie były one optymistyczne. Co chwile przystopowywałam, by wziąć głęboki wdech i uspokoić się nieco, ale to nie przynosiło żadnych korzyści. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, iż nie miałam kompletnego pojęcia, skąd nagle w moim mózgu wzięły się tak impulsywne i przygnębiające refleksje.
***
-Sayuri, co z tobą? Zawsze jesteś w dobrym humorze, a dzisiaj cię nie poznaję. Nie pamiętam żeby kiedykolwiek uśmiech zniknął z twojej twarzy, a teraz? -Odkąd tylko przekroczyłam próg mieszkania, moja rodzicielka zasypywała mnie dziesiątkami pytań, które zamiast mi pomagać, dodatkowo mnie pogrążały. Ale owszem, miała rację. Sama nie pamiętam, jak to jest odczuwać smutek i zobojętnienie.
-Daj mi spokój, nie widzisz że jestem zajęta?-Odchrząknęłam opryskliwym tonem, nie odrywając wzroku od laptopa, którym nieskutecznie próbowałam odciąć się od produkowania myśli.
-Dobrze, jak chcesz. Nie będę wtrącać się w nie swoje sprawy, ale jestem pewna że to ma związek z Daikim. -Kiedy tylko wypowiedziała jego imię, miałam wrażenie że na ułamek sekundy stanęło mi serce, a nerwy pochłaniały mój umysł w coraz to większym stopniu. Pragnęłam jej siarczyście zaprzeczyć lecz nie zdążyłam, gdyż wyszła z mojego pokoju i zamknęła drzwi. Zaraz po tym, wzięłam komórkę do ręki i w oka mgnieniu wykręciłam numer do Aomine. Dzwonię raz, drugi, trzeci... nie wiem ile razy jeszcze. Nie odbierał. W bieżącej chwili, zaczęłam niepokoić się jeszcze bardziej, choć w nie znałam prawdziwego powodu mojego zmartwienia. Poszłam do kuchni, zrobiłam sobie potrójną kawę a potem jeszcze moment powpatrywałam się nonsensownie w monitor.
"Uwaga, wiadomość z ostatniej chwili. Przy ulicy głównej w centrum miasta miał miejsce poważny wypadek samochodowy, w którym uczestniczyło trzech młodych mężczyzn. Z tego co na razie wiadomo, dwie osoby zostały ranne a jedna w bardzo ciężkim stanie trafiła do szpitala."
W pewnej chwili obił mi się o uszy komunikat docierający z idącego w tle telewizora. Mimowolnie obróciłam głowę, po to by rzucić okiem na zdjęcia z reportażu. To co zobaczyłam na ekranie, przyprawiło mnie o niewyobrażalne przerażenie, rwące dreszcze i palpitację serca. ~Nie... przecież to samochód Daikiego!~ Zdając sobie sprawę z tego makabrycznego faktu, zerwałam się i z prędkością błyskawicy wybiegłam z domu. Jechałam do szpitala z nadzieją, że to jednak jest jakiś skurwysyński zbieg okoliczności. Jednakże "nadzieja" to najbardziej znienawidzone prze mnie słowo. Kiedy zmierzałam do budynku, z trudem powstrzymywałam się od płaczu i wpadałam na ludzi.
-Przepraszam, czy może leży tu Daiki Aomine?!!!-Wpadłam z hukiem do placówki i spanikowana zwróciłam się do recepcjonistki. Ta otaksowała mnie surowym wzrokiem a następnie zaczęła wystukiwać coś na klawiaturze komputera. Pomimo iż minęły zaledwie dwie sekundy, dla mnie dłużyło się to w nieskończoność.
-Tak... jest w sali 206, przykro.... -Usłyszawszy tylko początek jej druzgocącej wypowiedzi, ruszyłam w kierunku pomieszczenia gdzie znajdował się Granatowowłosy. Nagle wszystkie wspomnienia stanęły mi przed oczyma. Widziałam jego przearcypiękny uśmiech, czułam jego bliskość, słyszałam jego głos, kiedy wypowiadał szczere "Kocham Cię, Sayuri". Wszystko prysnęło w momencie naciśnięcia prze zemnie klamki od drzwi. Wówczas zobaczyłam go nieprzytomnego, po podłączanego do wszelkiej maści aparatury medycznej, całego poobijanego i owiniętego w bandaże.
-D-d-daiki...? -Pisnęłam cicho pod nosem i podeszłam do łóżka na którym leżał. -Daiki, słyszysz mnie?!!!-Wydarłam się, lekko nim szturchając. -No odezwij się do cholery...!!!-Mimo moich starań dalej nie reagował. -Daiki proszę... p-proszę... -Syknęłam przenikliwym tonem, a moja twarz zalała się łzami. Nigdy w życiu nie byłam w takim stanie, nigdy nie czułam większej beznadziejności i bezradności jak w tamtej chwili. -J-ja wiem, wiem że ostatnio wybuchłam i napierdoliłam masę przykrych bzdur! Wiem, że niezliczoną ilość razy bardzo Cię zraniłam, wiem że mam taki skurwysyński charakter, który czasem jest nie do zniesienia, no!!!-Krzyczałam, mocno ściskając dłoń Aomine. -Już nie pamiętasz, co mi kiedyś obiecałeś idioto?!!! Miałeś mnie nigdy nie zostawiać, czyż nie?!!! I-i co teraz... I tak po prostu nagle znikniesz?!!! Nie rób sobie ze mnie jaj i wstawaj, kurwa!!! Nie znam silniejszej osoby od Ciebie D-daiki...-Przerwałam, gdyż zwyczajnie zabrakło mi tchu. -Daiki, kocham Cię!!! Kocham Cię najbardziej na tym całym, zakurwiałym świecie, rozumiesz...?!!! Ech, I-i... i nawet zgodzę się na to, by kiedyś mieć z tobą dziecko!!! -Z zagryzionymi zębami i ściśniętym gardłem wypowiedziałam to zdanie. Wtedy odniosłam wrażenie, że jego ciało lekko drgnęło. -Chcę, aby jakaś cząstka Ciebie była zawsze przy mnie... Ż-żywa, wesoła, tak przystojna jak tatuś i tak wygadana jak mamusia... -Powiedziałam roztrzęsionym głosem przez łzy. -Kocham Cię...!!! -Wykrzyczałam i położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Po momencie poczułam, jak jego serce zaczęło uderzać z porażającą prędkością, a oddech przyśpieszać.
-S-sayuri...-Wtem usłyszałam cichy szept Aomine. -P-podnieś się, bo nie mogę złapać oddechu... -W wielkim szoku uniosłam się w górę i zarówno z ulgą jak i niedowierzaniem popatrzyłam na chłopaka. Ten z przymrużonymi oczyma odwzajemnił spojrzenie, a jego kąciki ust delikatnie podniosły się.
-DEBILU MÓWIŁAM CI ŻEBYŚ UWAŻAŁ JAK BĘDZIESZ JEŹDZIŁ TYM PIERDOLONYM AUTEM, TYLE RAZY CI TO POWTARZAŁAM, A TY DALEJ SWOJE! NIENAWIDZĘ CIĘ ZA TO! NIENAWIDZĘ, JAK NIE SŁUCHASZ TEGO, CO MAM CI DO POWIEDZENIA!!! SKORO BYŁEŚ PRZYTOMNY TO CZEMU SIĘ NIE ODZYWAŁEŚ?!!! A JA PRODUKOWAŁAM SIĘ JAK GŁUPIA...
-Uspokój się Sayuri... przepraszam... to nie był wypadek z mojej winy...
-A JAK BYŚ UMARŁ TO WAŻNE BY BYŁO Z CZYJEJ WINY BYŁ, KURWA?!!!
-Ale jestem... tu, przy tobie. Żywy i przytomny. Więc już się uspokój... -Rzekł, po czym zauważyłam że próbował wstać.
-Nie Daiki, nie ruszaj się w takim stanie... -Odwiodłam go od tego pomysłu, widząc jak wiele sprawia mu to trudności.
-J-ja słyszałem... słyszałem wszystko co mówiłaś... od początku do końca... I... c-cholera... -Nie dokończył, a po chwili z jego oczu zaczęły wypływać łzy. -T-to wszystko co mi powiedziałaś, a w szczególności to ostatnie zdanie... J-ja nie wiem c-co mam powiedzieć... -Mówił drżącym głosem przez płacz, co w rezultacie wywołało u mnie identyczny efekt. -Jestem taki szczęśliwy... Kocham Cię Sayuri!!!
-J-ja Ciebie też i NIE WYOBRAŻAM SOBIE ŻYCIA BEZ CIEBIE!!!-Wyznałam i układając głowę z powrotem na Aomine, wtuliłam się w niego najmocniej jak potrafiłam. Potem nie mówiliśmy już nic. Na całej sali słychać było tylko głośne szlochy. Przyznaje z pokorą... straszliwe z nas beksy.
Koniec.
*Słowa z piosenki Halestorm - I hate when you see me cry

N-no więc... Kurwa, co ja mam powiedzieć?
OdpowiedzUsuńWczoraj z niewiadomych przyczyn poryczałam się na "Zemście Sithów" a dzisiaj rycze ze... Ze wzruszenia?
Dobra, mniejsza o to, ale ja naprawde nie wiem co mam napisać. Czułam się tak j-jak ty tu opisałaś. N-no Aomine, ty debilu i idioto!!! Ale jak ja sie moge na niego drzeć? Kurde, mam taką burze w mózgu. Jeszcze chyba nigdy *No oprócz tego jak ktoś zabił Kise w pół zdania* nic tak nie przeżywałam. I przepraszam jak ja mam sobie teraz kupować w galerii Nike i piłke do siatkówki?! *Jakoś se poradzeee...* I prosze mi tu nie pierdolić tylko opowiadanie z kolejnym happy-endem nabazgrolić *na laptopie -.-* G-gomen za ten nietypowy dla mnie komentarz, a-ale, no! No, no właśnie NO!
Weny i pozdrawiam z galerii nieco wkórwiona.
UsuńDzień dobry, najdroższa Minecchi!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D Proszę mi się tu natychmiastowo uspokoić i płaczów nie uskuteczniać, bo pozwalam szanownej Pani płakać TYLKO ze śmiecha!!!!!!!!!!!! :D :P Właśnie w tym momencie posłałam do Ciebie wielebnego Kisiaczka, ażeby skutecznie ujarzmił twe nieokiełznane wkurwienie :D Czy Pani właśnie powiedziała, iż jest Pani w galerii i kupuje Nike? :D Poczekaj pół ułamka sekundy, a zaraz przybęde do Ciebie w te pędy :D Nie jakoś, ale NA PEWNO sobie Pani poradzi!!! :D Na czasa obecnego, nie mogę obiecać, iż coś nabazgrole na mym szanownym laptoku, lecz być może w przyszłości moja czcigodna łepetynka znów wytorzy jakąś dziką historię :D Dziękuje przeuprzejmie, gorrrrrąąąąąąccccooo pozdrawiam i życzę udanych zakupów!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D
Mój pan Kise się spóźnił, bo za buty musiałam płacić sama ;-;
UsuńPozdrawiam :P *Kupiła buty to i się ogarnęła*
Cześć, Sayuri-sama.
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy mam się cieszyć że jest nowy rozdział, czy też mam płakać. KONIEC? JAKI K***A KONIEC ?!!! Nic mi nie powiedziałaś, że planujesz to zakończyć. Jestem uzależniona od tego opowiadania, a w tym momencie moje życie legło w gruzach.
nie wiem od czego zacząć... może od tego, że biorąc całokształt tego opowiadania, od początku do końca, dla mnie i z resztą nie tylko, jest ono G E N I A L N E. I wiedz że będe ci to powtarzała i pisała w nieskończoność.
1. Parę dni ??! jak TY wytrzymałaś bez aomine parę dni, jak nie możesz wytrzymać bez niego nawet minuty ?
2. Biedna piłka do kosza. Za każdym razem gdy patrzę jak grasz, to wyobrażam sobie jakie ona musi przechodzić cierpienia, jak nią bezlitośnie walisz o beton. Potwór.
3.Taiga, nie masz racji. Od kiedy z nim jest, jej życie stało się P I Ę K N I E J S Z E. I nie tylko w tym opowiadaniu. ;)
4. Sayu, masz "skurwysyński charakter który jest czasem nie do zniesienia'', ale tylko wtedy, jak się z tobą zamieszka ;p
5. Myślę że gdyby to działo się naprawdę, zareagowałabyś 10 razy gwałtowniej, niż to opisałaś.
6. I kolejne wielkie brawa dla ciebie, za przełamanie się i napisanie że TY zgodzisz się na dziecko... nie wierzę, co przeczytałam. Ale to w końcu o aomine chodzi, a przecież ty za nim to w ogień skoczysz. ;p
7. Aomine, jesteś wielkim szczęściarzem i J E D Y N Ą osobą przy której Sayuri byłaby w stanie płakać. Nie tylko ze śmiechu.
8. Zauważyłam że mocno wczułaś się w sytuację, bo w pewnym momencie (wtedy co spanikowałaś) zdawało mi się że nie piszesz swoim stylem.
9. Ogółem, P I Ę K N I E. Tylko szkoda, że to już koniec. Nie obchodzi mnie to, ale masz napisać coś nowego !! ;)
10. Piosenka <3
Trzymaj się kochana ! <33
UsuńWitam, Panno Yuki. Wolę rozmówić się z Panią osobiście na temata Pani powyższej wypowiedzi :D Lecz teraz odniosę się do punktów o numerach 2 oraz 4. :D No jakżesz to mogłabym poddać czcigodną piłkę do koszykóweczki jakimkolwiek cierpienią :D Gdy trzymam ją w dłoni, staram się sprawić jej najwiekszą przyjemność i starannie pieścić, ażeby nasza współpracka na boisku kręciła się w sposoba należytego :D Punkt numer cztery. Oj, pamiętam te czasy szanowna Yuki, jak dałam ci wtedy w pałę :D Do obecnego czasa jestem z tego cholernie i niezmiernie dumna :D Co do punktów o cyfrach 3, 5, 6 i 7, przyznaje Pani racje :D Ps. Proszę Pani, ja już rok temu wiedziałam iż to opowiadanko będzie miało równe 20 rozdziałów więc WYPAŁUJ SIĘ!!!! :D
Ostatnia... Ech, ważne, że przeczytałam! :D
OdpowiedzUsuńPioseneczka śliczna, chyba sb ją zaraz puszczę ^^
Toż to niewyobrażalnie dziwne, że najdroższa Sayuri ma takiego doła O_O Daiki, ty kretynie... żeby swoją ukochaną do takiego stanu doprowadzić?! I masz za karę szpital... :/
Kagami mój najdroższy po prostu się o ciebie martwi! Jesteś jego przyjaciółką, więc to normalne ;) może i trochę przesadza, bo nie powinien się mieszać w twoje życie prywatne, ale wiem, że mu to wybaczysz :D
No i na dowalenie zjebane życie - twój ukochany leży w szpitalu, z powodu wypadku :C już ja załatwię tego dupka, przez którego Daiki wylądował na oddziale *wyciąga piłę łańcuchową* no chyba że to jego wina, to wtedy wymyślę coś innego *chowa piłę* Ten widok musiał być megaaa smutny... Daiki cały w bandażach, bezbronny... :C
No i twa arcydługa wypowiedź! :D Nie sądziłam, że potrafisz się aż tak rozgadać O_O I to jeszcze krzycząc! Brawo! *bije brawo* I to zdanie ,,Ech, I-i... i nawet zgodzę się na to, by kiedyś mieć z tobą dziecko!!" słodkie ^^ Z nim to każda by chciała mieć dziecko ;P Cóż za poświęcenie :D Ale jakie skuteczne, od razu się murzyn obudził :D
Każdy czasem płacze ;) To pewnie wyglądało słodko... Pomijam rozmazany makijaż czy coś... Dwoje zakochańców płacze wtulonych w siebie *_*
Mega mi się podobało!!!! :D :D :D :D
Weny życzę na kolejne zajebiste części!!!!
Proszę Pani, ostatni będą pierwszymi!!!!!!! :D Sayuri-chan NIGDY nie popada w doły, a jak popada, to albo dzieje się 666 cud świata, albo musi mieć to TYLKO i WYŁĄCZNIE ścisły związek z wielebnym Aominesiem :D :P Rzecz jasna, już wszystko z szanownym Kagamisiem ujarzmiłam i doszłam do porozumienia :D Cieszę się również iż piosenka się Pani spodobała :D ^_^ O tak, niezmiernie Ci dziękuje za pomoc w poskromieniu tego skurwysynka, który to arcytragiczne zdarzenie spowodował!!!! :D Haha, oj, w porównaniu do tego, jak naprawdę arcybardzo potrafię się czasami rozgadać (drąc się wniebogłosy i pyskując :D) , to tekst umiejscowiony powyżej to wielkie nic :D :P Przeserdecznie podziękowywuje najdroższej Pani za przemiłego komentarza i za wenę, lecz póki co, to niestety była ostatnia część tegoż opowiadanka :O :D Jednakże czcigodna wena jak najbardziej przyda się mej osóbce, do wytworzenia czegoś nowego :D Pozdrawiam!!!!!!!!!!!!!! :D ^_^
Usuń