Witam serdecznie wszystkich człowieków, bądźcie weseli na wieki wieków!!!!!!!!!!!!!!!! :D Nawiązując do poprzedniego rozdzialika tegoż szalonego opowiadanka, moja szanowna zawartość mózgoczaszki pierwotnie umyślała sobie, iż skończy się ono na dwudziestu częściach. Jednakże ma osóbka 55 godzin na dobę coś tworzy, nieokiełznane wersety i myśli mnoży, więc w związku z powyższym oświadczeniem, powstała część kolejna i w dalszym ciągu nie jestem w stanie stwierdzić, czy jest ona ostatnia czy też nie :D Załóżmy iż będzie to historia z bliżej nieokreślonym końcem, a póki co zostawiam najdroższych Państwa pała w pałę z owym wytworkiem i uroczyście pozdrawiam :D (>‿◠)✌
************************************************************************************
Dziesięć lat później
-Mamusiuuuu!!! -Nagle podbiegła do mnie mała pomarańczowowłosa istota, której twarz pokryta była wodospadem łez. -Mamuusiuu!!! Bo ten chłopak mi dokucza i zabiera piłkę!!!
-Oj no już, przestań się mazać i powiedz mu że jak dalej tak będzie robić, to tatuś go złapie i zamknie do więzienia! -Poradziłam mu z przymrużeniem oka, a następnie obdarowując brzdąca promiennym uśmiechem, poklepałam go po łepetynce.
-Odsuń się z Sayuri, w ogóle nie masz podejścia do dzieci... -Wymamrotał cierpiętniczo Aomine po czym uklęknął na przeciwko sześciolatka i subtelnie wytarł mu łzy dłonią. -Który to? - Spytał łagodnym tonem.
-T-ten z niebieskimi włosami... -Mały pisnął cichutko wskazując nieśmiało na swego oprawce, a w jego słodkim głosiku można było wyczuć nutkę przerażenia. Daiki złapał chłopczyka za rękę i bez chwili zawahania, podszedł wraz z nim do problemowego bachora.
-Hej mały, wiesz że nie powinno brać się czyiś rzeczy bez pytania? -Granatowowłosy zadał pytanie które jednocześnie było delikatnym upomnieniem. Człowieczek tylko rzucił mu złowrogie spojrzenie z ukosa i posłusznie lecz niechętnie oddał nie swoją własność.
-Przepraszam za niego, jak widać, czasem bywa niegrzeczny... -Wtem przed Aomine stanął wysoki mężczyzna, o takim samym zabarwieniu czupryny jak owe kłopotliwe dziecko. Ciemnoskóry momentalnie odwrócił głowę w jego stronę i począł dokładnie wpatrywać się w jego oblicze.
-T-tetsu...?! -Po chwili zastanowienia wykrzyknął Ao, z dosadnym niedowierzaniem lustrując osobę znajdującą się w jego polu widzenia.
-Aomine-kun...?
-Kopę lat, Tetsu! -Daiki przybliżył się do swego starego przyjaciela i z całej siły uścisnął mu dłoń. -Ale żeś urósł! W ogóle cię nie poznałem!
-Eh, a ty za to nic się nie zmieniłeś, Aomine-kun... -Sapnął ironicznie Kuroko, a następnie skierował wzrok na małe stworzenie, które kurczliwie trzymało się nogi Aomine. -A ten maluszek to kto? -Spytał zaintrygowany, uważnie przyglądając się chłopcu.
-To mój syn. -Wypalił przepełniony wielką dumą, na co twarz Tetsuyi przybrała wyraz zdziwienia połączonego z domieszką sceptycyzmu. -Ciebie mógłbym spytać o to samo, ale chyba się domyślam...
-Tak... z zewnątrz jesteśmy podobni jak dwie krople wody, ale jeśli chodzi o charakter, jest moim całkowitym przeciwieństwem... -Błękitnowłosy uśmiechnął się pogodnie i pogładził swojego potomka po głowie. -A wracając do ciebie, to myliłem się... Co jak co, ale nigdy bym nie przypuszczał, że ten Aomine-kun którego kiedyś znałem, założy rodzinę...
-Haha, ja to nic, Tetsu! Ta kwestia zdecydowanie bardziej pasuje do Sayuri, jego matki...-Odpowiedział Daiki, podśmiechując się pod nosem.
-Słyszę, że mnie obgadujecie. -Po chwili dłuższej obserwacji tej zaciekłej pogawędki Aomine z nieznanym mi wówczas facetem, zdecydowałam się podejść i wtargnąć w dyskusje w nieco mało kulturalny sposób.
-No i to jest właśnie moja Sayu... -Przedstawił mnie Granatowowłosy, oblepiając mą personę pogardliwym spojrzeniem.
-Jestem Tetsuya, przyjaciel Aomine-kuna z gimnazjum. -Przywitał się przyjaźnie Kuroko, wyciągając do mnie dłoń.
-Noo, witam Pana serdecznie, Panie Tetsu! -Krzyknęłam radośnie, mocno i z rozmachem ściskając rękę Niebieskowłosego. -Daiki dużo mi o tobie opowiadał.
-Mnie również bardzo miło poznać osobę, która tak pozytywnie wpłynęła na Aomine...
-Polemizowałbym, kto na kogo wpłynął...-Zamruczał na boku Ao.
-I jak Aomine-kun funkcjonuje jako ojciec? Bo jakoś nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić...
-Lepiej niż może ci się wydawać! -Odpowiedziałam przekonywująco. -Nawet nie wiesz, z jakim przejęciem się nim zajmuje, a co więcej, jak Akihiko był jeszcze niemowlakiem, to Dai-chan śpiewał mu kołysanki! Haha!
-Heh, naprawdę nie wierzę, że stoi przede mną człowiek, który za czasów szkoły, ciągle wagarował, notorycznie opuszczał treningi i nie miał za grosz obowiązkowości. -Rzekł Tetsuya, spoglądając na Ciemnoskórego ze zdumieniem.
-Nie do pomyślenia, prawda?-Oświadczyłam entuzjastycznie.
-Mów za siebie, Sayuri. -Burknął Daiki.
-Ale czekaj, powiem ci więcej, Tetsuś! -Orzekłam z szyderczym uśmiechem, po czym przysunęłam się bliżej do Kuroko. -Jak ty byś wiedział, jakie on cyrki na porodówce uskuteczniał, haha! A po porodzie ryczał gorzej od małego! -Wypaliłam mu półgłosem na ucho.
-Możesz sobie darować takie szczegóły?! -Oburzył się mój Granatowowłosy idiota. -Wcale tak nie było... -Mruknął, drapiąc się nerwowo w tył głowy, a jego facjatka przeszła przez całą gamę odcieni barwy purpurowej.
I takim oto sposobem od tego momentu, między mną a mym z lekka wstydliwym, jak z resztą widać na załączonym obrazku współmałżonkiem, rozpoczęła się prężna debata o faktyczne wydarzenia, jakie to tamtego czasu miały miejsce. Nasza wspomnieniowa konwersacja w jakże przemiłym maglu towarzyskim, z każdą minutą brnęła w coraz to bardziej odległe wspominki, a my pochłonięci tą aktywną wymianą zdań, kompletnie zapomnieliśmy o naszych latoroślach. W pewnej chwili zwróciłam swoje oczy na Akihiko i ku mej uldze, oprócz tego że między nim a synem Kuroko trwała spojrzeniowa trzecia wojna światowa, na całe szczęście siedzieli spokojnie.
-Wspaniale nam się rozmawia, ale niestety my z Daikim będziemy pomału się zbierać. -Zaznaczyłam, widząc jak mały zaczyna śmiertelnie schodzić z nudów.
-Nie szkodzi, ja też muszę już wracać... Świetnie było Cię znowu spotkać, Aomine-kun, a Ciebie poznać, Sayuri-san.
-To dla mnie sam zaszczyt! Spotkajmy się jeszcze kiedyś! - Finalnie po szybkich pożegnalnych uprzejmościach, wszyscy rozstaliśmy się w pokoju i zadowoleniu. Daiki złapał mnie i Aki-chana za ręce po czym w dość dziwnym i raczej nie podobnym do naszej trójki milczeniu, udaliśmy się w drogę do domu.
-Tatooo, mogę o coś zapytać? -Nagle odezwał się Pomarańczowowłosy.
-No oczywiście, synek! Pytaj o co tylko chcesz! -Odpowiedział ochoczo Aomine.
-Jak poznałeś mamusie? -Zadał pytanie chłopczyk, z wielką ciekawością wytrzeszczając na nas swe piękne granatowe oczęta. My spojrzeliśmy po sobie nawzajem i jak gdyby nigdy nic, wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
-Haha, to było dawno, jak byliśmy jeszcze w szkole... -Przyznał Ciemnoskóry, a na jego przystojnej gębuśce zawitał błogi uśmiech. -Oj, ile ja się musiałem za twoją mamusią nalatać, żeby mnie polubiła...
-Czemu mamusia cię nie lubiła?
-Heh, uwierz mi, to długa historia, może kiedyś ci ją opowiemy w całości... -Rzekł Daiki, biorąc Akihiko na barana.
***
Jaką wartością dla człowieka jest posiadanie własnej rodziny? Patrząc na to pytanie z perspektywy przeszłości, definitywnie mogę przyznać iż nie udzieliłabym na nie odpowiedzi, a nawet w przypadku kiedy zabrałabym głos w tej kwestii, to moje tłumaczenie zapewne byłoby pozbawione głębszego sensu. Przez długie lata uporczywie zmagałam się z tym zagadnieniem, próbując gorliwie pojąć ten ważny aspekt życia. Obecnie wszystko stało się dla mnie zrozumiałe. Aczkolwiek do rozwiązania nie doszłam sama. Od pamiętnego dnia, w którym nasze drogi zeszły się ze sobą, aż do teraz, to Daiki prowadził mnie po zawiłej ścieżce, jaka to kierowała ku rozwianiu owej wątpliwości. Gdyby ktoś dekadę temu, przedstawił mi moją egzystencję z teraźniejszości, najprawdopodobniej wyśmiałabym go i potraktowała paroma solidnymi wyzwiskami, na temat jego stanu psychicznego. W sumie przez ten czas niewiele się zmieniło. Sayuri dalej jest starą, roześmianą i twardo stąpającą po ziemi Sayuri, a Aomine wciąż jest aroganckim, zboczonym i przystojnym do szaleństwa mężczyzną, który czasem lubi ponarzekać na ogrom obowiązków. Lecz w naszym wspólnym życiu pojawił się ktoś jeszcze, kto wprowadził w nim najwięcej zmian. Codziennie z uśmiechem na ustach, obydwoje stawiamy czoła nowym wyzwaniom i zmagamy się z trudami jakie przysparza nam rola bycia odpowiedzialnym rodzicem. Z łezką szczęścia w oku, obserwuję jak idealnym ojcem jest Daiki, a ja sama staram się być idealną matką.
Dziękuje Ci Daiki. Dziękuje, że pomogłeś mi dostrzec tą arcyważną wartość, na jaką bez Ciebie nawet nie rzuciłabym okiem. Jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu, którą zawsze będę szaleńczo i bezgranicznie kochać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą :D. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą :D. Pokaż wszystkie posty
piątek, 29 stycznia 2016
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Chapter 20.
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Twoja koszulka przesiąkła od moich łez
Kiedy nie jestem taka twarda jak powinnam być
I widzisz najcichszą część mnie
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Tak, nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Nienawidzę kiedy cię zawodzę
Kiedy twój uśmiech się odwraca
I wiem, że powinnam być tą która mówi "kochanie możesz na mnie liczyć"
[...] Jestem tu, żeby ocalić świat, ale kto ocali super-dziewczynę?
Co jeśli jestem słaba i potrzebuję cię wieczorem?
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Nienawidzę, że cię teraz potrzebuję
Żebyś trzymał moje włosy, wysłuchał mnie
Jeśli obudzę się na podłodze w łazience
Będziesz mnie nadal chciał nad ranem?
Oh kochanie, potrzebuję cię teraz!
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę...*
Minęło parę długich dni i bezsennych nocy, które to spędziłam w dzikiej samotności, bez Aomine u mego boku. Najnormalniej w świecie, po zdarzeniu jakie to o mało co doszczętnie nie wyżarło mych komórek nerwowych, a moja złość praktycznie przekroczyła swoje maksymalne stężenie, nie miałam nawet krzty ochoty żeby zobaczyć się z Daikim. Zaplanowane uprzednio huczne świętowanie na cześć otrzymania przez mojego Granatowowłosego kretyna uprawnień do kierowania czterokołowym pojazdem, również się nie odbyło.
~Kocham Cię; Cholernie za Tobą tęsknię; Błagam, spotkajmy się w końcu, bo nie mogę już bez Ciebie wytrzymać...~ Każdego dnia, systematycznie na moją skrzynkę odbiorczą przychodził cały ogrom esemesów o podobnej treści, przez które momentami miałam niepowstrzymaną chęć całą siłą rzucić się Ao na szyję i wycałować go za wszystkie czasy. Pomimo tego, że pomału zaczynałam schodzić śmiertelnie z tęsknoty i braku jego obecności, pod żadnym pozorem nie mogłam ochłonąć i wrócić do swej duchowej równowagi po powyżej wspomnianej "wpadce". Lecz to nie koniec udręk. Dowiedziawszy się od Kise, iż od niedawna Aomine zafascynowany posiadaniem władzy za kierownicą, wykorzystuje swoją bestialską szybkość nie tylko na boisku, ale i na drogach, w mej świadomości narodziły się pewne dokuczliwe obawy o jego bezpieczeństwo, które namnażały się z każdą dobą.
***
Koszykówka, od najmłodszych lat życia była moją najlepszą przyjaciółką, do której to mogłam o każdej porze dnia i nocy zwrócić się z prośbą o bez szkodliwe rozładowanie negatywnych emocji, bądź spędzenie wolnego czasu w miłym towarzystwie. Siedziałam wraz z Taigą pod koszem, opierając łepetynę o metalowego słupa i gapiąc się bezcelowo w zachmurzone wówczas niebo. Aczkolwiek, nie tylko błękit nieba okrył się dziś płaszczem ciemnych obłoków. Moja jak zawsze i wszędzie roześmiana gębuśka, od samego rana wyrażała klarowne skwaszenie, co przeniknęło również na mego kumpla, któremu mój obecny stan w zupełności się nie podobał.
-To przez tego dupka, nie? -Spytał spontanicznie Kagami, co by w końcu przerwać głuchą ciszę, panującą od dłuższego czasu.
-Taaa... przez tego dupka. -Sapnęłam ozięble. -Ale on nie jest dupkiem... -Dodałam, wlepiając wzrok w swoje buty.
-Sorry, dla mnie jest. Nie obraź się, ale dobrze wiesz, że od początku nie byłem za tym całym waszym związkiem... -Przyznał sztywno chłopak, odwracając głowę.
-Bo co? Bo jesteś zazdrosny że gra w kosza lepiej od ciebie?! Nie zgrywaj pieprzonego dzieciaka, bo bachorów nienawidzę.
-W dupie to mam, czy jest lepszy czy gorszy... A w ogóle to jesteśmy praktycznie na tym samym poziomie. Chodzi mi o to, że od kiedy z nim jesteś, ciągle masz jakieś kłopoty. I to mnie wkurwia.
-Bez ryzyka nie ma zabawy. -Odburknęłam, posyłając Taidze mrożące krew w żyłach spojrzenie, po czym zgarnęłam piłkę z ziemi i podniosłam się.
-Ta, szczególnie takiej zabawy jak ostatnio...
-Zamknij się do cholery! Jak możesz wypowiadać się na temat związków, jak nigdy z nikim nie byłeś... nikogo nie tak kurewsko nie kochałeś, jak ja kocham Daikiego... -Wyznałam, wykonując rzut do kosza. Piłka przez parę sekund chwiejnie pokrążyła po obręczy, aż finalnie wpadła, następnie uderzając mocno o beton. Moje serce biło w rytm jej odbić, a te osobliwe przeczucia w duszy były coraz silniejsze.
-No dobra, masz rację, sorry... -Przeprosił Czterobrwiowy, zdając sobie sprawę z tego iż to co powiedziałam, było najprawdziwszą prawdą.
-Taiga, na dzisiaj wystarczy, wracam do domu. -Oznajmiłam beznamiętnie.
-Okej, ale na pewno wszystko w porządku, Sayuri?
-Nie wiem. Na razie. -Obróciłam się na pięcie i odeszłam w swoją stronę, nie zwracając uwagi na próbującego zatrzymać mnie Kagamiego. Sama nie wiedziałam, w czym tak właściwie miał pomóc mi powrót do zacisza domowego. Po drodze, moją głowę zalewał potężny wodospad przeróżnych wizji oraz myśli, natomiast wcale nie były one optymistyczne. Co chwile przystopowywałam, by wziąć głęboki wdech i uspokoić się nieco, ale to nie przynosiło żadnych korzyści. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, iż nie miałam kompletnego pojęcia, skąd nagle w moim mózgu wzięły się tak impulsywne i przygnębiające refleksje.
***
-Sayuri, co z tobą? Zawsze jesteś w dobrym humorze, a dzisiaj cię nie poznaję. Nie pamiętam żeby kiedykolwiek uśmiech zniknął z twojej twarzy, a teraz? -Odkąd tylko przekroczyłam próg mieszkania, moja rodzicielka zasypywała mnie dziesiątkami pytań, które zamiast mi pomagać, dodatkowo mnie pogrążały. Ale owszem, miała rację. Sama nie pamiętam, jak to jest odczuwać smutek i zobojętnienie.
-Daj mi spokój, nie widzisz że jestem zajęta?-Odchrząknęłam opryskliwym tonem, nie odrywając wzroku od laptopa, którym nieskutecznie próbowałam odciąć się od produkowania myśli.
-Dobrze, jak chcesz. Nie będę wtrącać się w nie swoje sprawy, ale jestem pewna że to ma związek z Daikim. -Kiedy tylko wypowiedziała jego imię, miałam wrażenie że na ułamek sekundy stanęło mi serce, a nerwy pochłaniały mój umysł w coraz to większym stopniu. Pragnęłam jej siarczyście zaprzeczyć lecz nie zdążyłam, gdyż wyszła z mojego pokoju i zamknęła drzwi. Zaraz po tym, wzięłam komórkę do ręki i w oka mgnieniu wykręciłam numer do Aomine. Dzwonię raz, drugi, trzeci... nie wiem ile razy jeszcze. Nie odbierał. W bieżącej chwili, zaczęłam niepokoić się jeszcze bardziej, choć w nie znałam prawdziwego powodu mojego zmartwienia. Poszłam do kuchni, zrobiłam sobie potrójną kawę a potem jeszcze moment powpatrywałam się nonsensownie w monitor.
"Uwaga, wiadomość z ostatniej chwili. Przy ulicy głównej w centrum miasta miał miejsce poważny wypadek samochodowy, w którym uczestniczyło trzech młodych mężczyzn. Z tego co na razie wiadomo, dwie osoby zostały ranne a jedna w bardzo ciężkim stanie trafiła do szpitala."
W pewnej chwili obił mi się o uszy komunikat docierający z idącego w tle telewizora. Mimowolnie obróciłam głowę, po to by rzucić okiem na zdjęcia z reportażu. To co zobaczyłam na ekranie, przyprawiło mnie o niewyobrażalne przerażenie, rwące dreszcze i palpitację serca. ~Nie... przecież to samochód Daikiego!~ Zdając sobie sprawę z tego makabrycznego faktu, zerwałam się i z prędkością błyskawicy wybiegłam z domu. Jechałam do szpitala z nadzieją, że to jednak jest jakiś skurwysyński zbieg okoliczności. Jednakże "nadzieja" to najbardziej znienawidzone prze mnie słowo. Kiedy zmierzałam do budynku, z trudem powstrzymywałam się od płaczu i wpadałam na ludzi.
-Przepraszam, czy może leży tu Daiki Aomine?!!!-Wpadłam z hukiem do placówki i spanikowana zwróciłam się do recepcjonistki. Ta otaksowała mnie surowym wzrokiem a następnie zaczęła wystukiwać coś na klawiaturze komputera. Pomimo iż minęły zaledwie dwie sekundy, dla mnie dłużyło się to w nieskończoność.
-Tak... jest w sali 206, przykro.... -Usłyszawszy tylko początek jej druzgocącej wypowiedzi, ruszyłam w kierunku pomieszczenia gdzie znajdował się Granatowowłosy. Nagle wszystkie wspomnienia stanęły mi przed oczyma. Widziałam jego przearcypiękny uśmiech, czułam jego bliskość, słyszałam jego głos, kiedy wypowiadał szczere "Kocham Cię, Sayuri". Wszystko prysnęło w momencie naciśnięcia prze zemnie klamki od drzwi. Wówczas zobaczyłam go nieprzytomnego, po podłączanego do wszelkiej maści aparatury medycznej, całego poobijanego i owiniętego w bandaże.
-D-d-daiki...? -Pisnęłam cicho pod nosem i podeszłam do łóżka na którym leżał. -Daiki, słyszysz mnie?!!!-Wydarłam się, lekko nim szturchając. -No odezwij się do cholery...!!!-Mimo moich starań dalej nie reagował. -Daiki proszę... p-proszę... -Syknęłam przenikliwym tonem, a moja twarz zalała się łzami. Nigdy w życiu nie byłam w takim stanie, nigdy nie czułam większej beznadziejności i bezradności jak w tamtej chwili. -J-ja wiem, wiem że ostatnio wybuchłam i napierdoliłam masę przykrych bzdur! Wiem, że niezliczoną ilość razy bardzo Cię zraniłam, wiem że mam taki skurwysyński charakter, który czasem jest nie do zniesienia, no!!!-Krzyczałam, mocno ściskając dłoń Aomine. -Już nie pamiętasz, co mi kiedyś obiecałeś idioto?!!! Miałeś mnie nigdy nie zostawiać, czyż nie?!!! I-i co teraz... I tak po prostu nagle znikniesz?!!! Nie rób sobie ze mnie jaj i wstawaj, kurwa!!! Nie znam silniejszej osoby od Ciebie D-daiki...-Przerwałam, gdyż zwyczajnie zabrakło mi tchu. -Daiki, kocham Cię!!! Kocham Cię najbardziej na tym całym, zakurwiałym świecie, rozumiesz...?!!! Ech, I-i... i nawet zgodzę się na to, by kiedyś mieć z tobą dziecko!!! -Z zagryzionymi zębami i ściśniętym gardłem wypowiedziałam to zdanie. Wtedy odniosłam wrażenie, że jego ciało lekko drgnęło. -Chcę, aby jakaś cząstka Ciebie była zawsze przy mnie... Ż-żywa, wesoła, tak przystojna jak tatuś i tak wygadana jak mamusia... -Powiedziałam roztrzęsionym głosem przez łzy. -Kocham Cię...!!! -Wykrzyczałam i położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Po momencie poczułam, jak jego serce zaczęło uderzać z porażającą prędkością, a oddech przyśpieszać.
-S-sayuri...-Wtem usłyszałam cichy szept Aomine. -P-podnieś się, bo nie mogę złapać oddechu... -W wielkim szoku uniosłam się w górę i zarówno z ulgą jak i niedowierzaniem popatrzyłam na chłopaka. Ten z przymrużonymi oczyma odwzajemnił spojrzenie, a jego kąciki ust delikatnie podniosły się.
-DEBILU MÓWIŁAM CI ŻEBYŚ UWAŻAŁ JAK BĘDZIESZ JEŹDZIŁ TYM PIERDOLONYM AUTEM, TYLE RAZY CI TO POWTARZAŁAM, A TY DALEJ SWOJE! NIENAWIDZĘ CIĘ ZA TO! NIENAWIDZĘ, JAK NIE SŁUCHASZ TEGO, CO MAM CI DO POWIEDZENIA!!! SKORO BYŁEŚ PRZYTOMNY TO CZEMU SIĘ NIE ODZYWAŁEŚ?!!! A JA PRODUKOWAŁAM SIĘ JAK GŁUPIA...
-Uspokój się Sayuri... przepraszam... to nie był wypadek z mojej winy...
-A JAK BYŚ UMARŁ TO WAŻNE BY BYŁO Z CZYJEJ WINY BYŁ, KURWA?!!!
-Ale jestem... tu, przy tobie. Żywy i przytomny. Więc już się uspokój... -Rzekł, po czym zauważyłam że próbował wstać.
-Nie Daiki, nie ruszaj się w takim stanie... -Odwiodłam go od tego pomysłu, widząc jak wiele sprawia mu to trudności.
-J-ja słyszałem... słyszałem wszystko co mówiłaś... od początku do końca... I... c-cholera... -Nie dokończył, a po chwili z jego oczu zaczęły wypływać łzy. -T-to wszystko co mi powiedziałaś, a w szczególności to ostatnie zdanie... J-ja nie wiem c-co mam powiedzieć... -Mówił drżącym głosem przez płacz, co w rezultacie wywołało u mnie identyczny efekt. -Jestem taki szczęśliwy... Kocham Cię Sayuri!!!
-J-ja Ciebie też i NIE WYOBRAŻAM SOBIE ŻYCIA BEZ CIEBIE!!!-Wyznałam i układając głowę z powrotem na Aomine, wtuliłam się w niego najmocniej jak potrafiłam. Potem nie mówiliśmy już nic. Na całej sali słychać było tylko głośne szlochy. Przyznaje z pokorą... straszliwe z nas beksy.
Koniec.
Twoja koszulka przesiąkła od moich łez
Kiedy nie jestem taka twarda jak powinnam być
I widzisz najcichszą część mnie
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Tak, nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Nienawidzę kiedy cię zawodzę
Kiedy twój uśmiech się odwraca
I wiem, że powinnam być tą która mówi "kochanie możesz na mnie liczyć"
[...] Jestem tu, żeby ocalić świat, ale kto ocali super-dziewczynę?
Co jeśli jestem słaba i potrzebuję cię wieczorem?
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę
Nienawidzę, że cię teraz potrzebuję
Żebyś trzymał moje włosy, wysłuchał mnie
Jeśli obudzę się na podłodze w łazience
Będziesz mnie nadal chciał nad ranem?
Oh kochanie, potrzebuję cię teraz!
Nienawidzę kiedy widzisz jak płaczę...*
Minęło parę długich dni i bezsennych nocy, które to spędziłam w dzikiej samotności, bez Aomine u mego boku. Najnormalniej w świecie, po zdarzeniu jakie to o mało co doszczętnie nie wyżarło mych komórek nerwowych, a moja złość praktycznie przekroczyła swoje maksymalne stężenie, nie miałam nawet krzty ochoty żeby zobaczyć się z Daikim. Zaplanowane uprzednio huczne świętowanie na cześć otrzymania przez mojego Granatowowłosego kretyna uprawnień do kierowania czterokołowym pojazdem, również się nie odbyło.
~Kocham Cię; Cholernie za Tobą tęsknię; Błagam, spotkajmy się w końcu, bo nie mogę już bez Ciebie wytrzymać...~ Każdego dnia, systematycznie na moją skrzynkę odbiorczą przychodził cały ogrom esemesów o podobnej treści, przez które momentami miałam niepowstrzymaną chęć całą siłą rzucić się Ao na szyję i wycałować go za wszystkie czasy. Pomimo tego, że pomału zaczynałam schodzić śmiertelnie z tęsknoty i braku jego obecności, pod żadnym pozorem nie mogłam ochłonąć i wrócić do swej duchowej równowagi po powyżej wspomnianej "wpadce". Lecz to nie koniec udręk. Dowiedziawszy się od Kise, iż od niedawna Aomine zafascynowany posiadaniem władzy za kierownicą, wykorzystuje swoją bestialską szybkość nie tylko na boisku, ale i na drogach, w mej świadomości narodziły się pewne dokuczliwe obawy o jego bezpieczeństwo, które namnażały się z każdą dobą.
***
Koszykówka, od najmłodszych lat życia była moją najlepszą przyjaciółką, do której to mogłam o każdej porze dnia i nocy zwrócić się z prośbą o bez szkodliwe rozładowanie negatywnych emocji, bądź spędzenie wolnego czasu w miłym towarzystwie. Siedziałam wraz z Taigą pod koszem, opierając łepetynę o metalowego słupa i gapiąc się bezcelowo w zachmurzone wówczas niebo. Aczkolwiek, nie tylko błękit nieba okrył się dziś płaszczem ciemnych obłoków. Moja jak zawsze i wszędzie roześmiana gębuśka, od samego rana wyrażała klarowne skwaszenie, co przeniknęło również na mego kumpla, któremu mój obecny stan w zupełności się nie podobał.
-To przez tego dupka, nie? -Spytał spontanicznie Kagami, co by w końcu przerwać głuchą ciszę, panującą od dłuższego czasu.
-Taaa... przez tego dupka. -Sapnęłam ozięble. -Ale on nie jest dupkiem... -Dodałam, wlepiając wzrok w swoje buty.
-Sorry, dla mnie jest. Nie obraź się, ale dobrze wiesz, że od początku nie byłem za tym całym waszym związkiem... -Przyznał sztywno chłopak, odwracając głowę.
-Bo co? Bo jesteś zazdrosny że gra w kosza lepiej od ciebie?! Nie zgrywaj pieprzonego dzieciaka, bo bachorów nienawidzę.
-W dupie to mam, czy jest lepszy czy gorszy... A w ogóle to jesteśmy praktycznie na tym samym poziomie. Chodzi mi o to, że od kiedy z nim jesteś, ciągle masz jakieś kłopoty. I to mnie wkurwia.
-Bez ryzyka nie ma zabawy. -Odburknęłam, posyłając Taidze mrożące krew w żyłach spojrzenie, po czym zgarnęłam piłkę z ziemi i podniosłam się.
-Ta, szczególnie takiej zabawy jak ostatnio...
-Zamknij się do cholery! Jak możesz wypowiadać się na temat związków, jak nigdy z nikim nie byłeś... nikogo nie tak kurewsko nie kochałeś, jak ja kocham Daikiego... -Wyznałam, wykonując rzut do kosza. Piłka przez parę sekund chwiejnie pokrążyła po obręczy, aż finalnie wpadła, następnie uderzając mocno o beton. Moje serce biło w rytm jej odbić, a te osobliwe przeczucia w duszy były coraz silniejsze.
-No dobra, masz rację, sorry... -Przeprosił Czterobrwiowy, zdając sobie sprawę z tego iż to co powiedziałam, było najprawdziwszą prawdą.
-Taiga, na dzisiaj wystarczy, wracam do domu. -Oznajmiłam beznamiętnie.
-Okej, ale na pewno wszystko w porządku, Sayuri?
-Nie wiem. Na razie. -Obróciłam się na pięcie i odeszłam w swoją stronę, nie zwracając uwagi na próbującego zatrzymać mnie Kagamiego. Sama nie wiedziałam, w czym tak właściwie miał pomóc mi powrót do zacisza domowego. Po drodze, moją głowę zalewał potężny wodospad przeróżnych wizji oraz myśli, natomiast wcale nie były one optymistyczne. Co chwile przystopowywałam, by wziąć głęboki wdech i uspokoić się nieco, ale to nie przynosiło żadnych korzyści. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, iż nie miałam kompletnego pojęcia, skąd nagle w moim mózgu wzięły się tak impulsywne i przygnębiające refleksje.
***
-Sayuri, co z tobą? Zawsze jesteś w dobrym humorze, a dzisiaj cię nie poznaję. Nie pamiętam żeby kiedykolwiek uśmiech zniknął z twojej twarzy, a teraz? -Odkąd tylko przekroczyłam próg mieszkania, moja rodzicielka zasypywała mnie dziesiątkami pytań, które zamiast mi pomagać, dodatkowo mnie pogrążały. Ale owszem, miała rację. Sama nie pamiętam, jak to jest odczuwać smutek i zobojętnienie.
-Daj mi spokój, nie widzisz że jestem zajęta?-Odchrząknęłam opryskliwym tonem, nie odrywając wzroku od laptopa, którym nieskutecznie próbowałam odciąć się od produkowania myśli.
-Dobrze, jak chcesz. Nie będę wtrącać się w nie swoje sprawy, ale jestem pewna że to ma związek z Daikim. -Kiedy tylko wypowiedziała jego imię, miałam wrażenie że na ułamek sekundy stanęło mi serce, a nerwy pochłaniały mój umysł w coraz to większym stopniu. Pragnęłam jej siarczyście zaprzeczyć lecz nie zdążyłam, gdyż wyszła z mojego pokoju i zamknęła drzwi. Zaraz po tym, wzięłam komórkę do ręki i w oka mgnieniu wykręciłam numer do Aomine. Dzwonię raz, drugi, trzeci... nie wiem ile razy jeszcze. Nie odbierał. W bieżącej chwili, zaczęłam niepokoić się jeszcze bardziej, choć w nie znałam prawdziwego powodu mojego zmartwienia. Poszłam do kuchni, zrobiłam sobie potrójną kawę a potem jeszcze moment powpatrywałam się nonsensownie w monitor.
"Uwaga, wiadomość z ostatniej chwili. Przy ulicy głównej w centrum miasta miał miejsce poważny wypadek samochodowy, w którym uczestniczyło trzech młodych mężczyzn. Z tego co na razie wiadomo, dwie osoby zostały ranne a jedna w bardzo ciężkim stanie trafiła do szpitala."
W pewnej chwili obił mi się o uszy komunikat docierający z idącego w tle telewizora. Mimowolnie obróciłam głowę, po to by rzucić okiem na zdjęcia z reportażu. To co zobaczyłam na ekranie, przyprawiło mnie o niewyobrażalne przerażenie, rwące dreszcze i palpitację serca. ~Nie... przecież to samochód Daikiego!~ Zdając sobie sprawę z tego makabrycznego faktu, zerwałam się i z prędkością błyskawicy wybiegłam z domu. Jechałam do szpitala z nadzieją, że to jednak jest jakiś skurwysyński zbieg okoliczności. Jednakże "nadzieja" to najbardziej znienawidzone prze mnie słowo. Kiedy zmierzałam do budynku, z trudem powstrzymywałam się od płaczu i wpadałam na ludzi.
-Przepraszam, czy może leży tu Daiki Aomine?!!!-Wpadłam z hukiem do placówki i spanikowana zwróciłam się do recepcjonistki. Ta otaksowała mnie surowym wzrokiem a następnie zaczęła wystukiwać coś na klawiaturze komputera. Pomimo iż minęły zaledwie dwie sekundy, dla mnie dłużyło się to w nieskończoność.
-Tak... jest w sali 206, przykro.... -Usłyszawszy tylko początek jej druzgocącej wypowiedzi, ruszyłam w kierunku pomieszczenia gdzie znajdował się Granatowowłosy. Nagle wszystkie wspomnienia stanęły mi przed oczyma. Widziałam jego przearcypiękny uśmiech, czułam jego bliskość, słyszałam jego głos, kiedy wypowiadał szczere "Kocham Cię, Sayuri". Wszystko prysnęło w momencie naciśnięcia prze zemnie klamki od drzwi. Wówczas zobaczyłam go nieprzytomnego, po podłączanego do wszelkiej maści aparatury medycznej, całego poobijanego i owiniętego w bandaże.
-D-d-daiki...? -Pisnęłam cicho pod nosem i podeszłam do łóżka na którym leżał. -Daiki, słyszysz mnie?!!!-Wydarłam się, lekko nim szturchając. -No odezwij się do cholery...!!!-Mimo moich starań dalej nie reagował. -Daiki proszę... p-proszę... -Syknęłam przenikliwym tonem, a moja twarz zalała się łzami. Nigdy w życiu nie byłam w takim stanie, nigdy nie czułam większej beznadziejności i bezradności jak w tamtej chwili. -J-ja wiem, wiem że ostatnio wybuchłam i napierdoliłam masę przykrych bzdur! Wiem, że niezliczoną ilość razy bardzo Cię zraniłam, wiem że mam taki skurwysyński charakter, który czasem jest nie do zniesienia, no!!!-Krzyczałam, mocno ściskając dłoń Aomine. -Już nie pamiętasz, co mi kiedyś obiecałeś idioto?!!! Miałeś mnie nigdy nie zostawiać, czyż nie?!!! I-i co teraz... I tak po prostu nagle znikniesz?!!! Nie rób sobie ze mnie jaj i wstawaj, kurwa!!! Nie znam silniejszej osoby od Ciebie D-daiki...-Przerwałam, gdyż zwyczajnie zabrakło mi tchu. -Daiki, kocham Cię!!! Kocham Cię najbardziej na tym całym, zakurwiałym świecie, rozumiesz...?!!! Ech, I-i... i nawet zgodzę się na to, by kiedyś mieć z tobą dziecko!!! -Z zagryzionymi zębami i ściśniętym gardłem wypowiedziałam to zdanie. Wtedy odniosłam wrażenie, że jego ciało lekko drgnęło. -Chcę, aby jakaś cząstka Ciebie była zawsze przy mnie... Ż-żywa, wesoła, tak przystojna jak tatuś i tak wygadana jak mamusia... -Powiedziałam roztrzęsionym głosem przez łzy. -Kocham Cię...!!! -Wykrzyczałam i położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Po momencie poczułam, jak jego serce zaczęło uderzać z porażającą prędkością, a oddech przyśpieszać.
-S-sayuri...-Wtem usłyszałam cichy szept Aomine. -P-podnieś się, bo nie mogę złapać oddechu... -W wielkim szoku uniosłam się w górę i zarówno z ulgą jak i niedowierzaniem popatrzyłam na chłopaka. Ten z przymrużonymi oczyma odwzajemnił spojrzenie, a jego kąciki ust delikatnie podniosły się.
-DEBILU MÓWIŁAM CI ŻEBYŚ UWAŻAŁ JAK BĘDZIESZ JEŹDZIŁ TYM PIERDOLONYM AUTEM, TYLE RAZY CI TO POWTARZAŁAM, A TY DALEJ SWOJE! NIENAWIDZĘ CIĘ ZA TO! NIENAWIDZĘ, JAK NIE SŁUCHASZ TEGO, CO MAM CI DO POWIEDZENIA!!! SKORO BYŁEŚ PRZYTOMNY TO CZEMU SIĘ NIE ODZYWAŁEŚ?!!! A JA PRODUKOWAŁAM SIĘ JAK GŁUPIA...
-Uspokój się Sayuri... przepraszam... to nie był wypadek z mojej winy...
-A JAK BYŚ UMARŁ TO WAŻNE BY BYŁO Z CZYJEJ WINY BYŁ, KURWA?!!!
-Ale jestem... tu, przy tobie. Żywy i przytomny. Więc już się uspokój... -Rzekł, po czym zauważyłam że próbował wstać.
-Nie Daiki, nie ruszaj się w takim stanie... -Odwiodłam go od tego pomysłu, widząc jak wiele sprawia mu to trudności.
-J-ja słyszałem... słyszałem wszystko co mówiłaś... od początku do końca... I... c-cholera... -Nie dokończył, a po chwili z jego oczu zaczęły wypływać łzy. -T-to wszystko co mi powiedziałaś, a w szczególności to ostatnie zdanie... J-ja nie wiem c-co mam powiedzieć... -Mówił drżącym głosem przez płacz, co w rezultacie wywołało u mnie identyczny efekt. -Jestem taki szczęśliwy... Kocham Cię Sayuri!!!
-J-ja Ciebie też i NIE WYOBRAŻAM SOBIE ŻYCIA BEZ CIEBIE!!!-Wyznałam i układając głowę z powrotem na Aomine, wtuliłam się w niego najmocniej jak potrafiłam. Potem nie mówiliśmy już nic. Na całej sali słychać było tylko głośne szlochy. Przyznaje z pokorą... straszliwe z nas beksy.
Koniec.
*Słowa z piosenki Halestorm - I hate when you see me cry
niedziela, 27 grudnia 2015
Czy to też niezidentyfikowana siła, czy też los złośliwy że znów nie piszę na temat właściwy!!!!!!!! :D
Arcyuroczyście przywituje Najwielmożniejszych Państwa w tą że gorrrrąąącccąąąą poświętną noc!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D Z informacji którą to nieco krzykliwie zamieściłam parę wersów wyżej, wynika nic innego jak niepobłażliwy fakt iż ma zdziczona i narwana mózgowniczka znowuż spreparowała mi jakiegoś kurewskiego pomysła, który to znikomo ma się do wątka szaleńczej historii jaką zamieszczam na tutejszej stronce!!!! :O Nie mam pałowego pojęcia, czy to święta wywarły na mej szanowniutkiej personie takowe oddziaływanie, czy to też me wielebne, zeszłotygodniowe życzenia urodzinowe wpłynęły na mojego cennego czerepa, lecz nie mam NI KRZTY weny na właściwą treść, co oczywiście jest skandalem przez skurwysyńsko wielkie SSS!!!!!!!!!!! :O :D Uprzejmie proszę wybaczyć mi za tą że niewybaczalną niedogodność oraz uzbroić się w duże nakłady cierpliwości gdyż nie jestem w stanie przewidzieć kiedy jakieś nieujarzmione natchnienie spłynie na mą popędliwą osobę!!!!! :D Dodam jeszcze iż główna historia nieubłaganie zmierza ku końcowi i tym bardziej serce mnie boli że tak jak STANĘŁA w miejscu, tak STOI i za żadną pałe dalej ruszyć się nie chce :D Zostawiam więc czcigodnych Państwa oko w oko z owym wytworem i przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia!!! :D
****************************************************************************************
Śnieg, przepięknie przybrane, mieniące się na kolorowo ulice oraz rozbawione dzieci rzucające się śnieżkami - to jedne z wielu rzeczy jakie dane mi było widzieć przez okno, w które cały czas zerkałam, czekając na Aomine, wysłanego przeze mnie na małe, przedświąteczne zakupy. Aby podział obowiązków był sprawiedliwy, a przyznam bez ogródek - u nas o to ciężko, zadeklarowałam iż w tym czasie zajmę się ubiorem choinki. Kiedy już byłam o krok do nadziania na czubek złotej gwiazdy, podkreślającej urok całego świątecznego drzewka, usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbytnio nie miałam innego wyjścia jak tylko pójść, otworzyć je i wpuścić mojego idiotę do domu.
-O matko jedyna! Coś ty do cholery nakupił? -Zdziwiłam się na widok Daikiego, który w rękach trzymał chyba z piętnaście reklamówek.
-Wszystko, co spisałaś mi na kartce. -Burknął i wszedł do środka, a ja wzięłam od niego parę toreb, co by go nieco odciążyć. Zanieśliśmy pakunki do kuchni a ja będąc ciekawa, czy zrealizował każdy punkt mojej zakupowej listy, wzięłam się za ich rozpakowywanie.
-Hmmm.... Kondomy, kondomy, kondomy, kondomy.... O! Majonez! -Wykrzyknęłam triumfalnie znajdując pierwszy produkt z "wykazu", a Aominecchi stojący w kącie zaczął zrywać ze mnie boki. -O nie, chyba sobie jaja robisz? Nutella?! Mówiłam ci że nie jem słodyczy!
-To zaczniesz i pocałuj mnie w pałę, hahaha!
-Taa, nie ma sprawy, już wole pocałować cię w chuja niż spróbować tego mega kalorycznego ustrojstwa. -Wybełkotałam i wcisnęłam mu do ręki opakowanie z łakociem. Aomine podśmiechując się pod nosem, otworzył słoik, zgarnął palcem trochę czekoladowego smarowidła i napchał go sobie do gęby.
-Mmmm... zajebiście pyszne, może jednak przekonam cię byś spróbowała? -Spytał po czym bezczelnie wepchał mi swój język do ust.
-Taaa może i pyszne ale na pewno nie smakuje lepiej od ciebie... -Rzekłam i w tym momencie nad głową zapaliła mi się granatowa lampka, zwiastując zapoczątkowanie w niej pewnej lubieżnej fantazji, którą natychmiast miałam ochotę zrealizować.
-W sumie to mnie przekonałeś. Zrobię dla ciebie wyjątek i zjem cały słój.
-Hah widzisz, każdy ulegnie mojemu niebiańskiemu darowi przekonywania. -Odpowiedział, a ja w tym czasie podeszłam do dużego stołu znajdującego się w jadalni i jednym porządnym machem wszystko z niego zrzuciłam, zostawiając jedynie obrus.
-Kładź się! -Rozkazałam i kiedy zobaczyłam że Daiki zbytnio nie kwapi się do działania, agresywnie wyszarpałam go za ubranie a następnie całą siłą zepchnęłam na blat.
-Co ty odjebiasz Sayuri?
-Będę konsumować nutellę...- Odrzekłam, wzięłam nóż z kuchni po czym wróciłam z powrotem do Aomine, wlazłam na stół i usiadłam mu na brzuchu.
-Ja rozumiem że jestem najlepszą i najwykwintniejszą czekoladką we wszechświecie, ale nie chyba nie zamierzasz ciąć mnie na kawałki...? -Zapytał, lekko zdezorientowany moim zachowaniem.
-Uwierz mi, gdyby nie fakt że za żadną cholerę nie wyobrażam sobie życia bez ciebie to już dawno bym cię zeżarła... -Pochyliłam się nad nim i zaczęłam chytrze ściągać z niego bluzę, ale koszulkę którą miał pod spodem rozerwałam na drobne strzępy bo nie miałam najmniejszej cierpliwości się z nią pierdolić. Chwile potem, sama w podobny sposób zrzuciłam z siebie wszystkie części garderoby które w owym czasie okrywały moje ciało. Otworzyłam słoik z czekoladą i nabierając jej niewielką ilość nożem, posmarowałam nią usta Aomine.
-To tak na przystawkę... -Mruknęłam po czym łapczywie go pocałowałam.
-I jak, smakuje ci?
-Ahhh, przezajebiście smakuje! -Krzyknęłam, oblizując się ponętnie. -Aż nabrałam ochoty na więcej!- Zgodnie z tym stwierdzeniem, znów nałożyłam na sztuciec tej megasłodkiej substancji, lecz tym razem znacznie większą ilość niż poprzednio i począwszy od szyi przez obojczyki, poczęłam rozprowadzać ją po torsie Daikiego.
-Smacznego... -Sapnął do mnie Granatowowłosy układając ręce za głową.
-Nie ma do czego, bo nic nie jest smaczniejsze od ciebie! -Ryknęłam po czym niepowściągliwie dossałam się do jego skóry. Po niedługiej chwili ślady po czekoladowym kremie zmieniały się na czerwone mazie od szminki na moich ustach.
-Ała! Co ty kurwa robisz? -Wydarł się Ao kiedy porywiście ugryzłam go w ramię.
-Wybacz kochanie, ale do jedzenia chyba używa się zębów? -Syknęłam po czym wróciłam do muskania językiem jego klejącej się od mojej śliny skóry.
-Taa... ale to niesprawiedliwe że tylko ty sobie jesz, ja też jestem głodny!- Wydarł gębę Daiki, po chamsku wyszarpał mi nutellę z ręki i chwytając mnie za przedramienia przyciągnął do siebie. Zamoczył swój palec w kremie a następnie starannie wypaćkał nim moje piersi.
-No no! Nawet szef pięciogwiazdkowej restauracji nie pogardził by takim daniem! -Wypalił Aoś i z prędkością błyskawicy zaczął zlizywać wszystko z mojego biustu.
-Ohhh, D-daiki!!! -Wyjęczałam w chwili w której pociągnął mnie za sutki zębami.
-No popatrz jaki zajebisty ze mnie kucharz, że klienci aż jęczą przy jedzeniu!
-Co ty wiesz o gotowaniu, idioto! Poczekaj, a zaprezentuje ci takie danie że na kolanach będziesz błagał o więcej! -Oznajmiłam zarozumiale, odepchnęłam go od siebie i ocierając się o niego kroczem, przesunęłam swój tyłek na koniec stołu. Nie wiem czy minęła sekunda czy może mniej, jak pozbawiłam go spodni i bokserek. Zniżyłam głowę na wysokość jego nabrzmiałego z podniecenia członka, wzięłam go do ręki i bez ceregieli władowałam do słoika z nutellą. Po dokładnym "wymoczeniu" jego penisa w smarowidle, nie pozostało mi już nic innego jak tylko zakosztować tejże arcymajestatycznej potrawy. W związku z tym, na początku pochłonęłam całą masę która pokrywała przyrodzenie Aomine a następnie niepohamowanie wsunęłam go sobie do buzi.
"Ahhhh, S-sayu..., mmmm..." O tak. Nie ma nic lepszego i bardziej podniecającego niż spazmy Daikiego zwiastujące nadchodzące spełnienie. Uwielbiam dawać mu takie pieszczoty. Wtedy całkowicie przejmuję nad nim kontrolę, a on leży zastygły w bezruchu i drze się o więcej. Mając przed sobą taki widok i odczuwając tak silne bodźce smakowo-słuchowe, stwierdziłam iż dłużej nie wytrzymam z moją nieopanowaną żądzą dosiąścia Aomine. Wobec tego podniosłam się do góry, usiadłam na nim okrakiem i wskoczyłam na niego niczym dziki jeździec na swego rumaka.
-N-nie chciałaś poczekać na deser? -Zapytał Granatowowłosy i podpierając się na łokciach, zaczął uważnie obserwować moje podskakujące w górę i w dół cycki.
-Ah, nie, wole poczuć w sobie nadzienie z twojej czekoladki! -Odrzekłam i coraz to z większym zapałem poruszałam biodrami i wiłam się na Daikim. Ciężar naszych ciał oraz "dość gwałtowne" ruchy sprawiały że stół kołysał się na wschód, zachód i południe, lecz my puściliśmy to mimo oczu i jechaliśmy dalej, jeszcze bardziej podkręcając tempo.
-Szybciej, jeszcze szybciej! -Wywrzeszczałam, czując zbliżający się orgazm.
-J-j a pieprze, szybciej już nie dam rady w takiej pozycji!
-Chuj mnie to obchodzi! Jak teraz przestaniesz, to cię zabije!- Zagroziłam z ironią w głosie po czym położyłam swoją głowę na klatce piersiowej Aomine, a palce wplotłam w jego dłonie. Po nie długiej chwili Daiki doszedł, wypełniając spermą całe moje wnętrze, a ja sama, również będąca już w punkcie kulminacyjnym, zaczęłam skakać po nim jeszcze impulsywniej, co by przyśpieszyć i umocnić doznania. W pewnym momencie, jak z bata strzelił, obydwoje wylądowaliśmy z donośnym łomotem na podłodze, a stół roztrzaskał się pod nami na drobne kawałeczki.
-AŁA! Mój szanowny tyłeczek!!! -Wykrzyknął z lamentem Granatowowłosy, a ja nie mogłam nawet pisnąć słówkiem, gdyż uniemożliwiał mi to mój rozdzierający do rozpuku śmiech.
-Hahahaha!!! Ciesz się, że przynajmniej skończyliśmy, hahaha!
-Taaa... faktycznie jest się z czego cieszyć, jak nie będziemy mieli na czym urządzić sobie wigilii...- Wymamrotał Aoś, rozczulająco masując sobie tylną część ciała.
-No jak to nie będziemy mieli na czym? Ty będziesz moim stołem. -Odpowiedziałam z szyderczością w głosie i cmoknęłam mojego głuptaska w policzek.
To bez dwóch zdań będą najlepsze święta w całym naszym zwariowanym życiu.
****************************************************************************************
Śnieg, przepięknie przybrane, mieniące się na kolorowo ulice oraz rozbawione dzieci rzucające się śnieżkami - to jedne z wielu rzeczy jakie dane mi było widzieć przez okno, w które cały czas zerkałam, czekając na Aomine, wysłanego przeze mnie na małe, przedświąteczne zakupy. Aby podział obowiązków był sprawiedliwy, a przyznam bez ogródek - u nas o to ciężko, zadeklarowałam iż w tym czasie zajmę się ubiorem choinki. Kiedy już byłam o krok do nadziania na czubek złotej gwiazdy, podkreślającej urok całego świątecznego drzewka, usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbytnio nie miałam innego wyjścia jak tylko pójść, otworzyć je i wpuścić mojego idiotę do domu.
-O matko jedyna! Coś ty do cholery nakupił? -Zdziwiłam się na widok Daikiego, który w rękach trzymał chyba z piętnaście reklamówek.
-Wszystko, co spisałaś mi na kartce. -Burknął i wszedł do środka, a ja wzięłam od niego parę toreb, co by go nieco odciążyć. Zanieśliśmy pakunki do kuchni a ja będąc ciekawa, czy zrealizował każdy punkt mojej zakupowej listy, wzięłam się za ich rozpakowywanie.
-Hmmm.... Kondomy, kondomy, kondomy, kondomy.... O! Majonez! -Wykrzyknęłam triumfalnie znajdując pierwszy produkt z "wykazu", a Aominecchi stojący w kącie zaczął zrywać ze mnie boki. -O nie, chyba sobie jaja robisz? Nutella?! Mówiłam ci że nie jem słodyczy!
-To zaczniesz i pocałuj mnie w pałę, hahaha!
-Taa, nie ma sprawy, już wole pocałować cię w chuja niż spróbować tego mega kalorycznego ustrojstwa. -Wybełkotałam i wcisnęłam mu do ręki opakowanie z łakociem. Aomine podśmiechując się pod nosem, otworzył słoik, zgarnął palcem trochę czekoladowego smarowidła i napchał go sobie do gęby.
-Mmmm... zajebiście pyszne, może jednak przekonam cię byś spróbowała? -Spytał po czym bezczelnie wepchał mi swój język do ust.
-Taaa może i pyszne ale na pewno nie smakuje lepiej od ciebie... -Rzekłam i w tym momencie nad głową zapaliła mi się granatowa lampka, zwiastując zapoczątkowanie w niej pewnej lubieżnej fantazji, którą natychmiast miałam ochotę zrealizować.
-W sumie to mnie przekonałeś. Zrobię dla ciebie wyjątek i zjem cały słój.
-Hah widzisz, każdy ulegnie mojemu niebiańskiemu darowi przekonywania. -Odpowiedział, a ja w tym czasie podeszłam do dużego stołu znajdującego się w jadalni i jednym porządnym machem wszystko z niego zrzuciłam, zostawiając jedynie obrus.
-Kładź się! -Rozkazałam i kiedy zobaczyłam że Daiki zbytnio nie kwapi się do działania, agresywnie wyszarpałam go za ubranie a następnie całą siłą zepchnęłam na blat.
-Co ty odjebiasz Sayuri?
-Będę konsumować nutellę...- Odrzekłam, wzięłam nóż z kuchni po czym wróciłam z powrotem do Aomine, wlazłam na stół i usiadłam mu na brzuchu.
-Ja rozumiem że jestem najlepszą i najwykwintniejszą czekoladką we wszechświecie, ale nie chyba nie zamierzasz ciąć mnie na kawałki...? -Zapytał, lekko zdezorientowany moim zachowaniem.
-Uwierz mi, gdyby nie fakt że za żadną cholerę nie wyobrażam sobie życia bez ciebie to już dawno bym cię zeżarła... -Pochyliłam się nad nim i zaczęłam chytrze ściągać z niego bluzę, ale koszulkę którą miał pod spodem rozerwałam na drobne strzępy bo nie miałam najmniejszej cierpliwości się z nią pierdolić. Chwile potem, sama w podobny sposób zrzuciłam z siebie wszystkie części garderoby które w owym czasie okrywały moje ciało. Otworzyłam słoik z czekoladą i nabierając jej niewielką ilość nożem, posmarowałam nią usta Aomine.
-To tak na przystawkę... -Mruknęłam po czym łapczywie go pocałowałam.
-I jak, smakuje ci?
-Ahhh, przezajebiście smakuje! -Krzyknęłam, oblizując się ponętnie. -Aż nabrałam ochoty na więcej!- Zgodnie z tym stwierdzeniem, znów nałożyłam na sztuciec tej megasłodkiej substancji, lecz tym razem znacznie większą ilość niż poprzednio i począwszy od szyi przez obojczyki, poczęłam rozprowadzać ją po torsie Daikiego.
-Smacznego... -Sapnął do mnie Granatowowłosy układając ręce za głową.
-Nie ma do czego, bo nic nie jest smaczniejsze od ciebie! -Ryknęłam po czym niepowściągliwie dossałam się do jego skóry. Po niedługiej chwili ślady po czekoladowym kremie zmieniały się na czerwone mazie od szminki na moich ustach.
-Ała! Co ty kurwa robisz? -Wydarł się Ao kiedy porywiście ugryzłam go w ramię.
-Wybacz kochanie, ale do jedzenia chyba używa się zębów? -Syknęłam po czym wróciłam do muskania językiem jego klejącej się od mojej śliny skóry.
-Taa... ale to niesprawiedliwe że tylko ty sobie jesz, ja też jestem głodny!- Wydarł gębę Daiki, po chamsku wyszarpał mi nutellę z ręki i chwytając mnie za przedramienia przyciągnął do siebie. Zamoczył swój palec w kremie a następnie starannie wypaćkał nim moje piersi.
-No no! Nawet szef pięciogwiazdkowej restauracji nie pogardził by takim daniem! -Wypalił Aoś i z prędkością błyskawicy zaczął zlizywać wszystko z mojego biustu.
-Ohhh, D-daiki!!! -Wyjęczałam w chwili w której pociągnął mnie za sutki zębami.
-No popatrz jaki zajebisty ze mnie kucharz, że klienci aż jęczą przy jedzeniu!
-Co ty wiesz o gotowaniu, idioto! Poczekaj, a zaprezentuje ci takie danie że na kolanach będziesz błagał o więcej! -Oznajmiłam zarozumiale, odepchnęłam go od siebie i ocierając się o niego kroczem, przesunęłam swój tyłek na koniec stołu. Nie wiem czy minęła sekunda czy może mniej, jak pozbawiłam go spodni i bokserek. Zniżyłam głowę na wysokość jego nabrzmiałego z podniecenia członka, wzięłam go do ręki i bez ceregieli władowałam do słoika z nutellą. Po dokładnym "wymoczeniu" jego penisa w smarowidle, nie pozostało mi już nic innego jak tylko zakosztować tejże arcymajestatycznej potrawy. W związku z tym, na początku pochłonęłam całą masę która pokrywała przyrodzenie Aomine a następnie niepohamowanie wsunęłam go sobie do buzi.
"Ahhhh, S-sayu..., mmmm..." O tak. Nie ma nic lepszego i bardziej podniecającego niż spazmy Daikiego zwiastujące nadchodzące spełnienie. Uwielbiam dawać mu takie pieszczoty. Wtedy całkowicie przejmuję nad nim kontrolę, a on leży zastygły w bezruchu i drze się o więcej. Mając przed sobą taki widok i odczuwając tak silne bodźce smakowo-słuchowe, stwierdziłam iż dłużej nie wytrzymam z moją nieopanowaną żądzą dosiąścia Aomine. Wobec tego podniosłam się do góry, usiadłam na nim okrakiem i wskoczyłam na niego niczym dziki jeździec na swego rumaka.
-N-nie chciałaś poczekać na deser? -Zapytał Granatowowłosy i podpierając się na łokciach, zaczął uważnie obserwować moje podskakujące w górę i w dół cycki.
-Ah, nie, wole poczuć w sobie nadzienie z twojej czekoladki! -Odrzekłam i coraz to z większym zapałem poruszałam biodrami i wiłam się na Daikim. Ciężar naszych ciał oraz "dość gwałtowne" ruchy sprawiały że stół kołysał się na wschód, zachód i południe, lecz my puściliśmy to mimo oczu i jechaliśmy dalej, jeszcze bardziej podkręcając tempo.
-Szybciej, jeszcze szybciej! -Wywrzeszczałam, czując zbliżający się orgazm.
-J-j a pieprze, szybciej już nie dam rady w takiej pozycji!
-Chuj mnie to obchodzi! Jak teraz przestaniesz, to cię zabije!- Zagroziłam z ironią w głosie po czym położyłam swoją głowę na klatce piersiowej Aomine, a palce wplotłam w jego dłonie. Po nie długiej chwili Daiki doszedł, wypełniając spermą całe moje wnętrze, a ja sama, również będąca już w punkcie kulminacyjnym, zaczęłam skakać po nim jeszcze impulsywniej, co by przyśpieszyć i umocnić doznania. W pewnym momencie, jak z bata strzelił, obydwoje wylądowaliśmy z donośnym łomotem na podłodze, a stół roztrzaskał się pod nami na drobne kawałeczki.
-AŁA! Mój szanowny tyłeczek!!! -Wykrzyknął z lamentem Granatowowłosy, a ja nie mogłam nawet pisnąć słówkiem, gdyż uniemożliwiał mi to mój rozdzierający do rozpuku śmiech.
-Hahahaha!!! Ciesz się, że przynajmniej skończyliśmy, hahaha!
-Taaa... faktycznie jest się z czego cieszyć, jak nie będziemy mieli na czym urządzić sobie wigilii...- Wymamrotał Aoś, rozczulająco masując sobie tylną część ciała.
-No jak to nie będziemy mieli na czym? Ty będziesz moim stołem. -Odpowiedziałam z szyderczością w głosie i cmoknęłam mojego głuptaska w policzek.
To bez dwóch zdań będą najlepsze święta w całym naszym zwariowanym życiu.
piątek, 4 grudnia 2015
Nagła interwencja pana sierżanta Aomine :D
Hola Amigo, Amigo hola, niech nas ogarnie dzika swawola!!!!!!!! :D Tak więc nawiązując do początku, owa dzikość ogarnęła Sayuri-chan i jej kurwikowata wena podążyła dziś dnia w nie tę stronę co trzeba, i znów wytworzyła seksówki, kompletnie nie mające związku z treścią historii, którą ma szanowna osóbka prezentuje na tejże witrynie :D Wobec tego wydarzenia nie błahego, kolejnego rozdziała treści właściwej zamieścić planuję na tydzień przyszły, a tymczasem jeżeli tylko moi najdrożsi Państwo mają ochotę, to zaszczytnie zapraszam do zapoznania się z tekstem poniżej umiejscowionym :D Dziękuje bardzo za atencję i pozdrawiam :D
******************************************************************************************
-Halo, czy rozmawiam z sierżantem Aomine?
-Tak, melduję się. Co tym razem się dzieje? Znowu ktoś ukradł pani klucze do domu, chuj panią zastrzelił , czy może napadło na panią nagłe podniecenie seksualne?
-Całe szczęście że to pan, panie sierżancie. Tym razem potrzebuje pana na gwałt.
-Na gwałt bardzo chętnie, ale zależy w jakim sensie bo takie interwencje jednak nie należą do moich ulubionych.
-W tym podstawowym znaczeniu proszę pana.
-W takim razie jestem u pani za minutkę.
Jak powiedział, tak zrobił. Nawet nie chcę myśleć ile istnień by uratował gdyby nie moje ciągłe wezwania. Dziwie się że jeszcze nie wsadził mnie do pierdla za fałszywe alarmy. Ale powiedzmy szczerze, nikt nie oprze się takiej kryminalistce jak ja, a już w szczególności on.
W pewnej chwili donośny dźwięk pukania, a raczej walenia w drzwi oderwał mnie od moich zajęć. Zerwałam się na równe nogi i pognałam w ich kierunku.
-Witam, czy to pani wzywała do gwałtu?. -Przywitał się Aomine, ściągnął czapkę z głowy i zaczął nią kręcić się wokół palca.
-Rzecz jasna, panie sierżancie.-Wciągnęłam go do środka za koszulę po czym powitałam gorącym pocałunkiem.
-To kogo gwałcimy?-Zapytał Daiki, wkładając mi ręce pod bluzkę.
-Co to za pytanie? Chyba oczywiste że siebie nawzajem.-Odparłam i zaczęłam rozpinać jego koszulę.
-O nie nie nie, za wykroczenie musisz ponieść odpowiednią karę. -Oświadczył po czym wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Rzucił mną na łóżko niczym kamieniem o ziemię a następnie przygniótł całym swoim 85-cio kilowym cielskiem.
-Bolało.-Sapnęłam naburmuszona i zaplotłam dłonie wokół szyi Aomine.
-Do kryminalistów Twojej rangi potrzeba radykalnych metod.-Rzekł, po czym nie cackając się ani trochę ściągnął ze mnie koszulkę i począł miętosić moje piersi.
-Ał, ał! Trochę za mocno.
-To ma być gwałt czy nie, hmm?
-No gwałt.-Odpowiedziałam w pokorze, ulegając całkowicie Granatowowłosemu. Jednak kiedy on zabawiał się na dobre z moim biustem i językiem, ja też nie pozostawałam dłużna zabawiając się z wewnętrzną zawartością jego spodni. W pewnym momencie Daiki oderwał się od mojego ciała, zrzucił z siebie dolne części garderoby i stanął przede mną na baczność. W sumie to oboje stanęli. Wyciągnął z kieszeni od spodni kajdanki i właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę że mam przejebane. Ao pochylił się nade mną i unosząc moje ręce do góry, zakuł mnie na trzy spusty. Uśmiechnął się szyderczo i uklęknął na ziemi układając swoją głowę na moim brzuchu.
-Czy te kajdanki na pewno są konieczne?
-Jak najbardziej konieczne, czasem bywasz nieobliczalna, więc chyba nie chcesz mnie zmusić bym użył gazu łzawiącego?-Spytał i ściągnął ze mnie jeansy.
-Taa, jasne, zastrzel mnie od razu...
-A żebyś wiedziała że sobie postrzelam.-Odpowiedział, wywołując uśmiech na mojej twarzy, a następnie począł muskać ustami mój brzuch. Po chwili jego ręka powędrowała w miejsce, gdzie dotyk sprawia największą przyjemność.
Nienawidzę być zdominowana. Nienawidzę kiedy ktoś przejmuje nade mną kontrolę. Nienawidzę być bezbronna i zależna. Jestem regułą, a regułę zawsze potwierdza wyjątek. Tym wyjątkiem był właśnie Aomine. Kocham kiedy przejmuje dominację nad moim ciałem, kiedy robi ze mną co chce, kiedy jestem zależna i podporządkowana tylko jemu.
-A-aomine...-Jęknęłam kiedy poczułam że zaraz dojdę.
-Coś mówiłaś mała?- Spytał po dłuższej chwili.
-Teraz już nic.-Odburknęłam.
Ale kocham również przejmować kontrolę nad nim. I w sumie to wkurwiało mnie trochę że nie jestem w stanie nic zrobić, że nie mogę teraz rzucić się na niego z pazurami i pożreć w całości.
-Zdejmuj mi te kajdany w tej chwili!-Rozkazałam, kiedy już miał zamiar we mnie wejść.
-Chyba ci się coś pojebało w główce, to ja tu wydaje wszelkie polecenia i rozkazy.-Oświadczył, podniósł się na wysokość mojej twarzy i zamknął mi usta pocałunkiem.
-Chcę Cię dotknąć...-Wyszeptałam.
-Przecież cały czas dotykasz.
-Aomine, dobrze wiesz że nie o to chodzi.
-Radzę ci siedzieć cicho bo zastosuję ostrzejszy wymiar kary.-Ostrzegł Ciemnoskóry po czym gwałtownie obrócił mnie na plecy i postawił na kolana, a sam uklęknął za mną.
-Wcale się ciebie nie boję.
-Nie? Przecież cały czas widzę jak drżysz.-Odpowiedział Daiki i zasłonił mi usta dłonią.
~To z podniecenia, debilu.~ Zdołałam jedynie pomyśleć gdyż nie miałam możliwości powiedzenia tego na głos. Wziął mnie od tyłu tak zachłannie, że gdybym tylko miała wolne ręce i gdyby tylko nie zatykał mi gęby swoją pieprzonym przeszczepem zwanym dłonią, to wylądował by z hukiem na podłodze w towarzystwie głośnej awantury. Lecz po pewnym czasie przyzwyczaiłam się do tych nieco ostrych doznań i jak gdyby nigdy nic odleciałam. Jednak wkurzało mnie niemiłosiernie to że nie mogę widzieć jego oblicza. Na całym świecie nie ma chyba lepszego widoku, jak wyraz twarzy Aomine kiedy dochodzi. Niestety z wielkim bólem serca tym razem musiałam obejść się smakiem.
***
-Zamknę cię za to w pierdlu. -Mruknęłam naburmuszona, leżąc z założonymi rękami tuż obok Granatowowłosego.
-Przecież jestem policjantem.
-To pozbawię cię służby i zamknę.
-Hahaha! -Zaśmiał się donośnie po czym poklepał mnie po głowie. -Mylisz się, to ja powinienem cię wsadzić do paki i wymierzyć karę dożywocia.
-Taa... niby ciekawe za co...
-Jesteś cholerną złodziejką.
-Jak to? Przecież nigdy w życiu nic nie ukradłam!
-Nie? Przecież z premedytacją ukradłaś moje serce.
******************************************************************************************
-Halo, czy rozmawiam z sierżantem Aomine?
-Tak, melduję się. Co tym razem się dzieje? Znowu ktoś ukradł pani klucze do domu, chuj panią zastrzelił , czy może napadło na panią nagłe podniecenie seksualne?
-Całe szczęście że to pan, panie sierżancie. Tym razem potrzebuje pana na gwałt.
-Na gwałt bardzo chętnie, ale zależy w jakim sensie bo takie interwencje jednak nie należą do moich ulubionych.
-W tym podstawowym znaczeniu proszę pana.
-W takim razie jestem u pani za minutkę.
Jak powiedział, tak zrobił. Nawet nie chcę myśleć ile istnień by uratował gdyby nie moje ciągłe wezwania. Dziwie się że jeszcze nie wsadził mnie do pierdla za fałszywe alarmy. Ale powiedzmy szczerze, nikt nie oprze się takiej kryminalistce jak ja, a już w szczególności on.
W pewnej chwili donośny dźwięk pukania, a raczej walenia w drzwi oderwał mnie od moich zajęć. Zerwałam się na równe nogi i pognałam w ich kierunku.
-Witam, czy to pani wzywała do gwałtu?. -Przywitał się Aomine, ściągnął czapkę z głowy i zaczął nią kręcić się wokół palca.
-Rzecz jasna, panie sierżancie.-Wciągnęłam go do środka za koszulę po czym powitałam gorącym pocałunkiem.
-To kogo gwałcimy?-Zapytał Daiki, wkładając mi ręce pod bluzkę.
-Co to za pytanie? Chyba oczywiste że siebie nawzajem.-Odparłam i zaczęłam rozpinać jego koszulę.
-O nie nie nie, za wykroczenie musisz ponieść odpowiednią karę. -Oświadczył po czym wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Rzucił mną na łóżko niczym kamieniem o ziemię a następnie przygniótł całym swoim 85-cio kilowym cielskiem.
-Bolało.-Sapnęłam naburmuszona i zaplotłam dłonie wokół szyi Aomine.
-Do kryminalistów Twojej rangi potrzeba radykalnych metod.-Rzekł, po czym nie cackając się ani trochę ściągnął ze mnie koszulkę i począł miętosić moje piersi.
-Ał, ał! Trochę za mocno.
-To ma być gwałt czy nie, hmm?
-No gwałt.-Odpowiedziałam w pokorze, ulegając całkowicie Granatowowłosemu. Jednak kiedy on zabawiał się na dobre z moim biustem i językiem, ja też nie pozostawałam dłużna zabawiając się z wewnętrzną zawartością jego spodni. W pewnym momencie Daiki oderwał się od mojego ciała, zrzucił z siebie dolne części garderoby i stanął przede mną na baczność. W sumie to oboje stanęli. Wyciągnął z kieszeni od spodni kajdanki i właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę że mam przejebane. Ao pochylił się nade mną i unosząc moje ręce do góry, zakuł mnie na trzy spusty. Uśmiechnął się szyderczo i uklęknął na ziemi układając swoją głowę na moim brzuchu.
-Czy te kajdanki na pewno są konieczne?
-Jak najbardziej konieczne, czasem bywasz nieobliczalna, więc chyba nie chcesz mnie zmusić bym użył gazu łzawiącego?-Spytał i ściągnął ze mnie jeansy.
-Taa, jasne, zastrzel mnie od razu...
-A żebyś wiedziała że sobie postrzelam.-Odpowiedział, wywołując uśmiech na mojej twarzy, a następnie począł muskać ustami mój brzuch. Po chwili jego ręka powędrowała w miejsce, gdzie dotyk sprawia największą przyjemność.
Nienawidzę być zdominowana. Nienawidzę kiedy ktoś przejmuje nade mną kontrolę. Nienawidzę być bezbronna i zależna. Jestem regułą, a regułę zawsze potwierdza wyjątek. Tym wyjątkiem był właśnie Aomine. Kocham kiedy przejmuje dominację nad moim ciałem, kiedy robi ze mną co chce, kiedy jestem zależna i podporządkowana tylko jemu.
-A-aomine...-Jęknęłam kiedy poczułam że zaraz dojdę.
-Coś mówiłaś mała?- Spytał po dłuższej chwili.
-Teraz już nic.-Odburknęłam.
Ale kocham również przejmować kontrolę nad nim. I w sumie to wkurwiało mnie trochę że nie jestem w stanie nic zrobić, że nie mogę teraz rzucić się na niego z pazurami i pożreć w całości.
-Zdejmuj mi te kajdany w tej chwili!-Rozkazałam, kiedy już miał zamiar we mnie wejść.
-Chyba ci się coś pojebało w główce, to ja tu wydaje wszelkie polecenia i rozkazy.-Oświadczył, podniósł się na wysokość mojej twarzy i zamknął mi usta pocałunkiem.
-Chcę Cię dotknąć...-Wyszeptałam.
-Przecież cały czas dotykasz.
-Aomine, dobrze wiesz że nie o to chodzi.
-Radzę ci siedzieć cicho bo zastosuję ostrzejszy wymiar kary.-Ostrzegł Ciemnoskóry po czym gwałtownie obrócił mnie na plecy i postawił na kolana, a sam uklęknął za mną.
-Wcale się ciebie nie boję.
-Nie? Przecież cały czas widzę jak drżysz.-Odpowiedział Daiki i zasłonił mi usta dłonią.
~To z podniecenia, debilu.~ Zdołałam jedynie pomyśleć gdyż nie miałam możliwości powiedzenia tego na głos. Wziął mnie od tyłu tak zachłannie, że gdybym tylko miała wolne ręce i gdyby tylko nie zatykał mi gęby swoją pieprzonym przeszczepem zwanym dłonią, to wylądował by z hukiem na podłodze w towarzystwie głośnej awantury. Lecz po pewnym czasie przyzwyczaiłam się do tych nieco ostrych doznań i jak gdyby nigdy nic odleciałam. Jednak wkurzało mnie niemiłosiernie to że nie mogę widzieć jego oblicza. Na całym świecie nie ma chyba lepszego widoku, jak wyraz twarzy Aomine kiedy dochodzi. Niestety z wielkim bólem serca tym razem musiałam obejść się smakiem.
***
-Zamknę cię za to w pierdlu. -Mruknęłam naburmuszona, leżąc z założonymi rękami tuż obok Granatowowłosego.
-Przecież jestem policjantem.
-To pozbawię cię służby i zamknę.
-Hahaha! -Zaśmiał się donośnie po czym poklepał mnie po głowie. -Mylisz się, to ja powinienem cię wsadzić do paki i wymierzyć karę dożywocia.
-Taa... niby ciekawe za co...
-Jesteś cholerną złodziejką.
-Jak to? Przecież nigdy w życiu nic nie ukradłam!
-Nie? Przecież z premedytacją ukradłaś moje serce.
sobota, 21 listopada 2015
Chapter 16
-Bierz te pierdolone giry z moich cycków! -Wydarłam się na Aomine, z którym bite pół godziny przepychałam się w wannie, by w końcu móc wygodnie się w niej rozłożyć i zrelaksować kąpielą. Ale dlaczemuż to, skończyłam tak marnie i haniebnie? Otóż obydwoje mieliśmy serdecznie dosyć wykłócania się o to, kto pierwszy z nas wskoczy pod prysznic. Po przearcy długiej, ostrej wymianie zdań, ostatecznie uznaliśmy iż idziemy na kompromis i tak jak sami widzicie, zakończyła się ta krótka historia, z której owego zakończenia, był zadowolony jedynie Daiki.
Jeżeli ktoś kiedyś powiedział że przeciwieństwa się przyciągają, to chyba zapomniał dodać do tejże niesłychanej mądrości skromne "lecz są wyjątki od tej reguły." Takowym wyjątkiem zaiste i oczywiste byliśmy my. Los lub inna siła wyższa dobrze wiedziała, kogo ze sobą związać. Ja i Aomine mamy całą rzeszę wspólnych cech charakteru, które bez wątpienia będą utrudniać nam życie. To tak, jakby złączyć dwie nieustępliwe i aroganckie tykające bomby, które w każdej chwili mogą wybuchnąć i rozsadzić siebie nawzajem na drobne kawałeczki.
-Nie podoba ci się mój masaż stopami?-Zapytał, w dalszym ciągu nie zmieniając pozycji swoich kończyn dolnych.
-No mózg sobie pomasuj, o ile w ogóle go posiadasz bo przypuszczam że masz w czaszce jedne wielkie jądra...
-Hah, nie moja wina że jestem taki długi i nie mam gdzie podziać nóg...
-To się kurwa skróć albo wybuduj większą wannę.
-Kutasa też mam skrócić?
-Nie, akurat jego możesz zostawić w spokoju, bo to chyba na razie jedyna rzecz która JESZCZE mnie u ciebie nie wkurwia, idioto.-Odpowiedziałam z uśmieszkiem na gębie po czym ochlapałam go sporą ilością wody z pianą, która przy okazji rozprzestrzeniła się po całej łazience.
-Oddałbym ci z wielką chęcią, ale wtedy mielibyśmy basen w całym domu... i tak będziesz to sprzątać.
-Phi! Chyba śnisz! Palcem nie kiwnę, bo przecież jestem gościem, a gościem trzeba się odpowiednio zająć, prawda Daiki?-Powtórzyłam słowa którymi sam mi kiedyś pocisnął.
-W ten sposób mnie bierzesz, taaa? Dobra, niech ci świeci, ale chociaż umyj mi plecy. -Oświadczył a następnie przekręcił się do mnie tyłem. -Tylko ostrożnie, bo tak mnie wczoraj podrapałaś tymi swoimi pazurami że pieką mnie jak skurwysyn. Ał, ał ał. -Tym zdaniem rozśmieszył mnie tak bardzo że nawet nie miałam jak zaprotestować.
-Hahahhaha! Daiki taki delikatny! Ciiii.... nie martw się, nikomu nie powiem, hahahaha!-Ryłam wniebogłosy kiedy jęczał jak pluskałam go wodą. -Proszę Państwa, przed Państwem Daiki twardziel! Hahahhaha!
-No żebym ja czasem nie powiedział, która twardzielka wczoraj ryczała jak bachor...
-Ale ty pierwszy zacząłeś ryczeć! A ja ryczałam ze śmiechu z ciebie, Hahahhahaha! -W dalszym ciągu nie przestawałam go wkurzać. On w odpowiedzi odwrócił głowę, przyciągnął mnie do siebie i uciszył pocałunkiem moje roześmiane usta.
-Ale te zadrapania na moich plecach to powód do dumy. -Rzekł, na co ja tylko spojrzałam na niego pytająco. -To znaczy że miałem zajebisty seks i mojej kobiecie było tak dobrze że aż zdarła mi skórę... -Przyznał triumfalnie.
-Nie, Twoja kobieta chciała ci dać do zrozumienia żebyś trochę zwolnił tempo bo myślała że ją zaraz rozsadzisz od środka, hahaha!
-Heh... A tak a propos mycia pleców... -Zaczął Daiki, nieco poważniejąc. -Ty mnie przecież zdradziłaś z Kise.-Wypalił, ni z tego ni z owego.
-A co to ma do cholery wspólnego z myciem pleców? Ale wtedy jeszcze nie byliśmy razem i mogłam robić co mi się tylko podobało, więc skończ ten debilny temat, bo szkoda czasu. A jak już wspomniałeś o Kise, to wpadłam na pewien pomysł. Może byśmy wyskoczyli gdzieś razem na wakacje?
-Co, Ty i Kise? To dalej z nim kręcisz? -Odezwał się z udawanym oburzeniem.
-Przekręcę to ci zaraz szyję i połamę kark, ćwoku... Razem czyli ty, ja Taiga, Ryouta i Yuuki?
-Haha, w sumie jestem za... -Pokiwał przytakująco łepetyną. -Porobiłbym sobie jaja z tej bandy kretynów...
-Do której sam należysz... -W należyty sposób podsumowałam jego wypowiedź.
Do dziś dnia, dziwię się samej sobie jak potrafiłam wytrzymać przeszło dwie godziny w wannie z tym pajacem. Odbiło się to rzecz jasna na naszej skórze, która była tak wiotka, pomarszczona i obwisła, jak pała Aomine pozbawiona erekcji. Po zabawie w kotka i myszkę która polegała na tym że Aho cały czas zabierał mi ubrania i biegał z nimi po calutkim mieszkaniu, a ja za nim by je odzyskać, finalnie usiedliśmy wygodnie na sofie i stwierdziliśmy uroczyście iż pora zabrać się za organizację naszych wakacji. Pierwszym krokiem było oczywiście nic innego jak zebranie uczestników rzekomego wyjazdu. W tym celu przedzwoniliśmy do całej trójki i zaprosiliśmy ich do nas. Nie trzeba było długo czekać na pojawienie się tych wariatów. Pierwszy wparował Kise, czego można było się spodziewać, a zaraz po nim pozostała dwójka. Poszłam otworzyć drzwi bo temu dupkowi jak zwykle nie chciało ruszyć się tyłka.
-SAYURICCHIIII!!!!!!!!!!-Wykrzyknął Blond-model rzucając mi się na szyję.
-Witaaammm! -Będąc miętoszona przez Kise, w międzyczasie przytakując i machając witałam przechodzących obok Yuuki wraz z Taigą.
-Neee Sayuricchi, a co ty dziś taka rozczochrana i nie ogarnięta ? Nie poznaje cię... -Oświadczył Ryouta, lustrując mnie od stóp do głów.
-No widzisz mój najdroższy Kisiaczku, już nigdy więcej nie wezmę kąpieli z tym debilem... Nie pozwolił mi nawet wysuszyć włosów... Aghhh...
-Oj ten Aominecchi! zaraz się z nim rozprawię! Przecież to istny skandal że nie pozwala swojej damie zadbać o siebie...
-Haha, spokojnie Kisiu, spokojnie, -Poklepałam Blondyna po głowie. -To ja tu jestem od ujarzmiania Aomine.
-A ty co znów mnie z nim zdradzasz? Przecież teraz już jesteśmy razem. -Donośnie odezwał się Daiki stojący dwa pokoje dalej.
-Głośniej wydrzeć się nie dało, co?!
-Czyli że jednak mam rację?
-Nie, czyli że ciężko mi jest przyznać iż ma godna osoba związała się z takim kretynem, idioto!-Po wypowiedzeniu tych słów w pomieszczeniu zapanowała cisza i wszyscy skierowali wzrok na mnie.
-Awwwwwwwww!!!!!!!!- Jak grom z jasnego nieba wybuchła Yuuki. -NO W KOŃCU DOCZEKAŁAM SIĘ TEGO DNIA!!!! JA OD POCZĄTKU WIEDZIAŁAM ŻE BĘDZIECIE RAZEM!!! JAK CUDOWNIE!!!-Po czym rzuciła się na mnie jak dziki zwierz na swoją ofiarę i mocno wyściskała.
-Ała , niech ktoś ją ode mnie weźmie...
-No, przyznaj się do czego to wczoraj między wami doszło...-Szepnęła mi niby do ucha, lecz było to słychać na cały dom.
-No doszło doszło, nawet oboje doszliśmy...-Wtrącił się Granatowowłosy.
-To nie było pytanie do ciebie, debilu...!-Odpyskowałam i wróciłam do rozmowy z Yuu-chan. -Tak, ma dużego, coś jeszcze? -Zapytałam złowrogim głosem na co moja przyjaciółka tylko zapiszczała a u reszty wywołało to atak śmiechu.
-Dobra dobra, koniec tego śmieszkowania, ustalmy w końcu jakieś szczegóły, bo już nie mogę się doczekać, nooo! -Odezwał się zniecierpliwiony Kise i takim sposobem rozpoczęła się huczna dyskusja na temat wspólnego wyjazdu, która jak łatwo było przewidzieć, szybko zmieniła się w kłótnie. Począwszy od zaproponowania miejscówki przez Yuuki, co do którego o dziwo nikt nie miał większych sprzeciwów, po przez sprzeczki Kise z Aomine, kto do owego miejsca nas zawiezie skończyło się na tym iż po doszczętnym zdarciu gardeł w końcu doszliśmy do wspólnego konsensusu. Oczywiście to ja musiałam doprowadzić wszystkich do porządku nie wspominając już o Ahomine który za żadne pały nie chciał zejść ze ścieżki wojennej z Blondynem. Ku okiełznaniu tejże do bólu gówniarskiej kłótni między tymi dwoma wspomnianymi wyżej, uzmysłowiłam Daikiemu iż egzamin na prawo jazdy ma za dwa tygodnie i mowy nie było o tym, żeby prowadził. Jedyne o czym marzyłam w tej chwili to szybki powrót do domu i psychiczno-fizyczny odpoczynek od ludzi, z którymi zapewne przyjdzie aktywnie użerać mi się w dniach najbliższych.
-Dobra, nie wiem jak wy, ale ja spadam. -Oznajmiłam, obracając się w stronę wyjścia.
-Ja też, muszę zdążyć jeszcze zrobić żarcie na wyjazd. -Dodał Taiga kierując się za mną.
-Ty jak zwykle byś tylko żarł.-Przerwał Granatowowłosy. -Taa, racja, idźcie już, przecież muszę się wyspać na jutro...-Oświadczył arogancko na co wszyscy popatrzyliśmy na niego z pogardą.
-A ty byś tylko spał pieprzony leniu! -Odburknęłam i już miałam zamiar przekroczyć próg drzwi kiedy Daiki złapał mnie za ramię i pociągnął do siebie.
-Ty Sayu możesz zostać...
-Puszczaj, wystarczająco dużo mojego cennego czasu poświęciłam ci od wczoraj.
-Ale noc już nie daleko, a na łóżku mam dużo miejsca... będę czuł się samotny. -Wypowiedział to zdanie z miną kotka proszącego się o mleko co po raz kolejny dzisiejszego dnia wywołało u mnie napad śmiechu.
-Jasne... dziś prześpisz się z własną ręką, uwierz mi, to najlepsza towarzyszka na świecie, hahaha!
-Taa, może i masz rację, w sumie to odkąd mam ciebie to ją zaniedbałem. -Wymamrotał, obejmując mnie w pasie.
-Powinieneś się cieszyć, bo odpocznie sobie za wszystkie czasy, haha! A teraz puść mnie, bo chcę już iść... -Sapnęłam, odwzajemniając uścisk. Znowu skłamałam. Przecież mogłabym z nim tak stać całą wieczność.
-Będę tęsknił...
-No ja myślę...
-A co będzie jak umrę z tęsknoty? -Spytał, cmokając mnie po policzku.
-Widzimy się jutro z samego rana, cwelu. -Powiedziałam, po czym złapałam go za facjatkę i obdarzyłam czułym pocałunkiem. Następnie bez słowa odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do reszty. Uszłam ledwo parę kroków jak poczułam wibrację na tyłku sygnalizujące iż na mój telefon właśnie przyszedł sms.
Od: Mój idiota Daiki <3
Do: Sayuri-chan
Treść: Zapomniałem powiedzieć że Cię kocham.
Zawróciłam i jak tylko spostrzegłam że jeszcze stoi w drzwiach, posłałam do niego szczery uśmiech oraz coś w rodzaju "puknij się w łeb ty ciołku". Ale z niego kretyn. Kretyn, którego pokochałam najbardziej we wszechświecie.
(Ps. Jak miło że Sayuri dopiero teraz zauważyła iż zapomniała narysować kranu :O W razie wątpliwości, nalewaliśmy wodę wiadrami :D )
Jeżeli ktoś kiedyś powiedział że przeciwieństwa się przyciągają, to chyba zapomniał dodać do tejże niesłychanej mądrości skromne "lecz są wyjątki od tej reguły." Takowym wyjątkiem zaiste i oczywiste byliśmy my. Los lub inna siła wyższa dobrze wiedziała, kogo ze sobą związać. Ja i Aomine mamy całą rzeszę wspólnych cech charakteru, które bez wątpienia będą utrudniać nam życie. To tak, jakby złączyć dwie nieustępliwe i aroganckie tykające bomby, które w każdej chwili mogą wybuchnąć i rozsadzić siebie nawzajem na drobne kawałeczki.
-Nie podoba ci się mój masaż stopami?-Zapytał, w dalszym ciągu nie zmieniając pozycji swoich kończyn dolnych.
-No mózg sobie pomasuj, o ile w ogóle go posiadasz bo przypuszczam że masz w czaszce jedne wielkie jądra...
-Hah, nie moja wina że jestem taki długi i nie mam gdzie podziać nóg...
-To się kurwa skróć albo wybuduj większą wannę.
-Kutasa też mam skrócić?
-Nie, akurat jego możesz zostawić w spokoju, bo to chyba na razie jedyna rzecz która JESZCZE mnie u ciebie nie wkurwia, idioto.-Odpowiedziałam z uśmieszkiem na gębie po czym ochlapałam go sporą ilością wody z pianą, która przy okazji rozprzestrzeniła się po całej łazience.
-Oddałbym ci z wielką chęcią, ale wtedy mielibyśmy basen w całym domu... i tak będziesz to sprzątać.
-Phi! Chyba śnisz! Palcem nie kiwnę, bo przecież jestem gościem, a gościem trzeba się odpowiednio zająć, prawda Daiki?-Powtórzyłam słowa którymi sam mi kiedyś pocisnął.
-W ten sposób mnie bierzesz, taaa? Dobra, niech ci świeci, ale chociaż umyj mi plecy. -Oświadczył a następnie przekręcił się do mnie tyłem. -Tylko ostrożnie, bo tak mnie wczoraj podrapałaś tymi swoimi pazurami że pieką mnie jak skurwysyn. Ał, ał ał. -Tym zdaniem rozśmieszył mnie tak bardzo że nawet nie miałam jak zaprotestować.
-Hahahhaha! Daiki taki delikatny! Ciiii.... nie martw się, nikomu nie powiem, hahahaha!-Ryłam wniebogłosy kiedy jęczał jak pluskałam go wodą. -Proszę Państwa, przed Państwem Daiki twardziel! Hahahhaha!
-No żebym ja czasem nie powiedział, która twardzielka wczoraj ryczała jak bachor...
-Ale ty pierwszy zacząłeś ryczeć! A ja ryczałam ze śmiechu z ciebie, Hahahhahaha! -W dalszym ciągu nie przestawałam go wkurzać. On w odpowiedzi odwrócił głowę, przyciągnął mnie do siebie i uciszył pocałunkiem moje roześmiane usta.
-Ale te zadrapania na moich plecach to powód do dumy. -Rzekł, na co ja tylko spojrzałam na niego pytająco. -To znaczy że miałem zajebisty seks i mojej kobiecie było tak dobrze że aż zdarła mi skórę... -Przyznał triumfalnie.
-Nie, Twoja kobieta chciała ci dać do zrozumienia żebyś trochę zwolnił tempo bo myślała że ją zaraz rozsadzisz od środka, hahaha!
-Heh... A tak a propos mycia pleców... -Zaczął Daiki, nieco poważniejąc. -Ty mnie przecież zdradziłaś z Kise.-Wypalił, ni z tego ni z owego.
-A co to ma do cholery wspólnego z myciem pleców? Ale wtedy jeszcze nie byliśmy razem i mogłam robić co mi się tylko podobało, więc skończ ten debilny temat, bo szkoda czasu. A jak już wspomniałeś o Kise, to wpadłam na pewien pomysł. Może byśmy wyskoczyli gdzieś razem na wakacje?
-Co, Ty i Kise? To dalej z nim kręcisz? -Odezwał się z udawanym oburzeniem.
-Przekręcę to ci zaraz szyję i połamę kark, ćwoku... Razem czyli ty, ja Taiga, Ryouta i Yuuki?
-Haha, w sumie jestem za... -Pokiwał przytakująco łepetyną. -Porobiłbym sobie jaja z tej bandy kretynów...
-Do której sam należysz... -W należyty sposób podsumowałam jego wypowiedź.
Do dziś dnia, dziwię się samej sobie jak potrafiłam wytrzymać przeszło dwie godziny w wannie z tym pajacem. Odbiło się to rzecz jasna na naszej skórze, która była tak wiotka, pomarszczona i obwisła, jak pała Aomine pozbawiona erekcji. Po zabawie w kotka i myszkę która polegała na tym że Aho cały czas zabierał mi ubrania i biegał z nimi po calutkim mieszkaniu, a ja za nim by je odzyskać, finalnie usiedliśmy wygodnie na sofie i stwierdziliśmy uroczyście iż pora zabrać się za organizację naszych wakacji. Pierwszym krokiem było oczywiście nic innego jak zebranie uczestników rzekomego wyjazdu. W tym celu przedzwoniliśmy do całej trójki i zaprosiliśmy ich do nas. Nie trzeba było długo czekać na pojawienie się tych wariatów. Pierwszy wparował Kise, czego można było się spodziewać, a zaraz po nim pozostała dwójka. Poszłam otworzyć drzwi bo temu dupkowi jak zwykle nie chciało ruszyć się tyłka.
-SAYURICCHIIII!!!!!!!!!!-Wykrzyknął Blond-model rzucając mi się na szyję.
-Witaaammm! -Będąc miętoszona przez Kise, w międzyczasie przytakując i machając witałam przechodzących obok Yuuki wraz z Taigą.
-Neee Sayuricchi, a co ty dziś taka rozczochrana i nie ogarnięta ? Nie poznaje cię... -Oświadczył Ryouta, lustrując mnie od stóp do głów.
-No widzisz mój najdroższy Kisiaczku, już nigdy więcej nie wezmę kąpieli z tym debilem... Nie pozwolił mi nawet wysuszyć włosów... Aghhh...
-Oj ten Aominecchi! zaraz się z nim rozprawię! Przecież to istny skandal że nie pozwala swojej damie zadbać o siebie...
-Haha, spokojnie Kisiu, spokojnie, -Poklepałam Blondyna po głowie. -To ja tu jestem od ujarzmiania Aomine.
-A ty co znów mnie z nim zdradzasz? Przecież teraz już jesteśmy razem. -Donośnie odezwał się Daiki stojący dwa pokoje dalej.
-Głośniej wydrzeć się nie dało, co?!
-Czyli że jednak mam rację?
-Nie, czyli że ciężko mi jest przyznać iż ma godna osoba związała się z takim kretynem, idioto!-Po wypowiedzeniu tych słów w pomieszczeniu zapanowała cisza i wszyscy skierowali wzrok na mnie.
-Awwwwwwwww!!!!!!!!- Jak grom z jasnego nieba wybuchła Yuuki. -NO W KOŃCU DOCZEKAŁAM SIĘ TEGO DNIA!!!! JA OD POCZĄTKU WIEDZIAŁAM ŻE BĘDZIECIE RAZEM!!! JAK CUDOWNIE!!!-Po czym rzuciła się na mnie jak dziki zwierz na swoją ofiarę i mocno wyściskała.
-Ała , niech ktoś ją ode mnie weźmie...
-No, przyznaj się do czego to wczoraj między wami doszło...-Szepnęła mi niby do ucha, lecz było to słychać na cały dom.
-No doszło doszło, nawet oboje doszliśmy...-Wtrącił się Granatowowłosy.
-To nie było pytanie do ciebie, debilu...!-Odpyskowałam i wróciłam do rozmowy z Yuu-chan. -Tak, ma dużego, coś jeszcze? -Zapytałam złowrogim głosem na co moja przyjaciółka tylko zapiszczała a u reszty wywołało to atak śmiechu.
-Dobra dobra, koniec tego śmieszkowania, ustalmy w końcu jakieś szczegóły, bo już nie mogę się doczekać, nooo! -Odezwał się zniecierpliwiony Kise i takim sposobem rozpoczęła się huczna dyskusja na temat wspólnego wyjazdu, która jak łatwo było przewidzieć, szybko zmieniła się w kłótnie. Począwszy od zaproponowania miejscówki przez Yuuki, co do którego o dziwo nikt nie miał większych sprzeciwów, po przez sprzeczki Kise z Aomine, kto do owego miejsca nas zawiezie skończyło się na tym iż po doszczętnym zdarciu gardeł w końcu doszliśmy do wspólnego konsensusu. Oczywiście to ja musiałam doprowadzić wszystkich do porządku nie wspominając już o Ahomine który za żadne pały nie chciał zejść ze ścieżki wojennej z Blondynem. Ku okiełznaniu tejże do bólu gówniarskiej kłótni między tymi dwoma wspomnianymi wyżej, uzmysłowiłam Daikiemu iż egzamin na prawo jazdy ma za dwa tygodnie i mowy nie było o tym, żeby prowadził. Jedyne o czym marzyłam w tej chwili to szybki powrót do domu i psychiczno-fizyczny odpoczynek od ludzi, z którymi zapewne przyjdzie aktywnie użerać mi się w dniach najbliższych.
-Dobra, nie wiem jak wy, ale ja spadam. -Oznajmiłam, obracając się w stronę wyjścia.
-Ja też, muszę zdążyć jeszcze zrobić żarcie na wyjazd. -Dodał Taiga kierując się za mną.
-Ty jak zwykle byś tylko żarł.-Przerwał Granatowowłosy. -Taa, racja, idźcie już, przecież muszę się wyspać na jutro...-Oświadczył arogancko na co wszyscy popatrzyliśmy na niego z pogardą.
-A ty byś tylko spał pieprzony leniu! -Odburknęłam i już miałam zamiar przekroczyć próg drzwi kiedy Daiki złapał mnie za ramię i pociągnął do siebie.
-Ty Sayu możesz zostać...
-Puszczaj, wystarczająco dużo mojego cennego czasu poświęciłam ci od wczoraj.
-Ale noc już nie daleko, a na łóżku mam dużo miejsca... będę czuł się samotny. -Wypowiedział to zdanie z miną kotka proszącego się o mleko co po raz kolejny dzisiejszego dnia wywołało u mnie napad śmiechu.
-Jasne... dziś prześpisz się z własną ręką, uwierz mi, to najlepsza towarzyszka na świecie, hahaha!
-Taa, może i masz rację, w sumie to odkąd mam ciebie to ją zaniedbałem. -Wymamrotał, obejmując mnie w pasie.
-Powinieneś się cieszyć, bo odpocznie sobie za wszystkie czasy, haha! A teraz puść mnie, bo chcę już iść... -Sapnęłam, odwzajemniając uścisk. Znowu skłamałam. Przecież mogłabym z nim tak stać całą wieczność.
-Będę tęsknił...
-No ja myślę...
-A co będzie jak umrę z tęsknoty? -Spytał, cmokając mnie po policzku.
-Widzimy się jutro z samego rana, cwelu. -Powiedziałam, po czym złapałam go za facjatkę i obdarzyłam czułym pocałunkiem. Następnie bez słowa odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do reszty. Uszłam ledwo parę kroków jak poczułam wibrację na tyłku sygnalizujące iż na mój telefon właśnie przyszedł sms.
Od: Mój idiota Daiki <3
Do: Sayuri-chan
Treść: Zapomniałem powiedzieć że Cię kocham.
Zawróciłam i jak tylko spostrzegłam że jeszcze stoi w drzwiach, posłałam do niego szczery uśmiech oraz coś w rodzaju "puknij się w łeb ty ciołku". Ale z niego kretyn. Kretyn, którego pokochałam najbardziej we wszechświecie.
sobota, 7 listopada 2015
Chapter 15
Był późny wieczór, a może noc. Nie wiem. W około panowała dość specyficzna i dziwna na swój sposób atmosfera w której jednak oboje czuliśmy się wspaniale. Zarysy naszych nagich, wciąż rozpalonych ciał oświetlały jedynie słabe światła od ekranu telewizora oraz wciśnięta w kąt lampka nocna. Leżałam na brzuchu zaplątana w niedbale rozwaloną po całym łóżku kołdrę, na mnie leżał Aomine, jedną ręką gładząc mi włosy zaś drugą strzepując popiół z papierosa. Co jakiś czas szeptał mi do uszu przeróżne rzeczy, które byłam w stanie zrozumieć tylko połowicznie gdyż jego hipnotyzujący głos przyprawiał mnie o dreszcze. Tak samo nie mam pojęcia ile tak leżeliśmy, która była godzina a nawet z tej całej euforii i ekstazy zapominałam jak się nazywam. Nie, nie przesadzam. W pewnej chwili usłyszeliśmy znany nam już dźwięk trzepotu kluczy i przeskoczenia zamka. Nie drgnęłam choćby na milimetr.
-Witamy. -Rzuciłam sarkastycznie powitanie mojej matce kiedy jak to zwykle wkroczyła do mojego pokoju bez pytania.
-NA LITOŚĆ BOSKĄ I WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH, CZY TOBIE JUŻ DO KOŃCA MÓZG ODEBRAŁO?!!?!?!?!?!?!?!??!?!?!?!?!?!??! CO TY SOBIE KURWA WYOBRAŻASZ GÓWNIARO?!?!?!?!??!?!!??!?!?! TAK NIE DAWNO ROZMAWIAŁYŚMY O TYM A TY CO WYPRAWIASZ?!?!?!?!??!?! CIEBIE TEŻ TO DOTYCZY AOMINE!!!!!!!!! Aż mi się słabo zrobiło w tym momencie...
-Taa... ale przecież czy robimy coś złego? -Wymamrotałam, przewracając oczami.
-A MYŚLISZ ŻE DZIECI SKĄD SIĘ BIORĄ?!!! Z PĄCZKOWANIA?!?!?!?!? -Moja rodzicielka dalej drążyła temat, na co my tylko parsknęliśmy cichym śmiechem.
-Nie, dlatego wymyślili coś takiego jak gumki i inne przyrządy? -Zapytałam idiotycznie po czym znów oboje zaśmialiśmy się, tym razem ton głośniej.
-NIE MAM DO CIEBIE CIERPLIWOŚCI, DZIEWUCHO!!! Poza tym, z nikim NIGDY NIE MIAŁAŚ BYĆ, WIĘC CO TAK NAGLE ZMIENIŁAŚ ZDANIE, CO?!?!?!?!?!?!?
-Wiesz dlaczego nigdy się z nikim nie wiązałam? -Spytałam, łapiąc mocno dłoń Aomine. -Bo całe życie czekałam właśnie na niego.
-BRAK MI SŁÓW, RÓB SOBIE CO CHCESZ, ALE JA TWOJEGO DZIECKA WYCHOWYWAĆ NIE BĘDĘ, ZAPAMIĘTAJ TO SOBIE!!!!!!!!!!!! -Wykrzyczała co miała wykrzyczeć i finalnie wyszła z trzaskiem drzwi z pomieszczenia.
-Hah, chociaż swoją drogą to mielibyśmy piękne dzieci... -Rzekł Daiki pod nosem.
-Przestań! Potrzebne mi jakieś pieprzone bachory... Ech, z resztą już mam jednego dorosłego...
***
Piękny poranek, w zasadzie można uznać że późne przedpołudnie. Na zewnątrz słońce świeciło dziś wyjątkowo jasnym światłem, a jego pojedynczy promyk jakimś kurewskim sposobem przedostał się przez szczelinę w zasłonie i wylądował centralnie na mojej śpiącej gębie. Ten mocny niczym sześćset sześćdziesiąt sześć milionów latarni ulicznych blask, tak prześwitywał mi przez powieki że ostatecznie zmuszona byłam opuścić krainę pozbawionych głębszego sensu marzeń sennych i wrócić na jawę. Otworzyłam oczy i ziewnęłam tak donośnie, jakbym chciała przywitać się z całym asortymentem meblowym w moim mieszkaniu. Zapragnęłam wstać, więc w związku z tym ostrożnie i bardzo powoli uwolniłam się z ramion Aomine, który spał jak po zażyciu potężnej ilości środków nasennych. Po długich a ciężkich, koniec końców postawiłam stopę na podłodze. A że byłam odziana jedynie we własną skórę, rozejrzałam się dookoła w celu znalezienia jakiejkolwiek części garderoby. Kątem oka dostrzegłam jedynie koszulę Granatowowłosego więc bez większego zastanowienia zarzuciłam ją na siebie co by zbytnim negliżem nie demoralizować mojej matki, a następnie cichutko i na paluszkach pomknęłam do łazienki ażeby ogarnąć nieco swoją aparycję, gdyż włosy na głowie stały mi tak, jak zeszłej nocy stała pała mojemu opalonemu idiocie. Jak zazwyczaj doprowadzanie się do stanu społecznej używalności zajmowało mi dwie godziny, osiemnaście minut i sześćdziesiąt dziewięć sekund, tak dziś zrobiłam to w tempie ultra ekspresowym a powodem tego pośpiechu było nic innego jak tylko nieposkromiona chęć przyjrzenia się pogrążonemu we śnie Daikiemu. Po stosunkowo nie długiej chwilce wróciłam do mojego pokoju, tak samo cicho jak z niego wyszłam. Jednym ślizgiem podeszłam do łóżka i podpierając się na przedramionach, uklęknęłam na przeciwko facjatki Aomine. On był obrócony przodem do mnie, łepetynę ułożoną miał na swojej ręce a jego usta były lekko rozwarte. Wyglądał tak niewinnie i bezbronnie że musiałam zatkać sobie gębę, żeby nie wybuchnąć śmiechem. ~Chyba zaraz pierdolne, hahaha! Co za widok! Wygląda tak słodko, że miałabym ochotę go pokroić na kawałeczki i wsunąć na śniadanie!~ Sama ze sobą zrywałam boki w myślach. Jednak spoważniałam nieco, przyglądając się mu dłużej. Z czasem moja dłoń ''sama z siebie'' wylądowała na buźce Granatowowłosego i poczęła gładzić go po skórze. Głaskałam go subtelnie, zaczynając od skroni, przez policzek do podbródka i tak w kółko, powtarzając całą serię. W pewnej chwili powieki chłopaka zaczęły lekko drżeć i podnosić się do góry. Finalnie otworzył oczy i potraktował mnie zaspanym spojrzeniem. Długo nie mogłam oderwać się od podziwiania piękności jego szafirowych oczu, gdyż ich blask sprawiał że za każdym razem popadałam w głęboką hipnozę. Ujęłam jego twarz w dłonie po czym obdarowałam go pełnym czułości pocałunkiem.
-No siema...! -Rzuciłam na powitanie na co on tylko odpowiedział błogim uśmiechem, podniósł się do pozycji siedzącej i pociągnąwszy mnie za ramiona zmusił , żebym usiadła na nim okrakiem. Następnie zaplótł swoje ręce na moim karku i takim oto sposobem przyciągnął do siebie.
-No cześć kochanie, zrobisz mi loda na śniadanie ?-Zapytał, mierząc mnie frywolnym wzrokiem i położył mi dłoń na policzku.
-Pff, no zwal se kurwa...-Burknęłam i odepchnęłam go od siebie. -Jeszcze ci mało po wczorajszym?
-Dobrych lodzików od ciebie nigdy nie za wiele... A tak serio, zrobisz mi śniadanie ?
-A co, sam nie umiesz sobie zrobić?
-Wiesz, jak rozdawali ręce i nogi ja stałem w kolejce po zajebistość. -Przyznał nonszalancko.
-No chyba na pale stałeś skoro nie miałeś nóg... -Powiedziałam, przez co w efekcie zaśmialiśmy się donośnie. -To teraz idź tak samo jak wtedy stałeś i kup łaskawie coś dobrego, bo pewnie lodówka żarciem nie grzeszy.
-Ale nie mogę iść bo a) siedzisz na mnie b) nie mam się w co ubrać bo masz na sobie moją koszulę, c) nie chce mi się...-Wymamrotał olewającym tonem na co ja podniosłam się na równe nogi.
-To nie marudź albo rusz ten opalony tyłek do cholery!-Warknęłam, zaczynając ściągać z siebie jego ubranie.
-Tyłka akurat nie opalam...-Bąknął, ociężałymi ruchami wstając z łóżka.
-Trzymaj.- Cisnęłam w niego koszulą po czym odwróciłam się do niego tyłem udając focha z przytupem. Po chwili dostałam gęsiej skórki bo temperatura panująca wówczas w pomieszczeniu nie należała do najcieplejszych. Opatuliłam więc swoje ciało rękami i skierowałam w stronę szafy po coś do narzucenia.
-Hej , a co ty się tak trzęsiesz?
-To chyba normalne że mi zimno jak stoję nago, debilu. -Ledwo co zdążyłam ściągnąć bluzę z wieszaka aż nagle poczułam na sobie wszechogarniające ciepło.
-Teraz już lepiej? -Daiki zaszedł mnie od tyłu i mocno objął.
-Zdecydowanie... ale puść, bo muszę się ubrać...
-Nie pogardziłbym jak byś została tak jak jesteś..
-Taa... lecę... Dobra weź już nie pierdol i idź do tego sklepu bo się głodna robię.
***
Ostatecznie udało mi się pozbyć Granatowowłosego i w końcu mogłam chociaż na chwilę odetchnąć z ulgą. Mimo wszystko, dawno nie miałam tak zajebiście udanego "poranka". Jak już wszyscy dobrze wiecie, do tej pory moje początki dnia jeden za drugim wyglądały tak samo. Wstawałam z łóżka z myślą przewodnią pt. "Nie myśl o tym dupku Daikim." Tymczasem, dziś nie musiałam już o nim myśleć bo przecież mam go przy sobie. Dobrze Sayuri, tyle o Tobie. Wracamy do głównych wydarzeń.
Nie miałam pojęcia, gdzie ten kretyn polazł po ten pieprzony prowiant, ale minęło już zdecydowanie za dużo czasu, odkąd wyszedł. Już pomału zaczęłam myśleć iż po drodze go jakiś chuj bezpowrotny zastrzelił czy coś podobnego, lecz wkrótce sprawa się wyjaśniła, gdyż wrócił z ogromną, świeżutką i pachnącą na całe osiedle pizzą. Wiem że to bardzo niezdrowa wersja jak na najważniejszy posiłek dnia i raczej nie radziłabym brać z nas przykładu. Po konsumpcji, Aomine stwierdzając że ma dziś wolną chatę, zaproponował byśmy resztę dnia spędzili u niego. Przystanęłam na tą propozycję, bo szczerze powiedziawszy bardzo rzadko miałam okazję zaszczycać swoją szanowną obecnością jego skromne progi. Krótko mówiąc, nie pozostało nam już nic innego jak tylko zebrać swoje manatki i zostawić moją chałupę daleko w tyle.
***
Jordany na nogach, amerykański hip hop w słuchawkach, uśmiechy na gębach, Uwaga: Sayuri, Daiki w pełnej gotowości bojowej by pokazać się światu. O cholera, za pięć minut odjeżdża nam autobus a do przystanku spory kawałek. A więc szybko, na miejsca, gotowi, start! Wylecieliśmy z mojego domu niczym torpeda a ja złapałam Ao za rękę aby mnie z lekka wspomógł w tym szalonym pościgu, bo w końcu to on a nie nikt inny umie biegać jak dzika, nieujarzmiona bestia. A tak między nami... nie tylko w bieganiu jest potworem.
-Witamy. -Rzuciłam sarkastycznie powitanie mojej matce kiedy jak to zwykle wkroczyła do mojego pokoju bez pytania.
-NA LITOŚĆ BOSKĄ I WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH, CZY TOBIE JUŻ DO KOŃCA MÓZG ODEBRAŁO?!!?!?!?!?!?!?!??!?!?!?!?!?!??! CO TY SOBIE KURWA WYOBRAŻASZ GÓWNIARO?!?!?!?!??!?!!??!?!?! TAK NIE DAWNO ROZMAWIAŁYŚMY O TYM A TY CO WYPRAWIASZ?!?!?!?!??!?! CIEBIE TEŻ TO DOTYCZY AOMINE!!!!!!!!! Aż mi się słabo zrobiło w tym momencie...
-Taa... ale przecież czy robimy coś złego? -Wymamrotałam, przewracając oczami.
-A MYŚLISZ ŻE DZIECI SKĄD SIĘ BIORĄ?!!! Z PĄCZKOWANIA?!?!?!?!? -Moja rodzicielka dalej drążyła temat, na co my tylko parsknęliśmy cichym śmiechem.
-Nie, dlatego wymyślili coś takiego jak gumki i inne przyrządy? -Zapytałam idiotycznie po czym znów oboje zaśmialiśmy się, tym razem ton głośniej.
-NIE MAM DO CIEBIE CIERPLIWOŚCI, DZIEWUCHO!!! Poza tym, z nikim NIGDY NIE MIAŁAŚ BYĆ, WIĘC CO TAK NAGLE ZMIENIŁAŚ ZDANIE, CO?!?!?!?!?!?!?
-Wiesz dlaczego nigdy się z nikim nie wiązałam? -Spytałam, łapiąc mocno dłoń Aomine. -Bo całe życie czekałam właśnie na niego.
-BRAK MI SŁÓW, RÓB SOBIE CO CHCESZ, ALE JA TWOJEGO DZIECKA WYCHOWYWAĆ NIE BĘDĘ, ZAPAMIĘTAJ TO SOBIE!!!!!!!!!!!! -Wykrzyczała co miała wykrzyczeć i finalnie wyszła z trzaskiem drzwi z pomieszczenia.
-Hah, chociaż swoją drogą to mielibyśmy piękne dzieci... -Rzekł Daiki pod nosem.
-Przestań! Potrzebne mi jakieś pieprzone bachory... Ech, z resztą już mam jednego dorosłego...
***
Piękny poranek, w zasadzie można uznać że późne przedpołudnie. Na zewnątrz słońce świeciło dziś wyjątkowo jasnym światłem, a jego pojedynczy promyk jakimś kurewskim sposobem przedostał się przez szczelinę w zasłonie i wylądował centralnie na mojej śpiącej gębie. Ten mocny niczym sześćset sześćdziesiąt sześć milionów latarni ulicznych blask, tak prześwitywał mi przez powieki że ostatecznie zmuszona byłam opuścić krainę pozbawionych głębszego sensu marzeń sennych i wrócić na jawę. Otworzyłam oczy i ziewnęłam tak donośnie, jakbym chciała przywitać się z całym asortymentem meblowym w moim mieszkaniu. Zapragnęłam wstać, więc w związku z tym ostrożnie i bardzo powoli uwolniłam się z ramion Aomine, który spał jak po zażyciu potężnej ilości środków nasennych. Po długich a ciężkich, koniec końców postawiłam stopę na podłodze. A że byłam odziana jedynie we własną skórę, rozejrzałam się dookoła w celu znalezienia jakiejkolwiek części garderoby. Kątem oka dostrzegłam jedynie koszulę Granatowowłosego więc bez większego zastanowienia zarzuciłam ją na siebie co by zbytnim negliżem nie demoralizować mojej matki, a następnie cichutko i na paluszkach pomknęłam do łazienki ażeby ogarnąć nieco swoją aparycję, gdyż włosy na głowie stały mi tak, jak zeszłej nocy stała pała mojemu opalonemu idiocie. Jak zazwyczaj doprowadzanie się do stanu społecznej używalności zajmowało mi dwie godziny, osiemnaście minut i sześćdziesiąt dziewięć sekund, tak dziś zrobiłam to w tempie ultra ekspresowym a powodem tego pośpiechu było nic innego jak tylko nieposkromiona chęć przyjrzenia się pogrążonemu we śnie Daikiemu. Po stosunkowo nie długiej chwilce wróciłam do mojego pokoju, tak samo cicho jak z niego wyszłam. Jednym ślizgiem podeszłam do łóżka i podpierając się na przedramionach, uklęknęłam na przeciwko facjatki Aomine. On był obrócony przodem do mnie, łepetynę ułożoną miał na swojej ręce a jego usta były lekko rozwarte. Wyglądał tak niewinnie i bezbronnie że musiałam zatkać sobie gębę, żeby nie wybuchnąć śmiechem. ~Chyba zaraz pierdolne, hahaha! Co za widok! Wygląda tak słodko, że miałabym ochotę go pokroić na kawałeczki i wsunąć na śniadanie!~ Sama ze sobą zrywałam boki w myślach. Jednak spoważniałam nieco, przyglądając się mu dłużej. Z czasem moja dłoń ''sama z siebie'' wylądowała na buźce Granatowowłosego i poczęła gładzić go po skórze. Głaskałam go subtelnie, zaczynając od skroni, przez policzek do podbródka i tak w kółko, powtarzając całą serię. W pewnej chwili powieki chłopaka zaczęły lekko drżeć i podnosić się do góry. Finalnie otworzył oczy i potraktował mnie zaspanym spojrzeniem. Długo nie mogłam oderwać się od podziwiania piękności jego szafirowych oczu, gdyż ich blask sprawiał że za każdym razem popadałam w głęboką hipnozę. Ujęłam jego twarz w dłonie po czym obdarowałam go pełnym czułości pocałunkiem.
-No siema...! -Rzuciłam na powitanie na co on tylko odpowiedział błogim uśmiechem, podniósł się do pozycji siedzącej i pociągnąwszy mnie za ramiona zmusił , żebym usiadła na nim okrakiem. Następnie zaplótł swoje ręce na moim karku i takim oto sposobem przyciągnął do siebie.
-No cześć kochanie, zrobisz mi loda na śniadanie ?-Zapytał, mierząc mnie frywolnym wzrokiem i położył mi dłoń na policzku.
-Pff, no zwal se kurwa...-Burknęłam i odepchnęłam go od siebie. -Jeszcze ci mało po wczorajszym?
-Dobrych lodzików od ciebie nigdy nie za wiele... A tak serio, zrobisz mi śniadanie ?
-A co, sam nie umiesz sobie zrobić?
-Wiesz, jak rozdawali ręce i nogi ja stałem w kolejce po zajebistość. -Przyznał nonszalancko.
-No chyba na pale stałeś skoro nie miałeś nóg... -Powiedziałam, przez co w efekcie zaśmialiśmy się donośnie. -To teraz idź tak samo jak wtedy stałeś i kup łaskawie coś dobrego, bo pewnie lodówka żarciem nie grzeszy.
-Ale nie mogę iść bo a) siedzisz na mnie b) nie mam się w co ubrać bo masz na sobie moją koszulę, c) nie chce mi się...-Wymamrotał olewającym tonem na co ja podniosłam się na równe nogi.
-To nie marudź albo rusz ten opalony tyłek do cholery!-Warknęłam, zaczynając ściągać z siebie jego ubranie.
-Tyłka akurat nie opalam...-Bąknął, ociężałymi ruchami wstając z łóżka.
-Trzymaj.- Cisnęłam w niego koszulą po czym odwróciłam się do niego tyłem udając focha z przytupem. Po chwili dostałam gęsiej skórki bo temperatura panująca wówczas w pomieszczeniu nie należała do najcieplejszych. Opatuliłam więc swoje ciało rękami i skierowałam w stronę szafy po coś do narzucenia.
-Hej , a co ty się tak trzęsiesz?
-To chyba normalne że mi zimno jak stoję nago, debilu. -Ledwo co zdążyłam ściągnąć bluzę z wieszaka aż nagle poczułam na sobie wszechogarniające ciepło.
-Teraz już lepiej? -Daiki zaszedł mnie od tyłu i mocno objął.
-Zdecydowanie... ale puść, bo muszę się ubrać...
-Nie pogardziłbym jak byś została tak jak jesteś..
-Taa... lecę... Dobra weź już nie pierdol i idź do tego sklepu bo się głodna robię.
***
Ostatecznie udało mi się pozbyć Granatowowłosego i w końcu mogłam chociaż na chwilę odetchnąć z ulgą. Mimo wszystko, dawno nie miałam tak zajebiście udanego "poranka". Jak już wszyscy dobrze wiecie, do tej pory moje początki dnia jeden za drugim wyglądały tak samo. Wstawałam z łóżka z myślą przewodnią pt. "Nie myśl o tym dupku Daikim." Tymczasem, dziś nie musiałam już o nim myśleć bo przecież mam go przy sobie. Dobrze Sayuri, tyle o Tobie. Wracamy do głównych wydarzeń.
Nie miałam pojęcia, gdzie ten kretyn polazł po ten pieprzony prowiant, ale minęło już zdecydowanie za dużo czasu, odkąd wyszedł. Już pomału zaczęłam myśleć iż po drodze go jakiś chuj bezpowrotny zastrzelił czy coś podobnego, lecz wkrótce sprawa się wyjaśniła, gdyż wrócił z ogromną, świeżutką i pachnącą na całe osiedle pizzą. Wiem że to bardzo niezdrowa wersja jak na najważniejszy posiłek dnia i raczej nie radziłabym brać z nas przykładu. Po konsumpcji, Aomine stwierdzając że ma dziś wolną chatę, zaproponował byśmy resztę dnia spędzili u niego. Przystanęłam na tą propozycję, bo szczerze powiedziawszy bardzo rzadko miałam okazję zaszczycać swoją szanowną obecnością jego skromne progi. Krótko mówiąc, nie pozostało nam już nic innego jak tylko zebrać swoje manatki i zostawić moją chałupę daleko w tyle.
***
Jordany na nogach, amerykański hip hop w słuchawkach, uśmiechy na gębach, Uwaga: Sayuri, Daiki w pełnej gotowości bojowej by pokazać się światu. O cholera, za pięć minut odjeżdża nam autobus a do przystanku spory kawałek. A więc szybko, na miejsca, gotowi, start! Wylecieliśmy z mojego domu niczym torpeda a ja złapałam Ao za rękę aby mnie z lekka wspomógł w tym szalonym pościgu, bo w końcu to on a nie nikt inny umie biegać jak dzika, nieujarzmiona bestia. A tak między nami... nie tylko w bieganiu jest potworem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





