Witam drodzy przyjaciele, zawsze śmiechu i radości miejcie wiele!!!! :D Lecz dla Sayuri-chan na momenta teraźniejszego wielkim wysiłkiem jest nawet utrzymanie w stałej pozycji uśmiechu na ustach, gdyż Sayuri-chan wczoraj tak zabalowała że teraz leczy skutki wracania do domu o szóstej rano i mieszania wódki :O Jednakże mimo tychże niedogodności wkroczyłam w tą dziką otchłań przestrzeni wirtualnej i w związku z tym, będąc jedną nogą na internetach a drugą poskramiając kaca giganta, podzielę się z szanownym Państwem kolejną częścią tejże zwariowanej i szaleńczej historii :D Niech Państwo potraktują powyższą informację jako przestroga na całe wasze czcigodne życie i pod żadnym pozorem nie biorą przykładu z mojej nieokiełznanej osóbki bowiem kac morderca nie ma pały i serca!!!!! :O A teraz już nie przeciągając, serdecznie zapraszam na rozdział numer 17. :D
************************************************************************
Kierunek: Morze, Transport: Auto Kise, Nastawienie: Kurewsko pozytywne. Nie u każdego.
Było gdzieś koło dziewiątej rano, jak wszyscy zwarci, gotowi i zadowoleni zebraliśmy się pod "apartamentem Kise". Wszyscy, chyba nie trudno zgadnąć oprócz kogo. Jak już każdy dobrze wie, świętą tradycją naszego drogiego Ahomine, było, jest i będzie notoryczne spóźnianie się. Mówiąc w skrócie i nie wspominając już nawet o tym iż za nim wyruszyliśmy, zdążyliśmy pokłócić się chyba ze pięćdziesiąt pięć razy, w ostateczności przed jedenastą udało nam się ruszyć z miejsca. Niezaprzeczalnie będą to najzabawniejsze i wymagające przeogromnych ilości zimnej krwi wakacje.
***
Gdybym chciała wam opowiedzieć z szczegółami wszystko, co działo się na tym zwariowanym wyjeździe, to prawdopodobnie zajęło by mi to tyle stron ile ma Trylogia Władcy Pierścieni oraz tyle czasu co obejrzenie wszystkich części Gwiezdnych Wojen. Jednakże wydarzyły się tam pewne rzeczy, o których raczej nie będę w stanie szybko zapomnieć. Najlepiej będzie, jak zacznę od początku.
Po nie krótkiej, męczącej podróży, w końcu nastał czas na upragniony odpoczynek. Nasza kwatera, którą był niewielki domek rodziców Yuuki, mieściła się nie daleko centrum miasta, więc nie mieliśmy jakiś specjalnych problemów z dotarciem na miejsce. Pierwsze co zrobiliśmy z Aominecchim po przyjeździe, było pieprznięcie wszystkich walizek, toreb i innych pakunków w kąt i żelazne postanowienie iż tu i teraz idziemy zasmakować uroku nadmorskiej okolicy. Zostawiliśmy więc ogarnięcie domu wkurzonym na nas kumplom a sami zaś nie przejmując się niczym pognaliśmy w stronę plaży. Po stosunkowo nie długiej chwili szybkiego marszu przez deptaki miasta, naszym oczom ukazała się przepiękna panorama, a na skórze poczuliśmy świeży powiew morskiej bryzy. Trwaj chwilo póki jesteś piękna.
-Taaa... najbardziej podobają mi się fale... wiesz czemu? -Rzekł Daiki a ja pomyślałam że zaraz wyklepie jakiś romantyczny tekst ku umileniu nastroju. -Bo wznoszą się i upadają tak, jak tobie cycki kiedy się ruchamy. -Jednak się myliłam, sygnalizując to wyraźnym facepalmem. -A jak rozbijają się o brzeg to jest całkiem jak...- Mimo mojej reakcji, Aho dalej kontynuował.
-To jest całkiem tak, że jak się zaraz nie zamkniesz to sam rozbijesz się o wybrzeże, idioto!-Warknęłam, dźgając go łokciem w brzuch.
-Haha, lepiej chodźmy do wody bo zaraz się spalisz od tego rozgoryczenia! -Zaproponował Ahomine na co ja tylko pokiwałam głową przytakująco.
-Kto pierwszy ten lepszy! -Wykrzyknęłam i niczym pocisk z pistoletu poleciałam w stronę morza. Aomine wybiegł sekundę po mnie i w połowie tego nie długiego dystansu, objął prowadzenie. Ja nie chcąc dopuścić go do wygranej, przyśpieszyłam jeszcze bardziej, co na boso po żarzącym się piasku nie było takim prostym zadaniem. Będąc już praktycznie przy samym brzegu, potknęłam się i w rezultacie ległam plackiem na plecach. Po momencie Granatowowłosy dotarł do mnie, szalenie zwijając się ze śmiechu.
-Hahaha, i kto tu się rozbił o wybrzeże? Hahaha!!! -Patrzył się na mnie z góry i coraz bardziej ze mnie rył.
-Kurwa idioto, pomógłbyś mi wstać zamiast pierdolić takie farmazony, hahaha!!! -Zwróciłam się do Daikiego z prośbą o pomoc lecz ten zamiast podać mi rękę, sam się zniżył po czym całą siłą położył się na mnie.
-Co ty odpierdalasz Daiki?!
-Chronię cię przed nadchodzącą falą, a ostrzegam, że woda zimna jak skurwysyn. -Oznajmił, obejmując mnie mocno.
-Myślisz że to coś pomoże?! Poza tym, piasek mi wchodzi do dupy i nie jest to kurna najprzyjemniejsze uczucie!
-E tam, przy okazji będziesz miała naturalny piaskowy peeling, hahaha!
-Peeling piaskowy to ci pały zrobię, jak nie przestaniesz mnie wkurwiać, hahaha! -Odpowiedziałam prześmiewczo i zaplotłam dłonie wokół szyi chłopaka. Niebawem do nadbrzeża nadpłynęła ogromna fala i cała, kurewsko zimna tafla morskiej wody przykryła nasze ciała od stóp do głów. Po chwili morze się uspokoiło, a my leżeliśmy nieruchomo i wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem.
-Masz wodorosta na twarzy. -Oznajmił z komiczną powagą w głosie Aomine.
-Jest mi w chuj zimno i jesteśmy cali przemoczeni a ty mi o wodorostach pierdolisz? Ogarnij się i wstawaj w końcu.
-Jest ci zimno? Myślałem że moje ciałko jest wystarczająco napalone, żeby cię ogrzać... -Powiedział Ao i delikatnie musnął moje usta swoimi i jeszcze mocniej mnie przytulił. Po niedługim czasie oboje zaczęliśmy przywykać do temperatury wody, a kąpiel w falach w połączeniu z prażącym słońcem zaczęła robić się całkiem przyjemna. W pewnym momencie popadliśmy w mętlik gorących pocałunków i żadne z nas nie miało najmniejszego zamiaru tego przerywać.
-Hej lovelasy, starczy tego dobrego. -Ni z tego i ni z owego usłyszeliśmy głos Taigi. -Długo będziecie się jeszcze tak miazgolić?-Zapytał, stając nad nami i kładąc ręce na biodrach.
-Czego chcesz ty czterobrwiowy pacanie? Nie widzisz że jesteśmy zajęci? -Burknął poirytowany Daiki.
-To lepiej zajmijcie się powrotem na chatę, bo nie zostawimy wam nawet okrucha z dzisiejszego obiadu.
-Pff, mamusia się znalazła! -Prychnął wyśmiewczo Aho. -Łaski bez, wszamiemy coś na mieście.
-Daiki do cholery, uspokój się! Wczoraj Taiga cały wieczór pichcił dla nas obiadek jak ty sobie smacznie spałeś, albo robiłeś inne ciekawe rzeczy... -Odrzekłam z żmijowatym uśmieszkiem na twarzyczce a Aomine spalił lekkiego buraka.
-Dobra, chodźmy, z drugiej strony jak już pofatygował się specjalnie DLA MNIE, to czemu mam nie skorzystać...
-Nie jesteś tu sam idioto! -Ja i Kagamiś odpowiedzieliśmy chórem, tym samym poskramiając głupie odzywki Ciemnoskórego.
W sumie to byliśmy trochę wkurwieni iż Taiga przerwał nam w takim cudnym momencie, jednakże gdyby się nie pojawił, kto wie, czy nie posunęlibyśmy się nieco dalej, a przypominam że przecież byliśmy na plaży, wśród masy ludzi. Ktoś przecież musi pilnować świeżo upieczonej, nieokiełznanej pary zakochańców. Po arcypysznym obiadku, wróciliśmy na plaże, jednak tym razem już całą naszą szaloną grupką.
***
Chyba każdy z nas wie, jak na organizm ludzki wpływa trzydziesto sześcio stopniowy upał. Jednakże wśród zwykłych ludzi zawsze znajdą się mutanci, których nawet nie powali temperatura z piekła rodem. Był wieczór. Yuuki wraz z Taigą padli na swoje łóżka i mowy nie było żeby któreś z nich ruszyło palcem. Ja, Aominecchi i Kise pomimo całodziennego grzania łba na słońcu, tryskaliśmy jakąś nieujarzmioną energią i postanowiliśmy iść na dzikie bailando ażeby rozładować ją w odpowiedni sposób. Wybyliśmy więc z chałupy zostawiając tamtą wykończoną dwójkę samym sobie, i powędrowaliśmy do najlepszego klubu w mieście. Kolorowe drinki, mnóstwo roztańczonych ludzi i głośna muzyka błyskawicznie wprawiły nas w imprezowy nastrój i po niedługiej chwili sami wkroczyliśmy na parkiet, pogrążając się w wariackich pląsach.
Lecz spośród tych wszystkich imprezujących osób, moją uwagę przykuł jeden fagas, który luzacko podpierał ścianę i perfidnie gapił się na przedstawicielki płci pięknej. Aczkolwiek to nie było powodem mojego zainteresowania. Aomine kiedyś wspominał mi o pewnym szmaciarzu, z którym w niedalekiej przeszłości on i Ryouta mieli poważne porachunki. I ten typek porażająco pasował do opisu osoby, o której niegdyś mi opowiadał.
Mimo tego iż Daiki doskonale się bawił i nie zwracał uwagi na otoczenie, ja nie mogłam się na niczym skupić gdyż nieustannie czułam jak oczy tego podejrzanego kolesia wędrują po mojej dupie, albo innych częściach ciała. W pewnej chwili Aomine wraz z Kise postanowili że skoczą na zewnątrz na papieroska, a mi zlecili bym za ten czas zamówiła dla nas drinki, bo kolejka przy barze powiększała z minuty na minutę. No zajebiście. Nie mogliście chyba wybrać lepszego momentu. Ten frajer tylko na to czekał. Kiedy tylko chłopaki opuścili klub, on z miejsca do mnie podbił i zaczepiał jakimiś żenującymi i tandetnymi tekstami. Na początku go zbywałam, jednak później ten skurwiel naprzykrzał mi się do takiego stopnia że momentami miałam ochotę zwyczajnie mu przyjebać. Dobrze wiedziałam że długo tak nie wytrzymam i koniec końców i tak wybuchnę, więc w związku z tym postanowiłam iż najlepszym wyjściem będzie jak opuszczę lokal. Wyszłam i rozejrzałam się dookoła z myślą że być może gdzieś niedaleko stoją Blond-model i Ao, ale ku mojemu rozczarowaniu żadnego z nich nie było w pobliżu. Nie trzeba było długo czekać aby ten przykry, siwowłosy, zakolczykowany typek podążył za mną.
-Hej laseczko, już wracasz do domku? -Zatrzymał mnie, szarpiąc za ramię.
-Nie, idę odpocząć od oglądania twojej pierdolonej, bezczelnej mordy. -Burknęłam i odtrąciłam jego rękę.
-Ohoho, no proszę jaka ostra w gębie! -Odrzekł kpiąco. -W łóżku też jesteś taka ostra? -Zapytał ze sprośnym spojrzeniem po czym popchnął mnie na ścianę i złapał mocno za nadgarstki.
-Pff, no oczywiście! -Odpyskowałam, próbując się wyrwać. -A już w szczególności do takich typków jak ty, którym trzeba porządnie naostrzyć chuja żeby zmądrzeli.
-Podobasz mi się. -Haizaki przybliżył się do mojej szyi i musnął ją językiem. -Lubię takie żylety....
-W dupie mam twoje zajebane gusta! -Warknęłam donośnie i siłą całego ciała odepchnęłam go od siebie.
-Hah... to szkoda bo twoja twarz wygląda tak, jak byś miała ochotę się dziko zabawić.
-Taa, a twoja twarz wygląda jak nie obciągnięty kutas.
-Haha, to go obciągnij. -Wydukał i znowu zaczął się do mnie przystawiać.
-Masz kurewską rację, zwale go, od razu z tobą!- Wykrzyknęłam a następnie wyszarpując się z jego uścisku, zadałam mu porządny cios w głowę, w wyniku którego upadł z hukiem na ziemię.
-Osz ty szmato, bolało! -Syknął Shougo, masując sobie łeb. W tym samym momencie, niespodziewanie na miejsce zdarzenia przybył rozwścieczony Daiki.
-Ej Haizaki, ty zasrany chuju, odpierdol się od mojej kobiety!
-To twoja laska? Niezła z niej suka... przyjebała mi mocniej niż kiedyś ty, pierdolony słabeuszu! -Srebrnowłosy podniósł się z ziemi i pocisnął Aomine. -Trzym się malutka, spotkajmy się jeszcze kiedyś! Może w końcu pokażesz mi jaka napalona z ciebie sztuka! -Posłał mi ordynarnego buziaka, oblizał się wyuzdanie i odszedł.
-Ten skurwysyn...! -Przeklął Granatowowłosy i już miał ruszać na niego z pięściami lecz w porę go powstrzymałam.
-Odpuść... ten skurwiel nie jest tego wart, a poza tym już oberwał ode mnie za nas obydwu. -Oświadczyłam nonszalancko.
-Ej, ej, ale to ja przecież jestem facetem w tym związku... - Zaznaczył z zazdrością.
-Haha, tak, ale z taką różnicą że ty masz pałe, a ja mam jaja! - Rozluźniłam nieco atmosferę, złapałam Aosia za rękę i ruszyłam w stronę pięknie rozświetlonego miasta, które tętniło nocnym życiem.
niedziela, 29 listopada 2015
sobota, 21 listopada 2015
Chapter 16
-Bierz te pierdolone giry z moich cycków! -Wydarłam się na Aomine, z którym bite pół godziny przepychałam się w wannie, by w końcu móc wygodnie się w niej rozłożyć i zrelaksować kąpielą. Ale dlaczemuż to, skończyłam tak marnie i haniebnie? Otóż obydwoje mieliśmy serdecznie dosyć wykłócania się o to, kto pierwszy z nas wskoczy pod prysznic. Po przearcy długiej, ostrej wymianie zdań, ostatecznie uznaliśmy iż idziemy na kompromis i tak jak sami widzicie, zakończyła się ta krótka historia, z której owego zakończenia, był zadowolony jedynie Daiki.
Jeżeli ktoś kiedyś powiedział że przeciwieństwa się przyciągają, to chyba zapomniał dodać do tejże niesłychanej mądrości skromne "lecz są wyjątki od tej reguły." Takowym wyjątkiem zaiste i oczywiste byliśmy my. Los lub inna siła wyższa dobrze wiedziała, kogo ze sobą związać. Ja i Aomine mamy całą rzeszę wspólnych cech charakteru, które bez wątpienia będą utrudniać nam życie. To tak, jakby złączyć dwie nieustępliwe i aroganckie tykające bomby, które w każdej chwili mogą wybuchnąć i rozsadzić siebie nawzajem na drobne kawałeczki.
-Nie podoba ci się mój masaż stopami?-Zapytał, w dalszym ciągu nie zmieniając pozycji swoich kończyn dolnych.
-No mózg sobie pomasuj, o ile w ogóle go posiadasz bo przypuszczam że masz w czaszce jedne wielkie jądra...
-Hah, nie moja wina że jestem taki długi i nie mam gdzie podziać nóg...
-To się kurwa skróć albo wybuduj większą wannę.
-Kutasa też mam skrócić?
-Nie, akurat jego możesz zostawić w spokoju, bo to chyba na razie jedyna rzecz która JESZCZE mnie u ciebie nie wkurwia, idioto.-Odpowiedziałam z uśmieszkiem na gębie po czym ochlapałam go sporą ilością wody z pianą, która przy okazji rozprzestrzeniła się po całej łazience.
-Oddałbym ci z wielką chęcią, ale wtedy mielibyśmy basen w całym domu... i tak będziesz to sprzątać.
-Phi! Chyba śnisz! Palcem nie kiwnę, bo przecież jestem gościem, a gościem trzeba się odpowiednio zająć, prawda Daiki?-Powtórzyłam słowa którymi sam mi kiedyś pocisnął.
-W ten sposób mnie bierzesz, taaa? Dobra, niech ci świeci, ale chociaż umyj mi plecy. -Oświadczył a następnie przekręcił się do mnie tyłem. -Tylko ostrożnie, bo tak mnie wczoraj podrapałaś tymi swoimi pazurami że pieką mnie jak skurwysyn. Ał, ał ał. -Tym zdaniem rozśmieszył mnie tak bardzo że nawet nie miałam jak zaprotestować.
-Hahahhaha! Daiki taki delikatny! Ciiii.... nie martw się, nikomu nie powiem, hahahaha!-Ryłam wniebogłosy kiedy jęczał jak pluskałam go wodą. -Proszę Państwa, przed Państwem Daiki twardziel! Hahahhaha!
-No żebym ja czasem nie powiedział, która twardzielka wczoraj ryczała jak bachor...
-Ale ty pierwszy zacząłeś ryczeć! A ja ryczałam ze śmiechu z ciebie, Hahahhahaha! -W dalszym ciągu nie przestawałam go wkurzać. On w odpowiedzi odwrócił głowę, przyciągnął mnie do siebie i uciszył pocałunkiem moje roześmiane usta.
-Ale te zadrapania na moich plecach to powód do dumy. -Rzekł, na co ja tylko spojrzałam na niego pytająco. -To znaczy że miałem zajebisty seks i mojej kobiecie było tak dobrze że aż zdarła mi skórę... -Przyznał triumfalnie.
-Nie, Twoja kobieta chciała ci dać do zrozumienia żebyś trochę zwolnił tempo bo myślała że ją zaraz rozsadzisz od środka, hahaha!
-Heh... A tak a propos mycia pleców... -Zaczął Daiki, nieco poważniejąc. -Ty mnie przecież zdradziłaś z Kise.-Wypalił, ni z tego ni z owego.
-A co to ma do cholery wspólnego z myciem pleców? Ale wtedy jeszcze nie byliśmy razem i mogłam robić co mi się tylko podobało, więc skończ ten debilny temat, bo szkoda czasu. A jak już wspomniałeś o Kise, to wpadłam na pewien pomysł. Może byśmy wyskoczyli gdzieś razem na wakacje?
-Co, Ty i Kise? To dalej z nim kręcisz? -Odezwał się z udawanym oburzeniem.
-Przekręcę to ci zaraz szyję i połamę kark, ćwoku... Razem czyli ty, ja Taiga, Ryouta i Yuuki?
-Haha, w sumie jestem za... -Pokiwał przytakująco łepetyną. -Porobiłbym sobie jaja z tej bandy kretynów...
-Do której sam należysz... -W należyty sposób podsumowałam jego wypowiedź.
Do dziś dnia, dziwię się samej sobie jak potrafiłam wytrzymać przeszło dwie godziny w wannie z tym pajacem. Odbiło się to rzecz jasna na naszej skórze, która była tak wiotka, pomarszczona i obwisła, jak pała Aomine pozbawiona erekcji. Po zabawie w kotka i myszkę która polegała na tym że Aho cały czas zabierał mi ubrania i biegał z nimi po calutkim mieszkaniu, a ja za nim by je odzyskać, finalnie usiedliśmy wygodnie na sofie i stwierdziliśmy uroczyście iż pora zabrać się za organizację naszych wakacji. Pierwszym krokiem było oczywiście nic innego jak zebranie uczestników rzekomego wyjazdu. W tym celu przedzwoniliśmy do całej trójki i zaprosiliśmy ich do nas. Nie trzeba było długo czekać na pojawienie się tych wariatów. Pierwszy wparował Kise, czego można było się spodziewać, a zaraz po nim pozostała dwójka. Poszłam otworzyć drzwi bo temu dupkowi jak zwykle nie chciało ruszyć się tyłka.
-SAYURICCHIIII!!!!!!!!!!-Wykrzyknął Blond-model rzucając mi się na szyję.
-Witaaammm! -Będąc miętoszona przez Kise, w międzyczasie przytakując i machając witałam przechodzących obok Yuuki wraz z Taigą.
-Neee Sayuricchi, a co ty dziś taka rozczochrana i nie ogarnięta ? Nie poznaje cię... -Oświadczył Ryouta, lustrując mnie od stóp do głów.
-No widzisz mój najdroższy Kisiaczku, już nigdy więcej nie wezmę kąpieli z tym debilem... Nie pozwolił mi nawet wysuszyć włosów... Aghhh...
-Oj ten Aominecchi! zaraz się z nim rozprawię! Przecież to istny skandal że nie pozwala swojej damie zadbać o siebie...
-Haha, spokojnie Kisiu, spokojnie, -Poklepałam Blondyna po głowie. -To ja tu jestem od ujarzmiania Aomine.
-A ty co znów mnie z nim zdradzasz? Przecież teraz już jesteśmy razem. -Donośnie odezwał się Daiki stojący dwa pokoje dalej.
-Głośniej wydrzeć się nie dało, co?!
-Czyli że jednak mam rację?
-Nie, czyli że ciężko mi jest przyznać iż ma godna osoba związała się z takim kretynem, idioto!-Po wypowiedzeniu tych słów w pomieszczeniu zapanowała cisza i wszyscy skierowali wzrok na mnie.
-Awwwwwwwww!!!!!!!!- Jak grom z jasnego nieba wybuchła Yuuki. -NO W KOŃCU DOCZEKAŁAM SIĘ TEGO DNIA!!!! JA OD POCZĄTKU WIEDZIAŁAM ŻE BĘDZIECIE RAZEM!!! JAK CUDOWNIE!!!-Po czym rzuciła się na mnie jak dziki zwierz na swoją ofiarę i mocno wyściskała.
-Ała , niech ktoś ją ode mnie weźmie...
-No, przyznaj się do czego to wczoraj między wami doszło...-Szepnęła mi niby do ucha, lecz było to słychać na cały dom.
-No doszło doszło, nawet oboje doszliśmy...-Wtrącił się Granatowowłosy.
-To nie było pytanie do ciebie, debilu...!-Odpyskowałam i wróciłam do rozmowy z Yuu-chan. -Tak, ma dużego, coś jeszcze? -Zapytałam złowrogim głosem na co moja przyjaciółka tylko zapiszczała a u reszty wywołało to atak śmiechu.
-Dobra dobra, koniec tego śmieszkowania, ustalmy w końcu jakieś szczegóły, bo już nie mogę się doczekać, nooo! -Odezwał się zniecierpliwiony Kise i takim sposobem rozpoczęła się huczna dyskusja na temat wspólnego wyjazdu, która jak łatwo było przewidzieć, szybko zmieniła się w kłótnie. Począwszy od zaproponowania miejscówki przez Yuuki, co do którego o dziwo nikt nie miał większych sprzeciwów, po przez sprzeczki Kise z Aomine, kto do owego miejsca nas zawiezie skończyło się na tym iż po doszczętnym zdarciu gardeł w końcu doszliśmy do wspólnego konsensusu. Oczywiście to ja musiałam doprowadzić wszystkich do porządku nie wspominając już o Ahomine który za żadne pały nie chciał zejść ze ścieżki wojennej z Blondynem. Ku okiełznaniu tejże do bólu gówniarskiej kłótni między tymi dwoma wspomnianymi wyżej, uzmysłowiłam Daikiemu iż egzamin na prawo jazdy ma za dwa tygodnie i mowy nie było o tym, żeby prowadził. Jedyne o czym marzyłam w tej chwili to szybki powrót do domu i psychiczno-fizyczny odpoczynek od ludzi, z którymi zapewne przyjdzie aktywnie użerać mi się w dniach najbliższych.
-Dobra, nie wiem jak wy, ale ja spadam. -Oznajmiłam, obracając się w stronę wyjścia.
-Ja też, muszę zdążyć jeszcze zrobić żarcie na wyjazd. -Dodał Taiga kierując się za mną.
-Ty jak zwykle byś tylko żarł.-Przerwał Granatowowłosy. -Taa, racja, idźcie już, przecież muszę się wyspać na jutro...-Oświadczył arogancko na co wszyscy popatrzyliśmy na niego z pogardą.
-A ty byś tylko spał pieprzony leniu! -Odburknęłam i już miałam zamiar przekroczyć próg drzwi kiedy Daiki złapał mnie za ramię i pociągnął do siebie.
-Ty Sayu możesz zostać...
-Puszczaj, wystarczająco dużo mojego cennego czasu poświęciłam ci od wczoraj.
-Ale noc już nie daleko, a na łóżku mam dużo miejsca... będę czuł się samotny. -Wypowiedział to zdanie z miną kotka proszącego się o mleko co po raz kolejny dzisiejszego dnia wywołało u mnie napad śmiechu.
-Jasne... dziś prześpisz się z własną ręką, uwierz mi, to najlepsza towarzyszka na świecie, hahaha!
-Taa, może i masz rację, w sumie to odkąd mam ciebie to ją zaniedbałem. -Wymamrotał, obejmując mnie w pasie.
-Powinieneś się cieszyć, bo odpocznie sobie za wszystkie czasy, haha! A teraz puść mnie, bo chcę już iść... -Sapnęłam, odwzajemniając uścisk. Znowu skłamałam. Przecież mogłabym z nim tak stać całą wieczność.
-Będę tęsknił...
-No ja myślę...
-A co będzie jak umrę z tęsknoty? -Spytał, cmokając mnie po policzku.
-Widzimy się jutro z samego rana, cwelu. -Powiedziałam, po czym złapałam go za facjatkę i obdarzyłam czułym pocałunkiem. Następnie bez słowa odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do reszty. Uszłam ledwo parę kroków jak poczułam wibrację na tyłku sygnalizujące iż na mój telefon właśnie przyszedł sms.
Od: Mój idiota Daiki <3
Do: Sayuri-chan
Treść: Zapomniałem powiedzieć że Cię kocham.
Zawróciłam i jak tylko spostrzegłam że jeszcze stoi w drzwiach, posłałam do niego szczery uśmiech oraz coś w rodzaju "puknij się w łeb ty ciołku". Ale z niego kretyn. Kretyn, którego pokochałam najbardziej we wszechświecie.
(Ps. Jak miło że Sayuri dopiero teraz zauważyła iż zapomniała narysować kranu :O W razie wątpliwości, nalewaliśmy wodę wiadrami :D )
Jeżeli ktoś kiedyś powiedział że przeciwieństwa się przyciągają, to chyba zapomniał dodać do tejże niesłychanej mądrości skromne "lecz są wyjątki od tej reguły." Takowym wyjątkiem zaiste i oczywiste byliśmy my. Los lub inna siła wyższa dobrze wiedziała, kogo ze sobą związać. Ja i Aomine mamy całą rzeszę wspólnych cech charakteru, które bez wątpienia będą utrudniać nam życie. To tak, jakby złączyć dwie nieustępliwe i aroganckie tykające bomby, które w każdej chwili mogą wybuchnąć i rozsadzić siebie nawzajem na drobne kawałeczki.
-Nie podoba ci się mój masaż stopami?-Zapytał, w dalszym ciągu nie zmieniając pozycji swoich kończyn dolnych.
-No mózg sobie pomasuj, o ile w ogóle go posiadasz bo przypuszczam że masz w czaszce jedne wielkie jądra...
-Hah, nie moja wina że jestem taki długi i nie mam gdzie podziać nóg...
-To się kurwa skróć albo wybuduj większą wannę.
-Kutasa też mam skrócić?
-Nie, akurat jego możesz zostawić w spokoju, bo to chyba na razie jedyna rzecz która JESZCZE mnie u ciebie nie wkurwia, idioto.-Odpowiedziałam z uśmieszkiem na gębie po czym ochlapałam go sporą ilością wody z pianą, która przy okazji rozprzestrzeniła się po całej łazience.
-Oddałbym ci z wielką chęcią, ale wtedy mielibyśmy basen w całym domu... i tak będziesz to sprzątać.
-Phi! Chyba śnisz! Palcem nie kiwnę, bo przecież jestem gościem, a gościem trzeba się odpowiednio zająć, prawda Daiki?-Powtórzyłam słowa którymi sam mi kiedyś pocisnął.
-W ten sposób mnie bierzesz, taaa? Dobra, niech ci świeci, ale chociaż umyj mi plecy. -Oświadczył a następnie przekręcił się do mnie tyłem. -Tylko ostrożnie, bo tak mnie wczoraj podrapałaś tymi swoimi pazurami że pieką mnie jak skurwysyn. Ał, ał ał. -Tym zdaniem rozśmieszył mnie tak bardzo że nawet nie miałam jak zaprotestować.
-Hahahhaha! Daiki taki delikatny! Ciiii.... nie martw się, nikomu nie powiem, hahahaha!-Ryłam wniebogłosy kiedy jęczał jak pluskałam go wodą. -Proszę Państwa, przed Państwem Daiki twardziel! Hahahhaha!
-No żebym ja czasem nie powiedział, która twardzielka wczoraj ryczała jak bachor...
-Ale ty pierwszy zacząłeś ryczeć! A ja ryczałam ze śmiechu z ciebie, Hahahhahaha! -W dalszym ciągu nie przestawałam go wkurzać. On w odpowiedzi odwrócił głowę, przyciągnął mnie do siebie i uciszył pocałunkiem moje roześmiane usta.
-Ale te zadrapania na moich plecach to powód do dumy. -Rzekł, na co ja tylko spojrzałam na niego pytająco. -To znaczy że miałem zajebisty seks i mojej kobiecie było tak dobrze że aż zdarła mi skórę... -Przyznał triumfalnie.
-Nie, Twoja kobieta chciała ci dać do zrozumienia żebyś trochę zwolnił tempo bo myślała że ją zaraz rozsadzisz od środka, hahaha!
-Heh... A tak a propos mycia pleców... -Zaczął Daiki, nieco poważniejąc. -Ty mnie przecież zdradziłaś z Kise.-Wypalił, ni z tego ni z owego.
-A co to ma do cholery wspólnego z myciem pleców? Ale wtedy jeszcze nie byliśmy razem i mogłam robić co mi się tylko podobało, więc skończ ten debilny temat, bo szkoda czasu. A jak już wspomniałeś o Kise, to wpadłam na pewien pomysł. Może byśmy wyskoczyli gdzieś razem na wakacje?
-Co, Ty i Kise? To dalej z nim kręcisz? -Odezwał się z udawanym oburzeniem.
-Przekręcę to ci zaraz szyję i połamę kark, ćwoku... Razem czyli ty, ja Taiga, Ryouta i Yuuki?
-Haha, w sumie jestem za... -Pokiwał przytakująco łepetyną. -Porobiłbym sobie jaja z tej bandy kretynów...
-Do której sam należysz... -W należyty sposób podsumowałam jego wypowiedź.
Do dziś dnia, dziwię się samej sobie jak potrafiłam wytrzymać przeszło dwie godziny w wannie z tym pajacem. Odbiło się to rzecz jasna na naszej skórze, która była tak wiotka, pomarszczona i obwisła, jak pała Aomine pozbawiona erekcji. Po zabawie w kotka i myszkę która polegała na tym że Aho cały czas zabierał mi ubrania i biegał z nimi po calutkim mieszkaniu, a ja za nim by je odzyskać, finalnie usiedliśmy wygodnie na sofie i stwierdziliśmy uroczyście iż pora zabrać się za organizację naszych wakacji. Pierwszym krokiem było oczywiście nic innego jak zebranie uczestników rzekomego wyjazdu. W tym celu przedzwoniliśmy do całej trójki i zaprosiliśmy ich do nas. Nie trzeba było długo czekać na pojawienie się tych wariatów. Pierwszy wparował Kise, czego można było się spodziewać, a zaraz po nim pozostała dwójka. Poszłam otworzyć drzwi bo temu dupkowi jak zwykle nie chciało ruszyć się tyłka.
-SAYURICCHIIII!!!!!!!!!!-Wykrzyknął Blond-model rzucając mi się na szyję.
-Witaaammm! -Będąc miętoszona przez Kise, w międzyczasie przytakując i machając witałam przechodzących obok Yuuki wraz z Taigą.
-Neee Sayuricchi, a co ty dziś taka rozczochrana i nie ogarnięta ? Nie poznaje cię... -Oświadczył Ryouta, lustrując mnie od stóp do głów.
-No widzisz mój najdroższy Kisiaczku, już nigdy więcej nie wezmę kąpieli z tym debilem... Nie pozwolił mi nawet wysuszyć włosów... Aghhh...
-Oj ten Aominecchi! zaraz się z nim rozprawię! Przecież to istny skandal że nie pozwala swojej damie zadbać o siebie...
-Haha, spokojnie Kisiu, spokojnie, -Poklepałam Blondyna po głowie. -To ja tu jestem od ujarzmiania Aomine.
-A ty co znów mnie z nim zdradzasz? Przecież teraz już jesteśmy razem. -Donośnie odezwał się Daiki stojący dwa pokoje dalej.
-Głośniej wydrzeć się nie dało, co?!
-Czyli że jednak mam rację?
-Nie, czyli że ciężko mi jest przyznać iż ma godna osoba związała się z takim kretynem, idioto!-Po wypowiedzeniu tych słów w pomieszczeniu zapanowała cisza i wszyscy skierowali wzrok na mnie.
-Awwwwwwwww!!!!!!!!- Jak grom z jasnego nieba wybuchła Yuuki. -NO W KOŃCU DOCZEKAŁAM SIĘ TEGO DNIA!!!! JA OD POCZĄTKU WIEDZIAŁAM ŻE BĘDZIECIE RAZEM!!! JAK CUDOWNIE!!!-Po czym rzuciła się na mnie jak dziki zwierz na swoją ofiarę i mocno wyściskała.
-Ała , niech ktoś ją ode mnie weźmie...
-No, przyznaj się do czego to wczoraj między wami doszło...-Szepnęła mi niby do ucha, lecz było to słychać na cały dom.
-No doszło doszło, nawet oboje doszliśmy...-Wtrącił się Granatowowłosy.
-To nie było pytanie do ciebie, debilu...!-Odpyskowałam i wróciłam do rozmowy z Yuu-chan. -Tak, ma dużego, coś jeszcze? -Zapytałam złowrogim głosem na co moja przyjaciółka tylko zapiszczała a u reszty wywołało to atak śmiechu.
-Dobra dobra, koniec tego śmieszkowania, ustalmy w końcu jakieś szczegóły, bo już nie mogę się doczekać, nooo! -Odezwał się zniecierpliwiony Kise i takim sposobem rozpoczęła się huczna dyskusja na temat wspólnego wyjazdu, która jak łatwo było przewidzieć, szybko zmieniła się w kłótnie. Począwszy od zaproponowania miejscówki przez Yuuki, co do którego o dziwo nikt nie miał większych sprzeciwów, po przez sprzeczki Kise z Aomine, kto do owego miejsca nas zawiezie skończyło się na tym iż po doszczętnym zdarciu gardeł w końcu doszliśmy do wspólnego konsensusu. Oczywiście to ja musiałam doprowadzić wszystkich do porządku nie wspominając już o Ahomine który za żadne pały nie chciał zejść ze ścieżki wojennej z Blondynem. Ku okiełznaniu tejże do bólu gówniarskiej kłótni między tymi dwoma wspomnianymi wyżej, uzmysłowiłam Daikiemu iż egzamin na prawo jazdy ma za dwa tygodnie i mowy nie było o tym, żeby prowadził. Jedyne o czym marzyłam w tej chwili to szybki powrót do domu i psychiczno-fizyczny odpoczynek od ludzi, z którymi zapewne przyjdzie aktywnie użerać mi się w dniach najbliższych.
-Dobra, nie wiem jak wy, ale ja spadam. -Oznajmiłam, obracając się w stronę wyjścia.
-Ja też, muszę zdążyć jeszcze zrobić żarcie na wyjazd. -Dodał Taiga kierując się za mną.
-Ty jak zwykle byś tylko żarł.-Przerwał Granatowowłosy. -Taa, racja, idźcie już, przecież muszę się wyspać na jutro...-Oświadczył arogancko na co wszyscy popatrzyliśmy na niego z pogardą.
-A ty byś tylko spał pieprzony leniu! -Odburknęłam i już miałam zamiar przekroczyć próg drzwi kiedy Daiki złapał mnie za ramię i pociągnął do siebie.
-Ty Sayu możesz zostać...
-Puszczaj, wystarczająco dużo mojego cennego czasu poświęciłam ci od wczoraj.
-Ale noc już nie daleko, a na łóżku mam dużo miejsca... będę czuł się samotny. -Wypowiedział to zdanie z miną kotka proszącego się o mleko co po raz kolejny dzisiejszego dnia wywołało u mnie napad śmiechu.
-Jasne... dziś prześpisz się z własną ręką, uwierz mi, to najlepsza towarzyszka na świecie, hahaha!
-Taa, może i masz rację, w sumie to odkąd mam ciebie to ją zaniedbałem. -Wymamrotał, obejmując mnie w pasie.
-Powinieneś się cieszyć, bo odpocznie sobie za wszystkie czasy, haha! A teraz puść mnie, bo chcę już iść... -Sapnęłam, odwzajemniając uścisk. Znowu skłamałam. Przecież mogłabym z nim tak stać całą wieczność.
-Będę tęsknił...
-No ja myślę...
-A co będzie jak umrę z tęsknoty? -Spytał, cmokając mnie po policzku.
-Widzimy się jutro z samego rana, cwelu. -Powiedziałam, po czym złapałam go za facjatkę i obdarzyłam czułym pocałunkiem. Następnie bez słowa odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do reszty. Uszłam ledwo parę kroków jak poczułam wibrację na tyłku sygnalizujące iż na mój telefon właśnie przyszedł sms.
Od: Mój idiota Daiki <3
Do: Sayuri-chan
Treść: Zapomniałem powiedzieć że Cię kocham.
Zawróciłam i jak tylko spostrzegłam że jeszcze stoi w drzwiach, posłałam do niego szczery uśmiech oraz coś w rodzaju "puknij się w łeb ty ciołku". Ale z niego kretyn. Kretyn, którego pokochałam najbardziej we wszechświecie.
sobota, 14 listopada 2015
Uzupełnienie do chapteru numer 14 :D
UWAGA: Poniżej ukazany twór zawiera niebezpieczne dla zdrowia, życia i współżycia stężenie seksów. Czytają Państwo na własną odpowiedzialność. :D Z poważaniem i serdecznymi pozdrowieniami, arcyzacne, tytułowe pomarańczowe włosy czcigodnej autorki :D ≧◠◡◠≦✌
Będąc przyklejeni do siebie przez całą drogę finalnie przywlekliśmy się pod próg mojego domu. Otwierałam drzwi jednocześnie będąc obsypywana chaotycznymi pocałunkami przez Daikiego i ledwo co zdołałam przekręcić klucze w zamku . Wepchał mnie do środka i opierając o framugę począł ściągać ze mnie bluzkę. Kiedy już mnie jej pozbawił, zabrał się kolejno za moje spodnie i bieliznę, nie przerywając gorących pocałunków którymi obdarowywał moją szyję na przemian z ustami i dekoltem. Kiedy stałam już kompletnie naga, schylił się lekko łapiąc mnie dłońmi w pasie a jego usta powędrowały na biust.
-Umm Daiki.... chyba nie będziemy tego robić w drzwiach wejściowych... -Pisnęłam po chwili.
-Taa... racja, łóżko zdecydowanie wygodniejsze... - Przyznał chłopak biorąc mnie na ręce i sprawnie transportując do sypialni. Uklęknęłam na łóżku i rzuciłam Aomine lubieżne spojrzenie. Jak ja nie miałam na sobie już kompletnie nic, tak on naubierany był od stóp do głów.
-To co kochanie, striptiz specjalnie dla mnie? -Rzuciłam propozycję nie spuszczając wzroku z Granatowowłosego.
-A pomożesz mi? -Spytał, zrzucając z siebie kurtkę.
-Z przyjemnością. -Przytaknęłam a następnie wstałam i poczęłam rozpinać mu koszulę. Po niedługiej chwili moim oczom ukazał się jego pięknie umięśniony tors na którym jadąc począwszy od góry a kończąc przy zapięciu jego spodni zostawiałam ponętne, mokre pocałunki. W końcu bez zbędnych ceregieli pozbyłam się kolejno jego dolnych części garderoby. Wówczas odsunęłam się w tył i spaliłam buraka mierząc wzrokiem męskość Aomine. ~SERIO MA TAKIEGO DUŻEGO?~ Zapytałam samej siebie w myślach. ~Jakoś wcześniej tego nie zauważyłam...~ Przyłożyłam palec wskazujący do ust i poczułam że od samego patrzenia robi mi się mokro. Wtedy jakaś siła targnęła mną żeby zrobić mu przyjemność ustami. Polizałam czubek jego członka a potem próbowałam wziąć go całego lecz miałam z tym lekki problem gdyż przyrodzenie Daikiego zdecydowanie nie należy do najmniejszych a już w szczególności do najkrótszych. Co chwile z dołu spoglądałam na jego twarz na której malował się obraz rozkoszy. Jeszcze bardziej mnie to nakręciło i w związku z tym, przyśpieszyłam nieco tempo moich pieszczot. Jednakże w pewnej chwili Granatowowłosy odepchnął mnie od siebie przewracając na plecy po czym bez uprzedzenia gwałtownie we mnie wszedł. Wydałam z siebie cichy jęk, a on żeby go zagłuszyć, wpił się zachłannie w moje usta.
-S-sayuri... czemu tak długo mnie okłamywałaś...? -Zapytał Daiki, posuwając mnie coraz szybciej i wchodząc jeszcze głębiej przez co w pewnym momencie poczułam lekki ból.
-A-ah... Cz-czy to teraz ważne? kocham Cię i koniec...! -Odpowiedziałam i w odwdzięce wbiłam mocno paznokcie w jego plecy.
-Uhh... fakt... chuj z tym, też Cię kocham. -Wyznał i podniósł się, stając przy mnie na kolanach. -Ale ałł..! Nie musisz tak drapać...-Syknął, jedną ręką przytrzymał moją nogę a następnie uniósł ją ku górze.
-Wybacz...-Burknęłam, przyglądając się swoim palcom na których widniały ślady krwi.
-Hah... wierzę że to z miłości... -Rzekł ironicznie, wędrując dłonią na moje piersi, które zaczął zmysłowo i frenetycznie masować. Jego niepohamowane ruchy z każdą chwilą robiły się jeszcze bardziej porywcze i zachłanne że wprowadzał mnie w stan istnego szaleństwa i obłędu. Momentami sama nie wiedziałam, czy się unoszę czy spadam, tonąc gdzieś głęboko w tym nieskończonym oceanie przyjemności. Nie jestem w stanie wyrazić słowami tego uczucia. Jeszcze nigdy w życiu nie było mi tak dobrze jak wtedy. Nawet wzięcie na raz wszystkich narkotyków i innych środków odurzających jakie istnieją na całym świecie, nie doprowadziłyby mnie do takiego stanu do jakiego doprowadzał mnie Aomine.
Przekręciłam głowę w bok, zacisnęłam powieki, przygryzałam wargi co by przypadkiem nie zacząć wrzeszczeć. Mój oddech przyśpieszał a palce wbijałam w kołdrę, cudem nie rozrywając jej na strzępy. Wsłuchiwałam się we wzdechy Aomine, które sprawiały że sama z czasem zaczęłam przenikliwie i donośnie jęczeć. Robił to dzisiaj wyjątkowo mocno i boleśnie, tak jakby chciał wyrazić jak silne są jego uczucia względem mnie. Ja doskonale to wiedziałam i postanowiłam pomóc mu "zejść na ziemię." Złapałam jego rękę którą cały czas tłamsił mój obolały biust i powoli podniosłam się do góry.
-Daiki, puść...- Sapnęłam, wskazując na to by przestał trzymać moją nogę.
-Co się dzieje Sayuri?- Zapytał lekko zaskoczony i posłusznie wykonał moje polecenie. Ja przysunęłam się w głąb łóżka, z rozłożonymi nogami oparłam o ścianę i wyciągnęłam dłoń do Granatowowłosego.
-Chodź... -Wymruczałam. Ten bez słowa zaczął przybliżać się do mnie a ja by usprawnić jego ruchy pociągnęłam go za nadgarstek. Kiedy już znajdował się na przeciwko mnie położyłam dłonie na jego policzkach i spojrzałam mu prosto w oczy.
-Daiki wybaczysz mi...?
-O czym ty mówisz? Już wszystko mi wynagrodziłaś aż za nadto...
- Kocham Cię...-Wyszeptałam, po czym usiadłam na Aomine, objęłam go nogami wokół pasa i mocno się w niego wtuliłam.
- Też Cię kocham i będę Ci to powtarzał w nieskończoność... -Odpowiedział, otoczył mnie ramionami i ponownie zanurzył we mnie swoją męskość. Pod wpływem coraz to gwałtowniejszych ruchów zamaszyście wygięłam się do tyłu zaplatając mocno dłonie na karku Daikiego. On korzystając z ułatwionego dostępu do moich piersi, rozpoczął od muskania ustami obojczyka a skończył na pieszczotach językiem który ponętnie owijał wokół moich nabrzmiałych sutków.
-Kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię...!-Powtarzałam w kółko aż w końcu ten wyrazowy ciąg zmienił się w cichy jęk rozkoszy. Daiki w odpowiedzi zaszemrał coś do mnie ale puściłam to mimo uszu gdyż skoncentrowana byłam jedynie na tych paraliżujących doznaniach o które mnie przyprawiał. Teraz już tylko pragnęliśmy jednego. W pewnym momencie Aomine zaprzestał pieszczot, jego ruchy zwolniły a głowę lekko odgiął ku tyłowi. Wyprostowałam się wówczas ażeby móc spojrzeć na jego oblicze. Był to chyba najbardziej charyzmatyczny, zmysłowy i rozpalający widok jaki widziałam w moim dotychczasowym życiu. Jego twarz była pokryta lekkim rumieńcem, usta miały charakterystyczny grymas nadchodzącego spełnienia, a na skórze lśniły kropelki potu. Grzbietem dłoni delikatnie musnęłam jego rozpalony policzek. Po raz kolejny dzisiejszego dnia popadłam w jakiś przekurewski trans. Wcześniej zawsze, od początku do końca miałam zamknięte oczy jak to robiliśmy. Nigdy nie widziałam, jak wygląda Daiki, kiedy dochodzi. Teraz uświadomiłam sobie, że robiłam to celowo, gdyż widok ten jeszcze bardziej spotęgował moje uczucie w stosunku do niego. Nagle poczułam, jak od środka wypełnia mnie niewyobrażalne ciepło, a Aomine westchnął głęboko, wyrażając swoje zaspokojenie. Ja niestety jeszcze nie doszłam więc żeby nie męczyć już Granatowowłosego, postanowiłam pomóc sobie samodzielnie. Kiedy tylko on się otrząsnął i zauważył to, w oka mgnieniu odłączył się od mojego ciała a następnie popchnął mnie tak, bym oparła plecy o ścianę i zjechał w dół. Ułożył swoją głowę pomiędzy moimi nogami po czym wyręczył moją rękę swoim językiem. Chyba nie mógł zakończyć tego w lepszy sposób.
Wykończona, spełniona i szczęśliwa do granic możliwości padłam na łóżko, kładąc się na brzuchu, a na mnie padł Aomine. Leżałam nieruchomo, sparaliżowana mieszanką wszystkich odczuć i silnych emocji jakich dzisiaj doświadczyłam. Dodatkowo moje ciało w dalszym ciągu topiło się od dotyku ręki Daikiego, która nieprzerwanie muskała mnie po ramieniu i szyi.
-Sayuri, wiesz co ci powiem?-Zaczął nagle, pochylając się nad moim uchem.- Pierwszy raz jestem tak zabujany.... nawet taki skurwiel jak ja nie miał by odwagi zrobić tego co ty dzisiaj na dworcu... jak byś tylko widziała wtedy miny ludzi... ale wiem że i tak pewnie miałaś to w dupie... hah... szczerze to... myślałem ze poryczę się ze szczęścia jak szedłem wtedy do ciebie...-Wyznał.
-C-cicho, Daiki... nic już nie mów, ok...?-Przerwałam mu gdyż poczułam jak w moich oczach gromadzą się łzy. ~Nie, nie będziesz się mazać Sayuri!~ Zmrużyłam powieki, zatrzepotałam rzęsami i jakoś pozbyłam się tego słonego płynu, lecz niestety jedna malutka kropelka zdążyła wydostać się na zewnątrz i spłynąć mi po policzku.
-Spokojnie, Sayu... przede mną nie musisz tego ukrywać...-Daiki pobłądził dłonią po mojej twarzy, ocierając tą niefortunną łezkę ogromnego szczęścia.
-To tylko pot, idioto! Gorąco mi przez ciebie...-W dalszym ciągu się broniłam.
-Poważnie...? Haha, jeśli tak, to mi też teraz cholernie pocą się oczy...-Powiedział złamanym głosem Aomine i wtulił się w moje plecy na których po chwili poczułam lekką wilgoć.
-Haha, no to w takim razie po poćmy się razem...
-Umm Daiki.... chyba nie będziemy tego robić w drzwiach wejściowych... -Pisnęłam po chwili.
-Taa... racja, łóżko zdecydowanie wygodniejsze... - Przyznał chłopak biorąc mnie na ręce i sprawnie transportując do sypialni. Uklęknęłam na łóżku i rzuciłam Aomine lubieżne spojrzenie. Jak ja nie miałam na sobie już kompletnie nic, tak on naubierany był od stóp do głów.
-To co kochanie, striptiz specjalnie dla mnie? -Rzuciłam propozycję nie spuszczając wzroku z Granatowowłosego.
-A pomożesz mi? -Spytał, zrzucając z siebie kurtkę.
-Z przyjemnością. -Przytaknęłam a następnie wstałam i poczęłam rozpinać mu koszulę. Po niedługiej chwili moim oczom ukazał się jego pięknie umięśniony tors na którym jadąc począwszy od góry a kończąc przy zapięciu jego spodni zostawiałam ponętne, mokre pocałunki. W końcu bez zbędnych ceregieli pozbyłam się kolejno jego dolnych części garderoby. Wówczas odsunęłam się w tył i spaliłam buraka mierząc wzrokiem męskość Aomine. ~SERIO MA TAKIEGO DUŻEGO?~ Zapytałam samej siebie w myślach. ~Jakoś wcześniej tego nie zauważyłam...~ Przyłożyłam palec wskazujący do ust i poczułam że od samego patrzenia robi mi się mokro. Wtedy jakaś siła targnęła mną żeby zrobić mu przyjemność ustami. Polizałam czubek jego członka a potem próbowałam wziąć go całego lecz miałam z tym lekki problem gdyż przyrodzenie Daikiego zdecydowanie nie należy do najmniejszych a już w szczególności do najkrótszych. Co chwile z dołu spoglądałam na jego twarz na której malował się obraz rozkoszy. Jeszcze bardziej mnie to nakręciło i w związku z tym, przyśpieszyłam nieco tempo moich pieszczot. Jednakże w pewnej chwili Granatowowłosy odepchnął mnie od siebie przewracając na plecy po czym bez uprzedzenia gwałtownie we mnie wszedł. Wydałam z siebie cichy jęk, a on żeby go zagłuszyć, wpił się zachłannie w moje usta.
-S-sayuri... czemu tak długo mnie okłamywałaś...? -Zapytał Daiki, posuwając mnie coraz szybciej i wchodząc jeszcze głębiej przez co w pewnym momencie poczułam lekki ból.
-A-ah... Cz-czy to teraz ważne? kocham Cię i koniec...! -Odpowiedziałam i w odwdzięce wbiłam mocno paznokcie w jego plecy.
-Uhh... fakt... chuj z tym, też Cię kocham. -Wyznał i podniósł się, stając przy mnie na kolanach. -Ale ałł..! Nie musisz tak drapać...-Syknął, jedną ręką przytrzymał moją nogę a następnie uniósł ją ku górze.
-Wybacz...-Burknęłam, przyglądając się swoim palcom na których widniały ślady krwi.
-Hah... wierzę że to z miłości... -Rzekł ironicznie, wędrując dłonią na moje piersi, które zaczął zmysłowo i frenetycznie masować. Jego niepohamowane ruchy z każdą chwilą robiły się jeszcze bardziej porywcze i zachłanne że wprowadzał mnie w stan istnego szaleństwa i obłędu. Momentami sama nie wiedziałam, czy się unoszę czy spadam, tonąc gdzieś głęboko w tym nieskończonym oceanie przyjemności. Nie jestem w stanie wyrazić słowami tego uczucia. Jeszcze nigdy w życiu nie było mi tak dobrze jak wtedy. Nawet wzięcie na raz wszystkich narkotyków i innych środków odurzających jakie istnieją na całym świecie, nie doprowadziłyby mnie do takiego stanu do jakiego doprowadzał mnie Aomine.
Przekręciłam głowę w bok, zacisnęłam powieki, przygryzałam wargi co by przypadkiem nie zacząć wrzeszczeć. Mój oddech przyśpieszał a palce wbijałam w kołdrę, cudem nie rozrywając jej na strzępy. Wsłuchiwałam się we wzdechy Aomine, które sprawiały że sama z czasem zaczęłam przenikliwie i donośnie jęczeć. Robił to dzisiaj wyjątkowo mocno i boleśnie, tak jakby chciał wyrazić jak silne są jego uczucia względem mnie. Ja doskonale to wiedziałam i postanowiłam pomóc mu "zejść na ziemię." Złapałam jego rękę którą cały czas tłamsił mój obolały biust i powoli podniosłam się do góry.
-Daiki, puść...- Sapnęłam, wskazując na to by przestał trzymać moją nogę.
-Co się dzieje Sayuri?- Zapytał lekko zaskoczony i posłusznie wykonał moje polecenie. Ja przysunęłam się w głąb łóżka, z rozłożonymi nogami oparłam o ścianę i wyciągnęłam dłoń do Granatowowłosego.
-Chodź... -Wymruczałam. Ten bez słowa zaczął przybliżać się do mnie a ja by usprawnić jego ruchy pociągnęłam go za nadgarstek. Kiedy już znajdował się na przeciwko mnie położyłam dłonie na jego policzkach i spojrzałam mu prosto w oczy.
-Daiki wybaczysz mi...?
-O czym ty mówisz? Już wszystko mi wynagrodziłaś aż za nadto...
- Kocham Cię...-Wyszeptałam, po czym usiadłam na Aomine, objęłam go nogami wokół pasa i mocno się w niego wtuliłam.
- Też Cię kocham i będę Ci to powtarzał w nieskończoność... -Odpowiedział, otoczył mnie ramionami i ponownie zanurzył we mnie swoją męskość. Pod wpływem coraz to gwałtowniejszych ruchów zamaszyście wygięłam się do tyłu zaplatając mocno dłonie na karku Daikiego. On korzystając z ułatwionego dostępu do moich piersi, rozpoczął od muskania ustami obojczyka a skończył na pieszczotach językiem który ponętnie owijał wokół moich nabrzmiałych sutków.
-Kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię...!-Powtarzałam w kółko aż w końcu ten wyrazowy ciąg zmienił się w cichy jęk rozkoszy. Daiki w odpowiedzi zaszemrał coś do mnie ale puściłam to mimo uszu gdyż skoncentrowana byłam jedynie na tych paraliżujących doznaniach o które mnie przyprawiał. Teraz już tylko pragnęliśmy jednego. W pewnym momencie Aomine zaprzestał pieszczot, jego ruchy zwolniły a głowę lekko odgiął ku tyłowi. Wyprostowałam się wówczas ażeby móc spojrzeć na jego oblicze. Był to chyba najbardziej charyzmatyczny, zmysłowy i rozpalający widok jaki widziałam w moim dotychczasowym życiu. Jego twarz była pokryta lekkim rumieńcem, usta miały charakterystyczny grymas nadchodzącego spełnienia, a na skórze lśniły kropelki potu. Grzbietem dłoni delikatnie musnęłam jego rozpalony policzek. Po raz kolejny dzisiejszego dnia popadłam w jakiś przekurewski trans. Wcześniej zawsze, od początku do końca miałam zamknięte oczy jak to robiliśmy. Nigdy nie widziałam, jak wygląda Daiki, kiedy dochodzi. Teraz uświadomiłam sobie, że robiłam to celowo, gdyż widok ten jeszcze bardziej spotęgował moje uczucie w stosunku do niego. Nagle poczułam, jak od środka wypełnia mnie niewyobrażalne ciepło, a Aomine westchnął głęboko, wyrażając swoje zaspokojenie. Ja niestety jeszcze nie doszłam więc żeby nie męczyć już Granatowowłosego, postanowiłam pomóc sobie samodzielnie. Kiedy tylko on się otrząsnął i zauważył to, w oka mgnieniu odłączył się od mojego ciała a następnie popchnął mnie tak, bym oparła plecy o ścianę i zjechał w dół. Ułożył swoją głowę pomiędzy moimi nogami po czym wyręczył moją rękę swoim językiem. Chyba nie mógł zakończyć tego w lepszy sposób.
Wykończona, spełniona i szczęśliwa do granic możliwości padłam na łóżko, kładąc się na brzuchu, a na mnie padł Aomine. Leżałam nieruchomo, sparaliżowana mieszanką wszystkich odczuć i silnych emocji jakich dzisiaj doświadczyłam. Dodatkowo moje ciało w dalszym ciągu topiło się od dotyku ręki Daikiego, która nieprzerwanie muskała mnie po ramieniu i szyi.
-Sayuri, wiesz co ci powiem?-Zaczął nagle, pochylając się nad moim uchem.- Pierwszy raz jestem tak zabujany.... nawet taki skurwiel jak ja nie miał by odwagi zrobić tego co ty dzisiaj na dworcu... jak byś tylko widziała wtedy miny ludzi... ale wiem że i tak pewnie miałaś to w dupie... hah... szczerze to... myślałem ze poryczę się ze szczęścia jak szedłem wtedy do ciebie...-Wyznał.
-C-cicho, Daiki... nic już nie mów, ok...?-Przerwałam mu gdyż poczułam jak w moich oczach gromadzą się łzy. ~Nie, nie będziesz się mazać Sayuri!~ Zmrużyłam powieki, zatrzepotałam rzęsami i jakoś pozbyłam się tego słonego płynu, lecz niestety jedna malutka kropelka zdążyła wydostać się na zewnątrz i spłynąć mi po policzku.
-Spokojnie, Sayu... przede mną nie musisz tego ukrywać...-Daiki pobłądził dłonią po mojej twarzy, ocierając tą niefortunną łezkę ogromnego szczęścia.
-To tylko pot, idioto! Gorąco mi przez ciebie...-W dalszym ciągu się broniłam.
-Poważnie...? Haha, jeśli tak, to mi też teraz cholernie pocą się oczy...-Powiedział złamanym głosem Aomine i wtulił się w moje plecy na których po chwili poczułam lekką wilgoć.
-Haha, no to w takim razie po poćmy się razem...
sobota, 7 listopada 2015
Chapter 15
Był późny wieczór, a może noc. Nie wiem. W około panowała dość specyficzna i dziwna na swój sposób atmosfera w której jednak oboje czuliśmy się wspaniale. Zarysy naszych nagich, wciąż rozpalonych ciał oświetlały jedynie słabe światła od ekranu telewizora oraz wciśnięta w kąt lampka nocna. Leżałam na brzuchu zaplątana w niedbale rozwaloną po całym łóżku kołdrę, na mnie leżał Aomine, jedną ręką gładząc mi włosy zaś drugą strzepując popiół z papierosa. Co jakiś czas szeptał mi do uszu przeróżne rzeczy, które byłam w stanie zrozumieć tylko połowicznie gdyż jego hipnotyzujący głos przyprawiał mnie o dreszcze. Tak samo nie mam pojęcia ile tak leżeliśmy, która była godzina a nawet z tej całej euforii i ekstazy zapominałam jak się nazywam. Nie, nie przesadzam. W pewnej chwili usłyszeliśmy znany nam już dźwięk trzepotu kluczy i przeskoczenia zamka. Nie drgnęłam choćby na milimetr.
-Witamy. -Rzuciłam sarkastycznie powitanie mojej matce kiedy jak to zwykle wkroczyła do mojego pokoju bez pytania.
-NA LITOŚĆ BOSKĄ I WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH, CZY TOBIE JUŻ DO KOŃCA MÓZG ODEBRAŁO?!!?!?!?!?!?!?!??!?!?!?!?!?!??! CO TY SOBIE KURWA WYOBRAŻASZ GÓWNIARO?!?!?!?!??!?!!??!?!?! TAK NIE DAWNO ROZMAWIAŁYŚMY O TYM A TY CO WYPRAWIASZ?!?!?!?!??!?! CIEBIE TEŻ TO DOTYCZY AOMINE!!!!!!!!! Aż mi się słabo zrobiło w tym momencie...
-Taa... ale przecież czy robimy coś złego? -Wymamrotałam, przewracając oczami.
-A MYŚLISZ ŻE DZIECI SKĄD SIĘ BIORĄ?!!! Z PĄCZKOWANIA?!?!?!?!? -Moja rodzicielka dalej drążyła temat, na co my tylko parsknęliśmy cichym śmiechem.
-Nie, dlatego wymyślili coś takiego jak gumki i inne przyrządy? -Zapytałam idiotycznie po czym znów oboje zaśmialiśmy się, tym razem ton głośniej.
-NIE MAM DO CIEBIE CIERPLIWOŚCI, DZIEWUCHO!!! Poza tym, z nikim NIGDY NIE MIAŁAŚ BYĆ, WIĘC CO TAK NAGLE ZMIENIŁAŚ ZDANIE, CO?!?!?!?!?!?!?
-Wiesz dlaczego nigdy się z nikim nie wiązałam? -Spytałam, łapiąc mocno dłoń Aomine. -Bo całe życie czekałam właśnie na niego.
-BRAK MI SŁÓW, RÓB SOBIE CO CHCESZ, ALE JA TWOJEGO DZIECKA WYCHOWYWAĆ NIE BĘDĘ, ZAPAMIĘTAJ TO SOBIE!!!!!!!!!!!! -Wykrzyczała co miała wykrzyczeć i finalnie wyszła z trzaskiem drzwi z pomieszczenia.
-Hah, chociaż swoją drogą to mielibyśmy piękne dzieci... -Rzekł Daiki pod nosem.
-Przestań! Potrzebne mi jakieś pieprzone bachory... Ech, z resztą już mam jednego dorosłego...
***
Piękny poranek, w zasadzie można uznać że późne przedpołudnie. Na zewnątrz słońce świeciło dziś wyjątkowo jasnym światłem, a jego pojedynczy promyk jakimś kurewskim sposobem przedostał się przez szczelinę w zasłonie i wylądował centralnie na mojej śpiącej gębie. Ten mocny niczym sześćset sześćdziesiąt sześć milionów latarni ulicznych blask, tak prześwitywał mi przez powieki że ostatecznie zmuszona byłam opuścić krainę pozbawionych głębszego sensu marzeń sennych i wrócić na jawę. Otworzyłam oczy i ziewnęłam tak donośnie, jakbym chciała przywitać się z całym asortymentem meblowym w moim mieszkaniu. Zapragnęłam wstać, więc w związku z tym ostrożnie i bardzo powoli uwolniłam się z ramion Aomine, który spał jak po zażyciu potężnej ilości środków nasennych. Po długich a ciężkich, koniec końców postawiłam stopę na podłodze. A że byłam odziana jedynie we własną skórę, rozejrzałam się dookoła w celu znalezienia jakiejkolwiek części garderoby. Kątem oka dostrzegłam jedynie koszulę Granatowowłosego więc bez większego zastanowienia zarzuciłam ją na siebie co by zbytnim negliżem nie demoralizować mojej matki, a następnie cichutko i na paluszkach pomknęłam do łazienki ażeby ogarnąć nieco swoją aparycję, gdyż włosy na głowie stały mi tak, jak zeszłej nocy stała pała mojemu opalonemu idiocie. Jak zazwyczaj doprowadzanie się do stanu społecznej używalności zajmowało mi dwie godziny, osiemnaście minut i sześćdziesiąt dziewięć sekund, tak dziś zrobiłam to w tempie ultra ekspresowym a powodem tego pośpiechu było nic innego jak tylko nieposkromiona chęć przyjrzenia się pogrążonemu we śnie Daikiemu. Po stosunkowo nie długiej chwilce wróciłam do mojego pokoju, tak samo cicho jak z niego wyszłam. Jednym ślizgiem podeszłam do łóżka i podpierając się na przedramionach, uklęknęłam na przeciwko facjatki Aomine. On był obrócony przodem do mnie, łepetynę ułożoną miał na swojej ręce a jego usta były lekko rozwarte. Wyglądał tak niewinnie i bezbronnie że musiałam zatkać sobie gębę, żeby nie wybuchnąć śmiechem. ~Chyba zaraz pierdolne, hahaha! Co za widok! Wygląda tak słodko, że miałabym ochotę go pokroić na kawałeczki i wsunąć na śniadanie!~ Sama ze sobą zrywałam boki w myślach. Jednak spoważniałam nieco, przyglądając się mu dłużej. Z czasem moja dłoń ''sama z siebie'' wylądowała na buźce Granatowowłosego i poczęła gładzić go po skórze. Głaskałam go subtelnie, zaczynając od skroni, przez policzek do podbródka i tak w kółko, powtarzając całą serię. W pewnej chwili powieki chłopaka zaczęły lekko drżeć i podnosić się do góry. Finalnie otworzył oczy i potraktował mnie zaspanym spojrzeniem. Długo nie mogłam oderwać się od podziwiania piękności jego szafirowych oczu, gdyż ich blask sprawiał że za każdym razem popadałam w głęboką hipnozę. Ujęłam jego twarz w dłonie po czym obdarowałam go pełnym czułości pocałunkiem.
-No siema...! -Rzuciłam na powitanie na co on tylko odpowiedział błogim uśmiechem, podniósł się do pozycji siedzącej i pociągnąwszy mnie za ramiona zmusił , żebym usiadła na nim okrakiem. Następnie zaplótł swoje ręce na moim karku i takim oto sposobem przyciągnął do siebie.
-No cześć kochanie, zrobisz mi loda na śniadanie ?-Zapytał, mierząc mnie frywolnym wzrokiem i położył mi dłoń na policzku.
-Pff, no zwal se kurwa...-Burknęłam i odepchnęłam go od siebie. -Jeszcze ci mało po wczorajszym?
-Dobrych lodzików od ciebie nigdy nie za wiele... A tak serio, zrobisz mi śniadanie ?
-A co, sam nie umiesz sobie zrobić?
-Wiesz, jak rozdawali ręce i nogi ja stałem w kolejce po zajebistość. -Przyznał nonszalancko.
-No chyba na pale stałeś skoro nie miałeś nóg... -Powiedziałam, przez co w efekcie zaśmialiśmy się donośnie. -To teraz idź tak samo jak wtedy stałeś i kup łaskawie coś dobrego, bo pewnie lodówka żarciem nie grzeszy.
-Ale nie mogę iść bo a) siedzisz na mnie b) nie mam się w co ubrać bo masz na sobie moją koszulę, c) nie chce mi się...-Wymamrotał olewającym tonem na co ja podniosłam się na równe nogi.
-To nie marudź albo rusz ten opalony tyłek do cholery!-Warknęłam, zaczynając ściągać z siebie jego ubranie.
-Tyłka akurat nie opalam...-Bąknął, ociężałymi ruchami wstając z łóżka.
-Trzymaj.- Cisnęłam w niego koszulą po czym odwróciłam się do niego tyłem udając focha z przytupem. Po chwili dostałam gęsiej skórki bo temperatura panująca wówczas w pomieszczeniu nie należała do najcieplejszych. Opatuliłam więc swoje ciało rękami i skierowałam w stronę szafy po coś do narzucenia.
-Hej , a co ty się tak trzęsiesz?
-To chyba normalne że mi zimno jak stoję nago, debilu. -Ledwo co zdążyłam ściągnąć bluzę z wieszaka aż nagle poczułam na sobie wszechogarniające ciepło.
-Teraz już lepiej? -Daiki zaszedł mnie od tyłu i mocno objął.
-Zdecydowanie... ale puść, bo muszę się ubrać...
-Nie pogardziłbym jak byś została tak jak jesteś..
-Taa... lecę... Dobra weź już nie pierdol i idź do tego sklepu bo się głodna robię.
***
Ostatecznie udało mi się pozbyć Granatowowłosego i w końcu mogłam chociaż na chwilę odetchnąć z ulgą. Mimo wszystko, dawno nie miałam tak zajebiście udanego "poranka". Jak już wszyscy dobrze wiecie, do tej pory moje początki dnia jeden za drugim wyglądały tak samo. Wstawałam z łóżka z myślą przewodnią pt. "Nie myśl o tym dupku Daikim." Tymczasem, dziś nie musiałam już o nim myśleć bo przecież mam go przy sobie. Dobrze Sayuri, tyle o Tobie. Wracamy do głównych wydarzeń.
Nie miałam pojęcia, gdzie ten kretyn polazł po ten pieprzony prowiant, ale minęło już zdecydowanie za dużo czasu, odkąd wyszedł. Już pomału zaczęłam myśleć iż po drodze go jakiś chuj bezpowrotny zastrzelił czy coś podobnego, lecz wkrótce sprawa się wyjaśniła, gdyż wrócił z ogromną, świeżutką i pachnącą na całe osiedle pizzą. Wiem że to bardzo niezdrowa wersja jak na najważniejszy posiłek dnia i raczej nie radziłabym brać z nas przykładu. Po konsumpcji, Aomine stwierdzając że ma dziś wolną chatę, zaproponował byśmy resztę dnia spędzili u niego. Przystanęłam na tą propozycję, bo szczerze powiedziawszy bardzo rzadko miałam okazję zaszczycać swoją szanowną obecnością jego skromne progi. Krótko mówiąc, nie pozostało nam już nic innego jak tylko zebrać swoje manatki i zostawić moją chałupę daleko w tyle.
***
Jordany na nogach, amerykański hip hop w słuchawkach, uśmiechy na gębach, Uwaga: Sayuri, Daiki w pełnej gotowości bojowej by pokazać się światu. O cholera, za pięć minut odjeżdża nam autobus a do przystanku spory kawałek. A więc szybko, na miejsca, gotowi, start! Wylecieliśmy z mojego domu niczym torpeda a ja złapałam Ao za rękę aby mnie z lekka wspomógł w tym szalonym pościgu, bo w końcu to on a nie nikt inny umie biegać jak dzika, nieujarzmiona bestia. A tak między nami... nie tylko w bieganiu jest potworem.
-Witamy. -Rzuciłam sarkastycznie powitanie mojej matce kiedy jak to zwykle wkroczyła do mojego pokoju bez pytania.
-NA LITOŚĆ BOSKĄ I WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH, CZY TOBIE JUŻ DO KOŃCA MÓZG ODEBRAŁO?!!?!?!?!?!?!?!??!?!?!?!?!?!??! CO TY SOBIE KURWA WYOBRAŻASZ GÓWNIARO?!?!?!?!??!?!!??!?!?! TAK NIE DAWNO ROZMAWIAŁYŚMY O TYM A TY CO WYPRAWIASZ?!?!?!?!??!?! CIEBIE TEŻ TO DOTYCZY AOMINE!!!!!!!!! Aż mi się słabo zrobiło w tym momencie...
-Taa... ale przecież czy robimy coś złego? -Wymamrotałam, przewracając oczami.
-A MYŚLISZ ŻE DZIECI SKĄD SIĘ BIORĄ?!!! Z PĄCZKOWANIA?!?!?!?!? -Moja rodzicielka dalej drążyła temat, na co my tylko parsknęliśmy cichym śmiechem.
-Nie, dlatego wymyślili coś takiego jak gumki i inne przyrządy? -Zapytałam idiotycznie po czym znów oboje zaśmialiśmy się, tym razem ton głośniej.
-NIE MAM DO CIEBIE CIERPLIWOŚCI, DZIEWUCHO!!! Poza tym, z nikim NIGDY NIE MIAŁAŚ BYĆ, WIĘC CO TAK NAGLE ZMIENIŁAŚ ZDANIE, CO?!?!?!?!?!?!?
-Wiesz dlaczego nigdy się z nikim nie wiązałam? -Spytałam, łapiąc mocno dłoń Aomine. -Bo całe życie czekałam właśnie na niego.
-BRAK MI SŁÓW, RÓB SOBIE CO CHCESZ, ALE JA TWOJEGO DZIECKA WYCHOWYWAĆ NIE BĘDĘ, ZAPAMIĘTAJ TO SOBIE!!!!!!!!!!!! -Wykrzyczała co miała wykrzyczeć i finalnie wyszła z trzaskiem drzwi z pomieszczenia.
-Hah, chociaż swoją drogą to mielibyśmy piękne dzieci... -Rzekł Daiki pod nosem.
-Przestań! Potrzebne mi jakieś pieprzone bachory... Ech, z resztą już mam jednego dorosłego...
***
Piękny poranek, w zasadzie można uznać że późne przedpołudnie. Na zewnątrz słońce świeciło dziś wyjątkowo jasnym światłem, a jego pojedynczy promyk jakimś kurewskim sposobem przedostał się przez szczelinę w zasłonie i wylądował centralnie na mojej śpiącej gębie. Ten mocny niczym sześćset sześćdziesiąt sześć milionów latarni ulicznych blask, tak prześwitywał mi przez powieki że ostatecznie zmuszona byłam opuścić krainę pozbawionych głębszego sensu marzeń sennych i wrócić na jawę. Otworzyłam oczy i ziewnęłam tak donośnie, jakbym chciała przywitać się z całym asortymentem meblowym w moim mieszkaniu. Zapragnęłam wstać, więc w związku z tym ostrożnie i bardzo powoli uwolniłam się z ramion Aomine, który spał jak po zażyciu potężnej ilości środków nasennych. Po długich a ciężkich, koniec końców postawiłam stopę na podłodze. A że byłam odziana jedynie we własną skórę, rozejrzałam się dookoła w celu znalezienia jakiejkolwiek części garderoby. Kątem oka dostrzegłam jedynie koszulę Granatowowłosego więc bez większego zastanowienia zarzuciłam ją na siebie co by zbytnim negliżem nie demoralizować mojej matki, a następnie cichutko i na paluszkach pomknęłam do łazienki ażeby ogarnąć nieco swoją aparycję, gdyż włosy na głowie stały mi tak, jak zeszłej nocy stała pała mojemu opalonemu idiocie. Jak zazwyczaj doprowadzanie się do stanu społecznej używalności zajmowało mi dwie godziny, osiemnaście minut i sześćdziesiąt dziewięć sekund, tak dziś zrobiłam to w tempie ultra ekspresowym a powodem tego pośpiechu było nic innego jak tylko nieposkromiona chęć przyjrzenia się pogrążonemu we śnie Daikiemu. Po stosunkowo nie długiej chwilce wróciłam do mojego pokoju, tak samo cicho jak z niego wyszłam. Jednym ślizgiem podeszłam do łóżka i podpierając się na przedramionach, uklęknęłam na przeciwko facjatki Aomine. On był obrócony przodem do mnie, łepetynę ułożoną miał na swojej ręce a jego usta były lekko rozwarte. Wyglądał tak niewinnie i bezbronnie że musiałam zatkać sobie gębę, żeby nie wybuchnąć śmiechem. ~Chyba zaraz pierdolne, hahaha! Co za widok! Wygląda tak słodko, że miałabym ochotę go pokroić na kawałeczki i wsunąć na śniadanie!~ Sama ze sobą zrywałam boki w myślach. Jednak spoważniałam nieco, przyglądając się mu dłużej. Z czasem moja dłoń ''sama z siebie'' wylądowała na buźce Granatowowłosego i poczęła gładzić go po skórze. Głaskałam go subtelnie, zaczynając od skroni, przez policzek do podbródka i tak w kółko, powtarzając całą serię. W pewnej chwili powieki chłopaka zaczęły lekko drżeć i podnosić się do góry. Finalnie otworzył oczy i potraktował mnie zaspanym spojrzeniem. Długo nie mogłam oderwać się od podziwiania piękności jego szafirowych oczu, gdyż ich blask sprawiał że za każdym razem popadałam w głęboką hipnozę. Ujęłam jego twarz w dłonie po czym obdarowałam go pełnym czułości pocałunkiem.
-No siema...! -Rzuciłam na powitanie na co on tylko odpowiedział błogim uśmiechem, podniósł się do pozycji siedzącej i pociągnąwszy mnie za ramiona zmusił , żebym usiadła na nim okrakiem. Następnie zaplótł swoje ręce na moim karku i takim oto sposobem przyciągnął do siebie.
-No cześć kochanie, zrobisz mi loda na śniadanie ?-Zapytał, mierząc mnie frywolnym wzrokiem i położył mi dłoń na policzku.
-Pff, no zwal se kurwa...-Burknęłam i odepchnęłam go od siebie. -Jeszcze ci mało po wczorajszym?
-Dobrych lodzików od ciebie nigdy nie za wiele... A tak serio, zrobisz mi śniadanie ?
-A co, sam nie umiesz sobie zrobić?
-Wiesz, jak rozdawali ręce i nogi ja stałem w kolejce po zajebistość. -Przyznał nonszalancko.
-No chyba na pale stałeś skoro nie miałeś nóg... -Powiedziałam, przez co w efekcie zaśmialiśmy się donośnie. -To teraz idź tak samo jak wtedy stałeś i kup łaskawie coś dobrego, bo pewnie lodówka żarciem nie grzeszy.
-Ale nie mogę iść bo a) siedzisz na mnie b) nie mam się w co ubrać bo masz na sobie moją koszulę, c) nie chce mi się...-Wymamrotał olewającym tonem na co ja podniosłam się na równe nogi.
-To nie marudź albo rusz ten opalony tyłek do cholery!-Warknęłam, zaczynając ściągać z siebie jego ubranie.
-Tyłka akurat nie opalam...-Bąknął, ociężałymi ruchami wstając z łóżka.
-Trzymaj.- Cisnęłam w niego koszulą po czym odwróciłam się do niego tyłem udając focha z przytupem. Po chwili dostałam gęsiej skórki bo temperatura panująca wówczas w pomieszczeniu nie należała do najcieplejszych. Opatuliłam więc swoje ciało rękami i skierowałam w stronę szafy po coś do narzucenia.
-Hej , a co ty się tak trzęsiesz?
-To chyba normalne że mi zimno jak stoję nago, debilu. -Ledwo co zdążyłam ściągnąć bluzę z wieszaka aż nagle poczułam na sobie wszechogarniające ciepło.
-Teraz już lepiej? -Daiki zaszedł mnie od tyłu i mocno objął.
-Zdecydowanie... ale puść, bo muszę się ubrać...
-Nie pogardziłbym jak byś została tak jak jesteś..
-Taa... lecę... Dobra weź już nie pierdol i idź do tego sklepu bo się głodna robię.
***
Ostatecznie udało mi się pozbyć Granatowowłosego i w końcu mogłam chociaż na chwilę odetchnąć z ulgą. Mimo wszystko, dawno nie miałam tak zajebiście udanego "poranka". Jak już wszyscy dobrze wiecie, do tej pory moje początki dnia jeden za drugim wyglądały tak samo. Wstawałam z łóżka z myślą przewodnią pt. "Nie myśl o tym dupku Daikim." Tymczasem, dziś nie musiałam już o nim myśleć bo przecież mam go przy sobie. Dobrze Sayuri, tyle o Tobie. Wracamy do głównych wydarzeń.
Nie miałam pojęcia, gdzie ten kretyn polazł po ten pieprzony prowiant, ale minęło już zdecydowanie za dużo czasu, odkąd wyszedł. Już pomału zaczęłam myśleć iż po drodze go jakiś chuj bezpowrotny zastrzelił czy coś podobnego, lecz wkrótce sprawa się wyjaśniła, gdyż wrócił z ogromną, świeżutką i pachnącą na całe osiedle pizzą. Wiem że to bardzo niezdrowa wersja jak na najważniejszy posiłek dnia i raczej nie radziłabym brać z nas przykładu. Po konsumpcji, Aomine stwierdzając że ma dziś wolną chatę, zaproponował byśmy resztę dnia spędzili u niego. Przystanęłam na tą propozycję, bo szczerze powiedziawszy bardzo rzadko miałam okazję zaszczycać swoją szanowną obecnością jego skromne progi. Krótko mówiąc, nie pozostało nam już nic innego jak tylko zebrać swoje manatki i zostawić moją chałupę daleko w tyle.
***
Jordany na nogach, amerykański hip hop w słuchawkach, uśmiechy na gębach, Uwaga: Sayuri, Daiki w pełnej gotowości bojowej by pokazać się światu. O cholera, za pięć minut odjeżdża nam autobus a do przystanku spory kawałek. A więc szybko, na miejsca, gotowi, start! Wylecieliśmy z mojego domu niczym torpeda a ja złapałam Ao za rękę aby mnie z lekka wspomógł w tym szalonym pościgu, bo w końcu to on a nie nikt inny umie biegać jak dzika, nieujarzmiona bestia. A tak między nami... nie tylko w bieganiu jest potworem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




