***
-Ała!-Syknęłam kiedy poczułam jak coś miażdży mi nogę.
-Hę? Halo, kto tam jest?-Usłyszałam znajomy głos i już wiedziałam że znalazłam się w poważnych tarapatach.
-Yuuki, cicho, to tylko ja...-Przyznałam z pokorą.
-No nie wierzę! Jednak miałam rację!
-Zamknij się idiotko, przyszłam tylko po to by podpatrzeć ich strategię do naszego następnego meczu.
-Tylko winni się tłumaczą, Sayu-chan. Dobrze wiem po co tu przyszłaś.
-Dobra dobra niech ci świeci, ale siedź już cicho.
Na liście osób która mogła dowiedzieć się o mojej małej tajemnicy, Yuuki była przedostatnia. Teraz tylko pozostało mi czekać na najgorsze.
Dzisiejszy trening dobiegł końca. Spławiłam tą dociekliwą sukę a sama ulotniłam się z sali po cichutku jak zazwyczaj. Uszłam parę kroków, potem dwa metry i przystanęłam na moment, co by upewnić się że nikt za mną nie idzie. Droga wyglądała na czystą więc ruszyłam dalej. Po chwili jednak coś zaczęło mi nie grać, bowiem miałam wrażenie jakbym słyszała czyjeś kroki. Przyśpieszyłam i w żadnym wypadku nie miałam zamiaru odwracać się za siebie. Lecz uczucie obecności drugiej osoby pogłębiało się z każdą sekundą. Pierwsza myśl jaka przyszła mi wtedy do głowy to Aomine. I niestety miałam rację.
-Kotobashi, zaczekaj!-Zawołał z oddali Daiki.
-Czego chcesz idioto?!-Zatrzymałam się mimowolnie i odwróciłam w jego stronę.
-Chciałem ci tylko powiedzieć że nie będzie mnie jutro na treningu.-Oznajmił doganiając mnie.
-A co mnie to interesuje?!-Zapytałam zdezorientowana.
-Wiesz, nie chcę byś fatygowała się na marne...
-O co ci kurwa chodzi? bo lekko nie ogarniam.
-Nie zgrywaj się, Kotobashi. Przecież codziennie przychodzisz.-Kiedy dotarło do mnie co właśnie powiedział zaniemówiłam na moment i przeleciałam go wzrokiem pełnym przerażenia .
-A-ale skąd o tym wiesz...?!
-Czy to ważne? Zapamiętaj mała, przede mną nie uciekniesz. -Oświadczył po czym przybliżył się do mnie i zniżył na wysokość mojej facjaty. Zrobiłam krok w tył i zacisnęłam powieki. ~Błagam, tylko nie patrz mi w oczy~ Panikowałam w myślach jak gdyby przede mną nie stał człowiek a legendarny bazyliszek, który zabijał każdego swoim spojrzeniem. Jednak tym razem zrobił coś o wiele gorszego, czego w życiu bym się nie spodziewała. W pewnej chwili jego usta dotknęły moje. To sen prawda? Te bezsenne noce dały mi się we znaki a teraz śnią mi się same koszmary. Ale była czwarta po południu, staliśmy w parku obok naszego liceum a koło nas przechodzili ludzie. To zbyt realne jak na sen.
Pocałował mnie. Daiki Aomine mnie pocałował. Czy mogło by mi się przydarzyć coś gorszego? Owszem, mogło.
***
-Sayuri wszystko w porządku? Z dnia na dzień wyglądasz coraz gorzej...-Stwierdziła Yuuki patrząc na mnie z politowaniem.
-Nic nie jest w porządku.-Wywarczałam siadając na ławce. Nie powiedziałam jej o tym co się wydarzyło parę dni temu, lecz potrzeba wygadania się była coraz silniejsza.
Ta tylko obdarzyła mnie pytającym spojrzeniem i usiadła obok mnie.
-Kurwa no nie mogę ci tego powiedzieć noo...
-Gadaj, od tego jestem na tym świecie.
-Dobra bo już dłużej nie dam rady tego ukrywać.-Oznajmiłam, biorąc głęboki oddech.-Pocałował mnie. Ten idiota mnie pocałował, rozumiesz?! Nie wiem co mam teraz ze sobą zrobić cholera...
-Cooo???!!!-Yuu aż pisnęła z wrażenia.-Powinnaś się cieszyć, ja na twoim miejscu...
-Jaja sobie ze mnie robisz?
-Sayu przestań, wiesz ile dziewczyn chciało by być na twoim miejscu?
-Nie obchodzi mnie to, i w ogóle nie chce mi się z tobą gadać, zamiast mi pomagać to tylko mnie wkurwiasz. -Rzuciłam i odeszłam od niej, co było wielkim błędem.
Nie wiadomo kiedy i dlaczego niebo zachmurzyło się, ptaki ucichły a z oddali było słychać grzmoty zapowiadające dość pokaźną burzę. Nagle z góry zaczęły spadać zimne krople deszczu które po niedługim czasie zamieniły się w ulewę. Jak łatwo było się domyślić nie posiadałam parasola, nawet nie miałam się gdzie schować co w rezultacie sprawiło że zostałam zlana do suchej nitki. Do domu miałam spory kawałek więc wróciłam pod szkołę co by trochę przeschnąć. Usadowiłam swój tyłek na krawężniku po czym zaczęłam wykręcać swoje ubrania z wody. Nie ukrywam że wraz z przejściem tej kurtyny wodnej przez miasto temperatura powietrza znacznie spadła w dół. Było mi przeraźliwie zimno.
-Co to za skulona, mokra kura tutaj siedzi?- Wtem znowu przede mną pojawił się ten spalony idiota. To stawało się już nudne.
-Znowu ty? Boże, odpuść sobie w końcu...
-Chyba przyszedłem w odpowiednim momencie...-Rzekł, przykucnął na przeciwko mnie po czym ściągnął z siebie bluzę i okrył nią moje zmarznięte ciało. Nie protestowałam i przyznam bez bicia że zrobiło mi się wtedy naprawdę miło, lecz na twarzy ciągle miałam maskę focha z przytupem.
-Ale cię zlałooo...-Ao przejechał mi dłonią po twarzy, odgarniając moje kapiące kłaki z czoła.
-Jak bym nie wiedziała...-Odburknęłam speszona i otuliłam się bardziej bluzą Aomine gdyż nie mogłam przestać trząść się z zimna.
-Hej hej no czekaj, ty cała drżysz.-Przyznał Granatowowłosy po czym złapał mnie za ręce.
-Jakie zimne.
-Puszczaj...-Pisnęłam, chociaż tak naprawdę nie chciałam by to zrobił.
-Ale jak puszczę to zamarzną...-Odpowiedział takim dziwacznie słodkim tonem głosu że niemalże wywołał u mnie uśmiech. Nie wiem jakim cudem w pewnej chwili nasze spojrzenia spotkały się w jednym punkcie. No to ładnie.
-Sayuri, jesteś tutaj?-Już zaczynałam tonąć w głębi tych przepięknych granatowych tęczówek kiedy w samą porę na ratunek przyszła mi Yuu-chan. -O sory, widzę że przeszkadzam, już się zmywam.-Dodała, zauważając mnie.
-Nie, czekaj, dobrze że jesteś idę z tobą.-Wstałam szybko i ruszyłam za dziewczyną. Wtedy sama nie wiem dlaczego, po raz pierwszy w życiu oglądnęłam się za siebie. Stał i patrzył jak odchodzę, nie spuszczał ze mnie wzroku.
-Sayu halo, uważaj bo wpadniesz na słupa.-Ostrzegła mnie Yuuki, sprowadzając z powrotem na ziemię.
-Sorry, nie zauważyłam...
-Jaka ładna bluza, nie wiedziałam że gustujesz w męskich.
-Co?! Wcale nie gustuje w męskich.-Odparłam ze zdziwieniem w głosie kompletnie zapominając co wówczas miałam na sobie.
-Nie jest twoja? A może należy do Aomine, co?
-Tak należy do Aomine i odczep się już ode mnie.-Mruknęłam, czując że moja twarz zaczyna przybierać purpurowy kolor. Oczywiście nie puściła by mnie wolno gdybym jej wszystkiego nie powiedziała.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz