sobota, 22 sierpnia 2015

Chapter 2

Zaczęło się piekło. Moja egzystencja polegała teraz głównie na uciekaniu gdzie raki zimują, i spławianiu tego opalonego idioty, który nie ustępował mnie na krok. Uciekałam, a nie byłam tchórzem, wręcz przeciwnie, myślałam że jeśli dam mu do zrozumienia, że jest dla mnie niczym więcej jak tylko powietrzem, w końcu chuj go zastrzeli i da mi spokój. Jednak z każdym dniem chuj strzelał niestety mnie. Byłam zmuszona zrezygnować nawet z treningów bo ten debil przychodził regularnie co by pooglądać jak ćwiczę. Lecz pewnego dnia zagotowałam gorzej niż wulkan w stanie erupcji. Na mój telefon zaczęło przychodzić milion wiadomości o treści typu: "Co tam u ciebie mała? ", "Potrenujmy razem w kosza","Siema, jak tam dzień mija?", "Dobranoc"... itd. Zgadnijcie od kogo. Z każdym sygnałem esemesa miałam ochotę doszczętnie  zniszczyć mój telefon, choć opamiętywałam się dość szybko, zdając sobie sprawę że to i tak nic nie da, oprócz wielkich strat materialnych. Skąd miał mój numer? Wiedziałam to od razu. Otóż menadżerką męskiego klubu koszykówki  była panna Satsuki Momoi, mająca dostęp do wszystkich informacji o każdej osobie żyjącej na tej ziemii. Wiem, może trochę przesadzam, ale nienawidziłam tej Różowowłosej pindy. Co gorsza, znali się z Daikim od dzieciństwa, więc nie miał najmniejszego problemu, by dowiedzieć się o szczegółach całego mojego życia. Nie wspominam już nawet że Taiga rozchorował się na całego a jego rekonwalescencja była przewidziana na miesiąc czasu. Chyba lepiej być nie mogło. 
Mijał dzień za dniem a ja zaczęłam przyzwyczajać się do takiego trybu życia. Nie reagowałam na jego zaczepki, wyłączałam telefon, zajmowałam się swoimi sprawami. Jednakże nadszedł dzień w którym zaczęłam zmieniać swój sposób myślenia o Aomine. 
***
-Sayuri, no błagam cię, chodź ze mną, muszę go zobaczyć, nooo!
-Mogę iść z tobą wszędzie, ale na pewno nie pójdę na ich trening.
Od dobrych paru godzin wykłócałam się z moją przyjaciółką Yuuki, która szalała na punkcie Shoichiego Imayoshi, kapitana męskiej drużyny koszykówki.  
-Ale sama tam nie pójdę, proszęęęę cięęęę!
-Powiedziałam NIE. -Nie było mowy bym tam poszła. Przecież to wiązało by się z celowym spotkaniem mojego największego koszmaru.
-Bo powiem Aomine, że ci się podoba. -Osz ta pizda. Wiedziała jak uderzyć w mój czuły punkt. Ale przecież to i tak nie prawda. No... może trochę nie prawda.
-NIE!-Warknęłam na cały korytarz. 
-O, masz szczęście, właśnie tu idzie.-Zaśmiała się złowrogo, gdyż wiedziała że jestem przegrana. 
-Przecież on mi się nie podoba, ani trochę! 
-Jaaasnee, a ten kolor na policzkach to co? 
-Nałożyłam po prostu za dużo różu, i jak tu idzie to spierdalamy i to szybko.-Spojrzałam wgłąb korytarza, ujrzałam sylwetkę mojego prześladowcy i już chciałam ruszać do ucieczki kiedy Yuuki powstrzymała mnie, łapiąc za ubranie. 
-Chwila, chwila moja droga. To idziesz ze mną czy nie? 
-Nigdzie z tobą nie pójdę. -Wyrwałam się i zaczęłam iść przed siebie. 
-Aomine!-Zawołała do niego, machając ręką. 
-Dobra pójdę z tobą, ale kurwa mamy się teraz stąd zwinąć z prędkością światła!-Wykrzyczałam spanikowana, porwałam Yu-chan i takim oto sposobem spierdoliłyśmy na drugi koniec szkoły. 
-Uff, mało brakowało...-Odetchnęłam z ulgą, ocierając pot z czoła. 
-Do czego, hm? Do tego by się dowiedział o twojej skrytej sympatii? 
-NIE, do tego by znowu mnie zaatakował, debilko. 
-Niech ci świeci, ale wiesz kochana że przede mną niczego nie ukryjesz. 
Co za laska. Od zawsze była dla mnie jak rodzona siostra i znała moje reakcje bodźce zewnętrzne lepiej niż ja sama. Właśnie to najbardziej mnie w niej wkurzało. 
Wybiła 16. Obie zmierzałyśmy na sale gimnastyczną bo właśnie chłopcy rozpoczynali trening. Przez całą drogę modliłam się o to by wybuchła bomba ukryta w fundamentach naszej szkoły, meteoryt spadł na nasze liceum albo stało się cokolwiek bylebym tylko nie musiała się tam pojawić. Z tego co się dowiedziałam, Daiki na całe szczęście ma w zwyczaju przychodzić spóźniony minimum 10 minut , a 10 minut to wystarczająco bym zdążyła zakamuflować się w odpowiedniej skrytce. Nie mam granatowego pojęcia po jaką cholerę Yuuki mnie ze sobą ściągała bowiem siedziała w transie zafascynowana panem kapitanem, a o moim istnieniu kompletnie zapomniała. Ja natomiast usadowiona byłam na betonie, pod krzesłami i zasłonięta torbą. Na sto procent nikt mnie nie zauważy. W pewnej chwili na salę przybył ten, którego imienia nawet nie chciałam wypowiadać. Nie wiem czemu moje oczy powędrowały od razu na niego i śledziły dokładnie każdy jego ruch. Nie mogłam się powstrzymać by na niego nie patrzeć. Podziwiałam z jaką dokładnością kozłuję piłkę, omija przeciwników i zdobywa punkty epickim wsadem lub jeszcze bardziej epickim rzutem. 
-Zajebiście...-Szepnęłam oczarowana. Moja przyjaciółka wzdrygnęła się lekko i rzuciła mi podejrzliwe spojrzenie. 
-Prawda że jest zajebisty? 
-Ta...
-Patrzysz na Aomine, co?
-Ta... Nie chwila, ŻE CO?!?!?!?!?!-Finalnie zeszłam na ziemię, zdając sobie sprawę z tego co właśnie powiedziałam. 
-MAM CIĘ!-Wykrzyknęła triumfalnie. -Przyznałaś się, hahaha!
-NIE, DO NICZEGO SIĘ NIE PRZYZNAŁAM, TO BYŁA IRONIA! -Starałam się ratować sytuację, ale niestety było już za późno. Z tego wszystkiego nawet nie spostrzegłam się kiedy wyłoniłam swój łeb z mojej kryjówki, lecz ku mojej uldze nie dostrzegłam już nikogo na boisku. 
-Chodź wracamy, Sayu, dzięki że zgodziłaś się ze mną pójść.
-Bo mnie zaszantażowałaś, zadowolona? 
-Jasnee że tak, ale wydaje mi się że ty bardziej... 
-Przestań w tej chwili! To był pierwszy i ostatni raz, kiedy tu z tobą przyszłam. 
-Uwierz mi, jeszcze tu wrócisz i to w podskokach, haha! 
-Zamknij się!- Odpyskowałam i ruszyłam w stronę wyjścia. Byłam tak skupiona na tym żeby jak najszybciej się stamtąd ulotnić, że nie zauważyłam Aomine stojącego zza drzwiami. 
-Ohoho kogo ja tu widzę? -Zwrócił się do mnie Opaleniec wcale nie wyglądający na zaskoczonego. 
-To ja nie będę wam przeszkadzać.-Rzekła Yuuki, zostawiając mnie z nim sam na sam. No pięknie. Jeszcze tego pożałujesz głupia cipko. 
-Zostaw mnie w spokoju.- Burknęłam, momentalnie odwracając wzrok. 
-Hah wiem że nie mogłaś się oprzeć i przyszłaś na trening, czyż nie, malutka?
-Przyszłam tu po to tylko ze względu na Yuuki i odwal się w końcu. -Prychnęłam i wyminęłam Ao by móc odejść jednak on ubiegł mnie tamując mi drogę. 
-Wydaje mi się że to ona przyszła ze względu na ciebie. 
-Przesuń się do cholery. -Próbowałam go wyminąć, lecz bezskutecznie. 
-Teraz chcesz uciec co? Widziałem jak nie mogłaś oderwać ode mnie wzroku. -Schylił się na wysokość mojej twarzy i spojrzał mi prosto w oczy. Przeszły mnie dreszcze,  byłam wręcz przerażona. Stałam jak sparaliżowana, gapiąc się na jego szafirowe tęczówki. 
-Coś jeszcze?!-Zapytałam stanowczo odwracając głowę. 
-Nie, nic... -Odrzekł uśmiechając się pod nosem a ja wzięłam nogi za pas i  zaczęłam biec przed siebie. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz