wtorek, 18 sierpnia 2015

Chapter 1

Z rozmyślań wyrwał mnie donośny dźwięk dzwonka, który rozległ się po całym liceum, alarmując że lekcje dobiegły końca. Wybiegłam z klasy pierwsza, ciągnąc ze sobą Taigę, mojego najlepszego jak dotąd kumpla. Nie pożegnałam się z nikim, nie powiedziałam do widzenia żadnej osobie z personelu szkolnego, którą minęłam po drodze. Pędziłam co siły w nogach, byleby jak najszybciej oddalić się od tego miejsca. 
-Sayuri, eh, zwolnij trochę, wpadamy na ludzi... 
-Zamknij się i chodź, nie mam zamiaru znowu spotkać tego debila. 
***
Sayuri Kotobashi, uczennica 3 klasy liceum i kapitan żeńskiej drużyny koszykówki o niezwykle wybuchowej osobowości oraz adekwatnym do niej ogniście pomarańczowym kolorze włosów. Witam, miło mi poznać. Moje życie jak dotychczas nie wyróżniało się zbytnio od życia przeciętnych dziewiętnastolatek. Lubiłam wszystko i wszystkich, tryskałam porażającym poczuciem humoru oraz zarażałam energią egzystujące wokół mnie osoby. Nie było rzeczy której bym jakoś specjalnie nie lubiła, jednakże była jedyna rzecz której nienawidziłam całym sercem i duszą. Otóż żywiłam nieposkromioną nienawiścią większość istot płci męskiej, a w szczególności takiego jednego typa. Był nim nijaki Daiki Aomine, na nieszczęście uczeń tej samej szkoły co ja, mający tyle samo lat co ja, a co najgorsze będący członkiem męskiej drużyny koszykówki, którego od lat nikt nie był w stanie pokonać. Każdego dnia zastanawiałam się, za jakie grzechy dane mi jest użerać się z takim debilem jak on. Lecz nasuwa się pytanie, czemu go tak cholernie nienawidziłam? Odpowiedź jest bardzo prosta, przynajmniej dla mnie. Odkąd tylko zaczęliśmy trzecią klasę, nie było by przerwy, ani nawet momentu w którym by mnie nie zaczepił. Łazi za mną krok w krok i za Chiny Ludowe nie chcę się ode mnie odpieprzyć. Ale wisienką na torcie w tej całej historii jest to, że ma więcej adoratorek, niż ja do niego cierpliwości. Tak, zdecydowanie tak można to porównać. Laski się za nim uganiały, ale on miał to głęboko w dupie sam nieustannie uganiając się za mną. A mnie nie obchodziły jego markowe ciuchy, pięknie umięśnione i opalone ciało, kaloryfer na brzuchu i  kolekcja drogich butów do koszykówki. Moim jedynym pragnieniem było to, żeby zniknął z tej ziemi i nigdy więcej się na niej nie pojawił. 
***
Wczoraj ucieczka się udała. Ale to wszystko dzięki Taidze, którego ten pajac Aomine w jakimś stopniu wolał unikać. Jedynie przy Kagamim mogłam czuć się bezpiecznie. Jest on bowiem osobą na którą mogę liczyć od rozpoczęcia liceum. Łączy nas bardzo wiele rzeczy, choćby nawet to, że on nienawidzi dziewczyn a ja facetów. 
Jednak dzisiaj już nie będzie tak kolorowo. Mój przyjaciel ze szkolnej ławy musiał zwolnić się wcześniej z lekcji a co za tym idzie, nie będzie mógł asekurować mnie przy powrocie do domu.
 O nie, zadzwonił dzwonek, już koniec lekcji. Jak zwykle przepycham się do wyjścia z klasy i wylatuje z niej jak szatan. Jest dobrze, uff, wybiegłam ze szkoły. Idę dalej, takim samym szybkim krokiem byleby tylko dojść na przystanek autobusowy. Rozglądam się wokół mnie, droga wolna. Natomiast nigdy nie odwracam się za siebie. 
-Gdzie tak pędzisz, mała?-Stanęłam jak wryta kiedy tylko usłyszałam ten doskonale znany mi głos. 
-Mała to jest twoja pała i spieprzaj ode mnie. -Odburknęłam, idąc dalej w swoim kierunku. 
-Haha, a skąd wiesz że jest mała? 
-Widać po tobie że masz pełno kompleksów, bo próbujesz walczyć z nimi dopierdalając się ciągle do niewinnych ludzi. 
-Przecież do nikogo się nie dopierdalam, chcę być tylko dla ciebie miły. 
-Jasne. -Syknęłam pod nosem i przyśpieszyłam kroku. 
-Słyszałem, że bierzesz dodatkowe treningi . Jak chcesz, to ja mógłbym cię nieco podszkolić.-Dogonił mnie i zatrzymał, kładąc mi rękę na ramieniu. 
-Podszkolić to sobie możesz swój debilizm, a ode mnie się odpierdol. -Odtrąciłam jego dłoń i poszłam dalej. 
-Nie chcesz lekcji od mistrza? Nawet nie wiesz co tracisz.-Usłyszałam z oddali, jednak nie zwróciłam już na to uwagi. 
Na jakiś czas po tym zdarzeniu miałam spokój, ale to tylko i wyłącznie dlatego że nie oddalałam się od Taigi choćby na krok. Lecz pewnie nurtuje was to, dlaczego ten zjarany cwel tak go nie lubił? Nie od parady zaprzyjaźniłam się z właśnie z takim kolesiem jak on. Kagami przez wiele lat mieszkał w Stanach Zjednoczonych, stolicy fast foodów, gwiazd Hollywood a przede wszystkim koszykówki. Taiga wie o tym sporcie wszystko. Podczas pobytu tam miał okazję uczęszczać praktycznie na każdy mecz najpopularniejszych drużyn NBA a na dodatek należał w gimnazjum do pierwszego składu najlepszej drużyny juniorów w Ameryce. Któregoś pięknego dnia Kagamiemu i Aomine przyszło się ze sobą zmierzyć, w zwykłym ulicznym one-on-one. Mimo pewności tego drugiego że nikt nie jest w stanie go pokonać, a nawet przegrać z nim choćby z 10-cio punktową różnicą punktów, ten krótki pojedynek pokazał mu że się mylił. Faktycznie, Taiga nie wygrał. Jednakże od zwycięstwa dzielił go tylko jeden punkt. Od tego momentu Daiki unika go jak ognia, ponieważ w jego pewność siebie wkradł się cień obawy co do istnienia osoby silniejszej niż on sam. To tak w skrócie. Na jakiś czas miałam spokój. Jednak życie to skurwysyn który zawsze pragnie tego, by wpakować swojego oprawce w niezłe bagno. Kagami poważnie zachorował i zmuszony był zwolnić się ze stanowiska mojego bramkarza do póki nie wróci w pełni do zdrowia. Mój koniec był coraz bliżej. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz