-Witamy. -Rzuciłam sarkastycznie powitanie mojej matce kiedy jak to zwykle wkroczyła do mojego pokoju bez pytania.
-NA LITOŚĆ BOSKĄ I WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH, CZY TOBIE JUŻ DO KOŃCA MÓZG ODEBRAŁO?!!?!?!?!?!?!?!??!?!?!?!?!?!??! CO TY SOBIE KURWA WYOBRAŻASZ GÓWNIARO?!?!?!?!??!?!!??!?!?! TAK NIE DAWNO ROZMAWIAŁYŚMY O TYM A TY CO WYPRAWIASZ?!?!?!?!??!?! CIEBIE TEŻ TO DOTYCZY AOMINE!!!!!!!!! Aż mi się słabo zrobiło w tym momencie...
-Taa... ale przecież czy robimy coś złego? -Wymamrotałam, przewracając oczami.
-A MYŚLISZ ŻE DZIECI SKĄD SIĘ BIORĄ?!!! Z PĄCZKOWANIA?!?!?!?!? -Moja rodzicielka dalej drążyła temat, na co my tylko parsknęliśmy cichym śmiechem.
-Nie, dlatego wymyślili coś takiego jak gumki i inne przyrządy? -Zapytałam idiotycznie po czym znów oboje zaśmialiśmy się, tym razem ton głośniej.
-NIE MAM DO CIEBIE CIERPLIWOŚCI, DZIEWUCHO!!! Poza tym, z nikim NIGDY NIE MIAŁAŚ BYĆ, WIĘC CO TAK NAGLE ZMIENIŁAŚ ZDANIE, CO?!?!?!?!?!?!?
-Wiesz dlaczego nigdy się z nikim nie wiązałam? -Spytałam, łapiąc mocno dłoń Aomine. -Bo całe życie czekałam właśnie na niego.
-BRAK MI SŁÓW, RÓB SOBIE CO CHCESZ, ALE JA TWOJEGO DZIECKA WYCHOWYWAĆ NIE BĘDĘ, ZAPAMIĘTAJ TO SOBIE!!!!!!!!!!!! -Wykrzyczała co miała wykrzyczeć i finalnie wyszła z trzaskiem drzwi z pomieszczenia.
-Hah, chociaż swoją drogą to mielibyśmy piękne dzieci... -Rzekł Daiki pod nosem.
-Przestań! Potrzebne mi jakieś pieprzone bachory... Ech, z resztą już mam jednego dorosłego...
***
Piękny poranek, w zasadzie można uznać że późne przedpołudnie. Na zewnątrz słońce świeciło dziś wyjątkowo jasnym światłem, a jego pojedynczy promyk jakimś kurewskim sposobem przedostał się przez szczelinę w zasłonie i wylądował centralnie na mojej śpiącej gębie. Ten mocny niczym sześćset sześćdziesiąt sześć milionów latarni ulicznych blask, tak prześwitywał mi przez powieki że ostatecznie zmuszona byłam opuścić krainę pozbawionych głębszego sensu marzeń sennych i wrócić na jawę. Otworzyłam oczy i ziewnęłam tak donośnie, jakbym chciała przywitać się z całym asortymentem meblowym w moim mieszkaniu. Zapragnęłam wstać, więc w związku z tym ostrożnie i bardzo powoli uwolniłam się z ramion Aomine, który spał jak po zażyciu potężnej ilości środków nasennych. Po długich a ciężkich, koniec końców postawiłam stopę na podłodze. A że byłam odziana jedynie we własną skórę, rozejrzałam się dookoła w celu znalezienia jakiejkolwiek części garderoby. Kątem oka dostrzegłam jedynie koszulę Granatowowłosego więc bez większego zastanowienia zarzuciłam ją na siebie co by zbytnim negliżem nie demoralizować mojej matki, a następnie cichutko i na paluszkach pomknęłam do łazienki ażeby ogarnąć nieco swoją aparycję, gdyż włosy na głowie stały mi tak, jak zeszłej nocy stała pała mojemu opalonemu idiocie. Jak zazwyczaj doprowadzanie się do stanu społecznej używalności zajmowało mi dwie godziny, osiemnaście minut i sześćdziesiąt dziewięć sekund, tak dziś zrobiłam to w tempie ultra ekspresowym a powodem tego pośpiechu było nic innego jak tylko nieposkromiona chęć przyjrzenia się pogrążonemu we śnie Daikiemu. Po stosunkowo nie długiej chwilce wróciłam do mojego pokoju, tak samo cicho jak z niego wyszłam. Jednym ślizgiem podeszłam do łóżka i podpierając się na przedramionach, uklęknęłam na przeciwko facjatki Aomine. On był obrócony przodem do mnie, łepetynę ułożoną miał na swojej ręce a jego usta były lekko rozwarte. Wyglądał tak niewinnie i bezbronnie że musiałam zatkać sobie gębę, żeby nie wybuchnąć śmiechem. ~Chyba zaraz pierdolne, hahaha! Co za widok! Wygląda tak słodko, że miałabym ochotę go pokroić na kawałeczki i wsunąć na śniadanie!~ Sama ze sobą zrywałam boki w myślach. Jednak spoważniałam nieco, przyglądając się mu dłużej. Z czasem moja dłoń ''sama z siebie'' wylądowała na buźce Granatowowłosego i poczęła gładzić go po skórze. Głaskałam go subtelnie, zaczynając od skroni, przez policzek do podbródka i tak w kółko, powtarzając całą serię. W pewnej chwili powieki chłopaka zaczęły lekko drżeć i podnosić się do góry. Finalnie otworzył oczy i potraktował mnie zaspanym spojrzeniem. Długo nie mogłam oderwać się od podziwiania piękności jego szafirowych oczu, gdyż ich blask sprawiał że za każdym razem popadałam w głęboką hipnozę. Ujęłam jego twarz w dłonie po czym obdarowałam go pełnym czułości pocałunkiem.
-No siema...! -Rzuciłam na powitanie na co on tylko odpowiedział błogim uśmiechem, podniósł się do pozycji siedzącej i pociągnąwszy mnie za ramiona zmusił , żebym usiadła na nim okrakiem. Następnie zaplótł swoje ręce na moim karku i takim oto sposobem przyciągnął do siebie.
-No cześć kochanie, zrobisz mi loda na śniadanie ?-Zapytał, mierząc mnie frywolnym wzrokiem i położył mi dłoń na policzku.
-Pff, no zwal se kurwa...-Burknęłam i odepchnęłam go od siebie. -Jeszcze ci mało po wczorajszym?
-Dobrych lodzików od ciebie nigdy nie za wiele... A tak serio, zrobisz mi śniadanie ?
-A co, sam nie umiesz sobie zrobić?
-Wiesz, jak rozdawali ręce i nogi ja stałem w kolejce po zajebistość. -Przyznał nonszalancko.
-No chyba na pale stałeś skoro nie miałeś nóg... -Powiedziałam, przez co w efekcie zaśmialiśmy się donośnie. -To teraz idź tak samo jak wtedy stałeś i kup łaskawie coś dobrego, bo pewnie lodówka żarciem nie grzeszy.
-Ale nie mogę iść bo a) siedzisz na mnie b) nie mam się w co ubrać bo masz na sobie moją koszulę, c) nie chce mi się...-Wymamrotał olewającym tonem na co ja podniosłam się na równe nogi.
-To nie marudź albo rusz ten opalony tyłek do cholery!-Warknęłam, zaczynając ściągać z siebie jego ubranie.
-Tyłka akurat nie opalam...-Bąknął, ociężałymi ruchami wstając z łóżka.
-Trzymaj.- Cisnęłam w niego koszulą po czym odwróciłam się do niego tyłem udając focha z przytupem. Po chwili dostałam gęsiej skórki bo temperatura panująca wówczas w pomieszczeniu nie należała do najcieplejszych. Opatuliłam więc swoje ciało rękami i skierowałam w stronę szafy po coś do narzucenia.
-Hej , a co ty się tak trzęsiesz?
-To chyba normalne że mi zimno jak stoję nago, debilu. -Ledwo co zdążyłam ściągnąć bluzę z wieszaka aż nagle poczułam na sobie wszechogarniające ciepło.
-Teraz już lepiej? -Daiki zaszedł mnie od tyłu i mocno objął.
-Zdecydowanie... ale puść, bo muszę się ubrać...
-Nie pogardziłbym jak byś została tak jak jesteś..
-Taa... lecę... Dobra weź już nie pierdol i idź do tego sklepu bo się głodna robię.
***
Ostatecznie udało mi się pozbyć Granatowowłosego i w końcu mogłam chociaż na chwilę odetchnąć z ulgą. Mimo wszystko, dawno nie miałam tak zajebiście udanego "poranka". Jak już wszyscy dobrze wiecie, do tej pory moje początki dnia jeden za drugim wyglądały tak samo. Wstawałam z łóżka z myślą przewodnią pt. "Nie myśl o tym dupku Daikim." Tymczasem, dziś nie musiałam już o nim myśleć bo przecież mam go przy sobie. Dobrze Sayuri, tyle o Tobie. Wracamy do głównych wydarzeń.
Nie miałam pojęcia, gdzie ten kretyn polazł po ten pieprzony prowiant, ale minęło już zdecydowanie za dużo czasu, odkąd wyszedł. Już pomału zaczęłam myśleć iż po drodze go jakiś chuj bezpowrotny zastrzelił czy coś podobnego, lecz wkrótce sprawa się wyjaśniła, gdyż wrócił z ogromną, świeżutką i pachnącą na całe osiedle pizzą. Wiem że to bardzo niezdrowa wersja jak na najważniejszy posiłek dnia i raczej nie radziłabym brać z nas przykładu. Po konsumpcji, Aomine stwierdzając że ma dziś wolną chatę, zaproponował byśmy resztę dnia spędzili u niego. Przystanęłam na tą propozycję, bo szczerze powiedziawszy bardzo rzadko miałam okazję zaszczycać swoją szanowną obecnością jego skromne progi. Krótko mówiąc, nie pozostało nam już nic innego jak tylko zebrać swoje manatki i zostawić moją chałupę daleko w tyle.
***
Jordany na nogach, amerykański hip hop w słuchawkach, uśmiechy na gębach, Uwaga: Sayuri, Daiki w pełnej gotowości bojowej by pokazać się światu. O cholera, za pięć minut odjeżdża nam autobus a do przystanku spory kawałek. A więc szybko, na miejsca, gotowi, start! Wylecieliśmy z mojego domu niczym torpeda a ja złapałam Ao za rękę aby mnie z lekka wspomógł w tym szalonym pościgu, bo w końcu to on a nie nikt inny umie biegać jak dzika, nieujarzmiona bestia. A tak między nami... nie tylko w bieganiu jest potworem.

Witam szanownie przemiłą panią!
OdpowiedzUsuńNiezmiernie mi miło zawitać znów w twoich (nie)skromnych progach.
Oczywiście mózg rozjebany od zajebistości twojej i Aomine.
Super fabuła i wykonanie! Jak zwykle zresztą...
Stwierdzam, iż jestem uzależniona... I ti nie tylko od Izukiego, Kisi i Aomine. A dziwne...
Moje uzależnienie obejmujące tych powyżej wymienionych skurwielków uwzględnia też ciebie i twoją cudną twórczość.
Meeeeeega słodki był moment kiedy Aomine spał, a ty podeszłaś... Wielbię.
Ja też chce takoego chłopaka! Mój ideał!!!(jak każdego xD)
Nie no... Nic ci więcej nie napiszę, bo ogarnęły mnie trzęsawki od waszej wspólnej zajebistości, oraz miłości do twojej twórczości (czy to zdrada mojego chłopaka? Niee... A jak tak to ma problem. Wolę twoje historię ^.^ )
Trzymaj się i WEEENY dużo życzę! ;-)
Jakiż to wielkim zaszczytem jest móc czytać od Pani te miłe do granic pały oraz przeuprzejme komentarze :D :3 Cóż, jak już kiedyś wspomniałam i informacyja ta nie błaha widnieje nie zmiennie na mym czcigodnym profilu, iż zadawanie się z moją przearcyszanowną osóbką powoduję wielkie i bezpowrotne straty zdrowotne, pragnę teraz Pani o tym przypomnieć i nie zapominać na wieki wieków i dzień dłużej :D Proszę więc ujarzmić te trzęsawki bo jak mi tu Pani zejdzie to będę miała Panią na sumieniu i wtedy nie będzie już tak wesoło w około :D
OdpowiedzUsuńArigato ^_^