sobota, 31 października 2015

Chapter 14

I look into your sunset eyes
Waiting for the moon to rise
So I can feel your heat
This love is so completely crazy
You’ve been fucking with my dreams
Ripped me like your torn up jeans
I don’t even care
You can take me there
You can set me my world ablaze ‘cause...

Baby, you’re all I need
Come now, set me free
Like a wildfire, like a wildfire
Breathless, I can’t resist
Melt with your scarlet kiss
Like a wildfire, like a wildfire*

Ah tak! To jest życie. Minął prawie tydzień a ja nie wyszłam z domu, robiąc wyłącznie wszystko na co miałam ochotę. Takie solidne parę dni chwilowej rozłąki ze społeczeństwem zdecydowanie było mi potrzebne. Jednakże nie było tak piękne jak mogłoby się wydawać, gdyż każdy milimetr mojego pokoju przypominał mi tych wszystkich chwilach spędzonych tu z Aomine. Przecież minęło tyle czasu. A przed moimi oczyma nieustannie widniały obrazy wspomnień z tym idiotą. Wglądając przez okno widziałam, jak stoi i czeka na mnie, umilając sobie czas papierosem, z każdym wejściem do kuchni przypominało mi się to, jak dawał bukiet kwiatów mojej rodzicielce, a patrząc na moje łóżko to, jak doprowadzał mnie do skrajnych przyjemności. Nie miałam zbytnio gdzie się wyprowadzić, w związku z tym, zagryzając zęby i ściskając pięści, starałam się jakoś normalnie egzystować. 
***
~Ech do cholery jasnej, czy ten zasrany telefon przestanie w końcu dzwonić?!~ -Zapytałam siebie w myślach, choć można było uznać to za pytanie retoryczne. Nawet nie miałam ochoty pofatygować się i zobaczyć, kto tak namiętnie do mnie wydzwania. Lecz ta cholerna smartfonowa maszyna nie przestawała alarmować, więc finalnie chuj mnie zastrzelił i spojrzałam na ekran telefonu. 

17 połączeń nieodebranych od: Ryouta Kise 

~Jak mu się nudzi to niech wyluzuje, albo sobie zwali, kurwa.~ Pomyślałam i cisnęłam komórką o łóżko. Jednak Blondyn nie dał tak łatwo za wygraną, bowiem kiedy tylko jakaś kurewska niezidentyfikowana siła targnęła mną żeby otworzyć Facebooka, na wyświetlaczu pokazała mi się jedna krótkiej treści wiadomość.

Ryouta Kise: Sayuricchi, jestem w galerii, tej niedaleko ciebie, jak możesz to przyjdź, TO WAŻNE. 

Odczytałam i z początku zignorowałam tą tajemniczą propozycję, jednak po niedługim czasie zaczęło mnie to nurtować. Że akurat wtedy nie miałam nic ważnego i ciekawego do roboty, zebrałam się w miarę szybko i pojechałam na miejsce. 
*
-Co jest takiego ważnego że mnie tu ściągnąłeś?
-Sayurichhi, wiem że pewnie cię to nie interesuje ale dowiedziałem się czegoś dzisiaj rano...
-To jak mnie nie interesuje to po chuj tu przyszłam? -Bezczelnie wtrąciłam się Kise w zdanie.
-Spokojnie...! Myślę że powinienem ci to powiedzieć. 
-Sory... mam jeszcze dzisiaj naprawdę dużo rzeczy do zrobienia i jestem wkurwiona... To co się dzieje? 
-No bo Aominecchi...
-Nie chcę o nim słyszeć.-Burknęłam po czym odwróciłam się na pięcie w stronę drzwi wyjściowych.
-Aominecchi wyjeżdża na studia do innego miasta...-Kiedy to usłyszałam migiem wróciłam do Kise i otaksowałam go niedowierzającym spojrzeniem.
-Gdzie?!
-Daleko, Sayuricchi.. Napisał że ma pociąg za godzinę...-Nie odpowiedziałam słowem, zrywając się gwałtownie w te pędy. Biegłam przed siebie, nawet sama nie wiedząc gdzie. ~Opanuj się, kurwa, opanuj!!! Muszę przecież jechać na dworzec!!!~ Uświadomiłam sobie po chwili po czym udałam się na przystanek autobusowy. Czekałam na pojazd niemalże spanikowana, a kiedy już przyjechał, czas podróży dłużył mi się nie miłosiernie. ~Daiki błagam bądź tam jeszcze!!! Niech się kurwa spóźni ten jebany pociąg!!! Aghhh żeby to szlag trafił!!!~ Całą drogę w kółko i nieustannie powtarzałam w myślach te słowa, a ręce miałam ułożone praktycznie jak do modlitwy. Zapomniałam o wszystkich innych sprawach, które teraz stały się nie istotne. Mój puls przyśpieszał z minuty na minutę tak samo jak serce zaczynało bić coraz szybciej. Nie tylko z powodu zdenerwowania. Nie liczyło się już to co powiedziałam Aomine jakiś czas temu. Okłamywałam nie tylko wszystkich dookoła ale przede wszystkim siebie. Nawet nie chciałam dopuścić  myśli że już może być za późno aby to wszystko naprawić. Kiedy autobus zatrzymał się na docelowym przystanku, prawie że nie wywaliłam drzwi i pobiegłam co sił w nogach, przecież zostało tylko nie całe dziesięć minut. Momentalnie znalazłam się na dworcu i poczęłam spanikowana przeszukiwać perony. Nigdzie nie mogłam dostrzec sylwetki Aomine. Zatrzymałam się oddychając ciężko i czułam jak do oczu napływają mi łzy. Do tej pory płakałam jedynie ze szczęścia w związku z tym szybko nad sobą zapanowałam i jeszcze raz dokładnie przyjrzałam się otoczeniu. W pewnej chwili, na przeciwko mnie, dwa perony dalej zauważyłam Granatowowłosego przygotowującego się do przyjazdu pociągu. 
-DAIKI!!!!!!!!!!!!!!!-Wykrzyczałam najgłośniej jak potrafiłam i jestem wręcz ciekawa jak przeżyły to moje struny głosowe. Ten odwrócił się niepewnie w moją stronę. 
-DAIKI, TY IDIOTO! CZEMU MI NIE POWIEDZIAŁEŚ ŻE WYJEŻDŻASZ, CO?!?!!?!?!?!?!? ECH TO TERAZ NIE WAŻNE! ZOSTAŃ, ZOSTAŃ DO CHOLERY!!!!!  WRACAJ TU NATYCHMIAST !!!!! BŁAGAM, NIE ZOSTAWIAJ MNIE! NIE ZOSTAWIAJ MNIE BO... BO CIĘ KOCHAM DEBILU!!!!!! KOCHAM CIĘ!!!!! -Wyznałam, co nawet dla mnie było wielkim trudem. Nie zwracałam uwagi na ludzi którzy patrzyli się na mnie jak na granatowego zjaranego kota. Nie zwracałam uwagi na nic. Ale za nim się obejrzałam na peron na którym znajdował się Aomine przyjechał pociąg. Te parę minut od postoju do odjazdu były dla mnie najgorszymi minutami w życiu. Dziwie się że wtedy moje serce nie wyskoczyło z klatki piersiowej a mózg nie eksplodował z powodu zbyt wysokiego stężenia emocji i nerwów w moim organizmie. Finalnie pociąg ruszył. Wagon po wagonie przewijały mi się przez oczy. W końcu odjechał. Wytrzeszczyłam oczy i z przerażeniem stwierdziłam iż nikogo nie ma po drugiej stronie. 
-Nie... Kurwa... Nie...!-Syknęłam do siebie po nosem. 
-Wyluzuj, i tak miałem wyjechać tylko na kurs wakacyjny. -Niespodziewanie usłyszałam z oddali doskonale znany mi głos. Natychmiastowo odwróciłam głowę w stronę z której docierał. 
-Daiki...?-Zapytałam całkiem bez sensownie. Jednakże zaczęłam już myśleć że bezpowrotnie straciłam swoją szanse. 
-WYLUZUJ?!!?!?!? TYLKO TYLE MASZ MI DO POWIEDZENIA, KRETYNIE?!??!?!?!!? -Podeszłam do chłopaka i zaczęłam szarpać nim na wszystkie strony świata. 
-Uspokój się do cholery, przecież nie pojechałem...-Rzekł i złapał mnie mocno za nadgarstki. 
-I CO Z TEGO?! CZEMU O NICZYM MI NIE POWIEDZIAŁEŚ, COO?!?!?!?!? CZEMU KURWA, OKŁAMAŁEŚ KISE ŻE WYJEŻDŻASZ NA STUDIA?!?!?!?!?-Mimo wszystko ja szarpałam się dalej.
-Przecież sama niedawno powiedziałaś że chcesz zapomnieć, że taka osoba jak ja w ogóle istnieje. 
-TO BYŁO KIEDYŚ, TERAZ TO JUŻ NIE AKTUALNE DO CHOLERY!!! -Wypaliłam po czym spojrzałam na Aomine zawiedzionym wzrokiem. -Przepraszam, Daiki.... Po prostu za późno zdałam sobie z tego sprawę... Więc proszę... nie zostawiaj mnie już nigdy!!!-Dałam upust swoim emocją i przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam. To był pierwszy raz w całym moim życiu jak doświadczyłam takich emocji. Pierwszy raz kiedy złamałam moją najważniejszą życiową regułę, która teraz nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. 
-Co ty myślisz idiotko, że tak łatwo dałbym sobie z tobą spokój?-Ao odwzajemnił uścisk i pogładził mnie po głowie. 
-A skąd mam to wiedzieć, debilu... 
-Ech dobra, nie ważne... zakończmy te szopkę bo wywołujemy tu zbyt dużą sensację. -Mruknął Granatowowłosy, łapiąc mnie mocno za rękę. 
-Nie obchodzą mnie ci jebani ludzie, teraz obchodzisz mnie tylko i wyłącznie TY! -Stanęłam na palcach, ujęłam twarz Daikiego w dłonie po czym zachłannie i czule wpoiłam się w jego usta. 
*
-Ciekawe co zrobisz jak za parę dni znajdziesz o nas artykuł w gazecie... 
-W dupie to mam! Będziemy sławni i chuj.
-Jasne...Gdzie chcesz teraz iść?
-Obojętnie, byleby razem! - Odpowiedziałam, złapałam dłoń Aomine i takim sposobem ruszyliśmy przed siebie. 
-Taa, racja... To może dokończymy to w czym kiedyś nam przeszkodzili? 
-Jestem za! Ale zapamiętaj, jak puścisz moją dłoń to cię zabiję!!!
-Ale nie dam rady trzymać cię 24 godziny na dobę. 
-Nie interesuje mnie to! Od dzisiaj należysz tylko do mnie! 
-A ty tylko do mnie, Sayuri. Ale z taką różnicą, że nie od dzisiaj. 
I tak po tym nazwijmy to małym incydencie, z dworca przetransportowaliśmy się do nie gdzie indziej jak tylko do mojego domu, który to znajdował się w centrum miasta w przeciwieństwie do mieszkania Aomine do którego dotarcie zajmowało dużo więcej czasu.  
Nie wiem ile razy, zarówno po drodze mówiąc w miarę normalnie oraz potem, jęcząc wniebogłosy wraz z prośbami o więcej powtórzyłam jego imię z krótkim dopiskiem Kocham Cię. Bez najmniejszych oporów, szczerze, z uczuciem. W końcu popadłam w jego sidła. Zrozumiałam jak bardzo raniłam go ciągle odrzucając, olewając i okłamując. A mimo tego on nieustannie o mnie walczył. Gratulacje, udało ci się Daiki. 



*Słowa z piosenki Demi Lovato - Wildfire



sobota, 24 października 2015

Chapter 13

-Taiga nie wkurwiaj mnie, nic do niego nie czuje!!! -Wykłócałam się z Kagamim przeszło dwie godziny i w żaden sposób nie mogłam dojść z nim do ładu i składu. 
-Wyluzuj, skąd ta nagła zmiana zdania? Jeszcze tak nie dawno mówiłaś zupełnie co innego. 
-Ale zrozum do cholery że to było jakieś jebane zauroczenie, nie wiem kurwa, dobrze nam się gadało i nic poza tym!
-I dobrze się wam bzykało... 
-Ja pierdole! Zabawiliśmy się może te parę razy ale co z tego?!
-I to z tego że zaraz po tym przylatywałaś do mnie cała w skowronkach i opowiadałaś jak to co raz bardziej zaczyna ci się podobać i jak to "się coraz lepiej dogadujecie". 
-A co zazdrosny jesteś?! 
-Nie, tylko jesteś moją kumpelą i zależy mi na tobie.
-Zależy ci na mnie? To czemu nie jesteś po mojej stronie?!
-Bo dobrze widzę że działasz wbrew sobie. 
-Aaa wiesz co?! Wszyscy jesteście tacy sami, wszyscy faceci to jebani frajerzy! Nara! -Nie mając najmniejszego zamiaru dalej uczestniczyć w tej pozbawionej sensu dyskusji, z trzaskiem drzwi opuściłam dom Taigi. Szłam przed siebie sama do końca nie wiedząc co ze sobą zrobić. 

a) Co to za dziwne uczucie. Pozbawiona jak dotychczas jakichkolwiek większych problemów Sayuri oraz w razie wyjątku- doskonale przeszkolona w ich rozwiązywaniu, nagle otrzymuje problem który zaprząta jej łepetynę dwadzieścia cztery godziny na dobę.~Nie myśl o nim, nie myśl, kurwa!~ ~Dlaczego wciąż o nim myślisz!~ ~ZAPOMNIJ DO CHOLERY!~ Minął praktycznie miesiąc od kiedy nie gadałam ani nie widziałam się bliżej z Aomine, no chyba że gdzieś tam w szkole, co oczywiście było nieuniknione. Mimo upływu czasu, mój mózg w dalszym ciągu i  nieustannie przewijał mi wspomnienia na przemian z sylwetką tego opalonego idioty. Co gorsza, zaczęłam cierpieć na notoryczne palpitację serca które towarzyszyły mi przy każdej, choćby najmniejszej myśli dotyczącej tego kretyna. Jeszcze tak niedawno myślałam że jeśli będę unikać z nim kontaktów, problem zniknie lecz znowu weszłam do tej samej rzeki. Ał! A woda taka gorąca, że aż parzy... Eh, to taka dygresja, a dygresje niszczą wypowiedzi. Przechodząc z powrotem do konkretów, spokoju nie miałam nawet we własnych snach, przez co chodziłam jak naćpamy zombie bo bałam się zmrużyć oka. ~Halo, policja? Proszę przyjechać do mojego mózgowia i pojmać tego stalkera, złodzieja ludzkich serc i zboczeńca w jednym!~ Nie chwila moment. Znowu droga zamknięta! Przecież ten debil zamierza zostać policjantem! Chyba jednak pora zadzwonić po egzorcystę. 

b) Rozmowa z Kagamim na nic się nie zdała a jedyne co zrobiliśmy to lekko się pożarliśmy. W związku z tym, w dalszych poszukiwaniach wsparcia i poparcia co było dla mnie istnym "Skandalem przez skurwyśyńsko wielkie S" gdyż kto jak to ale to Sayuri zwykle robi za poprawiacza nastrojów oraz lekarza na wszelkie życiowe niedogodności, udałam się do Kise z myślą iż może on powie mi w końcu to co chciałabym usłyszeć. 
***
-Aominecchi Cię kocha. A jak tylko się spotkamy, to gada o Tobie w kółko. -Oświadczył Kise upijając łyk gorącej herbaty. 
-Ale ja go nie kocham!
-Sama powiedziałaś, że nie możesz przestać o nim myśleć...
-To co innego! -W dalszym ciągu zaprzeczałam, z każdym słowem podnosząc ton głosu.
-Sayucchi... ja nie chcę się z Tobą kłócić ale chyba sama musisz zrozumieć jak jest naprawdę. 
-Przepraszam Cię Kise, ale najzwyczajniej w świecie mam tego dość i do póki tego nie ujarzmię to będę trwała w tej nieogarniętej kurwicy. -Nie chcąc popadać w konflikt z kolejnym moim kumplem szybko doprowadziłam się do porządku. 
-Haha, chyba wiem co może ci pomóc. -Ryouta wstał z sofy i udał się do kuchni. Po chwili wrócił z butelką drogiego czerwonego wina. -Proszę Cię bardzo Sayuricchi, wypij całe, na pewno ci pomoże. -Rzekł, puszczając do mnie oczko. 
-A dziękuje, chociaż ty mój drogi Kisiaczku potrafisz poprawić mi humor. -Przyjęłam podarunek i wstałam powoli zbierając się do wyjścia.
-Nie ma sprawy najdroższa, i jeszcze za nim pójdziesz... Może sobie nie zdajesz z tego sprawy ale widać po Tobie jak bardzo kochasz Aominecchiego... Przemyśl to. 
-Kise, przecież wiesz że nie chcę o tym słyszeć, nara. 
***
Niestety na Kise również się zawiodłam. Mimo wszystko moi kumple jak najbardziej mówili to co chcę usłyszeć. Nie ja, ale moje obolałe w chuj serce. Obolałe rzecz jasna, od długiej, ciężkiej walki z dumą i rozumem. 

c)Przez chwilę pomyślałam iż mogłabym wygadać się Yuuki lecz ten niezmiernie idiotyczny pomysł na całe szczęście szybko wyleciał mi z głowy. W ogóle nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Postanowiłam więc że najlepszym wyjściem będzie spędzenie reszty czasu z laptopem, w towarzystwie moich przyjaciół z anime i butelką wina prosto ze spiżarni Kise. Wróciłam do mieszkania, w mig wcisnęłam na same dno mojej najgłębszej szafy wciąż leżącą na fotelu bluzę Aomine i usiadałam przed komputerem oddychając z ulgą. 
*
Życie toczyło się dalej, nie moim a niestety swoim rytmem. Codziennie odliczałam dni, godziny i sekundy do końca roku szkolnego aż w końcu się doliczyłam. Wparowałam odebrać świadectwo, po zakańczać wszystkie biznesy które to owocnie kręciłam z radą pedagogiczną i szkolnym klubem koszykarskim i tak samo migiem wyparowałam z powrotem. ~Uff... Nareszcie. Zakończyłam liceum co oznacza że już nigdy nie będę musiała widywać się z tym idiotą Aomine, który już tylko pozostanie głupim wspomnieniem i wybrykiem z okresu szkoły średniej. Teraz wakacje, odpocznę, zapomnę, wyjadę gdzieś z Yuuki, Taigą albo Kise. Albo sama, tak by było najlepiej.~ Kroczyłam dumnym krokiem przez ulicę, nieustannie gadając do siebie w myślach. A to wszystko tylko po to by zagłuszyć niezidentyfikowany głos który kiedy moje myśli ucichły ciągle powtarzał mi: "Skurwysyńsko brak ci Aominie." 
~A zamknij się do cholery...!~



sobota, 17 października 2015

Chapter 12

Następnego ranka wszystko działo się w swoim codziennym rytmie. Jak zazwyczaj przyszedł po mnie Kagami bo mój dom praktycznie mijał po drodze, wsiedliśmy w autobus, pojechaliśmy do szkoły. I również tak samo jak zwykle byłam w wspaniałym humorze. Wszystko zmieniło się w momencie przekroczenia drzwi liceum. 
-Hej, patrz, idzie ta pinda co chodzi z Aomine z trzeciej D.-Obiło mi się o uszy kiedy przechodziłam korytarzem. Idąc do sali gdzie aktualnie odbyć się miały moje lekcje, usłyszałam jeszcze całe mnóstwo podobnych komentarzy i stwierdzeń. 
-Taiga słyszałeś to?-Zapytałam, siadając w ławce obok chłopaka. -Czemu do cholery jasnej te zasrane cipki gadają o mnie takie pierdoły? 
-Zauważyłem... Wszyscy o tobie plotkują....
-Ale kurwa noo, jakim cudem to rozniosło się po szkole i w ogóle to nie chodzę z... 
-GRATULUJĘ KOCHANA!!!-Przerwała mi Yuuki wieszając mi się na szyi i krzycząc do ucha. -Kiedy ślub? A planujecie potomstwo? Ohh, wiedziałam że w końcu się zmienisz! 
-O CZYM TY MÓWISZ IDIOTKO? POJEBAŁO CIĘ? -Spytałam z oburzeniem. 
-No już mi nie zaprzeczysz kochana, cała szkoła już o tym gada, a laski chcą zabić cię z zazdrości!
-Ale przecież mnie nic z tym kretynem nie łączy! 
-NIC? A jak wczoraj na ławeczce przy boisku siedziałaś mu na kolanach i nie mogliście oderwać się od siebie przez dwie godziny? 
-CO?! O co ci biega frajerko?! Ja nigdy bym... 
-TAK? A co powiesz na to, hmm? Fotomontaż? -Wtedy moja złośliwa przyjaciółka pokazała mi swój telefon na którego wyświetlaczu widniało moje zdjęcie z Aomine kiedy zapomnieliśmy się nieco, o robimy. -Wszyscy to widzieli, jesteście tematem numer jeden. 
-Haha, ciekawe ile komuś zapłacili za wykonanie tak chujowej przeróbki w potoszopie! -Wyśmiałam dziewczynę żeby bezpiecznie wybrnąć z sytuacji. 
-Ale z ciebie uparciuch Sayurcia! Poczekaj tylko do następnej przerwy, a wszystko mi wyśpiewasz. 
Wtedy pierwszy raz w życiu ucieszyłam się że zadzwonił dzwonek sygnalizujący rozpoczęcie lekcji. Chociaż na 45 minut mogłam odetchnąć. Nie obchodziło mnie zbytnio kto zrobił to zdjęcie i je rozpowszechnił, bo wiem że niektóre lafiryndy tak szalały na punkcie tego Granatowowłosego debila że śledziły go 24 h na dobę oraz skakały z radości z każdej uchwyconej w obiektywie części jego ciała, choćby nawet z ręki. Godzina lekcyjna zleciała tak szybko że kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę o mało co nie spadłam z krzesła. Wyszłam z klasy jako pierwsza i moim jedynym celem było odnalezienie Aomine. 
***
-No chodź idioto, nie będę tu z tobą rozmawiać!-Podniosłam głos na Daikiego którego wówczas ciągnęłam za rękaw co by przyspieszyć jego oporne ruchy. Po stosunkowo niedługiej chwili znaleźliśmy się za szkołą stając dodatkowo za krzakami żeby było bezpieczniej. 
-Posłuchaj kretynie, kiedy jesteśmy w szkole pod żadnym pozorem nie pozwalam ci się zbliżyć do mnie choćby na pół milimetra, zrozumiałeś? 
-Co jak co, ale ciebie bym w życiu nie podejrzewał że tak przejmujesz się co ludzie pierdolą na twój temat. 
-W dupie to mam co mówią! Chodzi o to że wczoraj lekko się zapomnieliśmy i nie możemy być tak blisko siebie kiedy przebywamy tutaj, do cholery! 
-Jak blisko, hm? 
-Tak...-Mruknęłam cichutko po czym dosłownie rzuciłam się mu na szyję i obdarzyłam namiętnym pocałunkiem. 
-Tak blisko... 
-Skoro mi nie wolno się do ciebie zbliżać to czemu ty do mnie możesz? 
-Ugh idioto! Nikt tędy nie chodzi, no może ewentualnie pań woźny walić konia... -Odburkłam po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem. 
-Taaa? A skąd to wiesz? Pewnie mu pomagasz...
-No chyba ty, hahhaha! 
-No też tu przychodzę walić. 
-ŚWINIA! -Odepchnęłam Ao lekko od siebie w dalszym ciągu zrywając boki z komizmu sytuacji. 
-Skoro woźny sobie tu trzepie to chyba my też możemy zrobić mały skok w krzaczki... -Rzekł po czym jak gdyby nigdy nic zaczął porywczo mnie całować. Z początku nie protestowałam i znowu na moment zapomniałam się nieco. Lecz kiedy włożył mi swoje dłonie pod bluzkę, musiałam zareagować. 
-Daiki przestań, przerwa się już skończyła...
-Chyba nic się nie stanie jak odpuścimy sobie jedną godzinkę, poza tym i tak jest już koniec roku... -Odpowiedział, a jego usta spoczęły na mojej szyi. Ciężko było mi zostać przy zdrowych zmysłach kiedy z minuty na minutę jego niewielkie na pozór pieszczoty robiły się coraz to bardziej przyjemniejsze. 
-Nie! Nie tutaj, zostaw mnie! -W ostateczności przeciwstawiłam się. 
-Co jest? Nie masz na tyle odwagi, kochanie? 
-Ochujałeś do końca debilu? Stoimy parę metrów pod salą gdzie właśnie moja klasa ma  teraz matematykę...
-Wiem że się boisz. 
-Myślisz że dam im pooglądać sobie darmowe porno? Niech się skupią na lekcji bałwany. 
-Hahaha, przekonałaś mnie. To chodźmy gdzie indziej. 
Na moment zamilknęłam po raz n-ty tocząc wewnętrzną kłótnie między dumą a potrzebą matki natury. 
-Dobra...
-Chodź mała, zmywamy się stąd. 
Jak powiedzieliśmy, tak zrobiliśmy. Zostawiając całą placówkę edukacyjną w głębokim poważaniu, przetransportowaliśmy się do mojego domu do którego mieliśmy wówczas najbliżej. Do mieszkania wpadliśmy z hukiem i tak samo głośno władowaliśmy się na łóżko. Ściągnęłam bieliznę spod spódnicy a następnie usiadłam okrakiem na Daikim. Wzajemnie dotykaliśmy się będąc pogrążeni w ognistych pocałunkach. Po chwili Aomine zrzucił z siebie koszulkę a ja poczęłam rozpinać mu rozporek. Pragnęłam jak najszybciej przejść do rzeczy kompletnie nie zwracając uwagi na nic innego. I wcale nie byłam dumna z tego co robię. Oboje zapadliśmy w całkowity trans. Obchodziły nas tylko nasze ciała. Z tego całego amoku, nie usłyszeliśmy dźwięku przekręcania zamka w drzwiach. Kiedy się zorientowaliśmy, było już za późno gdyż moja rodzicielka stała w wejściu do pokoju ze wzrokiem żądnym morderstwa. 
-CO TUTAJ SIĘ DO CHOLERY DZIEJE?!?!?!?!!?!!-Wywrzeszczała tak, żeby usłyszeli ją nawet na Jowiszu. 
-NIC.-Odpowiedziałam, udając opanowaną. 
-Nie widzi Pani? Przecież tylko siedzimy. -Wtrącił się Aomine wcale nie polepszając mojej i tak już beznadziejnej sytuacji. 
-Tak, chyba JESZCZE SIEDZICIE... A te majtki na podłodze to same z szafy wylazły??!?!!?!?!?!?!?!?!?!
-Ubierz się i spierdalamy stąd, tylko ruchy! -Szepnęłam Granatowowłosemu do ucha. 
I tak oto po niedługim czasie udało nam się wydostać z mojego mieszkania, rzecz oczywista w towarzystwie kłótni i głośnych wrzasków.
-Ja pierdole, mam przez ciebie same kłopoty zasrany idioto! 
-Sama zaproponowałaś żebyśmy poszli do ciebie. 
-A skąd mogłam wiedzieć że moja matka wróci wcześniej z pracy?! Prawie nigdy jej się to nie zdarza!!!
-To nie miej do mnie pretensji. 
-Gdybym cię nie poznała nie miałabym takich jebanych problemów!!! 
-Ale przecież my nic nie robiliśmy. 
-Może i nie ale to nie wyglądało jakbyśmy tylko ze sobą rozmawiali, kurwa! 
-A nawet jakby, to co? To jest w końcu normalne, nie? 
-Wytłumacz to mojej matce...
-Weź to po prostu popierdol i będzie po sprawie. 
-Łatwo ci powiedzieć jak ty nie będziesz musiał przez najbliższy miesiąc wysłuchiwać awantur i wyzwisk całymi dniami... 
-To przeprowadzisz się do mnie.
-Taa jasne i czego jeszcze?! Może od razu za ciebie wyjdę?!
-Było by zajebiście. 
-Nie, dobra, wiesz co? Koniec, koniec z tym wszystkim. Nie odzywaj się do mnie, nie przychodź, nie zaczepiaj, nie pisz, nie dzwoń, zapomnij. Daj mi spokój raz na zawsze i odpierdol się w końcu ode mnie. I nawet sobie nie rób skurwysyńskiej nadziei że zmienię zdanie. Najlepiej by było żebyś w ogóle nie istniał, ale jak już musisz to trzymaj się ode mnie z daleka! -Powiedziałam co miałam powiedzieć i odeszłam. Jeden kłopot z głowy, ale najgorsze jeszcze przede mną... 


sobota, 10 października 2015

Chapter 11

Następnego dnia zadowolona wstałam i poszłam do szkoły, a potem tak samo z niej wracałam. Wyszłam z budynku, przeszłam obok parku, przez dziedziniec, koło boiska. Chyba pójdę odwiedzić Taigę albo umówię się z Kise na jakieś zakupy, bo przecież już zapomnieliśmy o tym całym pijackim wybryku. A może potrenuje trochę w kosza? 
Kiedy tylko pomyślałam o koszu przed oczami pojawiły mi się wspomnienia kiedy trenowałam z Aomine. ~O czym ty do cholery myślisz, idiotko?!~ Uderzyłam się ręką w czoło i wyciągam telefon ażeby jak najszybciej zadzwonić do któregoś z moich kumpli. Szłam powoli szukając numeru i nie rozglądając się w około. W pewnym momencie poczułam silny zapach dymu papierosowego. Samoistnie podniosłam głowę  i wtedy cała zewnętrzna radość ze mnie opadła. 
-Aomine, a od kiedy ty palisz? -Rzuciłam do chłopka siedzącego na ławce. 
-Od dzisiaj. 
-To daj jednego, bo jak cię zobaczyłam to zjebał mi się humor. 
-Ode mnie nie dostaniesz, nie będziesz się truć tym chujstwem. 
-Łaski bez, sama sobie kupie. Nara.-Burknęłam i ruszyłam dalej. 
-Sayuri zaczekaj. -Zwrócił się do mnie kiedy odchodziłam. 
-Czego chcesz?
-Wczoraj... no trochę przegiąłem.
-Żeby tylko trochę i żeby tylko wczoraj... 
-Więc no... -Zaczął, drapiąc się w tył głowy i uciekając wzrokiem cholera wie gdzie.-Przepraszam, wybacz...-W chwili kiedy to usłyszałam, dosłownie ocipiałam. Aomine Daiki przyznał się do błędu. Trzymajcie mnie. To nie może być prawda, chyba jeszcze mi się wszystko dobrze w główce nie poukładało po tym piątkowym wypadku. Nagle wybuchłam śmiechem. 
-Haha, Daiki przestań! 
-Co niby cię tak śmieszy?!
-To kompletnie do ciebie nie pasuje! Hahaha!
-To zamknij się i doceń to że się dla ciebie pofatygowałem. 
-Oj no dobra oddaje ci honor, haha. -Wtenczas w mig poprawił mi się nastrój, ten zewnętrzny a przede wszystkim wewnętrzny. Usiadłam obok Granatowowłosego po czym zwinęłam mu paczkę szlugów z kieszeni.
-Ej czemu to bierzesz?! Chyba coś powiedziałem na ten temat czyż nie, mała?
-Też nie będziesz się truć. Sprawiedliwość musi być. 
-Będę, ale wiesz co? Zdecydowanie wole smak twoich ust. -Zbliżył się do mnie na znaczną odległość co by mnie pocałować lecz ja uprzedziłam go, kładąc mu łapę na gębie. 
-Już przestań z takimi tekstami, wystarczy, hahahaha! Zajebiście śmiesznie brzmią w twoim wydaniu! Hah.
-To jak będzie, wybaczysz mi? 
-Daj se spokój, Dai-chan. Żebym ci wybaczyła, musiałbyś zniknąć z tej planety. -Powiedziałam z ironią w głosie. 
-Dobra, daj mi chwile to podskoczę do NASA, może mają jakieś rakiety na zbyciu. 
-Hahahahaha! Dobra, dość! Wybaczę ci, ale już przestań. -Wydukałam przez śmiech po czym wślizgnęłam się Aomine na kolana. 
-No okej, jak już ty się pofatygowałeś to teraz pora na mnie. Ech, może i masz rację że kłamię... Ale dobrze wiedziałeś że jestem szczęśliwą singielką która pod żadnym pozorem nie ma zamiaru się z nikim wiązać. No i trzymam się twardo tego poglądu, a może raczej trzymałam. Bo... kurwa. Pojawiłeś się ty i zaczęłam lekko tracić głowę... i jestem mega wkurwiona. 
-Dobrze o tym wiem, idiotko. 
-Ja rozumiem, że świecę idealnością tak jasno że każdy facet boi się podejść do mnie na kilometr i rozumiem że jesteś odważny jak skurwysyn, ale dlaczego ja, co? Chcesz mnie wkurwić? 
-Hah, właśnie za to cię kocham. -Oświadczył i obdarzył mnie długim pocałunkiem. -Dla idealnego faceta, idealna dziewczyna. 
-Jeśli myślisz że przekupisz mnie komplementami to jesteś w wielkim błędzie. 
-Nie mam zamiaru cię przekupywać, po prostu mówię to co myślę, a raczej czuję. 
Dorwałam się zachłannie do ust Aomine, bo czułam że na język nasuwają mi się same głupie rzeczy do których przyznałabym się chyba tylko po porządnej dawce alkoholu. Nawet nie chciałam o tym myśleć.
-Siema młoda. -W pewnej chwili, zupełnie niespodziewanie pojawił się Taiga.
-C-co ty tu robisz Kagamiś?! -Oderwałam się od Ao i popatrzyłam trochę speszona na Czerwonowłosego. 
-Byłem u lekarza i powiedział że jestem już w pełni w porzo. Więc przyszedłem po ciebie, żeby ci powiedzieć. 
-A to zajebiście, no w końcu, stary! -Ucieszona wstałam, podeszłam do Taigi i uścisnęłam go po przyjacielsku. 
-Ej kurwa, ty bezczelny kretynie, nie ładnie to się komuś tak wpierdalać na chama.-Odezwał się Daiki w którym wrzała zazdrość. 
-Spieprzaj Aomine, teraz gadam z Taigą.-Odburknęłam. 
-Daj spokój Sayu, pogadamy później, wracaj do niego. -Wtrącił się Kagami, odchodząc ode mnie parę kroków. 
-Czekaj, idę z Tobą, z nim załatwiłam wszystko co miałam załatwić.-Oświadczyłam, ruszyłam za chłopakiem i spoglądłam wymownie na Aomine. 
-Spierdalasz i nawet się ze mną nie pożegnasz?-Oburzył się Granatowowłosy. Ja w odpowiedzi pozdrowiłam go serdecznie środkowym palcem, na co Taiguś uśmiechnął się pod nosem.
-Jak ty nie umiesz pożegnać się kulturalnie to przynajmniej ja to zrobię.-Rzekł Ao po czym podszedł do mnie, mocno szarpnął za rękę w swoją stronę i obdarzył gwałtownym pocałunkiem. 
-Taaa, masz rację, to było bardzo kulturalne. Nara.-Burknęłam i odeszłam. 
***
Dużo rozmawialiśmy z Kagamim. Opowiedziałam mu o wszystkim co siedziało mi na duszy. O popijawie z Kise, o głębokich wyznaniach Aomine i o moich dylematach w stosunku do niego. A najgorsze z tego wszystkiego jest to, że doszliśmy do przerażającego wniosku o którym nawet nie chcę wspominać a jedynie jak najszybciej zapomnieć. Jednakże nie można zapomnieć o czymś, nad czym nie ma się kontroli. 



sobota, 3 października 2015

Chapter 10

Możesz się śmiać
I możesz grać
Wszyscy myślą - to prawdziwa twarz
Przyznaj się - maskę masz
Nikt nie widzi jej - tylko ja
Fałszywy śmiech i w oczach lęk
W każdej chwili mogą
Przejrzeć twoją grę
Słuchaj mnie
Powiem Ci prawdę, choć zaboli Cię.
Zdejmij maskę już
Kim jesteś
Mów 
Wiem 
To nie jest łatwe odkryć swą twarz
Zrób to 
Chociaż wiem jak trudno przyznać się
Trudno jest odgonić strach
Zdejmij wreszcie ją
Zrób to sam.*

W pewnej chwili otworzyłam oczy, i zupełnie nie wiedząc gdzie jestem, o co chodzi a nawet kim jestem, rozejrzałam się dookoła. Zdołałam zobaczyć jedynie zarysy pokoju, mebli, oraz osoby która przy mnie siedziała, gdyż widziałam tylko przez mgłę. ~Aomine?~ Nie mam pojęcia, dlaczego to właśnie on był pierwszą osobą która przyszła mi na myśl.  Jednak przetarłam lekko oczy i tym razem mój wzrok mnie nie mylił. Siedział obok mojego łóżka, głowę schowaną miał w pościeli i bardzo mocno trzymał moją rękę. 
-Daiki...?-Zapytałam niemrawo. Ten gdy tylko usłyszał mój głos z miejsca podniósł się na wysokość mojej twarzy po czym obdarował zachłannym, długim i namiętnym pocałunkiem. 
-Co ty wyprawiasz...? A w ogóle co jest grane? Gdzie jestem...?-Miliony pytań cisnęło mi się na język. 
-Nie ważne, ważne że ja tutaj jestem, Sayu...
-Przestań pieprzyć, Aomine. Obudziłam się i nie mam pojęcia co się stało więc może łaskawie mi powiesz, co?!-Warknęłam poirytowana. 
-Nic nie pamiętasz? Eh... Miałaś wypadek, porządnie pierdolnęłaś się w łeb, straciłaś przytomność i jesteś w szpitalu. Tak w skrócie. 
-Serio? Coś sobie przypominam, ale... ile dni przespałam? 
-Pięć. 
-ILE?-Wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia. -No dobra, ale co ty tu robisz...?
-Czekam aż się w końcu obudzisz? 
-Obudziłam się, proszę, możesz iść. 
-Pójdziemy stąd razem.
-Ale żeś uparty...-Odburknęłam po czym obróciłam się tyłem do Granatowłosego. -Powiedz mi do cholery, dlaczego tak ci na mnie zależy?-Ten nie odpowiedział na zadane prze zemnie pytanie tylko niespodziewanie wślizgnął się pod pościel i ułożył obok mnie. 
-Złaź! Odbija ci?!-Aomine jednak nie miał zamiaru słuchać moich rozkazów, obejmując mnie od tyłu. 
-Bo mi na Tobie zależy. 
-To ja też już wiem. 
-Jesteś kompletną idiotką.-Stwierdził z ironią w głosie. 
-Nie większą niż ty. 
-Zależy mi na Tobie bo Cię kocham, zajarzyłaś? -Wyznał na co ja odwróciłam się w jego stronę i przeleciałam podejrzliwym wzrokiem całe jego oblicze. 
-To takie typki jak ty potrafią kochać?-Wypaliłam.-Uszczypnij mnie bo nie wierze. 
-Ał! nie musiałeś tego robić...
-W dupie mam twoje przekonania, Sayuri. Kocham Cię i myśl sobie kurwa co chcesz. -Zripostował i mocno wtulił się we mnie. Nie pisnęłam już słowem i odwzajemniłam uścisk. Z trudem jednak powstrzymywałam się od dogadania mu i wyjścia z trzaskiem z sali. Jednak tym razem pochłonęły mnie myśli i choćby to, że leżenie w ramionach Aomine było kurewsko przyjemne. Z jednej strony byłam zdezorientowana tym co przed chwilą mi powiedział lecz z drugiej nie widziałam powodu żeby kłamał. W głębi serca rozpierdalało mnie szczęście, że tak niegrzecznie to ujmę, aczkolwiek z zewnątrz wciąż ta sama maska. 
***
Jak powiedział, tak zrobił. Siedział ze mną cały czas i nawet mimo upomnień i reprymend personelu nie miał zamiaru zostawiać mnie samej. Na całe szczęście i być może dzięki niemu następnego dnia wypisali mnie ze szpitala. Odprowadził mnie do domu, po drodze nieustannie mieszając mi w głowie. Opowiadał mi takie rzeczy że w pewnych momentach miałam ochotę zepchnąć go na jezdnię pełną rozpędzonych aut albo utopić w okolicznej rzece. Lecz ta pieprzona ludzka natura przejęła inicjatywę nad moją złością i samo regułami. Sprawiła, że miałam wielką i natychmiastową ochotę znaleźć się z Daikim bardzo blisko, sam na sam. Ledwo do mnie doszliśmy gdyż musiałam cały czas zatykać mu usta i zająć jego język co by przestał wygadywać te niestworzone pierdoły. Weszliśmy do mieszkania, zatrzasnęliśmy drzwi od pokoju i rzuciliśmy się na siebie, dając upust swoim pragnieniom. Znowu to zrobiliśmy. W sumie nie wiem, który to już raz. Nawet moja zasrana, pogwałcona duma nie była tak dobra jak Aomine w łóżku. A teraz leżałam na Daikim, głowę schowałam w zagłębieniu jego szyi a ręką gładziłam jego tors. I intensywnie myślałam nad tym co powiedział mi dzień temu. A serce biło mi jak szalone. Cholera, oby tylko nie usłyszał. 
Po chwili podniosłam się i usiadłam Ao na brzuchu, zniżając się na wysokość jego pięknej facjaty.
-Przestań pierdolić takie głupoty.-Wypaliłam ni z tego ni z owego.
-He? Przecież nic teraz nie mówiłem. 
-Dobrze wiesz o co mi chodzi.
-Nie mam pojęcia. 
-Wiesz co? Zniknij mi z oczu, okej? Nie chcę cię widzieć. -Burknęłam po czym ujęłam twarz chłopaka w dłonie i pocałowałam go. 
-To czemu nie pójdziesz? Droga wolna.
-Pojebało cię? Nigdzie nie mam zamiaru się ruszać, poza tym jestem u siebie w domu. 
-To czemu mnie nie wywalisz?
-Bo nie mam siły ani ochoty się z tobą pieprzyć. 
-Przed chwilą jakoś miałaś. -Odparł sarkastycznie a następnie usiadł i mocno mnie objął.
-Zamknij się. Rujnujesz mi życie. -Wymruczałam opletując go nogami w pasie. 
-Kocham cię.
-Powiedziałam żebyś się do cholery zamknął. I czego ty w ogóle ode mnie oczekujesz?
-Chcę z tobą być. 
-Ta? to szkoda, bo ja z Tobą nie. 
-Ale pierdolisz. -Rzekł, przybliżył usta do mojej szyi i począł obsypywać mnie delikatnymi pocałunkami. 
-Chyba ty. To kiedy się stąd wyniesiesz? Bo już mam cię serdecznie dosyć. 
-Jak przestaniesz kłamać. 
-Kłamać?! O czym ty mówisz Aomine?
-Skoro tak mnie nienawidzisz to czemu zawsze jak masz tylko ochotę na ruchanie, lecisz do mnie? 
-Przecież ktoś mnie musi zaspokoić, nie? A muszę przyznać szczerzę, jesteś w tym dobry. 
-A Kise nie jest? 
-Nie pamiętam, kurwa! Byliśmy pijani! Zazdrosny jesteś? 
-Nie mam o co bo i tak to ja jestem najzajebisztsczy... A Kagami jest?
-Ochujałeś?! On jest dla mnie jak rodzony brat, nic po za tym! W ogóle to czemu ja ci się tłumacze!
-Twoje wymówki są żałosne, mała. 
-Spierdalaj. 
-Faktycznie, masz rację. Idę w chuj bo już nie mogę słuchać twoich kłamstw. -Aomine wstał, migiem założył na siebie ubranie po czym bez słowa wyszedł z mojego domu. Zamknęłam za nim drzwi na zasuwkę, poszłam do kuchni po piwo i wróciłam z powrotem do mojego pokoju. Uśmiechnęłam się sama do siebie. W końcu mam go z głowy. O tak, jest co świętować. Ech, ale serce boli jak skurwysyn. 


*Słowa z piosenki Ewy Farnej - Maska