Waiting for the moon to rise
So I can feel your heat
This love is so completely crazy
You’ve been fucking with my dreams
Ripped me like your torn up jeans
I don’t even care
You can take me there
You can set me my world ablaze ‘cause...
Baby, you’re all I need
Come now, set me free
Like a wildfire, like a wildfire
Breathless, I can’t resist
Melt with your scarlet kiss
Like a wildfire, like a wildfire*
Ah tak! To jest życie. Minął prawie tydzień a ja nie wyszłam z domu, robiąc wyłącznie wszystko na co miałam ochotę. Takie solidne parę dni chwilowej rozłąki ze społeczeństwem zdecydowanie było mi potrzebne. Jednakże nie było tak piękne jak mogłoby się wydawać, gdyż każdy milimetr mojego pokoju przypominał mi tych wszystkich chwilach spędzonych tu z Aomine. Przecież minęło tyle czasu. A przed moimi oczyma nieustannie widniały obrazy wspomnień z tym idiotą. Wglądając przez okno widziałam, jak stoi i czeka na mnie, umilając sobie czas papierosem, z każdym wejściem do kuchni przypominało mi się to, jak dawał bukiet kwiatów mojej rodzicielce, a patrząc na moje łóżko to, jak doprowadzał mnie do skrajnych przyjemności. Nie miałam zbytnio gdzie się wyprowadzić, w związku z tym, zagryzając zęby i ściskając pięści, starałam się jakoś normalnie egzystować.
***
~Ech do cholery jasnej, czy ten zasrany telefon przestanie w końcu dzwonić?!~ -Zapytałam siebie w myślach, choć można było uznać to za pytanie retoryczne. Nawet nie miałam ochoty pofatygować się i zobaczyć, kto tak namiętnie do mnie wydzwania. Lecz ta cholerna smartfonowa maszyna nie przestawała alarmować, więc finalnie chuj mnie zastrzelił i spojrzałam na ekran telefonu.
17 połączeń nieodebranych od: Ryouta Kise
~Jak mu się nudzi to niech wyluzuje, albo sobie zwali, kurwa.~ Pomyślałam i cisnęłam komórką o łóżko. Jednak Blondyn nie dał tak łatwo za wygraną, bowiem kiedy tylko jakaś kurewska niezidentyfikowana siła targnęła mną żeby otworzyć Facebooka, na wyświetlaczu pokazała mi się jedna krótkiej treści wiadomość.
Ryouta Kise: Sayuricchi, jestem w galerii, tej niedaleko ciebie, jak możesz to przyjdź, TO WAŻNE.
Odczytałam i z początku zignorowałam tą tajemniczą propozycję, jednak po niedługim czasie zaczęło mnie to nurtować. Że akurat wtedy nie miałam nic ważnego i ciekawego do roboty, zebrałam się w miarę szybko i pojechałam na miejsce.
*
-Co jest takiego ważnego że mnie tu ściągnąłeś?
-Sayurichhi, wiem że pewnie cię to nie interesuje ale dowiedziałem się czegoś dzisiaj rano...
-To jak mnie nie interesuje to po chuj tu przyszłam? -Bezczelnie wtrąciłam się Kise w zdanie.
-Spokojnie...! Myślę że powinienem ci to powiedzieć.
-Sory... mam jeszcze dzisiaj naprawdę dużo rzeczy do zrobienia i jestem wkurwiona... To co się dzieje?
-No bo Aominecchi...
-Nie chcę o nim słyszeć.-Burknęłam po czym odwróciłam się na pięcie w stronę drzwi wyjściowych.
-Aominecchi wyjeżdża na studia do innego miasta...-Kiedy to usłyszałam migiem wróciłam do Kise i otaksowałam go niedowierzającym spojrzeniem.
-Gdzie?!
-Daleko, Sayuricchi.. Napisał że ma pociąg za godzinę...-Nie odpowiedziałam słowem, zrywając się gwałtownie w te pędy. Biegłam przed siebie, nawet sama nie wiedząc gdzie. ~Opanuj się, kurwa, opanuj!!! Muszę przecież jechać na dworzec!!!~ Uświadomiłam sobie po chwili po czym udałam się na przystanek autobusowy. Czekałam na pojazd niemalże spanikowana, a kiedy już przyjechał, czas podróży dłużył mi się nie miłosiernie. ~Daiki błagam bądź tam jeszcze!!! Niech się kurwa spóźni ten jebany pociąg!!! Aghhh żeby to szlag trafił!!!~ Całą drogę w kółko i nieustannie powtarzałam w myślach te słowa, a ręce miałam ułożone praktycznie jak do modlitwy. Zapomniałam o wszystkich innych sprawach, które teraz stały się nie istotne. Mój puls przyśpieszał z minuty na minutę tak samo jak serce zaczynało bić coraz szybciej. Nie tylko z powodu zdenerwowania. Nie liczyło się już to co powiedziałam Aomine jakiś czas temu. Okłamywałam nie tylko wszystkich dookoła ale przede wszystkim siebie. Nawet nie chciałam dopuścić myśli że już może być za późno aby to wszystko naprawić. Kiedy autobus zatrzymał się na docelowym przystanku, prawie że nie wywaliłam drzwi i pobiegłam co sił w nogach, przecież zostało tylko nie całe dziesięć minut. Momentalnie znalazłam się na dworcu i poczęłam spanikowana przeszukiwać perony. Nigdzie nie mogłam dostrzec sylwetki Aomine. Zatrzymałam się oddychając ciężko i czułam jak do oczu napływają mi łzy. Do tej pory płakałam jedynie ze szczęścia w związku z tym szybko nad sobą zapanowałam i jeszcze raz dokładnie przyjrzałam się otoczeniu. W pewnej chwili, na przeciwko mnie, dwa perony dalej zauważyłam Granatowowłosego przygotowującego się do przyjazdu pociągu.
-DAIKI!!!!!!!!!!!!!!!-Wykrzyczałam najgłośniej jak potrafiłam i jestem wręcz ciekawa jak przeżyły to moje struny głosowe. Ten odwrócił się niepewnie w moją stronę.
-DAIKI, TY IDIOTO! CZEMU MI NIE POWIEDZIAŁEŚ ŻE WYJEŻDŻASZ, CO?!?!!?!?!?!?!? ECH TO TERAZ NIE WAŻNE! ZOSTAŃ, ZOSTAŃ DO CHOLERY!!!!! WRACAJ TU NATYCHMIAST !!!!! BŁAGAM, NIE ZOSTAWIAJ MNIE! NIE ZOSTAWIAJ MNIE BO... BO CIĘ KOCHAM DEBILU!!!!!! KOCHAM CIĘ!!!!! -Wyznałam, co nawet dla mnie było wielkim trudem. Nie zwracałam uwagi na ludzi którzy patrzyli się na mnie jak na granatowego zjaranego kota. Nie zwracałam uwagi na nic. Ale za nim się obejrzałam na peron na którym znajdował się Aomine przyjechał pociąg. Te parę minut od postoju do odjazdu były dla mnie najgorszymi minutami w życiu. Dziwie się że wtedy moje serce nie wyskoczyło z klatki piersiowej a mózg nie eksplodował z powodu zbyt wysokiego stężenia emocji i nerwów w moim organizmie. Finalnie pociąg ruszył. Wagon po wagonie przewijały mi się przez oczy. W końcu odjechał. Wytrzeszczyłam oczy i z przerażeniem stwierdziłam iż nikogo nie ma po drugiej stronie.
-Nie... Kurwa... Nie...!-Syknęłam do siebie po nosem.
-Wyluzuj, i tak miałem wyjechać tylko na kurs wakacyjny. -Niespodziewanie usłyszałam z oddali doskonale znany mi głos. Natychmiastowo odwróciłam głowę w stronę z której docierał.
-Daiki...?-Zapytałam całkiem bez sensownie. Jednakże zaczęłam już myśleć że bezpowrotnie straciłam swoją szanse.
-WYLUZUJ?!!?!?!? TYLKO TYLE MASZ MI DO POWIEDZENIA, KRETYNIE?!??!?!?!!? -Podeszłam do chłopaka i zaczęłam szarpać nim na wszystkie strony świata.
-Uspokój się do cholery, przecież nie pojechałem...-Rzekł i złapał mnie mocno za nadgarstki.
-I CO Z TEGO?! CZEMU O NICZYM MI NIE POWIEDZIAŁEŚ, COO?!?!?!?!? CZEMU KURWA, OKŁAMAŁEŚ KISE ŻE WYJEŻDŻASZ NA STUDIA?!?!?!?!?-Mimo wszystko ja szarpałam się dalej.
-Przecież sama niedawno powiedziałaś że chcesz zapomnieć, że taka osoba jak ja w ogóle istnieje.
-TO BYŁO KIEDYŚ, TERAZ TO JUŻ NIE AKTUALNE DO CHOLERY!!! -Wypaliłam po czym spojrzałam na Aomine zawiedzionym wzrokiem. -Przepraszam, Daiki.... Po prostu za późno zdałam sobie z tego sprawę... Więc proszę... nie zostawiaj mnie już nigdy!!!-Dałam upust swoim emocją i przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam. To był pierwszy raz w całym moim życiu jak doświadczyłam takich emocji. Pierwszy raz kiedy złamałam moją najważniejszą życiową regułę, która teraz nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia.
-Co ty myślisz idiotko, że tak łatwo dałbym sobie z tobą spokój?-Ao odwzajemnił uścisk i pogładził mnie po głowie.
-A skąd mam to wiedzieć, debilu...
-Ech dobra, nie ważne... zakończmy te szopkę bo wywołujemy tu zbyt dużą sensację. -Mruknął Granatowowłosy, łapiąc mnie mocno za rękę.
-Nie obchodzą mnie ci jebani ludzie, teraz obchodzisz mnie tylko i wyłącznie TY! -Stanęłam na palcach, ujęłam twarz Daikiego w dłonie po czym zachłannie i czule wpoiłam się w jego usta.
*
-Ciekawe co zrobisz jak za parę dni znajdziesz o nas artykuł w gazecie...
-W dupie to mam! Będziemy sławni i chuj.
-Jasne...Gdzie chcesz teraz iść?
-Obojętnie, byleby razem! - Odpowiedziałam, złapałam dłoń Aomine i takim sposobem ruszyliśmy przed siebie.
-Taa, racja... To może dokończymy to w czym kiedyś nam przeszkodzili?
-Jestem za! Ale zapamiętaj, jak puścisz moją dłoń to cię zabiję!!!
-Ale nie dam rady trzymać cię 24 godziny na dobę.
-Nie interesuje mnie to! Od dzisiaj należysz tylko do mnie!
-A ty tylko do mnie, Sayuri. Ale z taką różnicą, że nie od dzisiaj.
I tak po tym nazwijmy to małym incydencie, z dworca przetransportowaliśmy się do nie gdzie indziej jak tylko do mojego domu, który to znajdował się w centrum miasta w przeciwieństwie do mieszkania Aomine do którego dotarcie zajmowało dużo więcej czasu.
Nie wiem ile razy, zarówno po drodze mówiąc w miarę normalnie oraz potem, jęcząc wniebogłosy wraz z prośbami o więcej powtórzyłam jego imię z krótkim dopiskiem Kocham Cię. Bez najmniejszych oporów, szczerze, z uczuciem. W końcu popadłam w jego sidła. Zrozumiałam jak bardzo raniłam go ciągle odrzucając, olewając i okłamując. A mimo tego on nieustannie o mnie walczył. Gratulacje, udało ci się Daiki.
*Słowa z piosenki Demi Lovato - Wildfire




