sobota, 10 października 2015

Chapter 11

Następnego dnia zadowolona wstałam i poszłam do szkoły, a potem tak samo z niej wracałam. Wyszłam z budynku, przeszłam obok parku, przez dziedziniec, koło boiska. Chyba pójdę odwiedzić Taigę albo umówię się z Kise na jakieś zakupy, bo przecież już zapomnieliśmy o tym całym pijackim wybryku. A może potrenuje trochę w kosza? 
Kiedy tylko pomyślałam o koszu przed oczami pojawiły mi się wspomnienia kiedy trenowałam z Aomine. ~O czym ty do cholery myślisz, idiotko?!~ Uderzyłam się ręką w czoło i wyciągam telefon ażeby jak najszybciej zadzwonić do któregoś z moich kumpli. Szłam powoli szukając numeru i nie rozglądając się w około. W pewnym momencie poczułam silny zapach dymu papierosowego. Samoistnie podniosłam głowę  i wtedy cała zewnętrzna radość ze mnie opadła. 
-Aomine, a od kiedy ty palisz? -Rzuciłam do chłopka siedzącego na ławce. 
-Od dzisiaj. 
-To daj jednego, bo jak cię zobaczyłam to zjebał mi się humor. 
-Ode mnie nie dostaniesz, nie będziesz się truć tym chujstwem. 
-Łaski bez, sama sobie kupie. Nara.-Burknęłam i ruszyłam dalej. 
-Sayuri zaczekaj. -Zwrócił się do mnie kiedy odchodziłam. 
-Czego chcesz?
-Wczoraj... no trochę przegiąłem.
-Żeby tylko trochę i żeby tylko wczoraj... 
-Więc no... -Zaczął, drapiąc się w tył głowy i uciekając wzrokiem cholera wie gdzie.-Przepraszam, wybacz...-W chwili kiedy to usłyszałam, dosłownie ocipiałam. Aomine Daiki przyznał się do błędu. Trzymajcie mnie. To nie może być prawda, chyba jeszcze mi się wszystko dobrze w główce nie poukładało po tym piątkowym wypadku. Nagle wybuchłam śmiechem. 
-Haha, Daiki przestań! 
-Co niby cię tak śmieszy?!
-To kompletnie do ciebie nie pasuje! Hahaha!
-To zamknij się i doceń to że się dla ciebie pofatygowałem. 
-Oj no dobra oddaje ci honor, haha. -Wtenczas w mig poprawił mi się nastrój, ten zewnętrzny a przede wszystkim wewnętrzny. Usiadłam obok Granatowowłosego po czym zwinęłam mu paczkę szlugów z kieszeni.
-Ej czemu to bierzesz?! Chyba coś powiedziałem na ten temat czyż nie, mała?
-Też nie będziesz się truć. Sprawiedliwość musi być. 
-Będę, ale wiesz co? Zdecydowanie wole smak twoich ust. -Zbliżył się do mnie na znaczną odległość co by mnie pocałować lecz ja uprzedziłam go, kładąc mu łapę na gębie. 
-Już przestań z takimi tekstami, wystarczy, hahahaha! Zajebiście śmiesznie brzmią w twoim wydaniu! Hah.
-To jak będzie, wybaczysz mi? 
-Daj se spokój, Dai-chan. Żebym ci wybaczyła, musiałbyś zniknąć z tej planety. -Powiedziałam z ironią w głosie. 
-Dobra, daj mi chwile to podskoczę do NASA, może mają jakieś rakiety na zbyciu. 
-Hahahahaha! Dobra, dość! Wybaczę ci, ale już przestań. -Wydukałam przez śmiech po czym wślizgnęłam się Aomine na kolana. 
-No okej, jak już ty się pofatygowałeś to teraz pora na mnie. Ech, może i masz rację że kłamię... Ale dobrze wiedziałeś że jestem szczęśliwą singielką która pod żadnym pozorem nie ma zamiaru się z nikim wiązać. No i trzymam się twardo tego poglądu, a może raczej trzymałam. Bo... kurwa. Pojawiłeś się ty i zaczęłam lekko tracić głowę... i jestem mega wkurwiona. 
-Dobrze o tym wiem, idiotko. 
-Ja rozumiem, że świecę idealnością tak jasno że każdy facet boi się podejść do mnie na kilometr i rozumiem że jesteś odważny jak skurwysyn, ale dlaczego ja, co? Chcesz mnie wkurwić? 
-Hah, właśnie za to cię kocham. -Oświadczył i obdarzył mnie długim pocałunkiem. -Dla idealnego faceta, idealna dziewczyna. 
-Jeśli myślisz że przekupisz mnie komplementami to jesteś w wielkim błędzie. 
-Nie mam zamiaru cię przekupywać, po prostu mówię to co myślę, a raczej czuję. 
Dorwałam się zachłannie do ust Aomine, bo czułam że na język nasuwają mi się same głupie rzeczy do których przyznałabym się chyba tylko po porządnej dawce alkoholu. Nawet nie chciałam o tym myśleć.
-Siema młoda. -W pewnej chwili, zupełnie niespodziewanie pojawił się Taiga.
-C-co ty tu robisz Kagamiś?! -Oderwałam się od Ao i popatrzyłam trochę speszona na Czerwonowłosego. 
-Byłem u lekarza i powiedział że jestem już w pełni w porzo. Więc przyszedłem po ciebie, żeby ci powiedzieć. 
-A to zajebiście, no w końcu, stary! -Ucieszona wstałam, podeszłam do Taigi i uścisnęłam go po przyjacielsku. 
-Ej kurwa, ty bezczelny kretynie, nie ładnie to się komuś tak wpierdalać na chama.-Odezwał się Daiki w którym wrzała zazdrość. 
-Spieprzaj Aomine, teraz gadam z Taigą.-Odburknęłam. 
-Daj spokój Sayu, pogadamy później, wracaj do niego. -Wtrącił się Kagami, odchodząc ode mnie parę kroków. 
-Czekaj, idę z Tobą, z nim załatwiłam wszystko co miałam załatwić.-Oświadczyłam, ruszyłam za chłopakiem i spoglądłam wymownie na Aomine. 
-Spierdalasz i nawet się ze mną nie pożegnasz?-Oburzył się Granatowowłosy. Ja w odpowiedzi pozdrowiłam go serdecznie środkowym palcem, na co Taiguś uśmiechnął się pod nosem.
-Jak ty nie umiesz pożegnać się kulturalnie to przynajmniej ja to zrobię.-Rzekł Ao po czym podszedł do mnie, mocno szarpnął za rękę w swoją stronę i obdarzył gwałtownym pocałunkiem. 
-Taaa, masz rację, to było bardzo kulturalne. Nara.-Burknęłam i odeszłam. 
***
Dużo rozmawialiśmy z Kagamim. Opowiedziałam mu o wszystkim co siedziało mi na duszy. O popijawie z Kise, o głębokich wyznaniach Aomine i o moich dylematach w stosunku do niego. A najgorsze z tego wszystkiego jest to, że doszliśmy do przerażającego wniosku o którym nawet nie chcę wspominać a jedynie jak najszybciej zapomnieć. Jednakże nie można zapomnieć o czymś, nad czym nie ma się kontroli. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz