sobota, 3 października 2015

Chapter 10

Możesz się śmiać
I możesz grać
Wszyscy myślą - to prawdziwa twarz
Przyznaj się - maskę masz
Nikt nie widzi jej - tylko ja
Fałszywy śmiech i w oczach lęk
W każdej chwili mogą
Przejrzeć twoją grę
Słuchaj mnie
Powiem Ci prawdę, choć zaboli Cię.
Zdejmij maskę już
Kim jesteś
Mów 
Wiem 
To nie jest łatwe odkryć swą twarz
Zrób to 
Chociaż wiem jak trudno przyznać się
Trudno jest odgonić strach
Zdejmij wreszcie ją
Zrób to sam.*

W pewnej chwili otworzyłam oczy, i zupełnie nie wiedząc gdzie jestem, o co chodzi a nawet kim jestem, rozejrzałam się dookoła. Zdołałam zobaczyć jedynie zarysy pokoju, mebli, oraz osoby która przy mnie siedziała, gdyż widziałam tylko przez mgłę. ~Aomine?~ Nie mam pojęcia, dlaczego to właśnie on był pierwszą osobą która przyszła mi na myśl.  Jednak przetarłam lekko oczy i tym razem mój wzrok mnie nie mylił. Siedział obok mojego łóżka, głowę schowaną miał w pościeli i bardzo mocno trzymał moją rękę. 
-Daiki...?-Zapytałam niemrawo. Ten gdy tylko usłyszał mój głos z miejsca podniósł się na wysokość mojej twarzy po czym obdarował zachłannym, długim i namiętnym pocałunkiem. 
-Co ty wyprawiasz...? A w ogóle co jest grane? Gdzie jestem...?-Miliony pytań cisnęło mi się na język. 
-Nie ważne, ważne że ja tutaj jestem, Sayu...
-Przestań pieprzyć, Aomine. Obudziłam się i nie mam pojęcia co się stało więc może łaskawie mi powiesz, co?!-Warknęłam poirytowana. 
-Nic nie pamiętasz? Eh... Miałaś wypadek, porządnie pierdolnęłaś się w łeb, straciłaś przytomność i jesteś w szpitalu. Tak w skrócie. 
-Serio? Coś sobie przypominam, ale... ile dni przespałam? 
-Pięć. 
-ILE?-Wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia. -No dobra, ale co ty tu robisz...?
-Czekam aż się w końcu obudzisz? 
-Obudziłam się, proszę, możesz iść. 
-Pójdziemy stąd razem.
-Ale żeś uparty...-Odburknęłam po czym obróciłam się tyłem do Granatowłosego. -Powiedz mi do cholery, dlaczego tak ci na mnie zależy?-Ten nie odpowiedział na zadane prze zemnie pytanie tylko niespodziewanie wślizgnął się pod pościel i ułożył obok mnie. 
-Złaź! Odbija ci?!-Aomine jednak nie miał zamiaru słuchać moich rozkazów, obejmując mnie od tyłu. 
-Bo mi na Tobie zależy. 
-To ja też już wiem. 
-Jesteś kompletną idiotką.-Stwierdził z ironią w głosie. 
-Nie większą niż ty. 
-Zależy mi na Tobie bo Cię kocham, zajarzyłaś? -Wyznał na co ja odwróciłam się w jego stronę i przeleciałam podejrzliwym wzrokiem całe jego oblicze. 
-To takie typki jak ty potrafią kochać?-Wypaliłam.-Uszczypnij mnie bo nie wierze. 
-Ał! nie musiałeś tego robić...
-W dupie mam twoje przekonania, Sayuri. Kocham Cię i myśl sobie kurwa co chcesz. -Zripostował i mocno wtulił się we mnie. Nie pisnęłam już słowem i odwzajemniłam uścisk. Z trudem jednak powstrzymywałam się od dogadania mu i wyjścia z trzaskiem z sali. Jednak tym razem pochłonęły mnie myśli i choćby to, że leżenie w ramionach Aomine było kurewsko przyjemne. Z jednej strony byłam zdezorientowana tym co przed chwilą mi powiedział lecz z drugiej nie widziałam powodu żeby kłamał. W głębi serca rozpierdalało mnie szczęście, że tak niegrzecznie to ujmę, aczkolwiek z zewnątrz wciąż ta sama maska. 
***
Jak powiedział, tak zrobił. Siedział ze mną cały czas i nawet mimo upomnień i reprymend personelu nie miał zamiaru zostawiać mnie samej. Na całe szczęście i być może dzięki niemu następnego dnia wypisali mnie ze szpitala. Odprowadził mnie do domu, po drodze nieustannie mieszając mi w głowie. Opowiadał mi takie rzeczy że w pewnych momentach miałam ochotę zepchnąć go na jezdnię pełną rozpędzonych aut albo utopić w okolicznej rzece. Lecz ta pieprzona ludzka natura przejęła inicjatywę nad moją złością i samo regułami. Sprawiła, że miałam wielką i natychmiastową ochotę znaleźć się z Daikim bardzo blisko, sam na sam. Ledwo do mnie doszliśmy gdyż musiałam cały czas zatykać mu usta i zająć jego język co by przestał wygadywać te niestworzone pierdoły. Weszliśmy do mieszkania, zatrzasnęliśmy drzwi od pokoju i rzuciliśmy się na siebie, dając upust swoim pragnieniom. Znowu to zrobiliśmy. W sumie nie wiem, który to już raz. Nawet moja zasrana, pogwałcona duma nie była tak dobra jak Aomine w łóżku. A teraz leżałam na Daikim, głowę schowałam w zagłębieniu jego szyi a ręką gładziłam jego tors. I intensywnie myślałam nad tym co powiedział mi dzień temu. A serce biło mi jak szalone. Cholera, oby tylko nie usłyszał. 
Po chwili podniosłam się i usiadłam Ao na brzuchu, zniżając się na wysokość jego pięknej facjaty.
-Przestań pierdolić takie głupoty.-Wypaliłam ni z tego ni z owego.
-He? Przecież nic teraz nie mówiłem. 
-Dobrze wiesz o co mi chodzi.
-Nie mam pojęcia. 
-Wiesz co? Zniknij mi z oczu, okej? Nie chcę cię widzieć. -Burknęłam po czym ujęłam twarz chłopaka w dłonie i pocałowałam go. 
-To czemu nie pójdziesz? Droga wolna.
-Pojebało cię? Nigdzie nie mam zamiaru się ruszać, poza tym jestem u siebie w domu. 
-To czemu mnie nie wywalisz?
-Bo nie mam siły ani ochoty się z tobą pieprzyć. 
-Przed chwilą jakoś miałaś. -Odparł sarkastycznie a następnie usiadł i mocno mnie objął.
-Zamknij się. Rujnujesz mi życie. -Wymruczałam opletując go nogami w pasie. 
-Kocham cię.
-Powiedziałam żebyś się do cholery zamknął. I czego ty w ogóle ode mnie oczekujesz?
-Chcę z tobą być. 
-Ta? to szkoda, bo ja z Tobą nie. 
-Ale pierdolisz. -Rzekł, przybliżył usta do mojej szyi i począł obsypywać mnie delikatnymi pocałunkami. 
-Chyba ty. To kiedy się stąd wyniesiesz? Bo już mam cię serdecznie dosyć. 
-Jak przestaniesz kłamać. 
-Kłamać?! O czym ty mówisz Aomine?
-Skoro tak mnie nienawidzisz to czemu zawsze jak masz tylko ochotę na ruchanie, lecisz do mnie? 
-Przecież ktoś mnie musi zaspokoić, nie? A muszę przyznać szczerzę, jesteś w tym dobry. 
-A Kise nie jest? 
-Nie pamiętam, kurwa! Byliśmy pijani! Zazdrosny jesteś? 
-Nie mam o co bo i tak to ja jestem najzajebisztsczy... A Kagami jest?
-Ochujałeś?! On jest dla mnie jak rodzony brat, nic po za tym! W ogóle to czemu ja ci się tłumacze!
-Twoje wymówki są żałosne, mała. 
-Spierdalaj. 
-Faktycznie, masz rację. Idę w chuj bo już nie mogę słuchać twoich kłamstw. -Aomine wstał, migiem założył na siebie ubranie po czym bez słowa wyszedł z mojego domu. Zamknęłam za nim drzwi na zasuwkę, poszłam do kuchni po piwo i wróciłam z powrotem do mojego pokoju. Uśmiechnęłam się sama do siebie. W końcu mam go z głowy. O tak, jest co świętować. Ech, ale serce boli jak skurwysyn. 


*Słowa z piosenki Ewy Farnej - Maska 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz