sobota, 19 września 2015

Chapter 8

I tak oto rozpoczęłam podwójne życie. A nawet potrójne. Zaczęłam częściej umawiać się z Aomine o czym wiedział Kise, a z kolei o tym że spotykam się też z Kise nie wiedział Aomine, o kompletnie o niczym nie wiedziała Yuuki, nie wspominając już o mojej matce. Jedyną osobą która wiedziała o wszystkim był Taiga.  Skomplikowane to życie. Pogwałciłam wszelką dumę i utworzyłam nową samo regułę opierającą się na słynnych słowach "Carpe Diem" zgodnie z którymi bez względu na wszystko zapragnęłam trochę zaszaleć. Z Kise staliśmy się dobrymi kumplami, którzy czasem lubią wybrać się na kawę lub pójść razem do centrum handlowego na zakupy. Jednakże z Aomine sprawa wyglądała nieco inaczej. Z każdym naszym spotkaniem zaczynałam coraz bardziej i bardziej szaleć na jego punkcie. I najgorsze w tym wszystkim było to że nie miałam na to wpływu. Nagle zaczął podobać mi się jego arogancki charakter, markowe ciuchy i sama zaczęłam rywalizować z nim w ilości drogich butów do koszykówki. Nagle pokochałam, nie bojąc się już użyć tego słowa, jego piękne umięśnione ciało w kolorze czekolady, która z resztą bardzo mi posmakowała, oraz zakochałam się w kolorze jego zniewalających granatowych tęczówek. Mimo wszystko, wciąż byliśmy parą dokuczających sobie nawzajem gówniarzy. Były momenty kiedy chciałam to wszystko zmienić, lecz jakaś cząstka mojego żelaznego postanowienia nie chciała mi na to pozwolić. 
Nadszedł dzień kiedy to nie w pełni świadoma zrobiłam coś bardzo głupiego. 
***
-Witaj Kotobashicchi w moich skromnych progach! - Przywitał się ze mną Kise zapraszając mnie do swojego domu. 
-Hahah, miło mi ale skromne to one nie są. -Zaśmiałam się i weszłam do środka. 
W sumie to dzięki Aomine poszerzyłam moje horyzonty życiowe naprawdę bardzo obszernie. Wszystko zaczęło się od znalezieniu w życiu innych form rozrywki jak tylko laptop 24 godziny na dobę. Najpierw miałam okazję potrenować z piekielnie dobrym graczem koszykówki, potem przekonałam się że jestem w stanie przekroczyć moje wszelkie granice, a skończyło się na tym że ląduje w domu sławnego modela którego jestem od niedawna dobrą znajomą. Brzmi fantastycznie, prawda? 
-Kisiaczku, kochaniee, polejże no jeszcze tego wina!-Podeszłam do Blondyna z kieliszkiem w dłoni tak chwiejnym krokiem, że gdyby nie ściany i meble już dawno leżałabym plackiem i wąchała podłogę. 
-Sayuricchi jesteś już nawalona jak świnia, nie dam ci więcej.-Odmówił Ryouta który był w takim samym stanie jak ja, lecz jeszcze jarzył mniej więcej. 
Nasze przyjacielskie spotkanie w mig przerodziło się w nie małą popijawę wszystkiego wyskokowego co mieliśmy wówczas pod ręką, a że oboje lubimy konwersować w towarzystwie odpowiednich napojów i trunków i mieliśmy tego sporo, ciężko byłoby zrezygnować z takiej okazji, a do tego jeszcze w "apartamencie" Kise. Ale dzisiaj jednak za dużo tego wypiliśmy. 
-Kisiuniuuu proszę, jeszcze lampeczka.-Wybełkotałam błagalnym tonem po czym chcąc usiąść na sofie, wewaliłam się Kise na kolana. 
-Nie naleje ci więcej kochana, szkoda twojej szanownej wątroby. 
-Haha, Kisiaczku drogi, walić moją wątrobę. -Zaśmiałam się donośnie przerzucając mu ręke przez barki. -Ostatnią, dobrze? Obiecuje. -Rzekłam, patrząc na chłopaka przenikliwie słodkim wzrokiem. 
-Oj no dobrze, skoro tak pięknie mnie prosisz...-Nie protestując już, Kise polał nam jeszcze odrobinę. Wypiłam to jednym haustem,  po czym zbliżyłam swoje usta do policzka Blondyna. 
-Dziękuje kochanie, teraz czuję się o niebo lepiej.-Wymamrotałam i pocałowałam go w policzek. 
-Nie ma za co, moja droga...-Ryouta dopił do końca a następnie mocno objął mnie w pasie. -Nie chwiej się tak, bo spadniesz.
-Spoko, przecież mnie trzymasz, a jak będę lecieć to złapiesz, prawda?-Mruknęłam, zaplatając dłonie wokół szyi Blond-modela.
-Nic nie obiecuje, Kotobashicchi. Najwyżej spadniemy razem.-Rzekł Kise po czym niespodziewanie zaczął mnie całować. Po chwili zapomnieliśmy się całkowicie, żadne  z nas nie było jednak do końca świadome co robi. Minęła minuta, może dwie a nasze ubrania zaczynały jedno po drugim spadać na podłogę. Nie powstrzymując się ani trochę, finalnie daliśmy ponieść się chwili. Momentalnie zapominałam o całym świecie, o tym co robię, o Aomine. Nie liczyło się nic prócz ciała Kise. Eh, jak ja nienawidzę być pijaną, bo niby po alkoholu nabiera się odwagi, nie? Ale skoro jestem  już odważna bez procentów, to do czego w takim wypadku jestem zdolna po pijaku? Uh, wolałabym nie wiedzieć, bo jeszcze kiedyś trafię do pierdla i nie będę nawet pamiętać z jakiego powodu. Ale nie o tym.
-Kisiuu, ah, jesteś niesamowity, wiesz? 
-Nie, nie Sayuricchi, ty jesteś. 
-Ty jesteś i nie kłóć się ze mną! Ahh, jesteś taki zajebisty że mam ochotę to wykrzyczeć całemu światu!
-Hahaha, przestań mi już tak schlebiać.
-Poczekaj sekundke kochanie, dobrze?-Zeszłam z Ryouty i ledwo idąc udałam się po mój telefon. Po krótkim czasie wróciłam powrotem i znowu wskoczyłam na chłopaka. 
-Po co ci to Kotobashicchi? 
-Chodź bliżej mój przystojniaczku, zrobimy sobie fotkę. 
-Z przyjemnością, z Tobą to już sam zaszczyt. 
-Nawzajem.-Powiedziałam po czym styknęłam się policzkiem z Blondynem, wystawiłam język, jedną dłonią subtelnie dotykając go po twarzy natomiast drugą zrobiłam zdjęcie. 
-Patrz jak zajebiście wyszliśmy! Ahh nie wytrzymam jak się nim komuś nie pochwalę!
-Tak, zdecydowanie pasujemy do siebie jak ulał, powinnaś zostać modelką, kochana!
-No ba! Masz coś na koncie? Jestem kompletnie spłukana a chcę to koniecznie wysłać!
-Spokojnie, mam, ale komu chcesz to wysłać?
-Aomine. Wyślę je Aomine!
-O tak, pochwal się mu, na pewno spali się z zazdrości! 
-I o to chodzi mój Kisiaczku!
Nacisnęłam "wyślij" a potem dumna z siebie zaczęłam zwijać się ze śmiechu. Lecz gdy następnego dnia zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam, wcale do śmiechu mi nie było. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz