-Sayuri, co chodzisz taka naburmuszona, czyżby coś się stało?-Męczyła mnie Yuuki od samego rana, łażąc za mną po całej szkole.
-Nic się nie stało, po prostu mam kaca giganta i w ogóle to weź spieprzaj.
-A z kim to się tak ostro zabawiałaś, co?
-Sama ze sobą.
-Jasne, jasne. Jestem wręcz pewna z kim.
-Piłam do lustra, najlepszy towarzysz na świece, bawiłam się jak nigdy dotąd.-Parłam prosto przed siebie, byleby tylko uciec przed tą ciekawską pindzią, chociaż wiedziałam iż to i tak nie miało większego sensu. Drugim moim problemem było również to że nie chciałam zbytnio widzieć się z Aomine. Na pewno chodziło o to że nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy po tym co zrobiłam, jednak mimo wszystko myślałam że po tym wszystkim w końcu sobie mnie odpuści a moje życie wróci do normy. Zawsze zastanawiam się dlaczego kiedy o czymś pomyślę, to prędzej czy później to coś musi się wydarzyć. Klątwa?
-Siema Sayu!-Nagle ktoś zatrzymał mnie szarpiąc lekko za ramię.
-Czego znowu chcesz Aomine?!-Przywitałam się mniej kulturalnie gdyż koło mnie ciągle stała Yuuki i bacznie obserwowała całe zajście.
-Nie wiedziałem że jesteście z Kise tak BLISKO.-Odpowiedział, ze szczególnym podkreśleniem ostatniego słowa.
-To teraz już wiesz, coś jeszcze? Bo mi się śpieszy.
-Jeśli myślisz że dam sobie z tobą spokój to jesteś w wielkim błędzie, malutka.
-Jeśli myślisz że zrobiłam to specjalnie to jesteś w wielkim błędzie, malutki.
-Wiesz co myślę? Tylko winni się tłumaczą.
-To weź nie tłumacz się za mnie. -Odburknęłam po czym zamierzałam odejść w swoją stronę lecz Daiki złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Dobra, kończymy temat kochanie. Cieszę się że zajebiście się bawiłaś z moim kumplem, tylko szkoda że nie zadzwoniłaś, bo bym dołączył.
-Trzeba było przyjść i puść mnie do jasnej cholery!
-Wyluzuj, do dzwonka jeszcze parę minut. A swoją drogą to chyba w piątek twoja drużyna gra mecz towarzyski, nie?
-Ta, a co ci do tego?
-Przyjdź po lekcjach na boisko to potrenuję z tobą trochę.
-Hę? Spieprzaj. Co, myślisz że jestem tak słaba że bez twojej pomocy nie dam sobie rady?
-Nie, ale mogę sprawić żebyś była najlepsza z najlepszych.
-Jestem. A teraz już daj mi spokój.
-Kurewsko się za tobą stęskniłem.-Wyznał jednocześnie łapiąc moją drugą dłoń i uśmiechnął się szczerze.
-Ehh, Aomine ja już kurwa tego nie rozumiem... czemu ty się tak starasz, co?
-Bo mi na tobie cholernie zależy.-Rzekł po czym pocałował mnie i jak gdyby nigdy nic, odszedł w głąb korytarza. Ja odwróciłam się i przypomniałam sobie że moja wścibska przyjaciółka cały czas towarzyszyła mi przy tej rozmowie. Wykorzystałam moment, kiedy zbierała swoją szczękę z podłogi i udałam się prosto do mojej klasy. Potem już tylko unikałam jej jak ognia bo w żadnym wypadku nie zamierzałam jej niczego tłumaczyć. Po lekcjach nie poszłam na boisko. Wróciłam do domu, rzuciłam wszystko i poszłam spać. Każdy kolejny dzień mijał tak samo. Znowu unikałam tego opalonego kretyna z taką nowością że jeszcze starałam się unikać Yuuki, chodziłam odwiedzać wciąż chorego Taigę i trenowałam. Niby wszystko wróciło do mojej normy. Tydzień zleciał bardzo szybko, chociaż spokojnie.
Piątek, 17:30
Za pół godziny miał rozpocząć się mecz towarzyski między moją drużyną a drużyną z innego liceum, która ponoć ma opinię silnej, o czym niebawem będę się miała okazję przekonać. Właśnie trenowaliśmy na sali, co by się trochę rozgrzać, tak o, żeby kości nie bolały i nie było zakwasów. Nie przykładałam się zbytnio, gdyż z góry wiedziałam iż zwycięstwo mamy w kieszeni. Wiem że brzmię trochę jak Aomine, ale co do tej kwestii to mieliśmy identyczne zdanie. Pięć minut przed rozpoczęciem meczu rozejrzałam się po trybunach. Było tam dość dużo ludzi, trochę tych, których znałam, a trochę tych których nie za bardzo. Ale w pewnej chwili w oczy rzuciła mi się osoba, którą znałam doskonale.
-Patrz kto przyszedł, Sayuri! I jeszcze usiadł w pierwszym rzędzie!-Rzekła Yuuki, która również dostrzegła tego opalonego kretyna.
-No i? Niech się skurwiel patrzy i uczy!
-Jak zawsze przesadnie pewna siebie...
Nawet się nie obejrzałyśmy jak sędzia dmuchnął w gwizdek, sygnalizując ustawianie drużyn. Pojedynek rozpoczął się w mgnieniu oka. Już na samym początku dobrze nam szło. Grałam tak jak zazwyczaj, jednak obecność Aomine wywierała na mnie pewnego rodzaju presję. Nie wiem co to było za wstrętne uczucie. Zawsze lubiłam pokazywać się od najlepszej strony i błyszczeć w każdej sytuacji. Byłam rozkojarzona. Chciałam dać z siebie więcej niż dotychczas. Jeden rzut za drugim. Szybkie podania. Bieganie po całym boisku. Nie pozwalałam nikomu przejąć piłki choć na chwilę. Byłam wykończona.
-Sayuri podaj! -W pewnym momencie zwróciła się do mnie koleżanka z drużyny, która znajdowała się pod koszem. Jednakże ja nie miałam zamiaru oddawać jej piłki. Mimo tego że byłam w połowie boiska i kryły mnie cztery zawodniczki, postanowiłam przebić się przez nie i sama zdobyć punkt. Więc ruszyłam przed siebie na łeb na szyję.
-Sayu idiotko!!! Podajżesz to do cholery, nie jesteś sama na boisku!!!-Podleciała do mnie Yuuki rozwścieczona moją taktyką gry. Ja znowu zignorowałam prośbę i biegłam dalej, omijając z trudem przeciwniczki.
-Jak nie chcesz podać po dobroci to odbiorę ci ją siłą! -W ostateczności dziewczyna podbiegła do mnie i zaczęła wyrywać mi piłkę, co po chwili jej się udało. Wkurzyłam się porządnie i ruszyłam za nią co by nie dopuścić do tego żeby ktoś inny niż ja zdobył kosza. Biegnąc, nie zauważyłam zawodniczki z przeciwnego zespołu. Wpadłam na nią z impetem po czym potknęłam się i z całą siłą uderzyłam w słupek bramki do piłki nożnej. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i czułam krew spływającą mi z czoła. Pojęcia nie mam, co było dalej.




