sobota, 26 września 2015

Chapter 9

Dwa dni później, poranek w naszym lieceum

-Sayuri, co chodzisz taka naburmuszona, czyżby coś się stało?-Męczyła mnie Yuuki od samego rana, łażąc za mną po całej szkole.

-Nic się nie stało, po prostu mam kaca giganta i w ogóle to weź spieprzaj.
-A z kim to się tak ostro zabawiałaś, co?
-Sama ze sobą.
-Jasne, jasne. Jestem wręcz pewna z kim.
-Piłam do lustra, najlepszy towarzysz na świece, bawiłam się jak nigdy dotąd.-Parłam prosto przed siebie, byleby tylko uciec przed tą ciekawską pindzią, chociaż wiedziałam iż to i tak nie miało większego sensu. Drugim moim problemem było również to że nie chciałam zbytnio widzieć się z Aomine. Na pewno chodziło o to że nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy po tym co zrobiłam, jednak mimo wszystko myślałam że po tym wszystkim w końcu sobie mnie odpuści a moje życie wróci do normy. Zawsze zastanawiam się dlaczego kiedy o czymś pomyślę, to prędzej czy później to coś musi się wydarzyć. Klątwa?
-Siema Sayu!-Nagle ktoś zatrzymał mnie szarpiąc lekko za ramię.
-Czego znowu chcesz Aomine?!-Przywitałam się mniej kulturalnie gdyż koło mnie ciągle stała Yuuki i bacznie obserwowała całe zajście.
-Nie wiedziałem że jesteście z Kise tak BLISKO.-Odpowiedział, ze szczególnym podkreśleniem ostatniego słowa.
-To teraz już wiesz, coś jeszcze? Bo mi się śpieszy.
-Jeśli myślisz że dam sobie z tobą spokój to jesteś w wielkim błędzie, malutka.
-Jeśli myślisz że zrobiłam to specjalnie to jesteś w wielkim błędzie, malutki.
-Wiesz co myślę? Tylko winni się tłumaczą.
-To weź nie tłumacz się za mnie. -Odburknęłam po czym zamierzałam odejść w swoją stronę lecz Daiki złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Dobra, kończymy temat kochanie. Cieszę się że zajebiście się bawiłaś z moim kumplem, tylko szkoda że nie zadzwoniłaś, bo bym dołączył.
-Trzeba było przyjść i puść mnie do jasnej cholery!
-Wyluzuj, do dzwonka jeszcze parę minut. A swoją drogą to chyba w piątek twoja drużyna gra mecz towarzyski, nie?
-Ta, a co ci do tego?
-Przyjdź po lekcjach na boisko to potrenuję z tobą trochę.
-Hę? Spieprzaj. Co, myślisz że jestem tak słaba że bez twojej pomocy nie dam sobie rady?
-Nie, ale mogę  sprawić żebyś była najlepsza z najlepszych.
-Jestem. A teraz już daj mi spokój.
-Kurewsko się za tobą stęskniłem.-Wyznał jednocześnie łapiąc moją drugą dłoń i uśmiechnął się szczerze.
-Ehh, Aomine ja już kurwa tego nie rozumiem... czemu ty się tak starasz, co?
-Bo mi na tobie cholernie zależy.-Rzekł po czym pocałował mnie i jak gdyby nigdy nic, odszedł w głąb korytarza. Ja odwróciłam się i przypomniałam sobie że moja wścibska przyjaciółka cały czas towarzyszyła mi przy tej rozmowie. Wykorzystałam moment, kiedy zbierała swoją szczękę z podłogi i udałam się prosto do mojej klasy. Potem już tylko unikałam jej jak ognia bo w żadnym wypadku nie zamierzałam jej niczego tłumaczyć. Po lekcjach nie poszłam na boisko. Wróciłam do domu, rzuciłam wszystko i poszłam spać. Każdy kolejny dzień mijał tak samo. Znowu unikałam tego opalonego kretyna z taką nowością że jeszcze starałam się unikać Yuuki, chodziłam odwiedzać wciąż chorego Taigę i trenowałam. Niby wszystko wróciło do mojej normy. Tydzień zleciał bardzo szybko, chociaż spokojnie.

Piątek, 17:30


Za pół godziny miał rozpocząć się mecz towarzyski między moją drużyną a drużyną z innego liceum, która ponoć ma opinię silnej, o czym niebawem będę się miała okazję przekonać. Właśnie trenowaliśmy na sali, co by się trochę rozgrzać, tak o, żeby kości nie bolały i nie było zakwasów. Nie przykładałam się zbytnio, gdyż z góry wiedziałam iż zwycięstwo mamy w kieszeni. Wiem że brzmię trochę jak Aomine, ale co do tej kwestii to mieliśmy identyczne zdanie. Pięć minut przed rozpoczęciem meczu rozejrzałam się po trybunach. Było tam dość dużo ludzi, trochę tych, których znałam, a trochę tych których nie za bardzo. Ale w pewnej chwili w oczy rzuciła mi się osoba, którą znałam doskonale.

-Patrz kto przyszedł, Sayuri! I jeszcze usiadł w pierwszym rzędzie!-Rzekła Yuuki, która również dostrzegła tego opalonego kretyna.
-No i? Niech się skurwiel patrzy i uczy!
-Jak zawsze przesadnie pewna siebie...
Nawet się nie obejrzałyśmy jak sędzia dmuchnął w gwizdek, sygnalizując ustawianie drużyn. Pojedynek rozpoczął się w mgnieniu oka. Już na samym początku dobrze nam szło. Grałam tak jak zazwyczaj, jednak obecność Aomine wywierała na mnie pewnego rodzaju presję. Nie wiem co to było za wstrętne uczucie. Zawsze lubiłam pokazywać się od najlepszej strony i błyszczeć w każdej sytuacji. Byłam rozkojarzona. Chciałam dać z siebie więcej niż dotychczas. Jeden rzut za drugim. Szybkie podania. Bieganie po całym boisku. Nie pozwalałam nikomu przejąć piłki choć na chwilę. Byłam wykończona.
-Sayuri podaj! -W pewnym momencie zwróciła się do mnie koleżanka z drużyny, która znajdowała się pod koszem. Jednakże ja nie miałam zamiaru oddawać jej piłki. Mimo tego że byłam w połowie boiska i kryły mnie cztery zawodniczki, postanowiłam przebić się przez nie i sama zdobyć punkt. Więc ruszyłam przed siebie na łeb na szyję.
-Sayu idiotko!!! Podajżesz to do cholery, nie jesteś sama na boisku!!!-Podleciała do mnie Yuuki rozwścieczona moją taktyką gry. Ja znowu zignorowałam prośbę i biegłam dalej, omijając z trudem przeciwniczki.
-Jak nie chcesz podać po dobroci to odbiorę ci ją siłą! -W ostateczności dziewczyna podbiegła do mnie i zaczęła wyrywać mi piłkę, co po chwili jej się udało. Wkurzyłam się porządnie i ruszyłam za nią co by nie dopuścić do tego żeby ktoś inny niż ja zdobył kosza. Biegnąc, nie zauważyłam zawodniczki z przeciwnego zespołu. Wpadłam na nią z impetem po czym potknęłam się i z całą siłą uderzyłam w słupek bramki do piłki nożnej. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i czułam krew spływającą mi z czoła. Pojęcia nie mam, co było dalej.


sobota, 19 września 2015

Chapter 8

I tak oto rozpoczęłam podwójne życie. A nawet potrójne. Zaczęłam częściej umawiać się z Aomine o czym wiedział Kise, a z kolei o tym że spotykam się też z Kise nie wiedział Aomine, o kompletnie o niczym nie wiedziała Yuuki, nie wspominając już o mojej matce. Jedyną osobą która wiedziała o wszystkim był Taiga.  Skomplikowane to życie. Pogwałciłam wszelką dumę i utworzyłam nową samo regułę opierającą się na słynnych słowach "Carpe Diem" zgodnie z którymi bez względu na wszystko zapragnęłam trochę zaszaleć. Z Kise staliśmy się dobrymi kumplami, którzy czasem lubią wybrać się na kawę lub pójść razem do centrum handlowego na zakupy. Jednakże z Aomine sprawa wyglądała nieco inaczej. Z każdym naszym spotkaniem zaczynałam coraz bardziej i bardziej szaleć na jego punkcie. I najgorsze w tym wszystkim było to że nie miałam na to wpływu. Nagle zaczął podobać mi się jego arogancki charakter, markowe ciuchy i sama zaczęłam rywalizować z nim w ilości drogich butów do koszykówki. Nagle pokochałam, nie bojąc się już użyć tego słowa, jego piękne umięśnione ciało w kolorze czekolady, która z resztą bardzo mi posmakowała, oraz zakochałam się w kolorze jego zniewalających granatowych tęczówek. Mimo wszystko, wciąż byliśmy parą dokuczających sobie nawzajem gówniarzy. Były momenty kiedy chciałam to wszystko zmienić, lecz jakaś cząstka mojego żelaznego postanowienia nie chciała mi na to pozwolić. 
Nadszedł dzień kiedy to nie w pełni świadoma zrobiłam coś bardzo głupiego. 
***
-Witaj Kotobashicchi w moich skromnych progach! - Przywitał się ze mną Kise zapraszając mnie do swojego domu. 
-Hahah, miło mi ale skromne to one nie są. -Zaśmiałam się i weszłam do środka. 
W sumie to dzięki Aomine poszerzyłam moje horyzonty życiowe naprawdę bardzo obszernie. Wszystko zaczęło się od znalezieniu w życiu innych form rozrywki jak tylko laptop 24 godziny na dobę. Najpierw miałam okazję potrenować z piekielnie dobrym graczem koszykówki, potem przekonałam się że jestem w stanie przekroczyć moje wszelkie granice, a skończyło się na tym że ląduje w domu sławnego modela którego jestem od niedawna dobrą znajomą. Brzmi fantastycznie, prawda? 
-Kisiaczku, kochaniee, polejże no jeszcze tego wina!-Podeszłam do Blondyna z kieliszkiem w dłoni tak chwiejnym krokiem, że gdyby nie ściany i meble już dawno leżałabym plackiem i wąchała podłogę. 
-Sayuricchi jesteś już nawalona jak świnia, nie dam ci więcej.-Odmówił Ryouta który był w takim samym stanie jak ja, lecz jeszcze jarzył mniej więcej. 
Nasze przyjacielskie spotkanie w mig przerodziło się w nie małą popijawę wszystkiego wyskokowego co mieliśmy wówczas pod ręką, a że oboje lubimy konwersować w towarzystwie odpowiednich napojów i trunków i mieliśmy tego sporo, ciężko byłoby zrezygnować z takiej okazji, a do tego jeszcze w "apartamencie" Kise. Ale dzisiaj jednak za dużo tego wypiliśmy. 
-Kisiuniuuu proszę, jeszcze lampeczka.-Wybełkotałam błagalnym tonem po czym chcąc usiąść na sofie, wewaliłam się Kise na kolana. 
-Nie naleje ci więcej kochana, szkoda twojej szanownej wątroby. 
-Haha, Kisiaczku drogi, walić moją wątrobę. -Zaśmiałam się donośnie przerzucając mu ręke przez barki. -Ostatnią, dobrze? Obiecuje. -Rzekłam, patrząc na chłopaka przenikliwie słodkim wzrokiem. 
-Oj no dobrze, skoro tak pięknie mnie prosisz...-Nie protestując już, Kise polał nam jeszcze odrobinę. Wypiłam to jednym haustem,  po czym zbliżyłam swoje usta do policzka Blondyna. 
-Dziękuje kochanie, teraz czuję się o niebo lepiej.-Wymamrotałam i pocałowałam go w policzek. 
-Nie ma za co, moja droga...-Ryouta dopił do końca a następnie mocno objął mnie w pasie. -Nie chwiej się tak, bo spadniesz.
-Spoko, przecież mnie trzymasz, a jak będę lecieć to złapiesz, prawda?-Mruknęłam, zaplatając dłonie wokół szyi Blond-modela.
-Nic nie obiecuje, Kotobashicchi. Najwyżej spadniemy razem.-Rzekł Kise po czym niespodziewanie zaczął mnie całować. Po chwili zapomnieliśmy się całkowicie, żadne  z nas nie było jednak do końca świadome co robi. Minęła minuta, może dwie a nasze ubrania zaczynały jedno po drugim spadać na podłogę. Nie powstrzymując się ani trochę, finalnie daliśmy ponieść się chwili. Momentalnie zapominałam o całym świecie, o tym co robię, o Aomine. Nie liczyło się nic prócz ciała Kise. Eh, jak ja nienawidzę być pijaną, bo niby po alkoholu nabiera się odwagi, nie? Ale skoro jestem  już odważna bez procentów, to do czego w takim wypadku jestem zdolna po pijaku? Uh, wolałabym nie wiedzieć, bo jeszcze kiedyś trafię do pierdla i nie będę nawet pamiętać z jakiego powodu. Ale nie o tym.
-Kisiuu, ah, jesteś niesamowity, wiesz? 
-Nie, nie Sayuricchi, ty jesteś. 
-Ty jesteś i nie kłóć się ze mną! Ahh, jesteś taki zajebisty że mam ochotę to wykrzyczeć całemu światu!
-Hahaha, przestań mi już tak schlebiać.
-Poczekaj sekundke kochanie, dobrze?-Zeszłam z Ryouty i ledwo idąc udałam się po mój telefon. Po krótkim czasie wróciłam powrotem i znowu wskoczyłam na chłopaka. 
-Po co ci to Kotobashicchi? 
-Chodź bliżej mój przystojniaczku, zrobimy sobie fotkę. 
-Z przyjemnością, z Tobą to już sam zaszczyt. 
-Nawzajem.-Powiedziałam po czym styknęłam się policzkiem z Blondynem, wystawiłam język, jedną dłonią subtelnie dotykając go po twarzy natomiast drugą zrobiłam zdjęcie. 
-Patrz jak zajebiście wyszliśmy! Ahh nie wytrzymam jak się nim komuś nie pochwalę!
-Tak, zdecydowanie pasujemy do siebie jak ulał, powinnaś zostać modelką, kochana!
-No ba! Masz coś na koncie? Jestem kompletnie spłukana a chcę to koniecznie wysłać!
-Spokojnie, mam, ale komu chcesz to wysłać?
-Aomine. Wyślę je Aomine!
-O tak, pochwal się mu, na pewno spali się z zazdrości! 
-I o to chodzi mój Kisiaczku!
Nacisnęłam "wyślij" a potem dumna z siebie zaczęłam zwijać się ze śmiechu. Lecz gdy następnego dnia zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam, wcale do śmiechu mi nie było. 




sobota, 12 września 2015

Chapter 7

Ughhh!!! Co to za uczucie w brzuchu?! Cholera, przecież nie jestem głodna 24h na dobę! Przez to powoli przestaje trzeźwo myśleć, a myśleć zaczynam jedynie o tym Granatowowłosym kretynie. Nawet nie chciałam poruszać tematu nazwy tego uczucia bo była by to totalna klęska dla mojego postanowienia i poglądów, które to i tak przez ostatnie tygodnie doszczętnie zbezcześciłam. Lecz w dalszym ciągu zastanawiało mnie to, czego tak naprawdę chcę ode mnie Aomine. Więc postanowiłam że rozpocznę małe śledztwo, co by się o tym przekonać w 100%. Działać zaczęłam z miejsca, a moim pierwszym krokiem było zdobycie informacji o jego najlepszych kumplach, którzy wiedzą o nim wszystko. Nie opisując już całego przebiegu tej mało skomplikowanej operacji, zakończyła się pomyślnie bowiem zdobyłam numer do Ryouty Kise - Sławnego modela którego zresztą znałam z okładek gazet oraz jak się dowiedziałam, najlepszego kumpla Ao od czasów gimnazjum. Teraz tylko zostało tylko wyciągnąć od niego parę rzeczy. 
***
-Halo? 
-Witam. Czy gadam z Kise?
-Tak przy telefonie, a z kim mam przyjemność?
-Jestem Sayuri i mam do ciebie bardzoo ważną sprawę.
-Czyli że jesteś moją fanką i chcesz się umówić...? 
-Znam się blisko z Aomine i wiem że jesteście najlepszymi kumplami.
-O nie nie nie, kochana, na ten sposób mnie nie nabierzesz.
-Eh ale żeś upierdliwy Kise... Jestem Sayuri Kotobashi.
-Kotobashi? Wybacz, mów śmiało o co chodzi.
-Czemu tak nagle zmieniłeś zdanie, co?
-Aominechhi dużo o tobie mówi...
-Serio? Możemy się spotkać i pogadać? 
-Oczywiście Kotobashicchi, z przyjemnością. Co powiesz na jutro o 18 w Starbuksie przy centrum? 
-Stoi. 
-Świetnie, nie mogę się doczekać, papapa!

Odłożyłam słuchawkę i zaczęłam zastanawiać się skąd u Kise tyle entuzjazmu kiedy poznał moją tożsamość. Wkrótce moje wątpliwości zostaną rozwiane. 
Następnego dnia przyszłam na miejsce spotkania, uprzednio spędzając praktycznie pół dnia na cackaniu się ze sobą, gdyż w końcu dane mi było poznać "gwiazdę" oko w oko, co nie wypada wyjść z domu, tak jakby dopiero co wstało się z łóżka. Weszłam do lokalu i rozglądnęłam się dookoła siebie. W pewnej chwili, na końcu kawiarni zauważyłam przystojnego blondyna siedzącego przy stoliku i bawiącego się komórką. 
-Siema, to ty jesteś Kise...?-Podeszłam i zapytałam żeby jeszcze się upewnić. 
-T-tak, a to ty jesteś Kotobashicchi...?-Odwrócił głowę i wytrzeszczył oczy co najmniej jakby zobaczył naćpanego granatowego kota. 
-Miło mi, ale co masz taką dziwną minę, co?
-No bo teraz już wiem dlaczego Aominecchi tak za tobą szaleje... 
-Eh dobra, już mi tak nie schlebiaj, sama dobrze wiem czego jestem warta. -Pocisnęłam ironicznie po czym usiadłam na przeciwko niego. 
-A do tego jeszcze masz ognisty temperament...
-A to żeby pasował do włosów. -Zażartowałam, na co Ryouta zaśmiał się cicho.-Dobra, do rzeczy. Znasz dobrze Aomine, mam rację? Jaki on jest?-Szybko zmieniłam temat. 
-Zależy w jakim sensie... ale chyba nie muszę zgadywać że chodzi o relację z dziewczynami.
-Zgadłeś, głównie na tym mi zależy. 
-Wiem że może na pierwszy rzut oka wygląda na takiego co poużywa i zostawi, ale do końca tak nie jest. Ma podział na "te do ruchania", jak sam to określił, których niestety jest więcej i na wyjątki, a w zasadzie jak do tej pory jeden, zresztą niewypał. 
-Co mam przez to rozumieć?
-Kiedyś, jak jeszcze byliśmy w gimbazie, zakochał się w takiej jednej lasce. Łaził za nią dzień w dzień, zaczepiał, dogadywał, popisywał się. Na moje oko serio się starał. Ale ona jednak olewała go latając za mną  w sumie jak  większość dziewczyn ze szkoły, przez co pożarliśmy się, ale teraz już jest ok. A jeżeli chodzi o ciebie to powiem szczerze, on serio zwariował... -Po wypowiedzi chłopaka popatrzyłam na niego z wielkim zaskoczeniem na twarzy. 
-Cały czas o tobie gada i pewnie nie uwierzysz ale wypytuje się mnie o rady...
-A co dokładnie o mnie mówi?
-Wszystko, Kotobashicchi...
-Poważnie...?-Oburzyłam się lekko.- A to że my.... noomm, też? 
-Tak... wybacz, faceci mówią sobie wszystko. 
-Niech go chuj zastrzeli. 
-Spokojnie, szczegółów mi nie opowiadał. 
-Eh dobra nie ważne... czyli mówisz że traktuje mnie na poważnie? 
-Poważnie? Hahah, on mówi że by mógł się z tobą ożenić jak by tylko mógł. 
-Hahaha, co za Debil!-Odparłam, śmiejąc się donośnie. 
-Mówię Ci, zależy mu na Tobie i to nie na żarty.
-Heh, dzięki za info, a teraz pozwolisz że się odwdzięczę i zamówię nam kawę, jeśli oczywiście sobie życzysz. -Oświadczyłam po czym podniosłam się lekko z krzesła. 
-O nie, to ja stawiam Sayucchi.-Blondyn jednak mnie uprzedził.-Samym zaszczytem jest zamówić kawę takiej dziewczynie.-Rzucił z uśmiechem i poszedł złożyć zamówienie. 
Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się że spotkanie z Kise zabierze mi cały dzień. Moim pierwotnym zamierzeniem było wyciągnąć od niego najbardziej interesujące mnie fakty i odejść. Lecz bawiliśmy się doskonale i żadnemu z nas ani trochę nie śpieszyło się do domu. W końcu jednak spojrzałam na zegarek i stwierdziłam że mam jeszcze masę rzeczy do zrobienia w związku z czym byłam zmuszona zwijać się w szybkim tempie. 
-Dziękuje ci za spotkanie Kotobashicchi, jesteś super! 
-Haha, no ba, ale to ja dziękuje bo dowiedziałam się bardzo ciekawych rzeczy i do tego zajebiście się bawiłam. -Rzekłam obdarzając chłopaka serdecznym uśmiechem i wstałam.
-Wiesz co ci powiem? Od dawna tak dobrze nie gadało mi się z dziewczyną. -Oświadczył Blondyn, zasuwając za mną krzesło.
-Serio? Cała przyjemność po mojej stronie.-Odparłam, po czym oboje wyszliśmy z kawiarni. 
-Sayucchi, uważaj żebym się w tobie przypadkiem nie zakochał. -Powiedział Ryouta z nutką ironii w głosie,  lecz rzucił mi całkiem poważne spojrzenie. 
-Wybacz ale to już nie moja wina że tak działam na płeć przeciwną. -Burknęłam nonszalancko. -Więc to lepiej ty uważaj na mnie, Kise. 
-Hahaha, no tak, co ja gadam, przecież masz Aominecchiego! 
-Eee? Nic poważnego mnie z nim nie łączy...
-Jak to nic? -Zapytał Blond-model na co ja tylko przeleciałam go zdziwionym wzrokiem. -Łączy was choćby to, że cholernie do siebie pasujecie. 
-No nie powiedziałabym, bo z mojej perspektywy wygląda to całkowicie inaczej. W każdym razie jeszcze raz dzięki, muszę już spadać, może jeszcze kiedyś się spotkamy, co? 
-Bardzo chętnie, już nie mogę się doczekać! -Pożegnałam się z Kise całusem w policzek i odeszłam w swoją stronę. 


poniedziałek, 7 września 2015

Chapter 6

"It don't matter what I'm doing, I can't think about you
I, no I don't wanna do it, I can't think about you
I, what the fuck am I supposed to do about you
I, what the fuck are we supposed to do about you
I, it don't matter what I'm doing, I can't think about you
I, no matter what I'm doing, I can't think about you
I, what the fuck am I supposed to do about you
I, what the fuck are we supposed to do about you..."*

Miałam już wszystkiego dość. Nie mogłam nic poukładać sobie w głowię, na niczym się skupić i choć na chwilę przestać myśleć o tym debilu. ~Zakochałam się? Ja?! Niemożliwe. Przecież to był tylko seks, nic więcej noo! A jak chodziło mu tylko o to by mnie wykorzystać?~ Cały czas zadręczałam się podobnymi spostrzeżeniami. Stwierdziłam iż muszę zrzucić to wszystko z siebie i pogadać o tym z jakąś rozgarniętą i zaufaną osobą która mnie wysłucha. Taką osobą był właśnie Taiga, którego to postanowiłam jak najszybciej odwiedzić. Następnego dnia, zaraz po lekcjach pognałam prosto do domu mojego wiernego kumpla. 
***
-Taiguś, jak dobrze cię znowu widzieć! Stęskniłam się za tobą, wiesz? -Przywitałam się z nim tradycyjnie przybijając mocną pionę. 
-Khe! Khe! S-siema, lepiej się do mnie nie zbliżaj bo jeszcze się zarazisz, młoda. 
-Luz, nic by się nie stało jak bym posiedziała trochę w domu. -Rzekłam siadając na sofie obok chłopaka. 
-To o czym chciałaś ze mną pogadać? 
-Taiga, no bo nie wiem jak to ująć cholera.... jesteś jedyną osobą z którą mogę o tym porozmawiać... ale, no nie wiem jak zareagujesz jak ci to powiem... 
-Wal śmiało, wysłucham wszystkiego co masz do powiedzenia. 
-Okej. Chodzi o tego kretyna Aomine. 
-Zrobił ci coś? 
-Że zrobił, to za mało powiedziane... -Oświadczyłam zwieszając głowę w dół.
-Co się stało?!-Oburzył się Kagami po czym gwałtownie podniósł się do pozycji siedzącej. 
-Spoko, na szczęście nic złego. -Uspokoiłam go odwracając głowę i uśmiechając się pogodnie. - No jak by to ująć... Łaził za mną, łaził aż w końcu się poddałam i mu uległam. 
-Co chcesz przez to powiedzieć, Sayu?
-Namieszał mi w głowie, niesamowicie... zaczęło się od obserwowania go na treningach, on to zauważył więc zaczęliśmy ze sobą gadać a potem całowaliśmy się... a raczej to ja jego bo się wkurwiłam ale to już inna historia...-Opowiedziałam, a Taiga tylko słuchał mnie z szokiem i niedowierzaniem na twarzy. 
-Nie no no wierzę, nie mówisz serio, nie? 
-Niestety mówię... ale jeszcze nie powiedziałam ci najlepszego...
-?
-Ehh no i w końcu doszło do tego że wylądowaliśmy ze sobą w łóżku i to zrobiliśmy...-Wydukałam, z policzkami czerwonymi jak dojrzałe buraki. 
-Co?!?!?!?!?!?!?!!??!-Zapytał Taiga wytrzeszczając oczy ze zdziwienia. 
-To co słyszysz... i teraz już sama nie wiem, bo chyba się w nim zakochałam... ale przecież nigdy nie miałam w nikim się zakochiwać a tu pojawił się on i rozpierdolił całe moje życie na drobne kawałki... 
-Dalej nie wierzę w to co mówisz ale skoro tak jest... ech patrz co się porobiło jak tylko mnie zabrakło... 
-Taigaaa, nie wiem co mam robić! 
-Zakochanie się w kimś to poważna sprawa, a co dopiero w takim typku jak on... Powiem ci tak, ziomuś. Kompletnie nie czaję, o co chodzi w tych całych sercowych sprawach ale do póki nie spróbujesz, to się nie dowiesz, taka filozofia. 
-Jak niby mam to sprawdzić co? 
-Kurde no nie wiem, może umów się z nim choćby na wspólny trening, hm? Przecież oboje gracie w kosza na wysokim poziomie.
-Wiesz, to nie jest głupi pomysł, chociaż sam mi to kiedyś proponował.... 
-Nie masz nic do stracenia, Sayu, a jakby coś było nie w porzo to wal do mnie a ja zawsze spróbuję coś zadziałać. 
-Dziękuje Taiguśśś!!! Jesteś najlepszy, kocham cię!-Powiedziałam po czym uścisnęłam go mocno, nie przejmując się jego obecnym stanem zdrowia. 
-Spoko, ale mówiłem żebyś się nie zbliżała ... Powodzenia. 
***
Od: Sayuri
Do: Aomine
Treść: Dostałeś mnie, zadowolony? 

Od: Pierdolony debil
Do: Sayuri
Treść: Taa, bardzo ale chcę czegoś więcej. Chcę mieć ciebie na własność. 

Od: Sayuri
Do: Aomine
Treść: A co ja kurwa jestem jakąś rzeczą? Jutro, 17, na boisku koło szkoły. Policzymy się, Aomine. 

Jutro, 17, na boisku koło szkoły

Przyszłam na miejsce spotkania całkowicie spokojna, opanowana i z dobrymi chęciami. Jednak cały czar prysnął jak tylko zobaczyłam tego natrętnego Ganguro. Nie zważając na moje wcześniejsze zamiary zgodnie z którymi  miałam spróbować z nim normalnie porozmawiać, zrobiłam coś kompletnie odwrotnego wygarniając mu moje żale prosto z mostu. Lecz wszystko zmieniło się w momencie kiedy zaczęliśmy grać one-on-one. W mig poprawił mi się humor na samą myśl iż dobrze mi idzie mimo tego że moim przeciwnikiem był przecież as męskiej drużyny koszykówki. Z czasem gra przerodziła się w komedię w której to niekiedy nawet ja robiłam za piłkę do kosza. Nie pamiętam, kiedy ostatnim razem tak dobrze się bawiłam. I nie sądziłam również że mamy z Aomine tyle wspólnych tematów do rozmowy. Chyba to był pierwszy raz, kiedy nasza rozmowa nie dotyczyła głównie tematu wyzywania i drażnienia siebie nawzajem oraz pierwszy raz kiedy za nim zatęskniłam zaraz po tym jak odprowadził mnie do domu. 



*Słowa z piosenki The Neighbourhood - U&I

czwartek, 3 września 2015

Chapter 5

You know all my deepest secrets
I think you know
You know to keep 'em
But I wonder if you know
I hate sleeping alone
So come and tell me what my kiss tastes like

Don't wanna miss it
So turn off the lights
But I wonder if you know
I hate sleeping alone
I have to fake it

I leave if I could
I'm not in love
But the sex is good
You can't mistake it
Because it's understood
I'm not in love
But the sex is good*

00:01, sekund 5, witamy w niedzielę. Kładłam się spać lecz wiedziałam że na marne, gdyż znów spędzę nockę sam na sam z moimi myślami. Nie mogłam zapomnieć o tym co miało miejsce dnia obecnie wczorajszego. Leżałam, gapiłam się w ciemną przestrzeń a nos wewaliłam do bluzy Aomine, co jakiś czas pociągając sobie zapach jego perfum. I uświadomiłam sobie że ta moja rzekoma nienawiść do niego to tak na prawdę maska, którą wkładam by ochronić swoją dumę. ~Ale chwila Sayuri, co ty gadasz do cholery  jasnej?! Nigdy w życiu mu nie ulegnę!~ I tak oto do piątej nad ranem toczyłam bitwę między swoją dumą, rozumem i sercem. Rozum został pokonany, co przegra jako kolejne? 
***
Wstałam gdzieś koło południa i ogarnęłam się szybko. Czułam, a raczej wiedziałam już z góry że nie będę mieć dzisiaj spokoju. Aomine raczej nie był typem który łatwo odpuszcza jeżeli mu na czymś zależało. Chciał to miał, jak nie po dobroci to siłą. Taki już jest. Moje przeczucia sprawdziły się szybciej niż myślałam. Ledwo co zdążyłam wyjść z wanny i się ubrać jak usłyszałam dzwonek do drzwi. A któż to nachodzi bez zapowiedzi moją skromną osobę w sam środek niedzieli? Jeszcze tak nie dawno  było to nie do pomyślenia, lecz teraz wręcz stało się to oczywiste. A żeby tego było mało, moja matka jeszcze nie zdążyła wyjść do pracy. I co tu robić? A niech cię szlag, Aomine. Wybrałeś świetny dzień, godzinę i miejsce. W ostateczności poszłam otworzyć, bo i tak prędzej czy później ona by to zrobiła. Przekręciłam zasuwkę, nacisnęłam na klamkę i przed moimi oczyma pojawił się Daiki z wielkim bukietem kwiatów oraz reklamówką chuj wie z czym. 
-Yyyy... Po co żeś tu znowu przylazł?! -Zapytałam, ukradkiem patrząc na to co trzyma w ręce. 
-Nie są dla ciebie. 
-Uff, całe szczęście że nie dla mnie. 
-To co wpuścisz mnie czy sam mam się wpuścić?
-A czemu niby miałabym to robić, co?
-Mam lody waniliowe. 
-Coo? chcesz mnie przekupić, chyba cię pojebało pajacu, haha. 
-I mam też mleko truskawkowe, wiem że ćpiesz to jak podupcona. 
CZY KTOŚ POWIEDZIAŁ MLEKO TRUSKAWKOWE? Wszystko wszystkim ale mleka truskawkowego nikomu nie odmówię. 
-Dobra, właź.-Zaprosiłam go niechętnie do środka i nawet nie zdążyłam się obejrzeć kiedy poleciał prosto do mojej rodzicielki. Wtedy serce stanęło mi w gardle. Na prawdę. 
-Witam szanowną Mio-san, pozwoli Pani że się przedstawię. Jestem Daiki Aomine. -Przywitał się z nią, całując w rękę. -Dla tak pięknej kobiety jak Pani należy się równie piękny bukiet. -Powiedział po czym podał jej kwiaty. Ja stałam z boku miałam nogi z waty, lecz ciężko mi było opanować śmiech gdyż tak kulturalne zachowanie zupełnie nie pasowało do tego zjaranego pacana. Matka przyjęła podarunek ze szczęką na podłodze, jednakże podejrzliwe kurwiki nie znikały jej z oczu nawet na sekundę. 
-Dziękuję uprzejmie, Panie Aomine. 
-Dla Pani wszystko. 
-Ma Pan bardzo ładne perfumy, prawda Sayuri?-Zapytała zerkając na mnie ukradkiem. Tego już za wiele.
-Nie przyszedłeś tu zalecać się do mojej matki, idioto!-Wkurzyłam się i szarpiąc go za ubranie zaciągnęłam do mojego pokoju. 
-Co ty za sceny odstawiasz?! Popierdoliło cię do końca?!-Spytałam oburzona. 
-Ja jestem kulturalny w przeciwieństwie do ciebie.-Burknął, po czym rozłożył się na moim łóżku. 
-Ej, kto ci pozwolił tak się tu panoszyć? 
-A czy muszę mieć pozwolenie? Jestem gościem a gościem trzeba się odpowiednio zająć. -Odparł i rzucił mi mleko. -Trzymaj i wyluzuj trochę. 
-Pff, jestem najbardziej wyluzowaną osobą na świecie, tylko po prostu ty mnie niemiłosiernie wkurwiasz. -Złapałam, siadając obok na krześle. Wypiłam napój w ciszy i odliczałam czas do momentu kiedy matka opuści dom, ażeby móc w ostrzejszy i bardziej radykalny sposób pozbyć się mojego niechcianego gościa. Finalnie usłyszałam jak wychodzi, przekręcając zamek w drzwiach. Wtedy wkroczyłam do akcji. 
-Ile tu jeszcze będziesz siedzieć?! Wypierzaj mi stąd, nie mam ani siły ani czasu się z tobą użerać. -Wstałam i pochyliłam się nad nim, ciągnąc go za rękę. 
-Będę tu siedział ile będę miał ochotę. -Rzekł a następnie złapał mnie za przedramienia i całą siłą zrzucił na siebie. 
-Puszczaj! -Próbowałam się wyrwać, wierzgając rękami i nogami na wszystkie strony świata ale niestety moje starania poszły na marne. Aomine był silniejszy, cięższy i... zajebiście pachniał. Nim zdążyłam cokolwiek zrobić ten przewrócił mnie na plecy a sam położył się na mnie. 
-Ze mną nie masz szans kochanie. -Mruknął po czym obdarzył mnie serią długich, gorących pocałunków. 
-Zostaw mnie, Aomine...
-Na pewno?-Spytał, gładząc mnie po policzku.
-T-tak...-Odparłam lecz Daiki zamiast wykonać moją prośbę, a raczej rozkaz, włożył mi swoje dłonie pod bluzkę. 
-E-ej co ty do cholery robisz?! Prze...-Nie dokończyłam gdyż Granatowowłosy zatkał mi usta pocałunkiem. Nie mając możliwości protestowania, czekałam tylko jak skończy żeby mu wygarnąć, ale ten posunął się o krok dalej ściągając wówczas to, co okrywało mnie od pasa w górę. Następnie ustami zjechał na moją szyję a jego dłonie powędrowały na piersi. To co robił było tak przyjemne że zaniemówiłam a potem zupełnie nieświadomie, co najmniej tak jakbym straciła kontrolę nad tym co robię, poczęłam ściągać z niego koszulkę. Aomine widząc to uśmiechnął się szyderczo i już bez żadnych oporów poszedł na całość, wsuwając mi dłoń pod spódniczkę. Czyniąc to, przejął nade mną całkowitą kontrolę, gdyż nie miałam najmniejszego zamiaru mu tego przerywać, a wręcz sama dołączyłam się do zabawy, odwdzięczając się tym samym. A potem już tylko oddałam mu się w całości.  Nie muszę chyba opowiadać, jak to się skończyło. Do tej pory nie wierzę że tak łatwo mu uległam. Jednak teraz wiem, że nigdy tego nie pożałuję, bo była to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy jakie zrobiłam w moim dotychczasowym życiu, ale wtedy czułam się okropnie, czułam że zawiodłam samą siebie. Nawet nie miałam ochoty wynurzać łba spod kołdry jak było już po wszystkim. Daiki siedział u mnie cały dzień i przez cały dzień nie odezwałam się do niego słowem. Jakoś przed dziesiątą wieczór udało mi się go jakoś wywalić z mojego domu bowiem wiedziałam że moja matka zaraz wróci z roboty. Kiedy tylko wyszedł, migiem zaczęłam doprowadzać siebie i mój pokój a w szczególności łóżko do porządku. Podczas rzekomego sprzątania, w koszu spostrzegłam obiekt który mnie z deczka obrzydził lecz sprawił jednocześnie iż spłonęłam gorącym rumieńcem. Nagle usłyszałam jak zamek w drzwiach przekręca się więc z miejsca sprzątnęłam worek na śmieci wraz ze zużytym kondomem. Uff, udało się, zdążyłam. Jeszcze sekunda i było by po mnie. 



*Słowa z piosenki Saving Abel - The Sex is good